Istnieje takie niemieckie słowo… i tak, sama niedowierzam, że to piszę, bo przez całe życie nienawidziłam tego języka, jednak natknęłam się na wyrażenie, które bardzo mnie zainspirowało. Mowa tutaj o Torschlusspanik.
Słowo to w dosłownym tłumaczeniu oznacza lęk przed zamykającą się bramą. Historycznie odnosiło się do człowieka, który nie zdążył wrócić do miasta przed zmrokiem i pozostawał po niewłaściwej stronie murów.
Współcześnie jednak zaczęto używać go w bardzo ciekawy sposób, który pozwala nam uchwycić doświadczenie z założenia ciężkie do opisania. Chodzi tu o poczucie, że życie zaczyna się zamykać, że pewne możliwości właśnie mijają bezpowrotnie, że inni zdążyli (tak nam się wydaje), podczas gdy my wciąż stoimy gdzieś obok własnego życia, jakby nie do końca gotowi, by nacisnąć klamkę i wejść do tej zabawy w pełni.
Torschlusspanik to jeden z najbardziej charakterystycznych lęków współczesności, choć mam wrażenie, że rzadko się o nim mówi. Z resztą w ogóle w naszej kulturze kwestia menopauzy, dojrzewania, przemijania jest owiana jakimś dziwnym milczeniem.
Dlatego też zamiast pochylić się nad tym czy porozmawiać (stąd być może moja słabość do kobiecych kręgów), znacznie częściej ukrywamy go pod pośpiechem, zapracowaniem, obsesją rozwoju albo nieustannym porównywaniem się do innych.
Człowiek żyjący w kulturze permanentnej widoczności niemal bez przerwy ogląda dziś cudze biografie. Nigdy wcześniej nie mieliśmy dostępu do tak ogromnej liczby obrazów przedstawiających cudze sukcesy, relacje, podróże, przemiany, kariery i nowe początki. W efekcie coraz trudniej żyć własnym życiem, ponieważ świadomość mimowolnie zaczyna mierzyć czas rytmem cudzym.
Właśnie wtedy rodzi się poczucie spóźnienia i to wcale nie na pociąg, lecz na to by wskoczyć we własne życie.
Niepokój ten jest absolutnie pierwotny, o czym pisał Patañjali już tysiące lat temu i jak sam stwierdził, należy do lęków, które nie omijają nawet największych mędrców.
Na pewnym etapie wiele osób zaczyna odnosić wrażenie, że istnieje jakiś właściwy moment na odwagę, zmianę, miłość, nowy początek czy wejście na własną ścieżkę, a oni sami być może właśnie ten moment przegapił.
Patañjali wśród kleś czyli podstawowych przyczyn ludzkiego cierpienia wymienia abhiniveśę, czyli fundamentalny lęk przed utratą życia, przemijaniem i śmiercią.
Współczesny człowiek, jak już powiedzieliśmy, niezwykle rzadko doświadcza tego lęku wprost. Znacznie częściej pojawia się on pod bardziej społecznie akceptowalnymi formami: obsesją młodości, paniczną potrzebą produktywności, nieustannym rozwojem, lękiem przed pozostaniem w tyle, kompulsywnym porównywaniem się do innych.
Torschlusspanik jest w pewnym sensie jedną z nowoczesnych twarzy abhiniveśy. Nie chodzi wyłącznie o strach przed śmiercią biologiczną, lecz także przed symbolicznym poczuciem, że życie przecieka przez palce, że czas mija szybciej, niż człowiek zdąży naprawdę stać się sobą.
I być może właśnie dlatego praktyka jogi bardzo często zaczyna się w momencie kryzysu. W chwili, gdy dotychczasowe strategie kontroli przestają działać, a człowiek po raz pierwszy dostrzega, że największym źródłem cierpienia nie jest sam upływ czasu, lecz nieustanna próba ucieczki przed nim. Wiele osób trafia dziś na matę jogi ze zmęczenia. Pracą, tempem codzienności, ale przede wszystkim tym właśnie porównywaniem i dokopywania samemu sobie.
Psychologia od dawna opisuje podobny do Patañjalego rodzaj cierpienia. Połączenie lęku przed starzeniem, przed śmiercią i przede wszystkim przed życiem, którego człowiek nie miał odwagi przeżyć naprawdę. Najgłębszy niepokój nie rodzi się bowiem z samego upływu czasu, lecz z przeczucia, że nasze życie mogło stopniowo stać się odpowiedzią na cudze oczekiwania, społeczne scenariusze albo role, które przyjęliśmy tak wcześnie, że przestaliśmy pytać, czy rzeczywiście są nasze.
Bhagawadgita, czyli jedno z najbardziej klasycznych dzieł o jodze ma bardzo lubiane przeze mnie zdanie:
„Lepiej żyć własną dharmą niedoskonale, niż cudzą doskonale.”
Zadanie to stoi w całkowitej sprzeczności ze współczesną kulturą porównywania. Bo my od dziecka słyszymy, że ktoś był lepszy, szybszy, inspiruj się i bierz przykład.
Żyjemy w czasach, w których problemem nie jest brak możliwości. Nigdy wcześniej człowiek nie miał ich aż tyle. Problem polega raczej na tym, że łatwo zgubić siebie i własny kierunek pośród tysięcy cudzych definicji szczęścia. Żyjemy w rzeczywistości, która nieustannie zachęca do ulepszania życia, do stawania się lepszą wersją siebie, rzadko jednak pyta, czy życie, które tak próbujemy ulepszać, rzeczywiście jest nasze?
Przed niemal każdym Kursem Nauczycielskim słyszę, że ktoś boi się, że już za późno, że trzeba było to zrobić wcześniej, że teraz to już jestem za stara. Tymczasem ograniczenia te wcale nie dotyczą faktycznego wieku, a pozwolenia sobie. Pozwolenia, by przestać żyć wyłącznie rozsądnie, by zrobić cos dla siebie, by zrobić coś niepraktycznego. By zacząć od nowa bez gwarancji sukcesu, a raczej ze świadomością, że może być trudno. Pozwolenia sobie, by nie być już wyłącznie funkcją, rolą, stanowiskiem, obowiązkiem.
Być może największa trudność, to przyznanie przed samym sobą, że nadal pragnie się od życia czegoś więcej niż wyłącznie stabilności, wygody i poprawności?
Patañjali opisuje stan zwany avidyą, fundamentalnym pomyleniem rzeczywistości czy po prostu ślepotą. Uznawaniem nietrwałego za trwałe oraz budowaniem poczucia własnej tożsamości na tym, co z natury podlega zmianie czyli wieku, pozycji społecznej, podziwie, wykształceniu, wyglądzie, produktywności itd. Im bardziej człowiek opiera siebie na zewnętrznych punktach odniesienia, tym silniej zaczyna bać się czasu. Każda zmiana wydaje się wtedy ryzykiem kompromitacji bądź utracenia czegoś.
Tymczasem większość naprawdę ważnych decyzji dojrzewa powoli. Czasem potrzeba wielu lat, by człowiek odważył się przyznać przed sobą, że chce pracować inaczej, uczyć, tworzyć, pisać, wrócić do ciała albo po prostu żyć odmiennie niż dotychczas. Niektóre decyzje przychodzą dopiero wtedy, gdy kończy się potrzeba nieustannego udowadniania światu własnej wartości.
Młodszy człowiek może mieć więcej energii, ale człowiek dojrzalszy posiada nieraz coś znacznie cenniejszego: ZGODĘ NA SIEBIE. Zgodę na prawdę o sobie. Więcej gotowości, by żyć bliżej własnego wnętrza niż cudzych oczekiwań.
Najlepsi nauczyciele bardzo rzadko są tymi, którzy potrafią najwięcej pokazać, skupić uwagę na sobie. Znacznie częściej są tymi, którzy nauczyli się naprawdę widzieć człowieka, jego lęk, napięcie, próbę utrzymania kontroli nad życiem, które nie chce się tej kontroli poddawać.
Joga nigdy nie była przecież drogą do perfekcji czy do osiągnięcia czegoś, choćby „idealnej pozycji”. Co jednak bardzo często obserwujemy współcześnie. Była drogą prowadzącą ku większej świadomości, ku zdolności odróżnienia tego, co naprawdę nasze, od tego, co zostało nam jedynie narzucone.
Joga od zawsze była drogą DO SIEBIE nie do czegokolwiek innego.
Carl Jung pisał, że przywilejem życia jest stawanie się tym, kim naprawdę jesteśmy. Być może właśnie dlatego nigdy nie jest za późno na nowy początek, kurs nauczycielski czy wejście na ścieżkę, która przez lata wydawała się niemożliwa. Zbyt późno bywa jedynie wtedy, gdy człowiek całkowicie rezygnuje z siebie.
Wracając więc do Torschlusspanik, być może lęk ten nie dotyczy wcale zamykających się drzwi, ale tego, że przez całe życie stoimy pod nimi, bojąc się nacisnąć klamkę?
A jeśli myślisz o Kursach Nauczycielskich…
to bardzo serdecznie zapraszam na:
Kurs Nauczycielski jogi NIDRY i technik relaksacyjnych
Kurs ten, zatwierdzony i certyfikowany przez prestiżową organizację Yoga Alliance – zakończony międzynarodowym certyfikatem potwierdzającym 100 h szkolenia (Yoga Alliance Continuing Education 100 h).
Oferuje kompleksowe szkolenie dla nauczycieli jogi, medytacji, terapeutów, psychologów, a także wszystkich, którzy pracują z ciałem, duchem, emocjami i chcieliby wzbogacić swoje metody pracy o techniki jogi nidry i relaksacji.


Zapraszam Cię również na kurs PRANAYAMY
Podczas kursu nauczysz się m.in.:
– klasycznych technik pranayamy: kapalabhati, nadi shodhana, ujjayi i innych
– Nauḷī – czyli świadomej pracy z brzuchem, która masuje narządy od środka i przywraca ich naturalny ruch
– pracy z przeponą i mięśniami głębokimi
– podstaw bandh (zamków energetycznych) i ich roli w praktyce
– regulowania układu nerwowego poprzez oddech
– tego, jak budować własną, bezpieczną praktykę pranayamy
Nie przegap moich kursów nauczycielskich
Po ukończeniu kursu otrzymasz certyfikat (Registered Yoga Teacher 200h/300h) akredytowany przez Yoga Alliance – największą i najbardziej rozpoznawalną organizację zrzeszającą nauczycieli jogi na świecie.
Ten certyfikat to międzynarodowy dyplom, uznawany przez szkoły, studia i organizacje jogowe na całym świecie.

