Nie jeżdżę samochodem. Przyznaję to od razu.

Choć prawo jazdy mam już od dekady.

Nie jeżdżę, bo nie lubię, nie sprawia mi to przyjemności i… nie mam takiej potrzeby.

Choć z tą potrzebą to może nie tak do końca, bo raz na kilka tygodni przychodzi taki moment, w którym muszę się gdzieś pilnie dostać i nie mam jak.

Generalnie jednak na co dzień przemieszczam się wszędzie pieszo. Jestem totalną „chodziarą”, chodzę bardzo szybko i jest to praktycznie jedyną formą sportu w moim życiu. Bo o tym, że joga sportem nie jest, to wszyscy dobrze wiemy?

A jak jedziemy gdzieś razem, to za kierownicą siada mój mąż i jest to dla mnie szalenie wygodne. Nie ukrywam ;)

Zdawałam, bo wszyscy tak robili

Zdałam egzamin na prawo jazdy już 10 lat temu. Przez ten czas przejechałam w sumie moooooooże ze 100 kilometrów.

Nie mam smykałki ani chęci do jazdy samochodem. Prawo jazdy zrobiłam, bo… wszyscy robili, wiec jakoś tak poszłam za tłumem. Trochę na zasadzie, żeby mieć to z głowy. I zupełnie nie myślałam o tym, że w sumie to nie mam samochodu, więc po zdaniu egzaminu i tak nie będę miała okazji jeździć i utrwalać tej wiedzy.

Myślę, że gdybym dziś podejmowała tę decyzję, to na kurs zapisałabym się dużo później, w momencie gdy mieliśmy już samochód i zwyczajnie byłoby na czym poćwiczyć. Ale czasu nie cofnę i trzeba działać z tym, co mam.

Co wynosimy z domu?

U mnie w domu w większości przypadków samochód prowadził mój tata. I mimo iż moja mama jest wyśmienitym kierowcą (nie wiem, dlaczego to nie jest dziedziczone?), to jeśli jechaliśmy gdzieś razem, kierownica lądowała w dłoni męskiej.

Przypuszczam, że taki model obowiązuje w wielu domach i być może właśnie stąd wynika częsty kobiecy problem z przełamaniem się? Oczywiście bez generalizowania!

Co nie zmienia jednak faktu, że moja mama prowadzi samochód rewelacyjnie i nie ma dla niej miejsca, w które boi się pojechać (wiem, że np. wiele osób ma opory z wjechaniem do dużego miasta).

Mieszkaliśmy w małym miasteczku, gdzie wykluczenie komunikacyjne odgrywało i pewnie nadal odgrywa dużą rolę, więc bez samochodu, to trochę jakby bez ręki. A że ja aktualnie coraz częściej dopuszczam do siebie opcję zamieszkania na wsi lub w niewielkim miasteczku – staje się to dla mnie powoli motywacją do tego, by zacząć jeździć.

Poza tym moja babcia wiecznie mi powtarza: „Natalko, tylko nie zrób mojego błędu!”. Bo ona też zrobiła prawo jazdy, które leży do dziś zupełnie nieużywane.

Baba za kierownicą

Z jednej strony chciałabym powiedzieć, że moja niechęć do prowadzenia samochodu wynika właśnie z tego stereotypu. I z jakiegoś dziwnego przekonania, że jazda nie jest dla kobiet.

Tymczasem wcale tak nie jest. U mnie w domu rodzice zawsze wspierali wszystkie nasze pasje i absolutnie nie było mowy o tym, że coś jest męskie czy żeńskie.

Obiektywnie rzecz biorąc, to ja raczej w większości przypadków pasjonowałam się tym, co „męskie”, bo była to matematyka, fizyka, astronomia. Jeździłam na różnego rodzaju olimpiady – głównie (żeby nie powiedzieć, że jedynie) w chłopięcym towarzystwie. I było to dla mnie absolutnie normalne. Być może właśnie dlatego, że moja mama też taka była – też zafascynowana naukami ścisłymi – i wciąż mi powtarzała, że nie ma się czym przejmować i że nikt nie może określać, co jest dla mężczyzn, a co dla kobiet.

By wyjść ze swojej strefy komfortu

Wracając jednak na ziemię, bo w sumie ten post miał być bardzo przyziemny – przyszedł czas na to, by wymienić moje nieużywane prawo jazdy.

Wymienić, ponieważ mam czasowe, z uwagi na wadę wzroku. A skoro mam je już od dekady, to jakby czas najwyższy.

Procedura, z tego co wyczytałam, wygląda następująco: badanie wzroku, opłata za wydanie nowego dokumentu i… jazda. A  w moim przypadku to raczej wykupienie jazd doszkalających, albo wykorzystanie cierpliwości mojego męża i kilka (lub kilkaset!) wypadów gdzieś za miasto.

Przy czym siadanie za kierownicą naszego samochodu – w wersji kombi – brzmi strasznie.

Czy ja już na dzień dobry szukam sobie wymówki i usprawiedliwienia?

Być może ;)

Ale bądźmy dobrej myśli, że faktycznie się zbiorę i zacznę działać.

Prawda jest taka, że ten dzisiejszy post jest dla mnie takim fajnym, namacalnym przykładem prawa przyciągania, bo od kilku tygodni myślałam sobie o tym, że musze wymienić okulary, zanim pójdę na to badanie na prawo jazdy, aż tu pewnego dnia zaglądam sobie na maila i widzę wiadomość od Vision Express z pytaniem, czy nie chciałabym podjąć współpracy?

No oczywiście, że bym chciała!

Badanie, szkła i oprawki DbyD

Na wizytę i badanie w salonie Vision Express umówiłam się bardzo łatwo – z 2 dniowym wyprzedzeniem. Badaniem zajmowała się optometrystka i moim zdaniem badanie było bardzo dokładne. Ale też nie jestem specjalistką, żebym mogła to oceniać.

Bartek też zapisał się na badanie, ale u niego tylko potwierdziło się to, że ma sokoli wzrok. Sama jednak uważam, że kierowcy powinni regularnie badać oczy, bo jako ludzie mamy to do siebie, że bardzo szybko się przyzwyczajmy i… tak naprawdę możemy nawet nie zauważyć, że coś się mocno pogorszyło.

Wraz z optometrystką dobrałyśmy dla mnie odpowiednią korekcję, następnie wybrałam dla siebie szkła. Zdecydowałam się na wersję „złoto” czyli:

  • Powłoka antyrefleksyjna
  • Powłoka odporna na zabrudzenia
  • 100% ochrony UV
  • Zwiększona odporność n zaparowanie
  • Zwiększona odporność na zarysowania
  • Cieńsza i lżejsza soczewka

Szkła to tak naprawdę najdroższa składowa w okularach. Oczywiście można wybrać opcję „brąz” lub „standard”, które są mniej zaawansowane, ale osobiście uważam, że na rzeczach związanych ze zdrowiem nie warto oszczędzać. I że lepiej wybrać sobie jakieś tanie oprawki, ale naprawdę zadbać o szkła.

W kwestii oprawek zdecydowałam się na te z serii DbyD. Oprawki w tej kolekcji wykonane są ze składników naturalnych i biodegradowalnych – moje są tytanowe. Poza tym ich design jest bardzo prosty, więc mogą posłużyć na lata.

Zastanawiałam się nad 2 opcjami, które widać poniżej, co z resztą pokazywałam Wam na Instagramie na storiskach i wspólnie z Wami wybrałam właśnie tę.

Mnie osobiście bardzo się podobają, są delikatne i naprawdę bardzo leciutkie! Bez porównania z moimi poprzednimi oprawkami.

Dajcie znać, co sądzicie!

Post, jak już pisałam, powstał we współpracy z Vision Express.

No more articles
Close