Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu. – Konfucjusz

Wszyscy mamy swoje talenty, zainteresowania, coś w czym po prostu jesteśmy dobrzy, czasem nawet najlepsi. Jednak łatwość i przyjemność z jaką przychodzi nam wykonywanie tego czy innego zadania sprawia, że nie potrafimy myśleć o nim jak o pracy. Nie bierzemy pod uwagę możliwości, że to mogłoby stać się źródłem naszego utrzymania. I, jakkolwiek utopijnie by to nie brzmiało, mogłoby sprawić, że od dziś nie musielibyśmy pracować.

Tekst po części dedykowany maturzystom, którzy na drżących nogach stają teraz przed wyborem uczelni i zawodu. Takiego na „całe życie”. Już sama myśl o tym, że coś ma być od teraz na zawsze, potrafi nieźle sparaliżować. I nie ma się tutaj czego wstydzić. Masz lat 19 i przed sobą masę rzeczy, których jeszcze nie miałaś/eś okazji zobaczyć, poznać, polubić czy znienawidzić.

Kwestia dotyczy jednak nie tylko młodzieży, ale również 20-, 30-, czy 50-latków. Szkoła, liceum, technikum, studia (lub ich brak), wyuczony zawód, nawet jeśli znienawidzony, lub przynajmniej mało lubiany, to i tak wykonywany po wsze czasy.

I choć takie życie jest proste i najzwyczajniej w świecie wygodne, to warto jest czasem zaryzykować i spróbować podążać za swoją pasją. Jeśli tego nie zrobimy, nigdy nie przekonamy się, czy było warto.  Mając świadomość, że jesteśmy w czymś dobrzy, skonfrontujmy tę umiejętność z rzeczywistością. Być może dzięki temu polubimy poniedziałki, a cały tydzień będzie jednym, wielkim, niekończącym się weekendem.

A nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, to będziemy mieli satysfakcję i pewność, że spróbowaliśmy, że wiemy jak to jest. Zamiast do końca życia z zazdrością spoglądać na osoby, wykonujące zawód naszych marzeń.

Na dziś bardzo inspirująca historia Kasi – z zawodu dziennikarki, z zamiłowania artystki. Trochę o tym, że studia to nie wszystko i że warto posłuchać tego, co nam w duszy gra. A grywa pięknie.


Zastanów się, co tak naprawdę chciałabyś robić…?

Pytanie z pozoru prozaiczne, ale od niego wszystko się zaczęło. Zadał mi je mój mąż, wtedy jeszcze chłopak. Widząc mnie kolejny raz siedzącą sfrustrowaną w fotelu, postanowił mną „potrząsnąć”. I nie odpuścił, dopóki z zakamarków serca i głowy nie wychylił się pomysł.

Tworzyć dla innych, dać ujście fantazjom rozbijającym się po głowie. Malować, marzyć, śnić… Stworzyć swój świat, swoją markę, która będzie schronieniem dla moich snów na jawie.

Początkowo mówiłam o tym nieśmiało. No bo jak… Ja i takie twórcze zajęcie? Przecież nigdy nic takiego nie robiłam (choć zawsze chciałam). Nigdy też nie szkoliłam się w tym kierunku. Ja i malowanie? To nie może się udać… A jednak się udało.

Dopuściłam do głosu serce i pozwoliłam urzeczywistnić się swoim wizjom. Tak powstał Wonderland.

Z wykształcenia jestem dziennikarką. Pierwsze kroki w zawodzie dobitnie utwierdziły mnie w przekonaniu, że absolutnie ta branża nie jest dla mnie. Jeszcze w trakcie studiów dorabiałam sobie pracując jako sprzedawca w perfumerii, sklepie odzieżowym, a nawet jako pomoc jubilerska. Imałam się naprawdę wielu zajęć. Próbowałam też swoich sił w branży MLM, akurat tę przygodę wspominam bardzo dobrze. Nauczyłam się mnóstwo wartościowych rzeczy, byłam na wielu świetnych szkoleniach i poznałam wspaniałych ludzi. Jednak cały czas czegoś mi brakowało, nie czułam się spełniona. Na szczęście mój mąż to wnikliwy obserwator. Dostrzegł moje rozterki i zmobilizował do działania.

Warto poświęcić czas, aby zastanowić się, co tak naprawdę chce się robić w życiu. Studia nie muszą determinować tego, czym będziemy się zajmować. Znam zbyt wielu ludzi, którzy wykonują pracę, której wręcz nienawidzą. W imię czego? Chyba sami nie do końca wiedzą. I być może zabrzmi to banalnie, ale życie jest tylko jedno – rób więc to, co Cię uszczęśliwia i otaczaj się osobami, które wnoszą radość do Twojej codzienności.

Życzę Ci, drogi Czytelniku, abyś miał odwagę marzyć i urzeczywistniać te marzenia.

– Kasia


Bo wiecie, ktoś kiedyś powiedział że:

„Każdy jest geniuszem. Ale jeśli zaczniesz oceniać rybę pod względem jej zdolności wspinania się na drzewa, to przez całe życie będzie myślała, że jest głupia.”

Życie nie polega na tym, by kopać się z koniem i walczyć o przetrwanie w dziedzinie, która wcale nam nie leży. Sęk w tym, by znaleźć coś, co prawdziwie nas cieszy i właśnie tutaj inwestowac swój zapał i energię. Których na pewno będziemy mieć pod dostatkiem.

pasja praca

KONKURS.

Do wygrania jest przepiękny, ręcznie malowany kubek z motywem górskim widoczny na zdjęciach. Idealny na (bardzo) dużą kawę – 500 ml ;)

Co trzeba zrobić?

Bardzo proste – opowiedz o tym co lubisz robić w komentarzu pod tym postem :) napisz co Cię cieszy, co sprawia że zapominasz o otaczającym świecie, co jest Twoją prawdziwą pasją. I wcale nie muszą to być skoki na spadochronie – czytanie książek, spacerowanie czy lepienie pierogów to również pasja :) Może być tekst, mogą być zdjęcia… wszystko co przyjdzie Ci do głowy.

Zdjęcia można wrzucać również na Instagramie z odpowiednim tagiem – wszystkie szczegóły na Instagramie simplife.pl

Konkurs trwa od dzisiaj do 17.05 do godziny 23:59.

Wyborem zwycięzcy zajmie się Kasia. Informacja o wygranej pojawi się pod TYM postem 20.05.

Zwycięzca proszony jest o kontakt mailowy z autorem bloga, nie później niż 23.05 do 23:59. W przypadku braku kontaktu ze zwycięzcą konkursu w odpowiednim czasie, nagroda przepada.

Biorąc udział konkursie akceptujesz regulamin.


Wyniki konkursu:

Kasia miała przeogromny problem, z wyłonieniem jednego zwycięzcy. Ostatecznie postanowiła wyróżnić aż dwie osoby:

  • Ewelinę – za komentarz pod tym wpisem
  • i @Liryczka za prześliczny kolaż zdjęć na Instagramie

Dziewczyny, bardzo Was proszę o podesłanie mi adresu do wysyłki :)

Ale! to nie koniec.

Wszystkie pozostałe osoby, które wzięły udział w konkursie, otrzymują -20% zniżki na wybrany przez siebie produkt z Wonderland  – wystarczy skontaktować się z Kasią :)

Gratulujemy!


Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

  • Brzeska

    Co prawda to sam początek, niewinny w swej istocie, ale studia dają mi spełnienie, przez wykształcenie dzięki któremu praca marzeń jest dostępna. Jasne, że momentami wolałabym z samą maturą otworzyć jakiś start up, ale wybrałam tą tradycyjną drogę, przez marzenia i nie odpuszczanie. Bo jak to tak? Kobieta pilot? to nie może się sprawdzić. Wiem i słyszę niekiedy takie głosy, ale na szczęście mega rzadko. To, na jaką pracę teraz pracuje jest moją pasją, a bardziej to co kiedyś będę robić, ale nie chcę się w pasji w zawodzie zamykać. Dlatego poza pięknym stanem odrywania się od ziemi, uwielbiam ćwiczyć począwszy przez siłownię, przez biegi, skończywszy na łóżkowym oglądaniu serialów i jeździe samochodem, zwłaszcza w nocy. Dlatego warto marzyć, bo one dają nam jakiś start. Ale równie ważne jest mówienie o marzeniach – los niekoniecznie jest przeciw nam w każdej chwili ;)

  • zocha

    Ja najbardziej lubię się włóczyć po lesie, po łące, nad rzeką. Rozglądać się za ptakami i ziołami oraz kwiatami, a później sprawdzać w domu – w książkach i Internecie – co to za okaz widziałam – czasem robię zdjęcia, czasem zapamiętuję, czasem przynoszę roślinę z sobą. Ptaki po prostu uwielbiam, uczę się rozpoznawać je po śpiewie – kos, słowik, szpak, żuraw nie stanowią już dla mnie problemu. Dowiaduję się gdzie budują gniazda, jakie mają zwyczaje. Co do roślin to odkrywam ich właściwości. miód z czarnym bzem – proszę bardzo! Problem z kurzajką – jaskółcze ziele pomoże. Mogłabym tak cały czas! Wiem już od jakiegoś czasu, że muszę iść w tym kierunku. Mam 30 lat, a pracowałam już w 7 firmach. Nie liczę pracy dorywczej – podczas studiów i w liceum ;) 8 godzin w zamknięciu, w pomieszczeniu bez okien lub z oknami, które się nie otwierają, albo gdzieś w centrum miasta, to dla mnie męczarnia – w czwartki zazwyczaj jestem już u granic wytrzymałości i niecierpliwie odliczam do weekendu… Więc ja jeszcze staram się odpowiedzieć sobie na pytanie „co naprawdę lubię robić”, a może już raczej „jak móc żyć z tego co lubię robić”?

    • imponująca sprawa :) ja po odgłosach to chyba tylko dzięcioła rozpoznam ;)

      • zocha

        :) przyznam szczerze, że kiedyś miałam żal: do siebie, że zbyt mało wiele wiedziałam o sobie w wieku lat 16-19, kiedy dokonuje się ważnych wyborów w życiu, do świata, że tak ważnych wyborów trzeba dokonywać w tak młodym wieku, a nawet do rodziców trochę, że mną nie pokierowali, że nie uczyli mnie, żeby odkrywać siebie. Teraz jestem z tym wszystkim pogodzona, bo wiem, że nie jest prawdą, że nie można zmienić swojego życia. Daję sobie po prostu jeszcze trochę czasu, żeby ułożyć sobie, jak to zrobić ;)

  • Anastazja Stanibuła

    Lubię odkrywać piękno w pozornie zwykłych rzeczach. Uwielbiam zatrzymać auto i wysiąść, aby wejść w pierwszą lepszą drogę polną. Wszystkie wyglądają tak samo, a prawda jest taka, że każda jest inna. Po każdej chodzą inni ludzie, z różnymi historiami i marzeniami. Każda swój klimat i urok. Wszystkie te drogi z pewnością łączy jedno – wolność. Idąc nimi przed siebie, nie wiedząc dokąd prowadzą czuję, że szybki świat zostawiam za sobą. Tylko idę ♡

  • martyna

    Spokój, radość i wewnętrzną harmonię wywołuje u mnie już od około 2 lat Yoga. Każdego dnia, kiedy na nowo staję na macie, przybieram dobrze już znane Asany, napełniam się nową energią i chęcią do życia. Yoga to rzecz, która zagnieździła się w nim na dobre. Dzień bez niej, to poczucie pustki wraz z jego niedopełnieniem. Uwielbiam uzmysławiać sobie, że jestem w stanie zrobić więcej, niżeli przypuszczałam. Yoga rozwija we mnie wszystkie te czynniki. Od jakiegoś czasu uwielbiam eksplorować nowo poznane miejsca jedynie od strony natury. Omijam szerokim łukiem centra i hałaśliwe miejsca, tak, aby napawać się tym co najprostsze i najpiękniejsze, a, niestety, tak rzadko doceniane przez człowieka.

  • Daria

    Na studia dziennikarskie poszłam przypadkiem, a na pierwszym roku stwierdziłam, że to zupełnie nie dla mnie – pisanie o polityce, wypadkach, ciągła walka z konkurencją. Prawie zrezygnowałam. Udało mi się dostać staż w niewielkiej, lokalnej gazecie. Oczywiście, pisałam o wypadkach, polityce… Pewnego dnia dowiedziałam się, że zbliża się duży cykl wydarzeń kulturalnych, nad którym mamy patronat. „Chcesz zrobić wywiad z Luxtorpedą?” – zapytano mnie. Tak się zaczęło – ja, bez żadnego doświadczenia, zaczęłam przeprowadzać wywiady z niezwykłymi ludźmi polskiej muzyki, takimi jak Maciej Balcar, Dawid Podsiadło, Organek czy Stanisława Celińska. Mimo, że każdy wywiad wymaga kilku, a nawet kilkunastu godzin przygotowań, mimo stresu – zakochałam się w rozmowie. Odkryłam, że dziennikarstwo może być skierowane na człowieka, opowiadać jego historię, odkrywać świat widziany jego oczami. Może scalać nas jako ludzi, a nie dzielić na zwolenników danych partii. Może pokazać głębię człowieka, jego piękno, inspirować. Odkrywać człowieka – to chcę robić, to mnie pasjonuje.

    • cudownie Ci się to wszystko potoczyło :) tylko pozazdrościć spotkania z taką ilością inspirujących ludzi :)

      • To prawda. Ale i nauczyło pokory. Nieraz chciałam podejść do tego pobłażliwie, bo „a to nie moja muzyka, a bo to ten co o nim na pudelku pisali że zrobił to i tamto”. Za każdym razem byłam zwalona z nóg ile człowiek ma do przekazania i jak inaczej jest kreowany w mediach niż jest w rzeczywistości.

  • Ewelina

    Jestem osobą dość mało wierzącą w siebie,ciągle szukam siebie, tego co chcę robić w przyszłości. Mała wiara zawsze gasiła płomyk, który rodził się we mnie. Dość szybko wypalało się we mnie to co tak na prawdę mnie cieszyło. Od niedawna zrozumiałam, że fotografia jest moją odskocznia od rzeczywistości. Potrafię zatracić się w niej bez pamiętnie i za chwilę powrócić do życia. Zawsze kiedy dopadał mnie dołek, potrafiłam zabrać swój aparat, wyjść, chodzić między ludźmi i robić im zdjęcia. Był to czas kiedy kompletnie nie myślałam o fotografii jako hobby, robienie zdjęć traktowałam jako terapię. Dzisiaj wiem, że jest to nieodłączna część mnie, nie potrafiłabym żyć bez niej. Pasja ta potrafi przenieść mnie w inne miejsce, miejsce marzeń. W krainie marzeń wiem, że mogę osiągnąć wszystko. Sprawia, że trudne dla mnie rzeczy nie są wcale takie trudne. A kiedy stworzę coś co mnie zadowala i podoba się innym osobom, pcha mnie do zrobienia pierwszego kroku i do spełniania siebie.
    Mieszkam w pięknym miejscu, którego do jeszcze tak niedawna nie dostrzegałam. Karkonosze, wydawały się być zwykłe, przyroda otaczająca mnie była tylko przyrodą. Przez pewien okres mieszkałam w Anglii, gdzie wszystko zdawało się być piękniejsze. Ktoś kiedyś powiedział mi, że „Trawa nie zawsze jest bardziej zielona po drugiej stronie płotu „. Zrozumiałam to dopiero po powrocie do domu. Zakochałam się w swoim rodzinnym mieście i okolicy na nowo, miłość ta zaskakuje mnie każdego dnia. Dzięki niej odnalazłam swoją drugą pasję, czyli bieganie. Jak niesamowite jest to, że można połączyć naturę z bieganiem! Biegam w lesie, niedaleko łąk jednocześnie zachwycając się tym co otacza mnie dookoła. Doceniam wtedy każdy moment swojego życia, pozwala mi to zresetować swoje myśli, nabrać siłę i pozytywną energię. Po raz pierwszy biegam z przyjemności, a nie z musu.

    • Karkonosze dowiedziałam jeszcze jako dziecko, moooooże wczesna nastolatka, ale wspominam bardzo miło :) muszę się wreszcie wybrać ponownie :)

      • Ewelina

        Zapraszam! ;)

  • ivon

    Uwielbiam „nic-nie-robie-nie”… Przewrotne Niby-NIC… Najpierw cisza, pustka, zmuszenie sie do nie-myslenia by za chwile przemykac przez wymiary mej istoty z jednym celem: zlapac choc za skrawek koszuli swa Swiadomosc …. Choc musnac i poczuc chlodny podmuch jej bytnosci…choc swiadomie uswiadomic sobie ze …tak, tu byla i jeszcze bedzie…i czuc to szczescie ze podpowie, doradzi, wskaze droge, ostrzeze…To niby nic-ni-robie-Nie to Kreacja … Pewnosc samych pozytywow…spokoj i harmonia…milosc i dobroc…uwielbiam medytowac, zatracac sie w tym nie-bycie, byc w przestrzeni serca i prowadzic diálog ze Swiadomoscia…ze mna…o mnie…

    • wbrew pozorom „nic-nie-robie-nie” jest zawsze najtrudniejsze :)

      • ivon

        nie! to najcudowniejsza praca dla nas jako istot! moze na poczatku wymagawielu przemeblowań w tym liniowym zyciu….ale później jest juz tylko energia piękna i mądrości! i wiem e Tz o tzm wiesz:)

  • Szamanika

    Pochodzę z małej wioseczki położonej nad jeziorem. Las po prawej, po lewej woda, pod stopami łąka, nad głową chmury. Kursujący dwa razy w tygodniu autobus. Deficyt rówieśników. Długo szukałam zajęcia, które da mi prawdziwe spełnienie i radość. Systematycznie odkrywam muzykę, rysuję, robię kolczyki, wspinanie i joga bardzo szybko zostały wpisane w stały plan zajęć. To cudowne zajęcia, bez których zwyczajnie byłoby nudnie. Tak naprawdę to jednak przebywanie wśród ludzi okazało się być najważniejszym spoiwem mojego szczęścia. Moje „społeczne moce” uaktywniły się, gdy rozpoczęłam naukę w liceum. Wtedy zauważyłam, że otaczanie się ludźmi daje mi największą energię. Myślę, że grupa ludzi ma niesamowitą siłę sprawczą, której działania mogą przynieść wszystkim wiele dobrego. Dlatego też – odpowiadając na pytanie – najbardziej lubię wolontariat i podróże z przyjaciółmi. Te dwa działania mogą nadal przypominać mi o dzieciństwie, nie zabierając mi lasów, wody i sportu, ale pokazują jak ważni jesteśmy My jako grupa, która ulepsza, naprawia, tworzy świat!
    PS: Lubię też mieć nadzieję, że nie tylko ja tak mam. :)

  • Asia

    Uwielbiam swoją pracę, jestem chemikiem. Pracuję w laboratorium kontroli jakości i uważam, że moja praca jest niezwykle ważna dla innych. Dlaczego? Bo weryfikuję składy leków. Spełniam się przy tym zawodowo, a dodatkowo wiem że inni są mi za to wdzięczni. Po pracy uwielbiam wyjść na swój mały ogródek przed blokiem w którym mieszkam i czytać książki, słuchać śpiewających ptaków i czuć świeże powietrze i tak po prostu trwać. Niedawno odkryłam w sobie potrzebę upamiętniania ważnych wydarzeń w życiu i wzięłam się za robienie zdjęć. Czasami mi się podobają, czasem nie. Wszystko zależy od nastroju i od tego czy jesteśmy mniej czy bardziej zmęczone. Nie robię w życiu rzeczy których nie lubię. Jeśli już muszę, to szukam jakiejś alternatywy. Nie lubię też być zmuszana do czego. Sama muszę najpierw poczuć potrzebę zrobienia czego i to zrobić, nigdy na odwrót. Jest na świecie tak wiele rzeczy których można się nauczyć, że jest to aż przytłaczające. Nigdy się nie nudzę, mam cały czas potrzebę uczenia się czegoś nowego i to jest moja pasja. Żeby starczyło mi życia na zrobienie wszystkiego czego chcę, a praca sprawiała mi przyjemność. Dodatkowo chciałabym się wybrać w daleką podróż, może Ameryka południowa i tam zostać na dłużej, żeby oderwać sie od codzienności i zacząć jeszcze bardziej docenić to co się i ma. Później wrócić do własnego życia i znowu się nim cieszyć. :)

  • Ja sama poszłam na studia, bo trzeba było. Pierwsze zakończyły się po pierwszej sesji. Drugie licencjatem i nienapisanym magistrem. W tym czasie zaczęłam pracę. Jedną niezgodną ze swoimi studiami, bo wtedy najbardziej na świecie pasjonował mnie HR, a potem zmieniłam branżę na IT. I cały czas czuję, że jestem nie na swoim miejscu ;). Dlatego postanowiłam założyć swój sklep internetowy, by móc się dzielić. Przez wiele lat myślałam, co robię najlepiej i w czym mogłabym się sprawdzić i nie mogłam wymyślić jak to dzielenie się mogłabym przekuć na codzienne zajęcie :). W przyszłości marzy mi się mała, kameralna kawiarenka z własnoręcznie pieczonymi ciastami i ciasteczkami, z pachnącą kawą i aromatyczną herbatą. I oczywiście domową i ciepłą atmosferą. Myślę, że wtedy będę spełniona.
    Choć czasem się zastanawiam czy przekuwanie pasji na pracę jest dobre. Jak w każdej pracy i w każdym biznesie są kryzysy i zniechęcenie – nie chciałabym sobie obrzydzić swojej pasji. Z drugiej strony łatwiej przetrwać kryzys w pasji, bo jednak cały czas tli się ten ogień :).

    • to jest trochę trudny temat, czytałam kiedyś jakiś pokaźny artykuł o tym że praca powinna być pracą, a dodatkowo powinniśmy mieć hobby, zupełną odskocznię. ja to sobie jednak tłumaczę tak, że hobby możemy mieć niejedno, jedno może być źródłem utrzymania, drugie ucieczką od rzeczywistości :)

  • Patrycja

    Moją pasją jest czytanie. Tak klasycznie, ot co. Książki dają mi ukojenie po stresującym dniu albo pozwalają przeżywać wspaniałe przygody bez wychodzenia z domu. Ale są dla mnie także czymś więcej. Wszystko zaczęło się w okresie około maturalnym (co było stosunkowo niedawno). Byłam wtedy dość zagubioną dziewczyną, która starała się dopasować do otoczenia, co poskutkowało kilkoma negatywnymi nawykami i poczuciem ogólnej beznadziei. Zaczęłam wtedy szukać spokoju w książkach, które bardzo lubiłam czytać jako dziecko, a które w okresie licealnym odstawiłam na bok. To dzięki literaturze zrozumiałam, że mogę nie zgadzać się z otoczeniem, nie muszę być taka jak wszyscy – że mogę kierować się własnymi przekonaniami, nawet jeśli otoczenie się z nimi nie zgadza. To w książkach znalazłam bratnie dusze – bohaterów, którzy wyznawali wartości, w które ja gdzieś głęboko w sercu wierzyłam, ale nie dopuszczałam ich do głosu. Zaczęłam dość mozolny proces zmieniania swojego życia. Do teraz pozostał mi sentymentalny stosunek do książek, bohaterki moich ulubionych pozycji traktuję jak stare dobre przyjaciółki (i oburzam się na każdą kiepską adaptację filmową z ich udziałem xd). I ot, taka moja pasja, może niezbyt oryginalna, ale ważna dla mnie, bo dzięki niej poczułam, że nie jestem całkiem samotna w momencie, gdy najbardziej tego potrzebowałam.

    • to poleć kilka pozycji naprawdę wartych przeczytania, chętnie się im przyjrzę :)

      • Patrycja

        Jeżeli chodzi o moje ulubione powieści to z pewnością mogę wskazać serię „Diabelskie Maszyny” C. Clare, „Małą Księżniczkę” F. Burnetta oraz „Brooklyn” C. Toibina. Do tej listy dodałabym także „Lekcje Madame Chic” J. Scott, która przez długi czas stanowiła dla mnie swego rodzaju drogowskaz, w którym kierunku chcę zmierzać ze swoim życiem. Ostatnio natomiast całkowicie zakochałam się w „Pożegnaniu z Afryką” K. Blixen i postaci autorki, która w I połowie XIX w. prowadziła pełne przygód życie, które także od współczesnych kobiet wymagałoby wiele odwagi.

        • większości nie znam, dzięki za polecenie :) za nieco ponad tydzień szykuje mi się trochę wolnego, wiec będzie jak znalazł :)

  • Marta

    Moją pasją jest taniec. Śmiałabym nawet powiedzieć, że jest to miłość mego życia, która pojawiła się przypadkiem i mimochodem, a zmieniła moje życie diametralnie. Jednak jak to z miłością bywa, nie jest to łatwy temat. Tańczę od dawna. W sumie to pierwsze tańce hulance miałam jeszcze brzuchu mamy podczas sylwestra (mama temu wydarzeniu przypisuje moje zamiłowanie do tańca). Później tańczyłam w balecie jako mała dziewczynka, gdzie nauczyłam się, co to rytm (chociaż mając tatę muzyka, który ciągle urządzał próby w mieszkaniu, z rytmiki byłam chyba dobrze wyszkolona). Jednak byłam za ciężkim klockiem do podnoszeń, których w balecie jest sporo (na szczęście już nie jestem) i zakończyłam swoją karierę. Zajęłam się sztuka, a do tańca wróciłam dopiero w liceum i to w dodatku przez przypadek, ale już w innej postaci (Salsy). Daleki znajomy chciał iść na kurs, a nie miał z kim. Żadna nie chciała się ulitować i iść z nim na zajęcia. Na moje szczęście. Bo to była miłość od pierwszego wejrzenia. Zwariowałam na punkcie salsy. Byłam w pierwszej fazie zakochania – rzeczywistość się nie liczyła. Była tylko salsa. Z determinacją chodziłam na kursy, zajęcia i festiwale wbrew mamie i całemu światu. Zawalałam sprawdziany z chemii (jak to bywa z młodzieńczą miłością, przypada ona na czasy liceum), bo sprawdziany zawsze były w poniedziałki o 8, a ja zawsze byłam po niedzielnej salsotece. Jednak po dwóch tanecznych latach mój partner salsowy wyjechał na studia do Poznania, gdzie ułożył sobie życie na nowo, panowie na salsotekach nie chcieli tańczyć z małolatą, która była przed maturą, a mama gderała, że przez moje tańce się opuściłam w nauce i na bank nigdzie na studia się nie dostanę. No i dałam za wygraną. Przestałam chodzić na kursy, przestałam tańczyć. Znaczy tańczyłam w klubach, ale już nie salsę i próbowałam Dancehallu. Ale gdy jest to miłość, to nie można tak po prostu zapomnieć i zadowolić się gibaniem na imprezach. Zrobiłam prawko, by móc jeździć na imprezy (miałam 20km do miasta) i wróciłam w wielkim stylu. Znów liczyła się tylko salsa. Na imprezach w Berlinie uczyłam się nie kroków, ale jak stworzyć z partnerem spójną całość. A że ciągle tańczyłam z kimś nowym, to dużo się nauczyłam. Zainteresowałam się innymi tańcami, bo jestem otwarta na nowe. Ale potem wyjechałam na stypendium do małej mieściny w Niemczech, gdzie o salsie to tylko słyszeli, ale nigdy nie tańczyli. Jak się okazało, można żyć bez salsy. Ale lepiej z nią. Znów wróciłam do tańca, ale na imprezach. Zauważyłam jednak, że wypracowałam sobie własne nawyki w tańcu i swój styl. Jakiekolwiek warsztaty były dla mnie męką. Nie umiałam uczyć się kroków (Całe wieki nie byłam na zajęciach. Zapomniałam jak to jest uczyć się tańczyć). Kroki są narzucane, a dla mnie taniec to wolność. Gdy tańczę, czuję się wolna. Wolna od problemów i od rzeczywistości. Taniec jest lekiem na całe zło, który w przeciwieństwie do Gripexu zawsze działa i to zaraz od momentu zastosowania. Nie uważam się za tancerkę, chociaż tańczę bardzo dobrze. Jednak tak wyszło, że nie szkoliłam się za dużo. Los tak się potoczył, że salsa znikała z mojego życia parę razy (więcej niż tu opisałam). To że miałam przerwy w tańcu nie znaczy jednak, że to nie jest moja wielka miłość. Bo w rzeczywistości (nie amerykańskich filmach) miłość jest trudna. Czasem wątpimy, poddajemy się, odpuszczamy. Ale jeśli to jest TO, to nawet jeśli los nam nie sprzyja, to TO COŚ ciągle jest, wbrew przeciwnością losu. Czasem tylko potulnie czeka w kąciku na lepszy czas. Wróciłam na stałe do Polski i kolejny raz układam sobie życie od nowa. U mnie właśnie nastał lepszy czas. Stęskniłam się za tańcem. Jutro jadę do Berlina na salsę. No i zapisałam się na kursy. Nigdy nie jest za późno, by się rozwijać i nadrobić stracone lata :)

    • „Kroki są narzucane, a dla mnie taniec to wolność.” – zgadzam się :) zresztą cała wypowiedź ma bardzo mądre przesłanie :)

  • Agnieszka

    Ja swoją pasję przestawię w formie wizualnej: https://www.youtube.com/watch?v=gLtVLm8ggeI ;)

    • widziałam! super :) myślałaś może o zapisaniu się na profesjonalne zajęcia z rysunku?

      • Agnieszka

        Chciałabym, ale mieszkam w mieście (niecałe 40 tys osób), w którym nie ma niestety takich zajęć :(

  • Moja staroświecka pasja to pisanie listów i wymienianie się pocztówkami, czyli, żeby brzmiało nowocześniej, snailmailing i postcrossing. Obecnie mam około 15 stałych „penpali”, czyli korespondentów (bardzo niefortunne polskie słowo…) z Europy, Azji, Ameryki, a nawet RPA :) Do tego około 1000 pocztówek. Kocham wszystko, co papierowe i potrafię godzinami tworzyć kartki, zakładki, czy inne drobiazgi, które potem wysyłam w świat. Tylko ceny znaczków w naszym kraju dobijają…

  • Lena Wanderlust

    Na razie jeszcze w fazie nauki, wzlotów i upadków, ale jest coś co „ciągnie” się za mną od kilku lat i próbuję rozgryźć – fotografia tradycyjna. Na razie moje fotografie robię aparatem Pentax K1000, ale ostatnio zaczęłam zbierać się do stojącego w domu aparatu Start66- potrzebuję tylko starej rolki od kliszy i będę sprawdzać czy to cudo działa. Zdjęcia z kliszy mają taki inny klimat! Aż założyłam album po raz pierwszy taki swój ze zdjęciami zrobionymi przeze mnie. Efekty – można też zobaczyć tu: http://www.instagram.com/lena_wanderlust/ – choć zdarzają się zdjęcia cyfrowe. A to zdjęcie z mojej pierwszej pentaxowej kliszy:

    • to prawda, takie zdjęcia mają w sobie coś innego :) a nie masz problemu ze znalezieniem punktu, w którym nadal można wywołać kliszę? :)

      • Lena Wanderlust

        To prawda- miałam na początku z tym kłopot, tym bardziej że moja druga klisza była czarno-biała i taką już koniecznie trzeba wywoływać ręcznie – w kilku punktach mi odmówiono, bo już tego nie robią, nie opłaca im się. Znalazłam możliwość w Lublinie i… słałam dwie klisze pocztą z duszą na ramieniu czy wszystko się uda, nie stanie się nic w transporcie… Potem dowiedziałam się przypadkiem że w Szczecinie nie ma z tym problemu i już chodzę do tych samych panów. Przy Starcie 66 potrzebna jest klisza 120mm – mozna ją dostać w sklepach internetowych, ale okazało się, że panowie mają na miejscu i również wywołują. Wychodzi na to, że warto popytać ;) Zwykłą kolorową 35mm przyjmą raczej wszędzie- ale wtedy wszystko idzie przez maszynę.

  • Justyna Cymerys

    O pasji przedstawie film własnej produkcji

    http://www.youtube.com/watch?v=HIdPE1mN88g

    • jeden z moich bliskich znajomych również został na długi czas wchłonięty w kowalstwo artystyczne. opowiadał o tym z takim zapałem, że prawie (z naciskiem na prawie) sama chciałam spróbować ;) szkoda że takie, nazwijmy to, rzemieślnicze umiejętności, odchodzą na coraz dalszy plan :/

      • Justyna Cymerys

        niestety odchodzą :(

  • Moje hobby jet raczej nietypowe – od czterech lat prowadzę od bloga poświęconego lalkom w dość szerokim zakresie: od pisania recenzji, poprzez tworzenie miniatur i sesje fotograficzne, po tutoriale poświęcone szyciu ubranek dla lalek. Zaczęło się niewinnie od jednej lalki, dla której miałam szyć, ale szybko było to dla mnie za mało. Zarówno szycie, jak i urządzanie miniaturowych pokoików wciąga mnie zazwyczaj tak, że świat zewnętrzny przestaje dla mnie istnieć. Wszędzie wypatruję miniaturowych mebelków lub akcesoriów, a jak nie znajduję, to po prostu je tworzę, lub przerabiam coś co już mam. Jednak muszę przyznać, że w tym hobby najważniejsza dla mnie jest możliwość dzielenia się tą całą radosną twórczością ze światem. Cały proces tworzenia pojedynczego wpisu to nie tylko dni, lecz czasami godziny, tygodnie czy miesiące. Dotyczy to w szczególności bazy wykrojów dla lalek, którą udostępniam na blogu wraz z opisami szycia.

    Z początkowo obawiałam się ujawniania z takim nietypowym hobby („Bawisz się lalkami? W tym wieku?), ale okazało się że niepotrzebnie. Spotkało się z bardzo sympatycznym odbiorem, mam stałe grono czytelników także pośród ludzi z pracy (i ich dzieci, zwłaszcza córek). Dzięki blogowi poznałam także mnóstwo ludzi o tym samym hobby z całego świata. Lista rzeczy do zrobienia z każdym dniem wydłuża się i wydłuża, ale ja się tym nie martwię – jeśli w tej chwili nie mam narzędzi/materiałów/pomysłu nadany projekt, nie ma problemu,bo 10 innych czeka w kolejce. Coś takiego jak nuda dla mnie nie istnieje.

    Kiedy zaczynałam cztery lata temu lalki dzieliłam na Barbie i Porcelanki, html był dla mnie czarną magią, znałam tylko ścieg na okrętkę a odszycie uznałabym za błąd w pisowni. Dziś mam u siebie lalki, o których wcześniej nie słyszałam, moldy lalki Barbie mam w małym paluszku, uczę się szycia na maszynie, choć wiele osób twierdzi, że moja ręczna stębnówka wcale nie ustępuje ściegowi maszynowemu. Dalej robię zdjęcia tak zwanym „ziemniakiem”, ale ich jakość jest bez porównania lepsza, bo nauczyłam się jak radzić sobie z kiepskim światłem. No i co najważniejsze, dzięki blogowi – tym wszystkim czego się nauczę – mogę dzielić się z innymi.

    I jedno co wiem, to fakt, że hobby to ciągły rozwój – z początkiem, ale bez końca.

  • Natalia

    Towarzyszy mi od kiedy pamiętam. W dzieciństwie nie było mowy, żebym wybrała się w jakąkolwiek dłuższą podróż, bez choćby kilku kredek i kawałka czystej kartki. Rysowanie dawało mi możliwość wyrażenia moich dziecięcych myśli, uczuć i marzeń. Z czasem przekształci o się to w realizm, który pozwoli mi na dokładniejsze przyjrzenie się rzeczywistości oraz na skupienie rozproszonej codzienności uwagi na powolnym kreowaniu kolejnych elementów rysunku. W tej misternej pasji odnalazłam tak potrzebny mi spokój oraz możliwość wyciszenia wewnętrznych głosów. Tworzenie kreska po kresce, element po elemencie, bez pośpiechu, bez zegarka w ręku, bez potrzeby bycia efektywnym, jedynie z chęci chwilowego zanurzenia swojego umysłu w delikatnych ruchach ołówka, jest tym, co pozwala mi zapomnieć o otaczającym mnie świecie oraz podarować mu cząstkę własnego wnętrza, które w chwili tworzenia jest harmonijną melodią delikatnych, grafitowych drgań.

    • piękne :) rysujesz ze zdjęć czy z natury? :)

      • Natalia

        Bywa różnie, choć głównie ze zdjęć, ponieważ jest to wygodniejsze, bądź kiedy rysuję na zamówienie. Są jednak momenty, kiedy zaobserwuję ciekawy moment lub sytuację na ulicy, która zachęca do szybkiego szkicu, a także miewam chwile artystycznej inspiracji, będące impulsem do stworzenia rysunku na podstawie własnych wizji i wyobrażeń.

  • Ola

    Ostatnio coraz częściej zastanawiam się nad tym jak przeżywam swoje życie. Zmieniłam szkołę – chodzę teraz do liceum, poznałam nowych ludzi, mam nowych znajomych i jak to zawsze na początku bywa, każdy się przedstawia, mówi kilka słów o sobie. Skąd jest, co lubi robić, w czym jest dobry, czym się interesuje, jakie są jego pasje… Właśnie… PASJE! Niby tylko kilka prostych zdań, podstawowych informacji, ale czasami trudno jest właśnie powiedzieć tych kilka najprostszych zdań. I właśnie w takich momentach człowiek zaczyna się zastanawiać, co robi ze swoim życiem i czy właśnie w ten sposób chce żyć. Raczej niewiele jest osób, których największym marzeniem jest tylko „praca-dom, dom-praca” (ciekawe co tacy ludzie robią w weekend c:). Minęło już ponad pół roku odkąd poszłam do liceum i pojawiło się jeszcze więcej pytań, no bo w końcu „na jakie studia zamierzam iść?” i „co po nich będę robić?”. I chyba właśnie to doświadczenie stało się moją motywacją i skłoniło do tak wielu refleksji, bo ludzie, których poznałam są niesamowici – bardzo utalentowani, inteligentni i prawie każdy z nich ma swojego konika, a do tego są prawdziwymi ekspertami w swoich dziedzinach. A ja? Wciąż poszukuję (mimo wielu oporów i przeciwności), a nawet postanowiłam założyć bloga (ciekawe, jak mi to pójdzie). Na szczęście nie muszę „skakać ze spadochronem” (a chciałabym spróbować!) i wystarczy „lepienie pierogów”. Moim niewyjątkowym zajęciem jest gotowanie, a właściwie pieczenie, bo więcej radości sprawia mi tworzenie tortów, ciasteczek, babeczek (również, a może nawet przede wszystkim, w zdrowej wersji) niż potrawy „na poważnie”. Nic specjalnego, ale po reakcji (uśmiechach i wyrazach, z pełną buzią c:, zadowolenia) nie chce się przestawać. Szczególnie, że jest to świetny pomysł na WŁASNORĘCZNY prezent, przeprosiny, namówienie kogoś itp. A powiedzenie „przez żołądek do serca” jest najważniejszym i najprawdziwszym zdaniem NA ŚWIECIE. Kolejnym niespektakularnym (dość nowym, bo nawet nie rocznym) hobby są wędrówki. UWIELBIAM chodzić po leśnych ścieżkach i odkrywać nowe, nieznane mi dotąd miejsca, oraz niewielu osobom znane pomniki, czy podpatrywanie dzikich zwierząt. Nieraz się już zdarzyło, że drogą przebiegła mi sarna lub trzy, albo gdzieś w oddali zobaczyłam lisa. Ale nawet drobne ptaki potrafią sprawić, że się uśmiecham. Od dzieciństwa kocham las, naturę, spędzanie aktywnie czasu na świeżym powietrzu. Las mnie uspokaja c:, a przebyte kilometry i ból w udach – ogromnie satysfakcjonują!
    Poniżej wstawiam kilka zdjęć-wspomnień c:
    Pierwszy zrobiony własnoręcznie, całkowicie od podstaw tort,
    również pierwsza zaplanowana przeze mnie wędrówka z nocowaniem pod namiotami,
    oraz przykład ciasta – prezentu, a raczej jego pozostałości. (Nieskromnie powiem, że był tak dobry, że musiałyśmy się powstrzymać, żeby go nie zjeść do końca o 23, kiedy świętowałyśmy urodziny przyjaciółki i przypomniało nam się,że nie zrobiłyśmy mu do tej pory żadnego zdjęcia c:).

  • Klaudia Stefańska

    Czasami ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie: Co jest Twoim hobby/pasją? Bo co można odpowiedzieć, jeśli człowiek nie ma jakiś wzniosłych zainteresowań? Nie gra w tenisa, nie jeździ konno, talentu do rysowania nie ma za grosz, nie robi żadnego rękodzieła? Czasami też czułam się człowiekiem bez pasji, ale teraz już wiem, że to błedne myslenie. Pasją jest to czym zajmujemy się na co dzień, co sprawia nam radość. I tak w moim przypadku jest to czytanie książek od kocem, podróżowanie kiedy tylko mam okazję (lubię podróże zarówno te duże jak i małe). Gotowanie dla bliskich, psychologia snu, języki obce. Te wszystkie drobne rzeczy właśnie mnie definiują i dzięki tym nie wyjątkowym rzeczom czuję się wyjątkowa. Od niedawna zaczęłam też prowadzić dziennik dla uporządkowania wlasnych myśli. Nie taki blogowy, ale ten prywatny. w notesie w kwiaty, bo kwiaty to moja kolejna obsesja :) I tak rozwijam te swoje drobne zainteresowania. Oby jak najdłużej.

  • Śmietankowy Dom

    tak pasja może być sposobem na życie!

    Po 2 latach starania się o dziecko wreszcie się udało. Od razu musiałam
    pójśc na zwolnienie lekarskie, tego wymagał mój stan zdrowia.Cieszyłam
    się tym okresem miałam czas na swoje ukochane dłubaniny. Przez całe 6
    miesięcy zgłębiałam tajniki zdobienia przedmiotów metodą decoupage,
    robiłam wianki, przeróżne dekoracje do domu i masę prezentów bez okazji
    dla rodziny i przyjaciół. Było mi dobrze, wszystko szło powoli swoim
    rytmem. Marzenia o dziecku łączyłam z marzeniami o małym sklepiku i
    pracowni rękodzieła.

    Jednak los ma dla nas zawsze jakąś niespodziankę. W 6 miesiącu ciąży
    trafiłam na stół operacyjny. Nie wiele pamiętam z tamtych dni oprócz
    przerażającego bólu. Najpierw wycięcie jajnika, potem ratowanie życia
    niespełna 1000 gramowej istotce, aż w końcu…i tu znam to z
    opowieści…ratowanie mojego życia.

    Ale ja postanowiłam nie iść w stronę światełka, bo jak to, przecież miałam takie plany!

    Kolejne pół roku było jak zły sen. Założono mi stomie, która nie
    funkcjonowała tak jak oczekiwałam. Stale się odwadniałam, więc dostałam
    do domu kroplóweczkę 16h na dobę, zakaz jedzenia i 2 miesięczną córkę-2
    kilogramową Wszystko musiało być sterylne, abym nie zakaziła cewnika do
    żywienia pozajelitowego. Gdzie moje plany? Gdzie szlifowanie drewna?
    Klejenie?

    Pół roku to dużo czasu aby przewartościować życie.

    Podjęłam decyzję: Niech no tylko mnie naprawią, zdejmą ten worek,
    zabiorą kroplówkę. Przebierałam nogami z niecierpliwości na operację,
    kończącą ten koszmar. Wszystko poszło sprawnie, wracałam do zdrowia.

    Los zaczął sprzyjać moim planom. Umowa w pracy nie została przedłużona,
    dziecko nie dostało się do żłobka, czyli musiałam zacząć prężnie
    działać. Przecież miałam dwie ręce, byłam wreszcie zdrowa.

    Marzenia muszą się spełnić. Nie po to przeżyłam taki koszmar, żeby stać
    jak kołek na etacie. Skoro los dał mi drugie życie, będę żyła tak jak
    chcę. Pracę połączę z pasją. Taki był plan.

    Od tego czasu mineły prawie 2 lata a ja wciąż rozwijam swoje pasje. Dziś Śmietankowy dom jest moją pasją, życiem i pracą!!! Maluję, piłuję, dekoruję, aranżuję i bloguję budując jednocześnie autentyczny Śmietankowy Dom. Wszystko to moja wielka pasja. Tak pasja może być sposobem na życie!

    Warto korzystać z szansy, którą daje los. Warto nie iść w stronę światełka, a podążać za marzeniami.

    Teraz już wiem, w którym to kierunku.

  • zocha

    Gratuluję zwycięzcom! :)

Close