Spotykamy się wraz z początkiem Nowego Roku i, no cóż, pojawia się pytanie: co ten nowy początek znaczy? I czy w ogóle znaczy cokolwiek?
Każdego roku o tej porze zasypywani jesteśmy mnóstwem motywacji, postanowień, podsumowań…
I teraz, zanim ruszymy dalej, pozwól, że zadam Ci jedno proste pytanie, mianowicie:
Jak naprawdę czujesz się na początku stycznia?
Nie jak powinnaś/powinieneś się czuć.
Nie jak wypadałoby się czuć.
Nie jak mówią poradniki, reklamy i nagłówki.
Ale jak czuje się Twoje ciało i Twoja głowa, gdy świat domaga się od Ciebie fajerwerków w środku zimy.
I nie chodzi mi o takie, które wczoraj (niestety!) strzelały z hukiem na potęgę. Ale takie w formie działania, motywacji, planów, zmian itd.
Jeżeli trochę albo nawet całkiem tego nie czujesz, to spieszę z wyjaśnieniem, być może też pocieszeniem.
1. stycznia nie jest czasem na postanowienia i działanie.
Jest umowną, czysto podatkową, datą w kalendarzu. Nazywanie jej NOWYM POCZĄTKIEM jest zupełnie wbrew naturze.
1. stycznia nie dzieje się nic szczególnego ani astrologicznie, ani astronomicznie… no nijak!
Ziemia pozostaje w stanie zimowego spoczynku, ssaki śpią lub działają na niewielkich obrotach.
To środek zimy, odpoczynku i wycofania. I pośród tego wszystkiego jest człowiek, któremu wmawia się, że może być ponad tym.
Pamiętajmy o tym, że Nowy Rok to zwyczajna umowa międzyludzka.
I to bardzo stara umowa, bo jeszcze ze starożytnego Rzymu. W starożytnym Rzymie rok zaczynał się w marcu, wraz z ruszeniem wegetacji i kampanii wojennych.
Stąd do dziś w nazwach miesięcy mamy ślad tamtego porządku: september – siódmy, october – ósmy, november – dziewiąty, december – dziesiąty.
Dopiero w 153 r p.n.e. początek roku administracyjnego przesunięto na 1 stycznia, ponieważ tego dnia urząd obejmowali nowi konsulowie.
Była to czysto praktyczna decyzja państwowa.
Kalendarz gregoriański utrwalił ten porządek.
Z perspektywy natury styczeń jest środkiem zimy.
Czasem największego wycofania.
Najmniejszej ilości światła.
Najgłębszego snu ziemi.
To moment, w którym nie ma przestrzeni ani energii na działanie. A jednak to właśnie wtedy wmawia się nam, że czas działać, motywować się, stawiać cele i świat zdobywać.
Nie sadzi się nasion w zamarzniętej ziemi.
Najpierw pozwala się jej odpocząć.
Człowiek współczesny, nie wiedzieć czemu, próbuje funkcjonować tak, jakby pory roku nie miały wpływu na ciało, psychikę i poziom energii.
W dawnych kulturach zima była czasem rozkładu, ciszy i „gnicia”.
Rozkład jest koniecznym etapem cyklu, w którym stare formy się rozpadają, zanim cokolwiek nowego może się narodzić.
Przy czym używane przeze mnie „zgnić” nie ma żadnego negatywnego wydźwięku.
Nie chodzi o to, by się wycofać na zawsze i bezpowrotnie.
Znaczy pozwolić rzeczom się rozpuścić.
I odczekać do momentu, w którym coś samo zaczyna domagać się ruchu.
Zima nie jest od poprawiania siebie.
Jest od rozpuszczania tożsamości, które już nie są prawdziwe.
W jodze powiedzielibyśmy, że to czas pratyāhāry, czyli świadomego wycofania się w ciszy. Zimą wielu z nas chętniej pozostaje w sobie, środku, w ciszy, w rozpuszczeniu i odpoczynku. Niekoniecznie jest w tym motywacja do tworzenia postanowień noworocznych. I jest to jak najbardziej naturalna odpowiedź na fazę cyklu, w której się znajdujemy.
I właśnie w tej energii, w styczniu, zapraszam Cię do zejścia w głąb siebie i zgłębiania najstarszej psychologicznej wiedzy jaką jest JOGA POZA MATĄ.
Przed nami inspirujące opowiadanki o filozofii, mocy, energii, czakrach…
I to jest w sumie główna myśl, która przyświeca mi w tej chwili.
#styczeńjogawdomu będzie miało swoją (jeśli dobrze liczę) 8. edycję.
Tym razem jednak będzie to edycja zupełnie inna, bo najważniejszym tematem będzie właśnie JOGA POZA MATĄ.
Chcę zarazić Was wszystkim tym, co inspiruje mnie codziennie i niezmiennie od prawie 15 lat!
Mam nadzieję, że i Ty się zakochasz :)
Wypatruj szczegółów :)

Jak się czuję…
Ciekawy był ten grudzień, choć jednocześnie trochę męczący.
To drugi miesiąc mieszkania w naszym nowym domu, wciąż więc wypełniony rozpakowywaniem, sprzątaniem itd. Dochodziła też pewnego rodzaju presja (choć nie jest to dobre słowo, ale myślę, że zrozumiecie, o co chodzi) czasu, bo chcieliśmy, by ta wigilia odbyła się u nas.

I rzeczywiście tak się stało.
To był niesamowity obraz widzieć TYLE OSÓB u nas przy jednym stole.
Sporo pracy, ale warte absolutnie każdej minuty i każdej kropli energii włożonej w to.

Co robię…
Chciałabym powiedzieć, że wypoczęłam przez te Święta, ale niestety niekoniecznie.
Całą trójką koncertowo się rozchorowaliśmy. Nie narzekam, bo o ile mnie pamięć nie myli, to była jedyna choroba w 2025. A pamiętajmy, że Mała od listopada chodzi do przedszkola!
Ale smutna rzeczywistość jest taka, że nie wypoczęliśmy. Kto ma na pokładzie małego, trzyletniego, chorego pisklaka ten wie, o czym piszę.
Nie poczytałam więc też za dużo (a stosik książek, które NAPRAWDĘ chcę przeczytać, zaczyna się piętrzyć). Obejrzałam 1 serial.
Nie objadłam się świątecznie, bo apetyt nam zdecydowanie nie dopisywał.
Tak że wszystko ma swoje strony złe i dobre.

Pracuję nad…
Na tak zwanym przeze mnie zapleczu mojej głowy dzieją się rzeczy przeróżne:
- trochę myślę o #styczeńjogawdomu – bo jeśli znacie mnie już z jakichś kursów czy webinarów, to wiecie, że o jodze poza matą mogłabym rozprawiać godzinami. A sztuką jest tu wyłuskać to, co dla Was będzie najbardziej wartościowe.
- trochę też rozrysowuję sobie, co chciałabym zawrzeć w kursie o biznesie w jodze i wellness (to bardzo robocza nazwa). To temat który chodzi mi po głowie od ponad roku. I nie będzie to kurs stricte o Instagramie czy o tym „jak zdobyć milion followersów w tydzień” bo tego chyba wszyscy mamy przesyt? Ale właśnie o tym, jak działać jakościowo, w zgodzie ze sobą i mieć z tego godne zarobki.

Jestem wdzięczna za…
Za nowy dom. Ogromnie. Czuję się tu jak ryba w wodzie.
Za tę wigilię pełną ludzi.
Za tę chorobę – bo przecież tylko jedna!
Za Was, za to że za nami kolejny wspólny rok.
Za śnieg, co to nas tak rozpieszcza w tym roku.
Za to że na nowo rozkochałam się w gotowaniu (być może za sprawą nowej kuchni?) i że praktycznie w ogóle nie jedliśmy poza domem.
No, dużo by można wymieniać.
Zwiedzam…
Grudzień był w pełni domowy. Chciałam od początku do końca celebrować kalendarz adwentowy który był pełen bardzo fajnych (nieskromnie napiszę, bo sama robiłam ;) zadań.
W zeszłym roku wracaliśmy z Indii w połowie grudnia i, no właśnie, tego grudnia przed Świętami mi zabrakło.
Oglądam…
Tak jak pisałam na początku, nawet trochę w tym miesiącu obejrzeliśmy.
I to jest naprawdę odmiana, bo od kilku miesięcy nie było tu w ogóle tego akapitu. W małym domku nie mieliśmy telewizora a ja na latopie raczej nic nie oglądam.
Obejrzeliśmy więc:
- Emily w Paryżu – ładne jak zawsze. Idealne na takie chorobowe odmóżdżenie. O fabule, wiadomo, nie dyskutujemy, bo nie ma o czym.
- Hjem til jul – czyli norweski serial który ma beznadziejne polskie tłumaczenie tytułu jako „Facet na Święta”. Ok, być może przy pierwszej serii jako tako pasowało, ale przy tej obecnej (trzeciej) to już absolutnie nie. Ten sezon moim zdaniem był najlepszy, bardzo ciepły, ludzki, nieprzerysowany. Umówmy się, że skandynawskie kino jest zupełnie inne niż hollywoodzkie i albo się je lubi albo nie. Ja lubię.
- Listy do M – najnowsza część. Wiadomo, że nie jest to kino wybitne, ale jak na film świąteczny to moim zdaniem naprawdę dobry. I mówię konkretnie o tej części nie o pozostałych.
Czytam…
Tutaj, tak jak pisałam na początku, nie ma się za bardzo czym chwalić.
- Odważne dusze, Robert Schwartz – polecone i pożyczone; myślę, że dobra pozycja dla osób, które chcą zapoznać się z tematyką karmiczną ale nie w stylu do końca jogiczną, ale bardziej taką New Age. Natomiast bardzo spoko, przystępny język i całość która może dać do myślenia, jeśli jest nowością.
- Łakome, Małgorzata Lebda – polecone i dostane. Bardzo fajna, spokojna lektura o… życiu po prostu. Nie skończyłam jeszcze, tak że ostateczna opinia za miesiąc.
- Wywieranie wpływu na ludzi. Psychologia perswazji, Cialdini Robert – dopiero zaczęłam, też z polecenia, więc więcej za miesiąc.

Tapety z kalendarzem na styczeń do pobrania
I tu do wyboru są aż 4 wersje:
Pobierz tapetę na styczeń >>>


Każda z nich jest też oczywiście w wersji na pulpit i telefon.
Pobierz tapetę na styczeń >>>
Kalendarze księżycowe
Jak co roku mam dla Was również papierowe wersje Kalendarzy Księżycowych. Grafiki wybrane przez Was w głosowaniu :)

Do Kalendarzy Księżycowych >>>

Gotowy do druku kalendarz
Dopełnieniem tapet jest kalendarz do druku – zawsze z tym samym motto na dany miesiąc co tapeta.

Pobierz kalendarz na 2026 >>>
Szkoła Jogi online
w Twoim domu
Chcę poczytać więcej >>>
Co otrzymasz?
- Wysoką jakość domowej praktyki jogi w każdym wymiarze.
- Dostęp do unikalnych materiałów niedostępnych nigdzie indziej w sieci.
- Kameralną atmosferę w obliczu wzajemnego wsparcia wyjątkowej społeczności
Dołącz do nas >>>

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:







