Często gdy opowiadam komuś, że zapisuję sobie wszystko, ale to absolutnie WSZYSTKO co chcę/muszę/powinnam zrobić, pamiętać, kupić czy cokolwiek czuję na sobie wzrok politowania. Albo przynajmniej niezrozumienia. Bo niby po co tak to wszystko zapisywać, skoro można sobie po prostu zapamiętać?

Mam jakieś takie odwieczne poczucie, że gdy sobie coś zapiszę, to jest mi zwyczajnie lżej na duszy. I czuję się prawie tak, jakbym to zadanie wykonała. Świadomość, że nie muszę o tym pamiętać i jednoczesna pewność co do tego, że wszystko jest zapisane i że natknę się na te notatkę wtedy, kiedy trzeba się zabrać do pracy, jest naprawdę uwalniająca.

Całkiem niedawno dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak efekt Ovsiankiny i że jest to logicznym wytłumaczeniem mojego zachowania.

Efekt Ovsiankiny – co to takiego?

Efekt Ovsiankiny nie ma (niestety ;) ) nic wspólnego z owsianką. Jest to teoria opracowana przez nieżyjącą już rosyjską psycholog – Marię Ovsiankinę. Stąd nazwa.

Stwierdziła ona, że każde niedokończone zadanie sprawia, że (często nawet obsesyjnie) o nim myślimy. Oraz że najczęściej przypomina nam się o nim w momencie, w którym wcale nie powinniśmy się nim zajmować.

Jako ludzie mamy tendencję do tego, by doprowadzać zadania do końca, albo przynajmniej do jakiegoś konkretnego etapu. Nawet jeśli wydaje Ci się, że Ciebie to nie dotyczy i że wręcz przeciwnie – brakuje Ci chęci czy motywacji, przez co porzucasz zadania w połowie – to wcale nie oznacza, że Twój umysł przechodzi nad tym obojętnie. Zwykle gdzieś wewnątrz odzywa się głos który mówi: znowu nie dokończyłam, znowu nie dałam razy, wszyscy wokół potrafią tylko nie ja… i inne takie.

Wyjątkiem jest tutaj jedynie podjęcie świadomej decyzji o tym, że nie zamierzasz tego zadania kontynuować. Ale to inna bajka. Mówimy tutaj o rzeczach, które zostały porzucone i masz poczucie tego, że nie zostały domknięte.

Wracając do efektu Ovsiankiny – w praktyce oznacza to tyle, że jeśli mamy 2 zadania do wykonania, z których jedno już zaczęliśmy a drugiego nie, to bardzo prawdopodobne jest to, że zajmiemy się tym pierwszym. A jeśli nie – nasze myśli będą maniakalnie krążyły właśnie przy nim.

Znając ten efekt, możemy wykorzystać go na dwa sposoby:

1. Napoczynając zadanie, co skłania nas do kontynuacji

Skoro wiemy, że zaczęte przez nas zadania zmuszają nas do tego by się nimi dalej zająć, możemy starać się “ugryźć” rzeczy, których nie chce nam się robić, albo które wydają nam się zbyt trudne lub zbyt duże. Samo już postawienie pierwszego kroku sprawia, że cała reszta staje się łatwiejsza.

Takim pierwszym krokiem może być zwyczajne otworzenie pustego dokumentu i wystukanie kilku pierwszych słów. Albo nawet samo przygotowanie sobie planu działania. Albo przeniesienie się do miejsca, w którym będziemy pracować, żeby tylko “rzucić okiem na zadanie”. Często już tyle wystarczy – chodzi o to, by Twój umysł uznał zadanie za rozpoczęte. Potem sam będzie się dopraszał, by je dokończyć.

Na tej samej zasadzie wiele osób zaleca robienie sobie przerwy wcale nie po zakończeniu jakiejś pracy, ale… chwilę po rozpoczęciu kolejnego zadania. Będziemy mieli wtedy poczucie, że po przerwie jest coś, do czego chcemy wrócić coś, co chcemy dokończyć.

To trochę tak, jak z czekoladą. Dopóki leży nieotwarta, możemy przejść wobec niej obojętnie. Ale jak już ją otworzymy. I zjemy jedną kostkę. I potem kolejną i kolejną… to ostatecznie trzeba nas od niej odciągać siłą ;)

2. Zamykając zadanie przez… jego zapisanie

Drugim sposobem, dzięki któremu efekt Ovsiankiny może być użyty w praktyce, jest właśnie zapisywanie. Często jest tak, że nie możemy się skupić na swoim aktualnym zajęciu, bo ciągle coś nam się przypomina. A to że lodówka świeci pustką, więc trzeba zrobić zakupy. A to włosy okazują się zbyt długie, więc trzeba zadzwonić do fryzjera. A to uświadamiamy sobie, że mamy niedługo spotkanie, na które trzeba się przygotować, więc zaczynamy nad nim myśleć.

Wtedy zamiast pamiętania, warto zrobić sobie prostą listę do wykonania PO pracy:

  1. Zakupy
  2. Fryzjer
  3. Przygotować się do spotkania

Zadania do wykonania, które zanotujemy sobie w kalendarzu, na kartce, na komputerze czy gdzie nam wygodnie – zostają przez nasz umysł sklasyfikowane jako te “domknięte”. Czyli przestajemy o nich maniakalnie myśleć i możemy skupić się na tym, co aktualnie robimy.

Podobno mitem jest przekonanie, że “pamiętanie” o wszystkim wyrabia naszą pamięć. Zgodnie z Ovsiankiną (i nie tylko) zmniejsza jedynie skuteczność naszego obecnego działania i powoduje problemy z koncentracją.

I na koniec praktyczna informacja, która może się przydać – na blogu znajdziecie gotowy do pobrania i druku planer, w którym można sobie WSZYSTKO zapisywać ;)

Miej umiar z dedykacją

(Visited 5 363 times, 1 visits today)

Nadchodzące warsztaty jogi:

Kliknij zdjęcie, by zobaczyć szczegóły

(Visited 5 363 times, 1 visits today)

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

(Visited 5 363 times, 1 visits today)
(Visited 5 363 times, 1 visits today)
No more articles
Close