Kiedy byłam dzieckiem, bardzo fascynowali mnie dorośli. Odkąd pamiętam była we mnie taka „stara-malutka”, niby dziecko, ale z ogromną fascynacją do tego, co jest dla starszych. Wydawało mi się, że dorośli należą do zupełnie innego świata. Ogarniali rzeczywistość z taką łatwością i pewnością, że z perspektywy kilkuletniego dziecka wyglądało to na jakaś wiedzę nadludzką. Wiedzieli, jak rozmawiać przez telefon (bez wstydu!), podpisywać dokumenty, prowadzić samochód, podejmować decyzje, planować życie. Wszyscy dorośli mieli swoje domy, swoje obowiązki, swoją powagę w tym co robili.
Pamiętam, że jako dziecko byłam przekonana, że dorosłość jest czymś, co po prostu w pewnym momencie nadchodzi. Jak jakiś próg wtajemniczenia czy inna inicjacja, która sprawia, że któregoś dnia człowiek się budzi i nagle rozumie świat. Wie, czego chce, wie, czego nie chce. Nie boi się, a przynajmniej jest nieziemsko odważny i śmiały. Potrafi podejmować decyzje bez wahania i że są to decyzje zawsze trafne, takie których się nie żałuje.
Jako dziecko byłam więc pewna, że osoby które mają dzieci (czyli rodzice właśni, cudzy), są zwyczajnie DOROSŁE. I w tym słowie zamykała się dla mnie cała mądrość i pewność tego świata.
A potem „nagle” sama stałam się „dorosła”. Czyli najzwyczajniej w świecie sama zostałam mamą. I, jak możecie się domyślić, wcale nie spłynęła na mnie fala wszechwiedzy.
Być może właśnie dlatego macierzyństwo jest jednym z najbardziej obnażających doświadczeń.
Zaczynamy zauważać, że w rzeczywistości nikt nigdy nie był tak dorosły, jak sobie to wyobrażaliśmy.
Jestem pewna, że to właśnie wtedy po raz pierwszy zobaczyłam swoich rodziców jako LUDZI. Czasem zmęczonych, czasem próbujących po prostu przetrwać kolejny dzień. Zagubionych i wahających się częściej, niż mi się wydawało. Improwizujących przez większą część życia, choć z perspektywy dziecka wyglądali na tych, którzy wiedzą wszystko.
Zabawność tej sytuacji polega na tym, że zza monitora widzę teraz moją córkę, która przykleja na kartce naklejki i opowiada przy tym jakąś własną, wymyśloną historię i wiem, że jestem dla niej dokładnie tym, kim kiedyś byli dla mnie rodzice.
Kimś, kto robi śniadanie, pamięta o wszystkim, usypia, przytula, organizuje codzienność i próbuje stworzyć bezpieczny świat, nawet wtedy, gdy sama nie czuję się w nim do końca pewnie. Albo gdy sama nie wiem, dokąd zmierzam. Albo gdy tego dnia wcale nie mam ochoty i najchętniej to sama wybuchnęłabym płaczem, zamiast być emocjonalną ostoją dla kogoś mniejszego.
I w takich momentach doskonale rozumiem, że moi rodzice prawdopodobnie też nigdy nie czuli się tak dorośli, jak wydawali mi się w dzieciństwie.
Może dorosłość polega na tym, że mimo własnych lęków człowiek codziennie rano wstaje i dalej klei to życie? Albo to życie toczy? Jak ten biedny żuk gnojnik, każdy babrze się we własnym? Robi śniadanie. Płaci rachunki. chodzi na zakupy. Pracuje. Kocha. PRÓBUJE. I robi to wszystko bez jakiejkolwiek pewności, że robi dobrze.
– Mamo, nie umiem tego odkleić! – pada nagle zza monitora.
– A myślisz, że ja umiem? – pytam, trochę wyrwana z kontekstu pisania tego tekstu.
– Tak, ty umiesz – odpowiada bez choćby mikrosekundy zawahania moja córka.
Skąd to przekonanie, że dorośli wiedzą i umieją?
Im jestem starsza, tym mniej wierzę w dorosłość jako stan pełnej stabilności i wiedzy. No dobra, nie oszukujmy się, wcale w tę dorosłość nie wierzę. Myślę o tym raczej jak o zgodzie na to, że człowiek nigdy nie będzie miał wszystkich odpowiedzi.
Tymczasem jako ludzie, i to ci „dorośli”, często wciąż czekamy z wieloma działaniami i decyzjami na ten właśnie moment „wiedzenia”.
I może właśnie dlatego tak wiele osób czeka z życiem na później.
Na moment, w którym poczują się wystarczająco gotowe, mądre, wiedzące, spokojne, pewne, stabilne, dojrzałe. Dopiero wtedy mają zamiar, i tu wpisywać możemy dowolnie: tworzyć, kochać, zmienić pracę, pójść na kurs czy studia, mieć dziecko, wyjechać, powiedzieć prawdę, zacząć żyć pełnią życia.
A czy możemy być pewni, że jutro nie wpadniemy pod tramwaj?
Fun fact: bardzo często podczas prowadzenia kursów czy na webinarach używam właśnie tego powyższego zdania, bo trafnie się wpisuje w jogiczną filozofię. Wyobraźcie sobie więc moje zwarcie w mózgu, gdy zaczęłam czytać „Mistrza i Małgorzatę” a tam właśnie taka scena z tramwajem!
Wracając jednak do tematu, smutna prawda jest taka, że ta idealna wersja, na którą tak czekamy, bardzo często nie nadchodzi. Bo życie nie działa w sposób linearny. Nie istnieje żaden próg dorosłości po przekroczeniu którego człowiek przestaje się gubić.
I może na tym właśnie ta „dorosłość” polega, na umiejętności życia pomimo braku kontroli. Na gotowości do ciągłego uczenia się, a nie wierze w mitologiczną wszechwiedzę i nieomylność. Na świadomości, że przez całe życie jesteśmy (będziemy) raczej w drodze, w procesie niż perfekcji jakkolwiek rozumianej.
Dlatego ten post jest być może dla tych, którzy czekają, aż poczują się wystarczająco dorośli, by podjąć JAKĄŚ decyzję. I nie mówię tu konkretnie o rodzicielstwie, bo absolutnie nie uważam, że każdy powinien mieć dzieci.
Ale być może istnieje coś, co odkładasz w czasie, czekając na lepszą, mądrzejszą i bardziej gotową wersję siebie?
A co jeśli ona nigdy nie nadejdzie? A co jeśli jednak ten tramwaj?
Pamiętam, że kiedyś dawno w zeszycie, takim a’la pamiętniku na wszystko, miałam zapisane takie zdanie (nie pamiętam, skąd ono pochodzi, cytuję z głowy, więc mogę trochę przekręcać):
Być może zamiast przygotowywać się do życia, wystarczy po prostu trochę pożyć?
I z dzisiejszej perspektywy jestem pewna, że właśnie to wystarczy.
A jeśli myślisz o Kursach Nauczycielskich…
to bardzo serdecznie zapraszam na:
Kurs Nauczycielski jogi NIDRY i technik relaksacyjnych
Kurs ten, zatwierdzony i certyfikowany przez prestiżową organizację Yoga Alliance – zakończony międzynarodowym certyfikatem potwierdzającym 100 h szkolenia (Yoga Alliance Continuing Education 100 h).
Oferuje kompleksowe szkolenie dla nauczycieli jogi, medytacji, terapeutów, psychologów, a także wszystkich, którzy pracują z ciałem, duchem, emocjami i chcieliby wzbogacić swoje metody pracy o techniki jogi nidry i relaksacji.


Zapraszam Cię również na kurs PRANAYAMY
Podczas kursu nauczysz się m.in.:
– klasycznych technik pranayamy: kapalabhati, nadi shodhana, ujjayi i innych
– Nauḷī – czyli świadomej pracy z brzuchem, która masuje narządy od środka i przywraca ich naturalny ruch
– pracy z przeponą i mięśniami głębokimi
– podstaw bandh (zamków energetycznych) i ich roli w praktyce
– regulowania układu nerwowego poprzez oddech
– tego, jak budować własną, bezpieczną praktykę pranayamy
Nie przegap moich kursów nauczycielskich
Po ukończeniu kursu otrzymasz certyfikat (Registered Yoga Teacher 200h/300h) akredytowany przez Yoga Alliance – największą i najbardziej rozpoznawalną organizację zrzeszającą nauczycieli jogi na świecie.
Ten certyfikat to międzynarodowy dyplom, uznawany przez szkoły, studia i organizacje jogowe na całym świecie.

