Za pisanie tego posta zabierałam się trochę jak pies do jeża. Poniedziałek nigdy nie był u mnie dniem idealnym na pracę i cenię sobie to, że mogę układać kalendarz zadań (prawie) tak, jak chcę. Więcej na ten temat pisałam w energii dni tygodnia >>>

Ale jak to jednak w życiu bywa, czasem niektóre rzeczy wymagają od nas działania teraz, a nie za tydzień ;) dlatego żeby nie zostawić Was bez podsumowania i bez tapet – to skrobię, piszę, działam najszybciej jak umiem.

A na końcu wpisu czekają na Was… AŻ TRZY tapety. Bo wiadomo, że jak człowiek chce zrobić coś szybko, to zwykle sobie narobi tej pracy jeszcze więcej. A przynajmniej człowiek typu Natalia tak robi ;)

Z takich wtrącek to – jest już całkiem późno, normalnie szła bym już spać. A poza tym to byłam właśnie na refleksologii twarzy i najchętniej leżałabym pępkiem do góry i pachniała. Ale postanowiłam sobie, że nie zrobię tego i dokończę dla Was ten wpis :)

Tak że doceńcie proszę to poświęcenie, korzystając śmiało z tapet i poleceń.

[update po skończeniu wpisu: jednak pisało mi się wyjątkowo przyjemnie, cieszę się, że się za to zabrałam! :) ]

Jak się czuję…

Wbrew temu, co sobie planowałam, to lato było dla nas wyjątkowo pracujące. Dużo działo się i dzieje nadal na platformie Joga w Domu.

Jakby nie było – codziennie pojawia się tam nowa praktyka jogi, do tego medytacja, szczegółowy opis…

Jogowo szykuję też dla Was fajne wyzwanie, o którym usłyszycie już w tym tygodniu, tak że miejcie oczy i uszy szeroko otwarte.

Od kilku tygodni skupiam się mocno na sobie. Wracam do tego, co kiedyś sprawiało mi przyjemność, ale gdzieś po drodze zostało porzucone. Na rzeczach, które nie mają sensu, ale po prostu sprawiają radość.

Ostatnio na ten przykład kupiłam sobie taki obraz do malowania po numerkach i cieszę się z tego, że robię coś, co absolutnie nie ma sensu, ani nie ma z tego pożytku.

Co robię…

Jesień to mój ukochany czas. I mimo iż jestem dziewczyną letnią (Urodziny mam w lipcu i właśnie mi się przypomniało, że w związku z moją obniżoną obecnością w internecie, nie zrobiłam w tym roku podsumowania pourodzinowego. I teraz nie wiem – czy jeszcze robić czy to już wstyd?) to właśnie jesień działa na mnie najbardziej kojąco.

Z jednej strony zachęca do pracy z drugiej zaś co chwile szepce do ucha – usiądź i odpocznij. A ja się z jesienią absolutnie nie spieram! Wręcz przeciwnie – chętnie jej słucham.

Być może właśnie dlatego ten czas jesienny zawsze upływa mi na najprzyjemniejszej i płynącej z serca pracy.

Tak że będzie się działo dość sporo, niech no tylko otrzepię się do końca z tego kurzu pourlopowego.

Pracuję nad…

Tutaj będzie tego sporo.

Na pierwszy ogień pójdzie jogowe wyzwanie, które ruszy pewnie w następnym tygodniu.

Na tę chwilę jogowo chętnie zostawię Was z tym, co działo się na Polandrocku (dawny Woodstock). Co roku prowadziłam tam poranną jogę dla wszystkich festiwalowiczów. Tym razem nie udało się spotkać na żywo, ale też nie wszystko stracone – jogę nadawaliśmy na żywo ze studio.

Poniżej zostawiam Wam nagrania do odtworzenia:

Poza tym szykujemy absolutną petardę do simplife.shop. Wymyślona już jakieś… 3 lata temu, ale zawsze brakło czasu na realizację. Mam nadzieję, że tym razem wszystko się uda.

A poza tym to, może to się wydać śmieszne, bo przecież ciągle jeszcze lato, ale lada moment przyjdzie czas na tworzenie nowych kalendarzy księżycowych – a ja to uwielbiam.

I inne takie… no dużo się będzie działo. Ale nie o wszystkim mogę jeszcze mówić. Nie o wszystkim też chcę mówić, bo cały czas mam głęboko w sobie przekonanie, wcale nie twierdzę, że jest to dobre przekonanie – żeby czyny mówiły głośniej niż słowa.

Jestem wdzięczna za…

Długo mogłabym wymieniać te wszystkie wdzięczności.

Zacznę może od tego, że jestem szalenie wdzięczna za to, jak przyjęliście naszą nową kolekcję MOON STORY! Nie mogliśmy się odkopać z zamówień jeszcze na 2 tygodnie po premierze. Kosmos! Bardzo, bardzo mocno dziękuję Wam w imieniu całej naszej czwórki!

Dla nas był to niesamowity prezent, bo premiera MOON STORY odbyła się w dniu 2. urodzin naszego sklepu. Tak że dziękujemy raz jeszcze, nigdy w życiu bym nie pomyślała, że po 2 latach będziemy robić takie rzeczy. A to wszystko dzięki Wam!

Kolekcja MOON STORY, jak łatwo można się domyślić, przyjaźni się z Księżycem.

Cytując to, co znajdziecie na stronie sklepu:

MOON STORY to kolekcja stworzona z miłości do kobiecości, inspirowana zmysłową energią kamieni oraz Księżyca, która łączy je w przykuwające wzrok elementy nie z tej ziemi. Lunarne symbole utkane w sensualnych bransoletkach i naszyjnikach emanują swobodną formą wzbudzając zainteresowanie świadomych kobiet.

Księżycowa biżuteria, podszyta marzeniami i magią, jest wyrazem tego, że każda z nas powinna móc pozwolić sobie na własny kawałek Księżyca. Jej magia jest szeptem, a nie krzykiem. Szeptem, który delikatnie muskając kobiece ciało, subtelnie podkreśli wielowymiarowość jego piękna, a nie przytłoczy swoją obecnością.

Zaprojektowana w taki sposób, byś mogła dowolnie komponować poszczególne składniki kolekcji w celu stworzenia swojej intymnej księżycowej opowieści. Bo Księżyc jest Kobietą i niejedno ma imię – jest wieloaspektowy, romantyczny i zmienny, jak sugerują jego fazy, które Ty także przechodzisz.

A tak tworzenie dla Was biżuterii wygląda od kuchni. Powiedzcie, że nie tylko ja zachwycam się mieniącym się jak zorza polarna labradorytem ;)

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I to wcale jeszcze nie koniec Księżyca w tym miesiącu! Oprócz biżuterii pojawiły się również księżycowe korkowe klocki do jogi. Miłośnicy i miłośniczki jogi mogą już kompletować u nas swój ekwipunek.

A mnie się potem na warsztatach serduszko topi ze wzruszenia i miłości, gdy na sali widzę tyle rzeczy od nas.

W kwestii warsztatów – zostało OSTATNIE miejsce na wrzesień i są to ostatnie warsztaty w tym roku, więc jeśli masz ochotę dołączyć, to wskakuj śmiało.

Słucham…

Pod tym linkiem znajdziesz nową specjalną jogowo-relaksacyjną playlistę, której możesz sobie posłuchać o tutaj >>>

Można jej sobie słuchać bez problemu za darmo, nawet jak nie macie Spotify, tak że się nie martwcie.

Polecam zapisać sobie linka, bo postaram się w lipcu umieścić tu coś nowego, bardziej letnio-wakacyjnego :)

Czytam…

Ostatni czas to książki popadające w skrajności – albo bardzo dobre, albo totalne buble.

Zacznę więc od bubla – i była nim książka Gruzińskie wino. Skusiłam się tytułem, nie ukrywam, spodziewałam się czegoś lekkiego z Gruzją w tle. Tymczasem Gruzji nie było w niej prawie wcale. Pisana jest językiem takim, że co chwilę się zastanawiałam, czy treść kierowana jest do mnie, czy może do jakiejś dziesięciolatki?

Fabuła z czapy, ale nie to jest najgorsze. Najbardziej poruszyło mnie propagowanie totalnie patologicznych zachowań. I tak na przykład (to może być mini spojler) główna bohaterka o mały włos nie została zgwałcona, leży w szpitalu, gdzie… gdy śpi, zaczyna się do niej dobierać lekarz. Ale to jest jeszcze nic!

Bo ona się potem budzi, chwileczkę dąsa, a zaraz po tym – śmieje, żartuje i robi z lekarzem wojnę na poduszki. Tak że kto co lubi. Ja na ten przykład nie lubię i nie polecam.

A teraz czas na to, co dobre i to naprawdę.

Miejsce 3 w tym zestawieniu to Auroville. Miasto z marzeń, o którym dużo mówiłam na story na Instagramie. To dość wnikliwe studium miasta-utopii w Indiach. Sporo wywiadów i naprawdę obiektywne spojrzenie. Wiem, że kilka osób już czytało z mojego polecenia i zachwycaliście się, jak ja.

Miejsce 2 to Himalaje. W poszukiwaniu joginów. Tę książkę wzięłam ze sobą na wakacje i przeczytałam jakieś 3/4. Polecam bardzo osobom, które kochają Indie (ja umierałam z miłości i tęsknoty czytając fragmenty z miejsc, w których byłam) i związanym z jogą. Bo książka jest trochę tylko reportażem a bardzo mocno zlepkiem wiedzy i jogowych inspiracji. Polecam serdecznie.

I czas na miejsce 1, a jest to Diagnostyka karmiczna napisana przez Marjana Ogorevca. Myślę, że napiszę jeszcze o niej więcej, bo w mojej głowie okazała się takim brakującym puzzlem. Czytałam i wciąż powtarzałam “tak!”, “tak myślałam/czułam!”, “mam to samo!”. Myślę, że u wielu osób może wywołać prawdziwą rewolucję w kwestii podejścia do leczenia i własnego zdrowia. Jeśli interesuje Was taka tematyka, to naprawdę szczerze polecam.

Oglądam…

Nie obejrzeliśmy za wiele, nie ukrywam. O ile mnie pamięć nie myli, to zobaczyliśmy tylko jeden serial, ale za to JAKI! Nazywa się The Get Down i znajdziecie go na Netflix.

Akcja dzieje się w Nowym Jorku, do którego mam ogromną słabość, choć nigdy nie byłam. To lata ’70 w Bronksie, czas w którym rodziła się muzyka hip-hopowa. Całość jest nieco bajkowa, bardzo muzyczna i przepiękna.

Ja absolutnie nie jestem fanką rapu, ale ten serial naprawdę warto obejrzeć. Wierzcie mi na słowo ;)

Zwiedzam…

Te wakacje były bardzo udomowione, jak nigdy. Z uwagi na splot najróżniejszych, niekoniecznie miłych, wydarzeń udało nam się wyrwać dopiero na sam koniec sierpnia. I to też jest ogromny sukces, bo wieść gminna niesie, że od 1.09 część lotów zostanie zamrożona i będą to m.in. loty do Albanii, w której byliśmy.

O samej Albanii mogłabym opowiadać godzinami… gdybym tylko cokolwiek wiedziała ;) Serio, lecieliśmy tam z założeniem, że będziemy leżeć, spać, czytać książki i jeść.

I słowa dotrzymaliśmy.

Z mojej strony najgorzej było z jedzeniem, bo Albania owocami morza i mięsem stoi. Ale mężczyzn był bardzo zadowolony.

Ale nie samym jedzeniem człowiek żyje. Obejrzeliśmy nieprzyzwoitą ilość najpiękniejszych na świecie zachodów Słońca, co dla mnie jest wyznacznikiem świetnych wakacji.

Jeden z takich zachodów stał się nawet tapetą na pulpit w tym miesiącu – znajdziecie ją poniżej.

A poza tym to udało nam się jeszcze wyrwać do głuszy (dosłownie). Maleńki domek w samym środku lasu, wokół cisza, spokój i ani żywej duszy. Do tego prysznic solarny jako jedna z atrakcji. Gratis towarzystwo mrówek i innych stworków.

A wszystko to z okazji naszej PIĄTEJ już (!) rocznicy ślubu. Tak że tak, ktoś na piątą rocznicę wybrałby hotel pięciogwiazdkowy, my postawiliśmy na survival. I była to świetna decyzja.

A miejsca takie jak to znajduję zawsze na Airbnb, co bardzo polecam. Jeśli nie masz tam jeszcze konta, możesz skorzystać z mojego linka, aby otrzymać 125 zł na swoją pierwszą podróż. Nie musisz zużywać tej kwoty od razu, ona po prostu będzie sobie czekała na Ciebie po założeniu konta.

Tapety z kalendarzem na wrzesień do pobrania

To jest ta tapeta ze zdjęciem z albańskiej plaży

Do wyboru są aż trzy wersje, daj znać, która bardziej przypadła Ci do gustu.

To tapeta z Księżycem

Pobierz tapetę na wrzesień >>>

Wersja na telefon oczywiście też jest.

A ta z zachodem słońca na letniej łące

Gotowe do druku kalendarze na wrzesień

Gotowy do druku kalendarz na kwiecień znajdziesz tu w 2 wersjach:

  • Minimalistyczny z motywującym cytatem – dokładnie tym samym, co na tapecie.

Pobierz minimalistyczny kalendarz na 2020 >>>

  • Jogowy – z inną pozycją jogi na każdy miesiąc i z inspirującym cytatem

Pobierz jogowy kalendarz na 2020 >>>

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

 

 

No more articles
Close