Jest taka bajka Ireny Suchorzewskiej, która brzmi:

Dziś zamiast bajki o krasnoludkach
Opowiem ci wnusiu, jak byłam malutka
Miałam krótką sukienkę
W czerwone kropki
Nosiłam pończochy
A nie rajstopki
Po drzewach łaziłam
Tak jak ty umiesz
Bawiłam się w klasy
A nie w gumę
Skakałam przez skakankę
Pływałam jak ryba
Jeździłam na rowerze
Co się nazywa damka
A w zimie szalałam na sankach
Ale przede wszystkim
Jak byłam mała
To się bez przerwy śmiałam
I jeszcze daję ci słowo
Miałam buzię gładką i różową

Czytała mi ją mama, jak byłam dzieckiem. Miałam ją w takim wydaniu, w którym na koniec padał komentarz:

Oj babciu to jest dziwniejsze od bajek
Czy ci się czasem nie zdaje?

Dla nas czasy młodości naszych babć, a często nawet i rodziców wydają się dziwne. Opowieści o ciągłym braku, niedostatku, pustych półkach czy kolejkach po papier toaletowy, wkładamy między bajki, bo są dla nas trudne do wyobrażenia. O okrucieństwie wojny nie wspominając.

Nie ma niczego dziwnego w tym, że nasi przodkowie, chcieli dla nas jak najlepiej. Chcieli, byśmy mieli więcej i łatwiej od nich. Moja śp. babcia zawsze powtarzała, że zdrowe i bogate dzieci to… grube dzieci. I z troską spoglądała na nas, bo zarówno ja, jak i moje rodzeństwo, wiecznie byliśmy najmniejsi i najszczuplejsi.

I my z tym poczuciem „więcej” wchodziliśmy w dorosłość. I tak szliśmy z nim, szliśmy… aż doszliśmy do ściany, gdzie na własnej skórze przekonaliśmy się, że więcej wcale nie znaczy lepiej.

Dotarliśmy do momentu, w którym zarówno sobie jak i innym chętnie życzylibyśmy… mniej. Mniej zmartwień, mniej gonitwy myśli, mniej pracy, mniej sprzątania, mniej rzeczy, mniej ubrań, mniej pędu, mniej porównywania się, mniej stresu… wymieniać tak można w nieskończoność.

Dziś będzie właśnie o 5 rzeczach, których wszyscy życzylibyśmy sobie mieć mniej.

1. Mniej stresu i zmartwień

Coraz częściej spotykamy się z określeniem „monkey mind” czyli „małpi umysł”. To termin odnoszący się do stanu niespokojnego, wiecznie trajkoczącego umysłu, który możemy wyobrażać sobie właśnie
jak stado wesołych małpek, w których jedna próbuje przekrzyczeć drugą.

A istota tego przekrzykiwania to oczywiście wszelkie negatywizmy, zmartwienia, powtarzanie w myślach list zadań (oczywiście z przekonaniem, że nie damy rady) i wewnętrzne nakręcanie się. Małpi
umysł sprawia, że nie potrafimy cieszyć się teraźniejszością, stajemy się niespokojni, mamy problemy z koncentracją (nic w tym dziwnego, skoro nasz umysł w tle bez przerwy pracuje na najwyższych obrotach) i ciężko jest nam odnaleźć spokój.

Na szczęście rośnie świadomość istnienia narzędzi, dzięki którym możemy sobie pomóc. Coraz częściej sięgamy po jogę, medytację, mindfulness czy ćwiczenia oddechowe. Uczymy się oswajać nasz umysł i wprowadzać go w stan relaksacji – w którym uruchamiają się w nas niesamowite pokłady radości, kreatywności i mocy.

2. Mniej pracy

Work-life balance to również gorący temat w naszych czasach. Coraz więcej firm i krajów na świecie, badając efektywność swoich pracowników, próbuje skracać godziny a nawet iliczbę dni pracy. Są miejsca, w których testuje się 4-dniowy tydzień pracy. W Polsce wbrew pozorom również sporo się zmienia – wciąż wiele osób pamięta tryb pracy 6 dni w tygodniu. Normę tę skrócono z 46 godzin pracy tygodniowo do 42, a teraz do 40. Tu i ówdzie mówi się jednak o dalszym skracaniu – potrzebujemy czasu na regenerację i przewietrzenie umysłu. A gdy jesteśmy wypoczęci – pracujemy szybciej i lepiej.

W krajach Skandynawskich (mieszkałam przez kilka lat w Danii) tydzień pracy kończy się zwykle w piątek w południe. Uznaje się, że w krajach wysoko rozwiniętych dąży się do tego, by ludzie pracowali mniej.

Osobiście jak najbardziej to popieram, życie nie jest po to, by ciągle tylko pracować.

A jeszcze bardziej w tej kwestii interesuje mnie praca zgodna z cyklem miesiączkowym. Wsłuchanie się w niego pozwala korzystać z niesamowitych źródeł naszej wewnętrznej mocy. Postaram się
rozwinąć ten temat w Szkole Jogi w Domu.

3. Mniej poczucia bycia niewystarczającą/ym

Poczucie bycia niewystarczająco dobrym jest mocno powiązane z małpim umysłem, który lubi podcinać nam skrzydła i rzucać kłody pod nogi. To właśnie on jest naszym największym wewnętrznym krytykiem. To część mózgu najbardziej połączona z ego, która twierdzi, że nic nie potrafisz zrobić dobrze. To także ta część Ciebie, która tłumi kreatywność i uniemożliwia Ci rozwijanie swoich pasji. 

Małpi umysł za wszelką cenę walczy o to, by go usłyszeć, lubi więc ze zdwojona siłą aktywizować się w trakcie ważnych wystąpień czy tuż przed egzaminem.

Na szczęście mamy całkiem sporo narzędzi, dzięki którym możemy nad sobą pracować. I być może właśnie z tego powodu coraz więcej osób interesuje się medytacją.

4. Mniej śmieci

Śmieci to kolejna rzecz, której życzymy sobie mieć zdecydowanie mniej. Na szczęście tutaj również, przynajmniej częściowo, jest to kwestią naszego wyboru. Możemy przede wszystkim kupować mniej.

Możemy wybierać rzeczy sprzedawane na wagę, bez opakowań. Możemy sięgać po produkty pochodzące z recyklingu.

Pamiętajmy, że tak naprawdę to my głosujemy naszym portfelem. A producenci i sprzedawcy serio coraz częściej tego słuchają.

Jednym z przykładów jest Jordan i cała linia Green Clean, o której pisałam Wam już duuuużo poprzednio.

Do produkcji szczoteczek użyto plastiku pochodzącego z recyklingu. A potem zapakowano je w pudełka z papierowej pulpy makulaturowej (ze względów higienicznych nie da się pominąć kwestii opakowania). Co summa summarum po prostu świetnie wygląda.

Z resztą sam już design szczoteczek jest bardzo piękny i minimalistyczny, do tego stonowana gama kolorystyczna – będą świetną ozdobą niejednej łazienki.

Tubki past są lżejsze niż standardowe (co pozwala zaoszczędzić surowiec), wytworzone są z plastiku z odzysku (aktualnie 50% ale firma zapowiada dążenie do 100%). Co ważne, wybierając te pasty dostajemy tylko albo aż, tubkę z pastą. Bez kartonika. Kartonika który po chwili wylądowałby w
koszu.

Warty uwagi jest również skład tych past – 98% to składniki naturalne. Jeśli nie sięgaliście nigdy po pasty z naturalnym składem, to polecam przeczytać poprzedni wpis, w którym dużo miejsca poświęciłam… kwestii piany.

Włosie szczoteczek i nici dentystyczne wykonane zostało z rośliny – rącznika pospolitego. Co ciekawe – nici zostały zapakowane jedynie w kartonik, który jest jednocześnie „dozownikiem”.

Niektórych może zainteresować też wielorazowy flosser z wymienną główką – również pochodzący z tworzyw z recyklingu. 

Linia Jordan Green Clean dostępna jest w Rossmanie.  

5. Mniej problemów z „nie mam w co się ubrać”

I tutaj znów znajdujemy się w zupełnie innym położeniu, niż nasi przodkowie. Pamiętam, jak babcia opowiadała mi, że swoje pierwsze eleganckie pantofle wypychała watą, bo były o wiele numerów za
duże – po to by wystarczyć mogły na dłużej, skoro stopa jeszcze rosła.

W naszym pokoleniu często problem jest odwrotny – gdy otwieramy szafę dosłownie wysypuje się na nas stos ubrań i butów (i to w dobrym rozmiarze), a my i tak mamy problem z tym, w co się ubrać.

Przemysł odzieżowy to jeden z najbardziej zanieczyszczających planetę. Warto więc stawiać na ograniczone i przemyślane zakupy. A przede wszystkim – postawić na poznanie siebie, swojego stylu i potrzeb i odpowiednią organizację garderoby. Długi wpis na ten temat znajdziecie na blogu.

A jak to wygląda u Was? Czego życzylibyście sobie mieć mniej?

Partnerem wpisu jest Jordan – producent linii Green Clean.

Kurs Medytacji i świadomego Relaksu >>>

Szkoła Jogi w Domu >>>

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

 

 

No more articles
Close