Współcześnie wiele klasycznych pojęć jest wyświechtanych. Słowa powtarzane są bez zrozumienia i kontekstu, rzucane na wiatr, przez co ostatecznie zapominamy zupełnie o ich pierwotnym znaczeniu.
Do słów takich należą zarówno relaks jak i tantra.
Co dziś nazywamy relaksem? W naszym rozumieniu wystarczy spokojna muzyka, kilka głębokich oddechów, przygaszone światło i dodanie kilku wzmianek o „regulacji układu nerwowego”.
A tantra? To już chyba każdy wie, co niestety przychodzi nam na myśl, gdy słyszymy to słowo.
Tymczasem klasycznie miały one zupełnie inne konotacje. Tradycje jogiczne od wieków mówiły o czymś znacznie subtelniejszym i SENSOWNIEJSZYM niż chwilowe rozluźnienie ciała po pracy czy poprawa samopoczucia po długim dniu.
Dlatego pytanie o to, czy joga nidra jest relaksacją czy tantrą, jest jak najbardziej na miejscu. I wielu osobom może otworzyć oczy na to, jak zachodnie, marketingowe podejście spłaszcza tę praktykę i wykorzystuje jedynie minimum jej możliwości.
Zachód oszalał na punkcie relaksacji
To wiemy wszyscy, bo sposoby na relaksację wyskakują z Instagrama, gazet i każdej lodówki.
We współczesnym świecie joga nidra została niemal całkowicie opisana językiem regulacji układu nerwowego. Mówi się o niej jako o technice głębokiego relaksu, metodzie redukcji stresu, wsparciu w bezsenności, przeciążeniu czy chronicznym napięciu psychicznym. Badania rzeczywiście pokazują jej wpływ na obniżenie poziomu lęku, poprawę jakości snu, zwiększenie zmienności rytmu zatokowego serca czy regulację autonomicznego układu nerwowego. Coraz częściej wspomina się również o neuroplastyczności, falach mózgowych oraz wpływie praktyki na procesy regeneracyjne organizmu.
I jest to jak najbardziej prawdziwe. Nidra ma KOSMICZNE działanie jeśli chodzi o relaksację czy zdrowienie. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy uznajemy, że na tym kończy się znaczenie nidry.
W klasycznej tradycji joga nidra nigdy nie była metodą odprężania. Relaks nie stanowił celu praktyki, lecz WARUNEK umożliwiający wejście głębiej. Porównać to więc możemy raczej do delikatnego uchylenia drzwi do właściwego pokoju niż do dotarcia na miejsce.
W tym więc sensie współczesny świat zatrzymał się na progu praktyki i uznał go za całość.
Czym właściwie jest nidra?
Samo sanskryckie słowo nidrā oznacza sen, jednak w tradycjach jogicznych i tantrycznych nie mamy tu na myśli takiego zwyczajnego, nocnego snu czy słodkiej drzemki popołudniowej. Nidrā oznacza stan świadomości.
Nieprzypadkowo już w Jogasutrach Patańdżalego pojawia się słynna definicja jogi:
Yogaś citta-vṛtti-nirodhaḥ
„Joga jest zatrzymaniem poruszeń umysłu.”
Patańdżali mówi tu o stanie, w którym świadomość przestaje być całkowicie pochłonięta nieustannym ruchem myśli, reakcji i identyfikacji. Joga jest STANEM, nie robieniem czegokolwiek.
Co do samej jogi nidry warto zwrócić uwagę na kolejność wyrazów. Nie mówimy „nidra joga”, tak jak choćby ashtanga joga czy kundalini joga. Mówimy joga nidra, co oznacza, że opisywany jest stan, nie zaś technika.
Joga nidra to STAN świadomego zanurzania się w przestrzeń pomiędzy snem a jawą. W miejsce w którym codzienna tożsamość zaczyna się rozluźniać, puszczamy swoje codzienne role i schematy, a świadomość nie jest już tak ściśle związana z nieustanną aktywnością myśli.
Skąd właściwie pochodzi joga nidra?
Współczesna forma praktyki najczęściej kojarzona jest z Swamim Satyanandą Saraswati, który w XX wieku uporządkował i spopularyzował metodę znaną dziś na całym świecie jako joga nidra. Dzięki niemu praktyka zaczęła funkcjonować również poza Indiami, w szkołach jogi, środowiskach terapeutycznych i zachodnim świecie wellness. To on spopularyzował również prowadzenie jej w dowolnym języku, nie w sanskrycie.
Sam Satyananda wielokrotnie podkreślał jednak, że nie stworzył nidry. Czerpał z wcześniejszych praktyk tantrycznych, z metod pracy ze świadomością obecnych w tradycjach znacznie starszych niż współczesna joga posturalna.
I właśnie tutaj zaczyna się najważniejszy wątek…
Nidra ma korzenie tantryczne
Współczesna kultura zrobiła tantrze ogromną krzywdę, redukując ją niemal wyłącznie do seksualności. Tymczasem klasyczna tantra była przede wszystkim zaawansowanym systemem pracy ze świadomością. Interesowała ją możliwość przebudzenia w samym środku doświadczenia.
Tantra nie traktowała ciała jako przeszkody na drodze duchowej. Nie uważała zmysłów za problem, którego należy się pozbyć. Nie próbowała odcinać człowieka od życia ani od świata materii.
Wręcz przeciwnie, widziała w życiu, działaniu, doświadczaniu narzędzia poznania. A w samej świadomości coś, co może przenikać każdy stan istnienia.
Praktyki przypominające współczesną nidrę pojawiają się w tekstach tantrycznych oraz tradycji kaszmirskiego śiwaizmu.
Jak czytamy:
U kresu wydechu i u kresu wdechu
pojawia się naturalna pauza.
W tej chwili odsłania się istota rzeczywistości.
To niezwykle charakterystyczne dla tantry. Interesuje ją dokładnie to, co jest. I wszystko co jest. Nawet ta bardzo wąska szczelina pomiędzy oddechami. Jak również ta pomiędzy snem i jawą.
Przestrzeń pomiędzy
W sanskrycie istnieje pojęcie sandhi czyli właśnie tej szczeliny, momentu przejścia. Tantra widziała w tych chwilach możliwość doświadczenia świadomości w jej mniej zniekształconej formie. W momencie gdy umysł na moment przestaje obsesyjnie podtrzymywać własną ciągłość.
To podejście jest bardzo odległe od współczesnego rozumienia relaksu jako szybkiej ulgi od napięcia. W klasycznych tradycjach odprężenie było raczej PRZYGOTOWANIEM do doświadczenia subtelności. Przygotowaniem do tego, by w ogóle technika mogła zadziałać.
Dlaczego rozluźnienie ciała jest tak ważne?
Współczesny świat uczynił z relaksu wartość samą w sobie, podczas gdy w klasycznej praktyce jogicznej rozluźnienie było przede wszystkim warunkiem umożliwiającym głębsze doświadczenie.
Napięte ciało nieustannie podtrzymuje poczucie „ja”. Chroni, analizuje, pozostaje w gotowości. Układ nerwowy funkcjonujący w ciągowej mobilizacji z trudem dopuszcza subtelność, ponieważ cała jego uwaga skupiona jest na przewidywaniu potencjalnych zagrożeń i utrzymywaniu kontroli.
Dlatego praktyki takie jak nidra nie zaczynają od filozoficznych rozważań, lecz, jak przystało na tantrę, właśnie od ciała. Od stopniowego rozluźniania jego reakcji obronnych.
Hatha Yoga Pradipika mówi:
Kiedy porusza się oddech, porusza się umysł.
Gdy oddech staje się spokojny, uspokaja się również umysł.
To jedna z fundamentalnych idei hatha jogi (która z tantry czerpie) i tantry, czyli ciało, oddech i świadomość nie są od siebie oddzielone.
Sankalpa czym jest i dlaczego nie jest pozytywną afirmacją
Jednym z najbardziej spłyconych elementów współczesnej jogi nidry pozostaje sankalpa. Najczęściej tłumaczy się ją jako intencję lub afirmację, co jest sporym nieporozumieniem.
W klasycznym ujęciu sankalpa nie była pozytywnym zdaniem mającym przeprogramować umysł. Nie chodziło o przekonywanie siebie do określonej wizji życia ani o mentalne wzmacnianie pożądanego obrazu własnej osoby. Nie chodziło o afirmowanie wakacji w Dubaju czy księcia na białym rumaku.
Sankalpa była kierunkiem wynikającym z głębszego poziomu świadomości. Nie decyzją ego o tym czego byśmy sobie życzyli, ile rozpoznaniem czegoś, co już wcześniej istniało pod warstwą lęków, napięć i społecznych oczekiwań.
Dlatego klasyczna nidra najpierw rozpuszcza nadmierną aktywność umysłu, a dopiero później otwiera przestrzeń dla wybrzmienia sankalpy.
Bo sankalpa z zasady wypłynąć powinna na powierzchnię, jak olej spod wody, a nie być sztywną koncepcją umysłu.
Nidra nie jest ucieczką od życia
W tradycjach tantrycznych świadomość nie miała prowadzić do odklejenia od rzeczywistości (a tę odklejkę we współczesnej „duchowości” często widzimy), ale do głębszego uczestnictwa w niej. Celem nie było stworzenie człowieka który czuje się lepszy i „oświecony”, lecz człowieka mniej zniewolonego przez własne automatyzmy.
W Bhagawadgicie pojawia się (moje ulubione) zdanie:
Dla tego, kto opanował umysł,
pozostaje on najlepszym przyjacielem.
Dla tego, kto tego nie uczynił,
stanie się największym wrogiem.
Chodzi tutaj o uwolnienie się od całkowitego podporządkowania automatycznym reakcjom i schematom własnego umysłu.
Relaksacja czy tantra?
Jeżeli trzeba odpowiedzieć jednym zdaniem, najuczciwiej byłoby powiedzieć tak:
Joga nidra może działać relaksująco, ale jej korzenie i głębszy sens pozostają tantryczne.
Relaks jest jedynie uchyleniem właściwych drzwi. Potem trzeba jeszcze przez te drzwi przejść i się w tym pokoju rozgościć.
Bo w swojej prawdziwej wersji nidra nie jest po to, by sobie odpocząć i wygodnie poleżeć. Raczej by zapytać siebie…
Kim jestem wtedy, gdy na chwilę przestaję odgrywać wszystkie życiowe role, podtrzymywać napięcia i strategie, które umysł uznał za siebie?
Kim jestem, gdy na chwilę przestaję wszystko kontrolować?
Kim jestem poza koncepcjami tego, kim jestem?
Chcesz doświadczyć jogi nidry w jej klasycznej wersji?
Zapraszam Cię na stacjonarny kurs nidry tutaj znajdziesz szczegóły >>>
