Myślałam o tym, żeby zacząć ten wpis jakoś patetycznie. Od przypowieści czy chociażby mądrego słowa. I tak nosiłam to w sobie i nosiłam. Musiałam przepuścić to przez wszystkie najgłębsze warstwy siebie, żeby wytłumaczyć wszystkim, dlaczego zrobiłam to, co zrobiłam.

Tak już mam, że w życiu kieruję się emocjami, nie chłodną kalkulacją czy statystyką. Krótko mówiąc – bez przypowieści i bez mądrości – wróciliśmy do Polski. Bo chcieliśmy.

Wróciłam, bo tęskniłam.

Za wszystkim po trochu. Za językiem, za jedzeniem, za codziennością. Przyjaźnie i różnego rodzaju relacje mają to do siebie, że wymagają obecności. A obecność nie lubi oddalenia od siebie o ponad tysiąc kilometrów. Zwłaszcza wtedy, gdy nie należymy do mistrzów konwersacji wirtualnych, a ja na ten przykład nie należę. Rozmowa na facebooku ma dla mnie charakter czysto informacyjny, jakoś nie może przepoczwarzyć się w nic głębszego.

Poza tym tęskniłam za całą tą naszą cudowną polskością, którą w sobie nosimy.

Polak Polakowi człowiekiem.

Polskość tę niektórzy nazywają marudzeniem, pesymizmem, brakiem wiary. I o ile z tym ostatnim mogę się zgodzić, bo Polacy mają to do siebie, że lubią sobie ujmować, to z narzekaniem niekoniecznie. Bo my po prostu mówimy jak jest, bez udawania i sztucznych uśmiechów.

Już kilkakrotnie pisałam Wam o mentalności Duńczyków, o prawdzie o hygge. O tym że na porządku dziennym jest sytuacja, w której człowiek zapytany o to jak się miewa, z szerokim uśmiechem na ustach odpowiada, że wspaniale. Po czym wraca do domu i wiesza się na pasku od spodni.

O tym że starsi ludzie umierają w samotności, co miało miejsce pod naszym własnym nosem – gdzie sąsiad został znaleziony martwy po kilku tygodniach, gdy pomału zaczął już stapiać się z podłogą – też opowiadałam.

Smutne ale prawdziwe. Dlatego zawsze uważam, że te negatywne emocje i smutności też muszą mieć swoje ujście. Może nie na każdym kroku, ale chociaż w gronie najbliższych. A o uczuciach rozmawiać trzeba, choć i my coraz częściej o tym zapominamy.

Robić to co lubię, tak jak lubię.

Wracamy, bo jest jeszcze wiele rzeczy, które chcemy zrobić. Dla których chcemy zaryzykować.

Duński model społeczeństwa zakłada niemartwienie się o nic i poduszki finansowe z każdej strony. Jak nie zasiłek to dopłata. Jak nie dopłata to państwo pomoże w znalezieniu pracy. Dla wielu osób sytuacja idealna. I ja to rozumiem, szanuję. Ale jednocześnie czuję, że to jest nie dla mnie.

Bo ja jednak wolę te huśtawki, zaskoczenia. To że czasem jest fatalnie, po to by nadchodzące „dobrze” docenić jeszcze bardziej.

Pieniądze, to nie wszystko.

Nie obnosiłam się z naszym powrotem. Nie odliczałam publicznie dni, nie opowiadałam na prawo i lewo o naszych planach.

O powrocie mówię raczej osobiście, przy spotkaniach. I muszę przyznać, że reakcje bardzo rzadko są pozytywne.

I ciągłe pytania: po co, po co, po co, dlaczego? Przecież tam już wszystko było ułożone. Nawet jeden z naszych tamtejszych znajomych stwierdził „Po co wy to robicie?! Miliony Polaków chciałoby być teraz na waszym miejscu.”

Zupełnie zabawna sytuacja sprawiła, że na drugi dzień po naszym powrocie, skontaktowała się ze mną pani z Pytania Na Śniadanie. Pytała czy chciałabym wystąpić w programie. Same chęci odłóżmy już na bok, przede wszystkim ja po prostu MOGŁAM to zrobić. Bo byłam w pobliżu.

Tak że teraz mam krótką odpowiedź – wróciłam, bo miałam parcie na szkło i chciałam za wszelką cenę wystąpić w telewizji.

Bezplan.

Mam wrażenie, że pierwsze miesiące tego roku wystawiły na próbę moją elastyczność. Mogłam sobie planować do woli, a i tak wszystko toczyło się zupełnie inaczej. Wyjeżdżałam na kurs nauczycielski na 2 tygodnie, wracałam po 4 dniach, bo kurs był przerwany z przyczyn technicznych. Jechaliśmy z Danii do domu, miało to zająć 14 godzin, zajęło ponad 2 doby, bo zepsuł nam się samochód i musieliśmy czekać na naprawę w przydrożnym hotelu.

Teraz siedzę w samochodzie, piszę dla Was post będąc w drodze do Krakowa, choć jeszcze wczoraj byłam święcie przekonana, że do końca tygodnia zostaję w domu.

W sobotę, wyjeżdżam na kurs nauczycielski na ponad 2 tygodnie. Z założenia. Bo z doświadczenia wiem, że może być różnie.

Podobnie z pytaniami i planami odnośnie zostania w Polsce na stałe.

Przeczytałam gdzieś kiedyś, że ktoś, kto już raz przekroczył ocean, zawsze będzie po jego niewłaściwej stronie. Ja oceanu nie przekroczyłam. Ale rozsunęłam swoje granice i nie chciałabym z niczego sztucznie tworzyć epicentrum.


Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

  • Fakt faktem, że mocno nie wtapiałam się w filozofię [można to tak nazwać?] hygge, ale z tego co powyczytywałam czy posłuchałam w różnych zakątkach Internetów, jawi mi się to jako celebrowanie codzienności, zwracanie uwagi na kontakty. I to wg mnie jest jak najbardziej na plus. Ale jest druga strona medalu o której właśnie piszesz – Duńczycy mają problem z mówieniem jak jest. Bo to nie amerykańskie „I’m fine”, bo tam się odwiedza siebie nawzajem. O tym nawet ostatnio rozmawiałam z przyjaciółką w trpie donikąd, że oni boją się zawierać jakieś głębsze znajomości, bo boją się że u kogoś będą siedzieli za długo. Albo, że się wproszą. Innym razem, że zadzwonią, a ten ktoś nie będzie miał ochoty na rozmowę. Boją się takich niedomówień? Nie wiem czy można to tak nazwać. Dlatego i tutaj jak dla mnie świetnie sprawdza się zasada równowagi, swoistego balansu życiowego. Nie powinno się wylewać swoich złości na lewo i prawo, ot choćby emocje powinny zostać na drugim planie jak się idzie do pracy [w sensie czysto zawodowym. Nie biorę tutaj pod uwagę, przyjaźni w pracy], ale też z drugiej strony nie można, wyolbrzymiając, wracać do domu, trzaskać drzwiami, gdzie cała nasza osoba kipi jakąś złością, a na pytanie partnera „Jak dzień/co się stało?” odpowiadać, że nic, że jest świetnie.
    Na marginesie bardzo prywatnym, da się prowadzić związek na odległość. Doskonale rozumiem i zdaję sobie sprawę, że nie jest to dla każdego i taki związek jest cholernie trudny, ale da się. Nie jest on pospolity, ale sama w takim tkwię. Od kilku lat. I szybko się on nie skończy. Dla wielu ten związek jest w pewien sposób odrealniony i dziwią się, że nam wychodzi. Ale nie będę się o tym rozpisywać, bo to w sumie nie ten temat nawet :)

    • Ja akurat nie miałam na myśli związku, ale zwykle przyjaźnie, znajomosci. Dla mnie było cieżko, ale wiadomo, wszystko da się. Czasem tylko trzeba się zastanowić po co i czy warto :) a z tym balansem jest tak jak mowisz, trzeba znaleźć go wszędzie :)

  • Ja zapewniam, że Cię rozumiem, i szczerze mówiąc opisy życia za granicą w ogóle mnie nie rajcują i pociągają. I nie jestem jednym z tych miliona Polaków którzy chcieliby być na Twoim miejscu wcześniej. Kierowanie się w życiu emocjami też doskonale rozumiem :D

  • Ewa Mika

    A tak się ostatnio zastanawiałam, co Was tyle w Polsce :)

    Doskonale Cię rozumiem. Sama zdecydowałam wrócić do kraju i mimo, że ‚nadaję’ jeszcze z nad wielkiej wody i jakieś tam obawy we mnie są to na powrót cieszę się, jak małe dziecko.

  • Ja też zauważyłam, że ostatnio jesteś często w Polsce i nawet trochę poplotkowałam do Wojtka, że chyba wróciliście. Kazał zapytać, ale nie chciałam być wścibska :D cieszę się, że w końcu sama o tym napisałaś. Ja obserwuję, że coraz więcej osób wraca. Chyba jednak ta Polska nie taka zła, jak ją niektórzy malują ;).

    • To ja odbijam piłeczkę – spytaj Wojtka o kirigami :D a tak serio, to ja sama mam wrażenie, że wiele osob nadal wyjeżdża. I decyzja o powrocie jest odbierana raczej jako głupota ;)

      • Kate

        My z mężem także nie mieszkamy w Polsce, ale cały czas myślimy nad powrotem. Co własny kraj to własny. Rodzina i przyjaciele, których się zna od zawsze i ma z nimi wspólne wspomnienia, tego nie zapewnią nowi, choć mili znajomi. Nas co rusz wszyscy do powrotu namawiają i jeszcze nikz pomysłu nie negował.
        Brawo dla Was za podjęcie takiej decyzni, wiem że z różnych powodów łatwe to nie jest. Pozdrawiam

  • Gratuluję, ściskam i życzę powodzenia! Też kiedyś wrócę i uważam, że każdy powinien pobyć trochę na emigracji – po to, żeby docenić, jak w Polsce jest dobrze, jak ciepło, jaki mamy zajebisty klimat, jakie dobre jedzenie, jacy ludzie są fajni, jakie piękne mamy krajobrazy i przede wszystkim, że inne kraje też mają swoje popieprzone biurokracje, kolejki do lekarzy, paracetamol na złamanie nogi, papierologię, brzydką pogodę i od cholery innych cudów.

    I chciałabym, żebyśmy nauczyli się mówić POLSKA? Polska jest fantastyczna!!!

    • Ósmy Dzień

      Zgadzam się z Tobą. Mam takie same odczucia i też chcę wrócić. Niestety mój chłopak nie chce wracać, a ja jestem na emigracji nieszczęśliwa.

      • Nie chce, bo nie chce, czy sprawy finansowe/zawodowe?

      • Paula

        No patrz, mam zupełnie podobnie. Nie jestem gotowa, ale myślę, że tylko jedno słowo z jego ust- a byłabym spakowana :D. Łatwiej jest, jak fwie osoby chcą.

        • Ósmy Dzień

          Zdecydowanie łatwiej. :)

      • Ja nie wrócę, bo mój chłopak nie jest Polakiem więc… zero szans :)

    • Dobrze prawisz :)

    • Ciepło? Klimat zajebisty? – chyba już długo przebywasz na emigracji :-D Ja mieszkałam za granicą 6 mies. i chociaż postanowiłam wrócić, to jednak…po powrocie nie mogłam się odnaleźć w polskiej rzeczywistości. Ja czasem mam takie wrażenie, że zbytnie przywiązanie do Polski to coś takiego jak-paradoksalnie- syndrom sztokholmski :-D

      • A gdzie masz lepszy klimat? W Polsce masz piękne, zimowe miesiące, przedwiośnie i wiosnę z umiarkowanym klimatem, gorące lato, słoneczną jesień – poza innymi krajami Europy Środkowej taki różnorodny klimat w zasadzie nie występuje. Czemu masz syndrom sztokholmski – to znaczy co konkretnie Cię tak boli w Polsce? ;)

        • Dawno już zimy w Polsce nie przeżyłaś :) To już nie są pory roku sprzed 30 i więcej lat! Klimat uległ zachwianiu i stał się nieprzewidywalny – uprawy niszczeją z dnia na dzień gdy przejdzie w lipcu grad albo zaraza w powietrzu, zimą jednego dnia jest -15 stopni a za kilka dni +3. Ja w Polsce nie cierpię klimatu!
          W Polsce przede wszystkim nie lubię mentalności – zamknięcie, dystans, kierowanie się swoim ego – ludzie nie myślą „globalnie” czy chociażby lokalnie – każdy sobie rzepkę skrobie. Jednocześnie rozumiem dlaczego tak się dzieje- przykład idzie z góry; jeśli rządząca ekipa wysyła od wielu lat sygnały „Wy szaraczki nic nas nie obchodzicie, chcemy waszych pieniędzy, ale niczego nie oczekujcie” -to ludzie dokładnie w ten sposób żyją. W tym kraju jest wielki potencjał. Ale rzadko wykorzystywany – widzę po finansach publicznych. Na przykład.

          • Byłam w Polsce na nartach kilka tygodni temu – piękne słońce, fantastyczny śnieg, cudowna pogoda. „Klimat uległ zachwianiu” na całym świecie, nie tylko w Polsce :) „MENTALNOŚĆ” Polaków to najbardziej ulubiony temat narzekania Polaków – mówisz, że ludzie nie myślą globalnie, ale przecież Ty też jesteś Polką, więc…? Generalizowanie jest okropne, bo młode pokolenie już dawno nie jest takie, jak nasi dziadkowie żyjący w PRLu – dzisiejsi 20-latkowie w Polsce to ludzie w wielkiej części inteligentni, światowi, kreatywni, świetnie wykształceni, tolerancyjni. Ale jako Polacy, musimy się biczować i czuć gorsi od np. Brytyjczyków, wśród których mało kto umie jakikolwiek język obcy, wielu ma problem z własnym, jest olbrzymi wskaźnik analfabetyzmu.

            Aha – i tak BTW: wiesz, czemu wszyscy jeżdżą do Grecji, Włoch, Francji na wakacje? Bo oni mówią ,,OCH ITALIA, takie dobre jedzenie, takie fantastyczne miejsce, takie dolce vita!” – a w rzeczywistości to jedzenie to pomidor z białym serem, ciasto z sosem i makaron, czyli potrawy, które może i dobre, ale nie umywają się zaawansowaniem do polskich potraw. We Francji – „OCH WINO, och sery, och nasza kultura!” – a Polak ma i wino, i sery, i inne doskonałe produkty i bogatą historię i kulturę, ale mówi ,,My Polacy-Cebulacy, politycy zepsuli nam życie”. W Polsce mamy piękną przyrodę, zabytki, zachwycające miejsca – ale Grecy, którzy mają zaśmiecone, wyschnięte tereny ze zrujnowanymi budynkami krzyczą o swoich plażach i tak dalej. Nastawienie jest bardzo istotne – szczerze to chyba nigdy nie usłyszałam od cudzoziemca w UK, że jego kraj jest chujowy, brzydki, ludzie głupi…

  • Magda Kozlowska

    Fajnie pomieszkać za granicą, ale koniec końców i tak chcę mieszkać w Polsce. Miałam okazję pomieszkać chwilę w Szwajcarii i wspominam to bardzo miło, ale w Polsce czuję, że jestem U SIEBIE. Gratuluję decyzji :)

  • My też chcemy wrócić z Danii do Polski. Po trosze dlatego, że średnio nam się tu układa, ale głównie dlatego, że po prostu tęsknimy.
    Chociaż gdy myślę o tym, żeby zakładać rodzinę, mam dylemat, bo wolałabym żeby moje dzieci uczyły się w duńskiej, a nie polskiej szkole..

    • Czemu wolisz duńską szkole? :)

      • Bo uważam, że to dużo lepszy pomysł, uczyć dzieciaki praktycznego wykorzystywania informacji oraz pracy w grupie. W Polsce za bardzo skupiamy się na wkuwaniu rzeczy, które tak naprawdę w każdej chwili można znaleźć w internecie. Za mało przygotowujemy do prawdziwego życia i prawdziwej pracy

  • Wiedziałam! Czułam to w kościach i kilka dni temu mówiłam mężowi (bo gdzieś napisałaś o wielkich zmianach), że chyba wracacie do PL. Powodzenia! :*

  • J.

    Emigracja dla każdego jest czymś innym, powrót z niej tym bardziej. Dużo zależy, czy w głowie pojawia się myśl „Wracam do domu” czy „Wracam do Polski”. Fajnie, że wróciliście. Powodzenia w Polsce, bo skoro was tu chwilę nie było, to nie wiem, czy nie uderzy was, jak trudno się tu żyje. Waszą decyzję szanuję, ale życie pokaże jak długo wytrzymacie (nie stawiam, że długo ;)) W Polsce wspaniałe są góry i dobre są pierogi, ale niestety rok 2016 i początki 2017 pokazują, że to za mało. Bo poza pierogami konieczne jest noszenie maski antysmogowej, by się nie udusić, codziennie nóż się w kieszeni otwiera, po wejściu na dowolny portal informacyjny, niedługo z czegoś trzeba będzie utrzymać rodziców, gdy dostaną jedynie 500 zł emerytury, co chwilę trzeba iść na kolejny protest, który i tak nic nie daje, bo aby obalić rząd, trzeba mieć propozycję, kto powinien władzę przejąć. Emigracja z Polski przestała być zarobkowa, a stała się polityczna, już taką mieliśmy w historii. Nie wyobrażam sobie życia w wyznaniowym, ksenofobicznym kraju, jakim jest teraz Polska. Nie chcę, aby moje dzieci w takim kraju żyły i uczyły się w szkole, że człowiek o innej karnacji jest gorszy, a kobieta nie ma prawie żadnych praw, a same obowiązki. Też byłyby gorsze, z powodu braku chrztu.
    PS. Bardzo lubię Twojego bloga, chyba też polubiłam Ciebie, ale występu w reżimowej telewizji nie jestem w stanie ci pogratulować. Przykro mi.

    • Tak jak pisałam wyżej – na tematy polityczne i religijne nigdy nie dyskutuję :) ani nie przytakuję, ani się nie sprzeczam :)

    • Kori

      Ale mieszkajac dluzsza chwile za granica mozna tez sobie uswiadomic z jak postepowego i liberalnego kraju sie pochodzi. Na przyklad wtedy, gdy na zadane na powaznie pytanie: czy moj ojciec bedzie inwestowal w wyksztalcenie mojej mlodszej siostry tak jak zainwestowal w mojego brata? Moge odpowiedziec, ze w mojej rodzinie zawsze ksztalcilo sie kobiety i babcia zdala mature przed wojna, a po wojnie zostala farmaceutka i reszte zycia kierowala apteka po ojcu. Druga babcia cale zycie byla nauczycielka, a w czasach gdy ja bylam mala dyrektorka podstawowki. Nie wspominajac o dokonaniach zawodowych mojej mamy i jej pokolenia.
      Dla porownania, w tych czasach w kraju w ktorym obecnie mieszkam maz musial wyrazic pisemna zgode na prace zawodowa swojej zony lub na otwarcie jej rachunku w banku.
      Z innych przykladow nieustannie dziwilo mnie prasowe rozwazania pod tytulem: Ile w XY jest naszego rodaka? Gdzie XY jest celebryta, wybitnym sportowcem / artysta itp, urodzonym i wychowanym w kraju, a jedno z rodzicow bylo imigrantem lub obcokrajowcem. Czego sie dowiedzialam? W Polsce masz prawo ubiegac sie o przyznanie polskiego obywatelstwa jesli jedno z twoich rodzicow lub dziadkow, albo minimum dwoje pradziadkow bylo narodowosci polskiej. Zawsze wydawalo mi sie to absolutnie oczywiste – obywatelstwo otrzymuje sie od przodkow. Okazalo sie, ze w kraju w ktorym obecnie mieszkam az do lat ’80tych obywatelstwo przekazywal tylko ojciec i jest to tak gleboko zakorzenione w mentalnosci, ze nikogo (lacznie z organizacjami walczacymi o rownouprawnienie) absolutnie nie dziwi i nie oburza publiczne roztrzasanie pytan typu: Na ile XY jest naszym rodakiem? W stosunku do osoby ktora sie urodzila i wychowala w kraju, jest obecnie np. reprezentantem kraju w popularnym sporcie albo znana piosenkarka, jej matka jest miejscowa a ojciec cudzoziemiec. Dla mnie nie do pojecia.
      Bylam swiadkiem gdy grupa prawicowych ekstremistow domagala sie przywrocenia do kodeksu karnego paragrafu kryminalizujacego homoseksualizm. Gdyby znalezc podobne srodowisko w Polsce to nie maja oni mozliwosci podnoszenia podobnego postulatu – po prostu u nas takiego paragrafu nigdy nie bylo i w Polsce homoseksualizm mogl sie komus nie podobac, ale karalny nigdy nie byl.
      Pochodze z bardzo liberalnego spolecznie, postepowego kraju. Uswiadomilam to sobie mieszkajac za granica. Mam pisac dalej, dlaczego tak uwazam?

  • Magda

    O, podpisuję się pod „Bezplanem”, też mieszkam poza Polską i ostatnio ktoś mnie zapytał „Ile zamierzasz tu zostać?” – oniemiałam, bo nie mam odpowiedzi na tego typu pytania. Zostaję, póki jest mi gdzieś dobrze.
    Powodzenia!

  • Najważniejsze jest to, że czerpiesz radość z Waszej decyzji. Zaskoczyłaś mnie jednak tym, że odpowiada Ci polski system braku pomocy od Państwa, i że z rozmysłem odrzucasz duńskie poczucie finansowego bezpieczeństwa.. Nie do końca to rozumiem, ale imponuje mi to, że można myśleć inaczej.. :)

    • Gaetano Trovato

      Bo najważniejsze to wierzyć w siebie samego, samemu zmierzyć się z przeszkodami i nawet jak czegoś się nie osiągnie, to jest satysfakcja, że się cokolwiek od siebie samego zrobiło!w tym jest największa siła,Ja tak to rozumiem.

    • polityka to ostatnia rzecz, o jakiej chciałabym dyskutować :) powiem tylko, że z pełną świadomością odrzucam, to nie jest NIC dobrego.

  • Piękny wpis! Mądry, dojrzały i spokojny. Gratuluję decyzji i powodzenia z całego 💙

  • Natalia, pięknie napisałaś. Róbmy to czego chcemy i to co podpowiada nam intuicja! Powodzenia Wam życzę :*

  • Natalko, ja tez wróciłam z za wody Po rocznym pobycie w Londynie uznałam, że tesknie i chce dac druga szanse Polsce, że wieksza satysfakcje w zyciu da mi sukces(nawet za mniejsze pieniądze) odniesiony na naszym podwórku niz wieksze pieniądze i stabilizacja na zachodzie. Zaryzykowałam i jestem szczesliwa, tego Ci równiez zycze i mocno trzymam kciuki!

    • Dobrze wiedzieć, że jest nas więcej :)

    • Ósmy Dzień

      Bardzo budujący jest Twój komentarz. :) Pozdrawiam z Irlandii Północnej.

  • Marta Zag

    Pani Natalio
    czytam Pani blog od dwóch lat i do tej pory byłam biernym obserwatorem. Teraz po przeczytaniu, postanowiłam podzielić się z Panią moją refleksją. Czytając Pani wpis poczułam )może błędnie :)), że owszem kieruje się Pani jak zawsze własną intuicją i poszukiwaniem własnej drogi, ale gdzieś tam wyczułam także niepewność … Stąd chciałam Panią wesprzeć jakoś tak mentalnie – proszę podążać za głosem serca. :)
    Ja dzięki Pani blogowi zupełnie zmieniłam swoje myślenie, zastanowiłam się nad sobą, ograniczyłam swoje potrzeby do MOICH WŁASNYCH (musiałam je wcześniej odkryć), a przede wszystkim przestałam żyć życiem którym „powinnam żyć”. A wszystko dzięki inspirującym wpisom stworzonym przez Panią.
    Każdy musi naleźć swoją drogę życia, a najciekawiej jest żyć nie mogąc do końca przewidzieć jutra.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia.

  • Paula

    Gratuluję. Mam nadzieję, że będzie Wam się żyło dobrze. Nie jestem gotowa na taki krok i nie wiem, kiedy będę. Jednakże cholernie brakuje mi rodziny. Fajnie by było ich widywać często i mieć prawie pod nosem. Ale cóż- wybory… Pozdrawiam. :-)

  • Bardzo się cieszę, że jest taki głos w Internecie. Moi rodzice zdecydowali się po 13 latach mieszkania w USA wrócić do Polski, i była to najlepsza decyzja w ich życiu. Bo właśnie tutaj żyję się o niebo lepiej, mentalnie, jak i finansowo. Myślę, że warto poznać inne kraje, może nawet pomieszkać, ale dla mnie dom to jednak dom :)

    • moja mama tez wróciła ze Stanów, co prawda już po 6 miesiącach, ale kiedyś też bardzo ciężko było mi zrozumieć DLACZEGO?! chyba wszystko trzeba poczuć na własnej skórze ;)

  • Ale fajnie. Trochę się identyfikuję z niektórymi rzeczami, które napisałaś, bo po trzech latach wracam z UK do Polski. Dwa lata spędziłam w angielskim liceum – było super – i teraz kończę pierwszy rok na studiach, i po prostu czuję, że potrzebuję wrócić. I tak miałam zamiar wrócić do Polski po studiach, a teraz nasz kraj tak się zmienia, że bałabym się, że go w ogóle nie poznam za kilka lat. Poza tym, to prawda – znajomości potrzebują obecności, a ja mam dosyć bycia pytaną za każdym razem, gdy pytam, czy ktoś chce się spotkać „to ty w Polsce jesteś?!?!”.

  • Alicja

    Cóż Natalko, ostatnio dosłownie z doskoku czytam Twojego bloga i podejrzewałam że jesteście w Polsce ale nie szukałam i nie sprawdzałam. Dopiero dziś inny Twój wpis mnie tu odesłał. Fajnie że wróciliście do kraju. I super że masz parcie na szkło, to nie zaszkodzi a może pomóc :)
    Na własnej skórze przekonałam się że nie wszystko co sobie planujemy musi być tym w czym chcemy tkwić, a miejsca wybrane na odległość nie muszą być naszym domem na dłużej. Tak jak piszesz, wiele osób nie rozumie że elastyczność nie świadczy o tym że „nam się nie udało”, a jest jedynie działaniem w zgodzie ze sobą. I powrót do kraju z emigracji nie musi być straszny. Przez pół roku tułałam się po świecie i nie wiedziałam gdzie chcę mieszkać. Myślałam że chcę zostać w USA, bo takie kiedyś miałam marzenie ale szybko je zweryfikowałam. Potem było UK i też nie czułam się tam jak u siebie i pod wpływem emocji wróciłam do Polski. Potrzebna mi była inna perspektywa, bo wydawało mi się że tu jest źle i najgorzej, a wcale tak nie jest.

Close