Mam trudny charakter, o czym sama doskonale wiem. Lubię stawiać na swoim i kontrolować wiele rzeczy. Chę, żeby wszystko było perfekcyjnie, albo przynajmniej najlepiej jak się da. Jak się nie stresować, albo jak nie zwariować przy takim podejściu do życia? Łatwo nie jest, ale też da się zrobić.

Obecnie za mną kilka naprawdę ciężkich dni. Takich w których wszystko idzie zupełnie nie tak, jak by się chciało. I to zupełnie nie z mojej winy.

Patrzę sobie na to wszystko i tak sobie myślę, że gdyby podobna sytuacja spotkała mnie kilka lat temu, to na pewno miałoby to inny przebieg. Skończyłoby się krzykiem, płaczem, tupaniem nogami i buczeniem w poduszkę. Teraz już tak się nie kończy, bo trochę już siebie znam i wiem,  jak się ze sobą obchodzić.

Jak się nie stresować?

Zupełnie się nie stresować po prostu się nie da. Stres jest integralną częścią naszej egzystencji. Do pewnego momentu bywa on pozytywnym, motywującym kopniakiem w tyłek. Jednak na dłuższą metę zwyczajnie nas wykańcza.

Dlatego zebrałam w tym poście moje sposoby na to, by ograniczać stres. To nie są jakieś odkrycia. Albo pomysły, na które wpadłam wczoraj pod prysznicem i nagle postanowiłam dzielić się nimi ze światem. Raczej są to działania, które przez lata testowałam na sobie. Takie które przynoszą zadowalające mnie rezultaty. Często są to rzeczy, które wcale nie są dla nas nowe, ale po prostu musimy sobie o nich przypomnieć.

Poza tym nie ukrywam, że większość z nich jest zwyczajną nauczką, jaką wreszcie! wyciągnęłam z popełnianych przeze mnie błędów.

Kto wie, być może któraś z tych rzeczy sprawdzi się i u Was?

1. Wiem, że odpowiadam za to, jak się czuję

Jak głosił Rumi:

Wczoraj byłem bystry i chciałem zmienić świat. Dziś jestem mądry, więc zmieniam siebie. 

Chyba najgorsze, co można sobie zrobić, jest przekonanie, że ktoś inny (albo coś) może dać nam szczęście. Za tym idzie uzależnianie się od tej drugiej osoby (lub zakupów, zabiegów kosmetycznych, pracy, ciągłej zajętości – to mogą być najróżniejsze rzeczy) i brak jakiejkolwiek pracy własnej. Chcemy, aby nasze zadowolenie pochodziło z zewnątrz. Na krótką metę to może się nawet udać, ale na pewno nie na dłużej.

Poza tym zwykle działa to tak biegunowo – oczekujemy, że ktoś/coś nas uszczęśliwi. I również tego kogoś/coś obarczamy winą za wszelkie niepowodzenia. Zamiast zmienić swoje zachowanie, albo przynajmniej swoje podejście do sprawy, wymagamy, by to świat wokół się zmienił.

To nie jest mądre i każdy to wie, jednak ja chyba musiałam w końcu sama do tego dojść. Dlatego obecnie biorę sprawy w swoje ręce. I nie czekam na to, aż coś zmieni się samo z siebie. Dbam o siebie, jako jednostkę. Również od siebie zaczynam zmiany. Dbam też o innych i o moje z nimi kontakty, jednak nie stawiam jednego ponad drugim.

2. Rozmawiam

Przez bardzo długi czas zmagałam się z syndromem “Domyśl się!“. Zarówno w związku jak i w kontaktach z innymi. Wydawało mi się, że wszyscy wokół wiedzą, o co mi chodzi i co mnie boli… nawet jeśli im tego nie powiem. Myślałam sobie, że jak zrobię naburmuszoną minę, to każdy od razu się połapie, gdzie popełnił błąd. Albo chociaż zreflektuje się, że w ogóle go popełnił.

I to było takie działanie, wiecie, jak uderzanie głową w ścianę z nadzieją, że w końcu się przesunie. Totalnie bez sensu.

Dlatego dziś robię, co mogę, aby rozmawiać. Mówić o tym, co i kiedy mnie boli. Najlepiej na bieżąco! Często już samo porozmawianie o tym, rozwiązuje problem. I usuwa masę stresu i rozgoryczenia.

3. Zapisuję i planuję

Nie raz już Wam pisałam, że uwielbiam listy zadań. To jest taka namacalna rzecz (zwłaszcza, że zawsze robię je w wersji papierowej), która trzyma mój świat w ryzach. I daje mi po prostu święty spokój. Wiem, że o tym, o czym powinnam pamiętać, tak naprawdę… pamiętać nie muszę. Bo jest zapisane. Więcej na ten temat możecie poczytać sobie w Efekt Ovsiankiny czyli klucz do efektywności i koncentracji.

Właśnie dlatego co miesiąc dzielę się z Wami planerem, z którego sama również korzystam. Za każdym razem znajdziecie go w poście “Maj w kwadratach” (czy kwiecień, czy styczeń – w zależności od tego, jaki mamy miesiąc).

Staram się również nie działać na ostatnią chwilę. Co leży w mojej naturze ;) Próbuję to okiełznać właśnie dzięki listom, które organizują mi pracę i nie pozwalają zostawiać wszystkiego na ostatni dzwonek.

4. Praktykuję jogę

Powiem szczerze, że sama nawet nie patrzyłam na to pod tym kątem, jednak osoby, które znają mnie od dawna, po prostu same mnie na to naprowadziły. Zauważyły zmianę mojego zachowania i słusznie połączyły jedno z drugiem.

Joga naprawdę wycisza. Co jednak często bywa zupełnie źle zrozumiane – praktyka jogi wcale nie wiąże się z tym, że nagle stajesz się chłopcem do bicia, wszyscy mogą wchodzić ci na głowę, a ty tylko nadstawiasz kolejny policzek.

Nie.

To bardziej takie kumulowanie energii i niezużywanie jej na to, co nie jest tego warte. Rzeczy mało ważne można przemilczeć i nie stresować się bez powodu. Jednak w momencie, gdy coś ma dla nas prawdziwą wartość, działamy ze wzmożoną siłą. Raz a porządnie! ;)

Nadchodzące warsztaty jogi:

  
  
(Visited 6 579 times, 7 visits today)

5. Medytuję, oddycham świadomie lub siedzę w ciszy

A jeśli joga, to nie tylko ta na macie. Z matematycznego punktu widzenia asany, czyli pozycje jogi, to tylko znikomy procent całego systemu.

Mamy tu jeszcze chociażby medytację, kontemplację w ciszy czy świadome oddychanie. Jest wiele technik oddechowych i medytacyjnych, które pomagają znaleźć spokój nawet podczas największych zawirowań.

Często z medytacji robi się jakąś wiedzę tajemną, wręcz mistyczną. Tymczasem w gruncie rzeczy jest sprawnym systemem odpowiednich działań i zachowań. Być może warto rozwinąć ten temat? Albo zrobić odpowiedni film/filmy na YouTube, co sądzicie?

Bo jak na tę chwilę do podesłania mam tylko jedną medytację ;)

6. Pamiętam o wdzięczności

Swego czasu na blogu pojawił się wpis Maleńki rytuał, który zmienia życie i myślę, że tam dokładnie wytłumaczyłam w czym rzecz.

Zamiast stresować się i skupiać się na tym, czego nie ma, lepiej doświadczać i czuć wdzięczność za to, co już udało nam się osiągnąć.

7. Patrzę na rzeczy z daleka

Gdy czuję, że targają mną emocje, albo gdy mam wrażenie, że mój świat za chwilę się rozpadnie, bo po prostu tak dalej być nie może – staram się spojrzeć na wszystko z daleka. Trochę tak, jakby to nie była moja sprawa, ale jakiejś losowej osoby. Zwykle wtedy wszystko wydaje się jakoś mniej ważne.

Można również spytać siebie: czy ta sprawa będzie miała jakiekolwiek znaczenie za miesiąc? Za rok? Albo za 10 lat? Bardzo prawdopodobne, że nie będzie! I że nawet nie będziemy o niej pamiętać.

Poza tym w sprawach, które zupełnie nie idą po mojej myśli – zawsze, ale to ZAWSZE sprawdza się stwierdzenie:

Widocznie tak miało być.

Jak się nie stresować wcale?

Czy jest możliwość całkowitej eliminacji stresu? Nie sądzę. Nadal podtrzymuję to, że nie da się i że w w sumie nie ma sensu tego robić. Zamiast walczyć ze stresem, lepiej jest go po prostu oswoić. Ponoć oswajanie działa nawet na najgorszą bestię ;)

A jakie są Wasze sprawdzone sposoby na stres? Dajcie znać w komentarzu :)

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

(Visited 6 579 times, 7 visits today)
(Visited 6 579 times, 7 visits today)
No more articles
Close