Lubię lato za to, że uczy cierpliwości.
Brzmi paradoksalnie, bo przecież wszystko dzieje się wtedy szybciej. Dni mijają nie wiadomo kiedy, ogród zmienia się z dnia na dzień, dzieci rosną jak na drożdżach, a nam się chce wszystkiego na raz. A czasem niczego ze względu na upały.
A jednak właśnie o tej porze roku najłatwiej zauważyć, że są rzeczy, których nie da się przyspieszyć.
Nie przyspieszysz pomidora, choćbyś codziennie sprawdzała, czy już jest czerwony. Nie przyspieszysz też praktyki jogi. W sensie takiej prawdziwej praktyki jogi, bo na samo rozciąganie czy wzmacnianie oczywiście są sposoby.
I chyba właśnie o tym był dla mnie czerwiec.
Na końcu wpisu – tradycyjnie czekają tapety na pulpit i telefon.

Co robię…
Na początku czerwca prowadziłam drugą edycję stacjonarnego kursu jogi nidry. I była to edycja zupełnie inna od tej pierwszej.
Pod koniec miesiąca spotkaliśmy się na kursie pranajamy. Była to grupa pilotażowa, która pomogła mi doświadczyć, jak spotkanie z pranayamą wygląda na żywo.
I wszystko to jeszcze bardziej utwierdza mnie w odwiecznym przekonaniu, że NIE DA się zaplanować warsztatów. Nie da się przewidzieć jakie zagadnienia, praktyki, techniki i w jakim stopniu zostaną zrealizowane.
Z resztą… co w praktyce jogi znaczy ZREALIZOWANE? Niezmiennie wyznaję zasadę, że każdą praktykę czy zagadnienie filozoficzne przepuścić przez siebie trzeba tysiąc razy. A nie zapominajmy, że tysiąc znaczy nieskończoność.
Za każdym razem, kiedy prowadzę warsztaty lub kursy, wracam z poczuciem, że przede wszystkim to sama również czegoś się uczę.
I nie mam tu na myśli nowych technik. Bo tego jest wiele, czasem mam wrażenie, że aż ZA wiele.
Uczę się raczej większego zaufania do procesu.
Przez lata prowadzenia kursów zrozumiałam, że nie da się ich zaplanować. Każda grupa ma własny rytm, tempo, pytania, słabości, zagadnienia. Moją rolą nie jest prowadzić wszystkich dokładnie tą samą drogą, ale stworzyć przestrzeń, w której każdy będzie mógł przejść swoją.
Może właśnie dlatego od lat powtarzam, że jogi nie da się nauczyć z internetu.
Można nauczyć się pozycji, przerobić tysiące sekwencji, technik oddechowych. Można przeczytać wszystkie klasyczne teksty.
Jednak ekran nigdy nie zastąpi energii grupy, obecności, prowadzenia na żywo, wspólnej praktyki.
I tego najważniejszego kanału nauczania, tego podprogowego, w ciszy pomiędzy słowami. To właśnie tam dzieje się najwięcej.
Podczas kursu bardzo często wracało jedno zdanie. A mianowicie że
joga nie jest na jedno życie.
Na początku brzmi ono bezsensownie. Z czasem zaczyna jednak przynosić ogromną ulgę. Bo skoro nie musimy zdążyć ze wszystkim teraz, możemy pozwolić sobie na cierpliwość, na popełnianie błędów, doświadczanie, uczenie się na sobie, kolejne próby.
Coraz bardziej wierzę, że właśnie tego najbardziej potrzebujemy. Nie kolejnych metod, warsztatów, certyfikatów, kombinatoryki. Tylko zgody na to, że rozwój nie jest sprintem i że nie dzieje się na pstryknięcie palcem. Nie ma też tutaj wygranych i przegranych.

Pracuję nad…
Wbrew pozorom pracuję naprawdę niewiele. Właściwie tylko wtedy, kiedy moja córka jest w przedszkolu. To zwykle trzy, czasem cztery godziny dziennie. Niektóre z tych dni przeznaczam zresztą nie na pracę, ale na trening, wyjścia na rynek, spotkania towarzyskie, spokojne śniadanie z mężem albo kawę wypitą bez pośpiechu.
Mam natomiast dwie koncepcje, które chodzą mi aktualnie po głowie.
Pierwsza wypływa z tego, że pewnego popołudnia podczas kursu nidry z Julią zrobiłyśmy masala chai. Wystarczył zapach, żebyśmy przez chwilę znowu znalazły się w Indiach. Z niesamowitą przyjemnością i rozmarzeniem wspominałyśmy miejsca, wydarzenia, ludzi i Indie po prostu.
I chyba po raz pierwszy od dawna pomyślałam całkiem serio, że bardzo chciałabym tam z Wami wrócić. A że życie mnie już nauczyło, że jak poczułam, to trzeba to zrobić – niedługo wrócę ze szczegółami.
A drugi koncept, który chodzi mi po głowie, również jest nostalgiczny. Nie wiem, czy pamiętacie, ale jak wróciłam z Danii do Polski to często robiłam takie „objazdówki” czyli kilkugodzinne warsztaty w większych miastach Polski. To były lata 2016-2019. Później wyjechałam na dłużej do Indii, a po powrocie wszystko skutecznie zahamowała pandemia.
Natomiast zmierzając do brzegu – zamierzam wrócić do tej formy spotkań z Wami i to jeszcze w te wakacje. Myślę, że będzie to ok. 4 godziny w których pojawi się praktyka asan, pranayama, nidra i trochę filozofii.

Jestem wdzięczna za…
Jednym z najbardziej wzruszających momentów tego miesiąca był Dzień Mamy i Taty w przedszkolu. Pierwszy taki w naszym życiu. Siedziałam na małym krzesełku wśród innych rodziców i płakałam jak bóbr. Jak to się dzieje, że dzieci tak niesamowicie i szybko dorastają?!
A poza tym przecież jeszcze niedawno sama byłam dzieckiem na takich przedstawieniach! ;)
Coraz częściej łapię się na tym, że życie nie składa się z wielkich przełomów. Zmienia się po cichu, w kąciku, dzień po dniu. I to tak niepostrzeżenie, że dopiero po czasie orientujemy się, jak daleko zaszliśmy.
Podobne myśli towarzyszyły mi podczas webinaru z okazji przesilenia letniego. Mówiłam wtedy o czymś, co wraca do mnie coraz częściej. O tym, że współczesnemu człowiekowi nie brakuje wiedzy ani możliwości, bo tego oczywiście mamy aż nadto. I ostatecznie nie wiadomo w co ręce włożyć! Brakuje nam wspólnoty, ludzi do dyskusji, przebywania i pytania o pomoc.
Pamiętam wakacje swojego dzieciństwa. Wystarczyło powiedzieć mamie: „wychodzę”, nie trzeba było mówić dokąd. Nie trzeba było się też z nikim konkretnie umawiać co do miejsca i godziny. Wiadomo było, że gdzieś będą inne dzieci. Nad jeziorem, na podwórku, na rowerach. Dzień sam się organizował i wyrastał sobie z tej pozornej nudy i bezcelowości.
Dzisiaj wszystko planujemy. Spotkania wpisujemy do kalendarza z kilkutygodniowym wyprzedzeniem. I raczej nie krzyczymy już pod oknem „mamoooo, rzuć mi picie!”
Za co jestem więc wdzięczna?
Za to dzieciństwo które miałam. Za dzieciństwo, które tworzę dla kolejnego małego człowieka.
Za ludzi, których społeczność tworzy się podczas każdych warsztatów. Niesamowite jest to, jak zrzeszamy się wokół wspólnych tematów.

Ostatnio trwa u nas remont elewacji, więc ogród na chwilę zniknął z naszego życia. I cóż to jest za strata! Dostęp do niego odzyskujemy dopiero późnym popołudniem. I może właśnie dlatego jeszcze bardziej doceniam wieczorne kolacje na trawie, książki czytane przy zachodzącym słońcu i to, jak niewiele potrzeba, żeby dzień był naprawdę dobry.
Zwiedzam…
W tym miesiącu byłam w Kuziówku, gdzie prowadziłam kursy Jogi Nidry i Pranayamy. I za każdym razem takie spotkania przypominają mi, jak ogromną moc ma wspólna praktyka i wspólne uczenie się. I w ogóle BYCIE wspólne, takie stacjonarne. ZŁOTO.
A jeśli myślisz o Kursach Nauczycielskich…
To bardzo serdecznie zapraszam do siebie.
Po ukończeniu kursu otrzymasz certyfikat (Registered Yoga Teacher 200h/300h) akredytowany przez Yoga Alliance – największą i najbardziej rozpoznawalną organizację zrzeszającą nauczycieli jogi na świecie.
Przed nami:
Kurs nauczycielski RYT 300 na koniec września

Kurs Yoga Alliance RYT 300 h nie jest kursem nastawionym na spektakularne akrobacje i pogłębione zakresy ruchu. Raczej na podróż do wewnątrz, na zwrócenie się w stronę aspektów bardziej subtelnych.
Daje on możliwość nie tylko pogłębienia swojej wiedzy, ale przede wszystkim jeszcze większego osadzenia się we własnej praktyce.
Kurs medytacji w listopadzie
Ten wyjazd jest przede wszystkim przestrzenią do doświadczania i przeżywania. Sięgamy po różne techniki medytacyjne i sprawdzamy ich działanie na sobie.
Mamy również sporą przestrzeń na filozoficzne rozważania oraz przyglądanie się temu, że filozofia jogi jest tak naprawdę podstawą współczesnej psychologii.
Kurs ten wyposaży Cię w praktyczne i użyteczne narzędzia do kontynuowania i rozwijania praktyki własnej, a także do prowadzenia zajęć medytacji.
Jeśli więc masz wrażenie, że osoby medytujące po prostu siedzą w bezruchu i mają jakąś naturalną zdolność do uciszania swojego umysłu… to jesteś w ogromnym błędzie.

Kurs Nauczycielski RYT 200 w maju
Kurs Nauczycielski kierowany jest do osób, które chcą zostać nauczycielami jogi, ale przede wszystkim – doznać głębokiej transformacji na wielu płaszczyznach.
Kurs będzie mocno skupiony na jodze poza matą – czyli tym wszystkim, co joga ma nam do zaoferowania poza pozycjami. Zgłębimy filozofię i wszystkie gałęzie jogi.
Postawimy na spotkanie ze sobą i poszukiwanie odpowiedzi na pytania wewnątrz. Smakować będziemy świadomą obecność w ciele, delektowanie się oddechem i uwolnienie od ograniczających nas schematów i przekonań.
Kurs Nauczycielski nie jest lewopółkulowym podejściem do odhaczania kolejnych stacji na osi wiedzy. Bardziej chodzi tu o doświadczanie na sobie i rozumienie przez dotknięcie tematu.

Czytam…
Zabawne, że wszystkie książki, które towarzyszyły mi w tym miesiącu, opowiadają właściwie o tym samym.
Czyli o człowieku, ale z bardzo różnej perspektywy. A może po prostu wszystkie książki są o człowieku? Bo nad czym innym by się w tym świecie rozwodzić?
Mistrz i Małgorzata została ze mną przede wszystkim jako opowieść o wolności. O tym, jak łatwo oddać własne myślenie komuś innemu i jak trudno pozostać wiernym sobie.
21 lekcji na XXI wiek – nie wiem dlaczego cały czas myślałam o niej jako 21 PYTAŃ na XXI wiek i w głowie miałam, że w sumie ja pytania zadałabym inne? Lekcje możliwe że też wybrałabym inne. Co ciekawe piszę to z perspektywy czytelnika w 2026 a książka jest z 2018 i… już wiele kwestii się zdezaktualizowało! A tymczasem przed nami jeszcze 100 lat tegoż wieku!
Natomiast najważniejsze, co możemy z niej zapamiętać, to że największym problemem naszych czasów nie jest brak wiedzy, bo tej mamy aż nadto! ale brak uwagi. Coraz więcej wiemy o świecie, a coraz rzadziej mamy przestrzeń, żeby usłyszeć samych siebie.

Teraz czytam Annę Kareninę i po raz kolejny zachwyca mnie klasyka. Nie wiem, dlaczego sięgnęłam po nią dopiero teraz. Mijają dziesięciolecia, zmienia się technologia, sposób życia i tempo świata, a człowiek nadal kocha, tęskni, boi się, szuka sensu i próbuje odnaleźć swoje miejsce.
Może właśnie dlatego wielkie książki nigdy się nie starzeją?
A może po protsu to co mówi o ludziach się nie starzeje, bo serio jesteśmy wciąż tacy sami.
I czytam też Ciężarna dziewica – trochę trudna, momentami niewygodna, ale bardzo potrzebna. Opowieść o kobiecości, cielesności, religii, wstydzie i społecznych oczekiwaniach wobec kobiet, napisana w sposób surowy, gęsty, taki bez agendy czy planu, tylko tak po kobiecemu. Czuć w niej dużo napięcia pomiędzy tym, co powinna czuć kobieta, a tym, co rzeczywiście przeżywa. Polecam jak z resztą inne książki tej autorki.

Tapety z kalendarzem na lipiec do pobrania

I tu do wyboru są aż 4 wersje:
Pobierz tapetę na lipiec >>>


Każda z nich jest też oczywiście w wersji na pulpit i telefon.








Pobierz tapetę na lipiec >>>
Kalendarze księżycowe
Jak co roku mam dla Was również papierowe wersje Kalendarzy Księżycowych. Grafiki wybrane przez Was w głosowaniu :)


Do Kalendarzy Księżycowych >>>

Gotowy do druku kalendarz
Dopełnieniem tapet jest kalendarz do druku – zawsze z tym samym motto na dany miesiąc co tapeta.

Pobierz kalendarz na 2026 >>>
Szkoła Jogi online
w Twoim domu
Chcę poczytać więcej >>>
Co otrzymasz?
- Wysoką jakość domowej praktyki jogi w każdym wymiarze.
- Dostęp do unikalnych materiałów niedostępnych nigdzie indziej w sieci.
- Kameralną atmosferę w obliczu wzajemnego wsparcia wyjątkowej społeczności
Dołącz do nas >>>

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:
