Czego Bhagawadgita i Yoga Sutry uczą o emocjach, decyzjach i wewnętrznej równowadze? I co wspólnego mają z wiosennym porządkowaniem szafy? Okazuje się, że całkiem sporo.
Każdej wiosny przychodzi taki moment, kiedy po kilku ciepłych dniach człowiek nagle nabiera absolutnej pewności, że zima już nie wróci.
Otwierasz szafę, patrzysz na grube wełniane swetry i stwierdzasz, że na pewno nie będą już potrzebne, skoro za oknem 20 stopni w cieniu. Chowasz je więc w czeluściach piwnicy i wtedy oczywiście…
Kilka dni później temperatura spada do 6 stopni, a Ty stoisz rano przed szafą owinięta w cienki kardigan i zastanawiasz się, dlaczego właściwie podejmujesz życiowe decyzje podczas chwilowego zachwytu pogodą.
Śmiechy śmiechami, wiadomo, że spakowanie swetrów do pudła nie jest nie wiadomo jaką decyzją życiową, natomiast zwyczajowo w chwilach zachwytu lub załamania podejmujemy tych postanowień i wyborów całkiem sporo.
Tymczasem klasyczna filozofia jogi mówi o tym od tysięcy lat. Być może nie konkretnie o swetrach, ale o umyśle, jego zmienności i konsekwencjach.
Człowiek bowiem z natury bardzo często bierze chwilowy stan emocjonalny za prawdę.
Emocje nie są problemem, problemem jest utożsamienie się z nimi
O co chodzi i czym różni się jedno od drugiego?
Współcześnie dużo mówimy o emocjach, o ich odczuwaniu i o ogólnej autentyczności wynikającej z pozwalania sobie na odczuwanie. Ma to jakiś tam sens, ale jak się nad tym głębiej zastanowić, to czy serio chcemy, by naszym życiem kierowały nasze załamania nerwowe? Albo chwile euforii?
Nie jestem co do tego przekonana.
W Bhagawadgicie, czyli jednym ze sztandarowych literackich dzieł klasyki jogi, czytamy, nie pozwól, by chwilowy stan przejął całkowicie Twoją świadomość.
Pojawia się tu idea sthitaprajña, czyli człowieka stabilnego w swojej mądrości czy osądach, kogoś kto doświadcza emocji, ale nie buduje na nich całego życia. Dzieje się to gdy „całkowicie wyrzeka się wszystkich pragnień umysłu, gdy jest w pełni zadowolony ze swojego umysłu skupionego na Atmanie”. Czyli „Ten, którego umysł nie zostaje poruszony przez cierpienie i który nie lgnie do przyjemności, jest człowiekiem mądrości.”
Pamiętajmy o tym, że nie chodzi tutaj o wypieranie emocji, z czym często mamy do czynienia we współczesnej „duchowości”, ale o zdolność do pozostania świadomą/ym także wtedy, gdy emocje są niesamowicie intensywne.
Złość zaciemnia percepcję
Jednym z najmocniejszych psychologicznych fragmentów Bhagawadgity jest opis mechanizmu gniewu:
„Z przywiązania rodzi się pragnienie.
Z pragnienia rodzi się gniew.
Z gniewu powstaje iluzja.
Z iluzji zaburzenie pamięci.
Z zaburzenia pamięci zanika rozum.
A gdy zanika rozum, człowiek upada.”
(Bhagawadgita II.62-63)
I jest to absolutnie normalny scenariusz naszej rzeczywistości. Najpierw pojawia się przywiązanie do jakiejś wizji czy koncepcji rzeczywistości. Potem okazuje się, że życie jej nie spełnia (co jest oczywiste – im bardziej chcemy, tym bardziej się nie udaje – tłumaczę to dokładnie z kursie NIDRY.) Pojawia się frustracja, gniew i przestajemy widzieć rzeczywistość jasno.
Oznacza to mniej więcej tyle, że stanie silnej złości człowiek bardzo często nie reaguje na rzeczywistość, lecz na własną interpretację tejże rzeczywistości.
Ekscytacja także może zaburzać jasność
Zwykliśmy dzielić emocje na złe i dobre. Często więc skupiamy się na tym, jak wyrażać złość, co robić ze smutkiem itd.
Tymczasem joga na tapet bierze wszystko jak leci, więc równie ostrożnie podchodzi do ekscytacji.
Aktualnie lubujemy się w stanie ciągłego pobudzenia. Kochamy ekscytację, dopaminowy haj, impuls, potrzebę natychmiastowego działania, ogłaszanie wszystkiego od razu.
Tymczasem filozofia jogi powiedziałaby, że również ta właśnie przyjemność, haj i dopamina mogą zawężać percepcję.
W Yoga Sutrach Patañjali opisuje takie poczucie jak rāga czyli przywiązanie do tego, co przyjemne. A więc stan, w którym umysł zaczyna lgąć do emocji, doświadczeń, ludzi albo wizji samego siebie – do tego, co uznał za przyjemne.
To właśnie dlatego tak wiele decyzji podejmujemy w euforii. Pod wpływem chwilowego zachwytu składamy obietnice (często bez pokrycia), ogłaszamy wielkie plany, podejmujemy gwałtowne decyzje.
A potem emocje opadają, wraca proza życia i perspektywa zupełnie się zmienia.
„Traktuj jednakowo przyjemność i ból, zysk i stratę, zwycięstwo i porażkę.”
Co nie ma nas zachęcić do obojętności, a raczej ostrzec przed życiem opartym wyłącznie na reaktywności. Kiedy jesteśmy bardzo szczęśliwi, mamy tendencję do przeceniania rzeczywistości. Gdy zaś jesteśmy w cierpieniu – do widzenia wszystkiego w ciemnych barwach.
Umysł w obu stanach traci zdolność klarownego widzenia.
I właśnie dlatego klasyczna joga tak mocno podkreśla potrzebę wewnętrznej stabilności.
Prawdziwy spokój nie jest ekscytacją
Bhagawadgita rozróżnia chwilową przyjemność od głębokiego dobrostanu.
Czytamy tam:
„To, co początkowo wydaje się przyjemne przez kontakt zmysłów z obiektami, lecz ostatecznie prowadzi do cierpienia, jest szczęściem radżasowym.”
oraz:
„To, co początkowo może wydawać się trudne, ale ostatecznie prowadzi do spokoju i jasności, jest szczęściem sattwicznym.”
I jest to niesamowicie ważne rozróżnienie, ponieważ prawdziwy dobrostan w filozofii jogi rzadko przypomina ekstazę.
Raczej przynosi odczucie klarowności, stabilności, obecności, wewnętrznego spokoju i poczucia bycia w dobrym czasie i miejscu.
W sanskrycie opisuje to piękne słowo santoṣa, które oznacza głębokie zadowolenie niezależne od chwilowych warunków zewnętrznych.
Nie oznacza to ekscytacji, euforii czy haju, raczej stan, w którym człowiek nie musi już nieustannie gonić za kolejnym bodźcem, żeby poczuć się dobrze. Albo żeby poczuć cokolwiek.
W jodze nie chodzi więc o to, żeby nie doświadczać szczęścia, po prostu klasyczne teksty bardzo wyraźnie rozróżniają chwilową przyjemność, od głębokiego spokoju.
Nie każda emocja jest prawdą
Patañjali w Yoga Sutrach opisuje umysł jako coś, co nieustannie się porusza, zmienia i ogólnie jest trudne do okiełznania. Ważna definicja jogi pochodząca właśnie stamtąd brzmi:
„Yogaś citta-vṛtti-nirodhaḥ”
czyli
„Joga jest zatrzymaniem poruszeń umysłu.”
Vṛtti to wszystkie poruszenia umysłu czyli właśnie emocje, interpretacje, impulsy, wspomnienia, reakcje.
Problem polega na tym, że człowiek zwykle to właśnie z nimi się utożsamia i na ich podstawie decyduje.
Jeśli dziś czujesz radość, wydaje Ci się, że wszystko jest wspaniałe. Jeśli dziś czujesz lęk, masz wrażenie, że wszystko się rozpada lub że nie nadajesz się do niczego.
Tymczasem joga od tysięcy lat podkreśla, że to są stany umysłu, nie cała rzeczywistość.
Vairāgya – czyli przestrzeń między impulsem a działaniem
Patañjali mówi, że stabilność umysłu rozwija się dzięki dwóm filarom, jakimi są: abhyāsa czyli regularna praktyka oraz vairāgya czyli nieprzywiązywanie się.
Vairāgya bardzo często tłumaczona bywa jako wyrzeczenie, co nie oddaje sedna sprawy. Chodzi tu raczej o zdolność do niewchodzenia automatycznie we wszystko co się pojawia i nie reagowanie impulsywnie.
Między emocją a reakcją pojawia się przestrzeń i to właśnie w tej przerwie, zaczyna się świadomość.
Płynąc więc do brzegu – być może najgłębsza lekcja jogi brzmi czasem bardzo prosto, nie wyrzucaj swetrów tylko dlatego, że dziś świeci słońce?