Maj był dziwny. Przypuszczam, że nie tylko ja tak to odczułam. Zwykle mówiąc o maju myślałam: to był maj, pachniała Saska Kępa, bzy, matury, majówka, słońce, rozprężenie, nowe życie, wiosna i miłość w powietrzu. W tym roku było zupełnie inaczej.

Czy gorzej?

Ciężko powiedzieć.

Po prostu inaczej, trochę jakby ciężej, wciąż zimowo. Ale wierzę, że wszystko dzieje się po coś, więc i to było nam po coś potrzebne.

Na końcu wpisu znajdziesz jak zawsze tapetę na pulpit z kalendarzem. Są 2 wersje, daj znać, którą wybierzesz.

Jak się czuję…

Czuję się wyjątkowo dobrze, choć nie ukrywam, że w maju miewałam chwile takiego ogólnego spadku.

Maj był dla mnie mocno nostalgiczny. Głównie za sprawą otwierania naszej Holistycznej Szkoły Jogi w Twoim Domu. Bo mi się z tego zrobiła jakaś taka podróż przez życie. Powracanie do lat młodości, studiów i… wyborów, które sprawiły, że jestem tu, gdzie jestem.

Gdyby ktoś 5 lat temu, gdy zakładałam bloga, albo 6 lat temu, gdy zaczynałam uczyć, spytał mnie – gdzie widzisz siebie w 2020? To na pewno nie powiedziałabym, że właśnie tutaj. Nawet bym sobie nie śmiała tak marzyć! Bo mówienie to już jest w ogóle wyższy level, a na taki obrót sprawy nie pozwoliłabym sobie nawet w najskrytszych marzeniach, tych o których nie wspomina się nikomu.

Niezamierzenie więc, wraz z tym otwarciem, zrobiłam sobie taki właśnie przegląd wspomnień.

I tak jak pisałam na Instagramie:

[…] zamiast okrzyków zrobiło mi się dziś nostalgicznie. Zrobiłam sobie taką podróż w czasie, do mojego “pierwszego razu na macie” – nota bene 10 lat temu‼ Do tych setek tysięcy godzin spędzonych na macie. Do kursu instruktorskiego (bo na nauczycielski nie było mnie stać). Do kolejnych kursów nauczycielskich. Do pierwszych wyjazdów do Indii i pokochania ich miłością bezgraniczną. Do tych wszystkich razów, kiedy chciałam się poddać. Do pierwszych kroków jako nauczyciel. Do uczenia za granicą, więc od razu po angielsku jako totalny świeżak. Do wszystkich przeczytanych opasłych tomiszczy.

Do stawiania wszystkiego na jedną kartę – bo moja droga zawodowa miała być ZUPEŁNIE inna i w te inną drogę zainwestowałam masę czasu i energii. Jednak cały czas coś w tyle głowy mówiło mi, że to nie jest to. I że dla mnie przeznaczona jest zupełnie inna droga.

Tak wiele się zmieniło!

Nie zawsze było łatwo. Ale zawsze było WARTO. Warto, bo byłam pewna, że przyświeca mi jeden, niezmienny cel – chęć pomocy innym.

I życzę sobie, by tak już zostało.

W sumie to tak w dużej mierze wyglądał ten miesiąc.

Napisałam nawet cały post na ten temat:

Moja jogowa historia – jak to się zaczęło i co było momentem przełomowym >>>

I wracam w niej nawet do czasów, gdy miałam lat… cztery :D

Co robię…

Aktualnie robię to, co naprawdę w pełni mnie cieszy. Po otwarciu tej naszej jogowej platformy weszłam w to, jak w masełko. Tak w całości, po same uszy. Cieszy mnie tworzenie kolejnych lekcji, przemycanie teorii, afirmacji, długich opisów do każdego kolejnego kroku wyzwania.

Tak jak obiecywałam – jestem w tym całą sobą i prowadzę za rączkę. Stąd też – tutaj jest mnie trochę mniej.

I tak w sumie trochę przedpremierowo mogę dać znać, że właśnie uruchomiliśmy promocję na Dzień Dziecka (która oficjalnie pojawi się wszędzie jutro) – i na hasło WIDZEMAGIE otrzymacie 10% zniżki na całą biżuterię w naszym simplife.shop.

Pracuję nad…

W tym miesiącu “co robię” pokrywa się w sumie z tym, nad czym pracuję.

Jestem tu trochę z boku. Staram się szanować swoje zasoby. I choć pomysłów i chęci do działania mam mnóstwo! To świadomie nakładam sobie ograniczenia. Wiem, że praca, którą się kocha, może wykończyć.

Dlatego tutaj jest mnie trochę mniej, w pełni jestem za to na naszej jogowej platformie. Dużo się tam dzieje, dużo się wykluwa. Ale mam nadzieję, że wspólnymi siłami uda nam się ta stworzyć naprawdę fajne miejsce.

Ale tutaj podrzucam choćby 2 lajwy, które odbyły się na YouTube, a które wciąż są zapisane:

Oraz warte uwagi wpisy, które mogły gdzieś umknąć:

8 sposobów na wykorzystanie fusów po kawie w tym… pyszne wegańskie brownie >>>

Brownie to jest prawdziwa petarda, serio polecam spróbować. Pozostałe pomysły też bardzo przydatne (i łatwe), zwłaszcza jeśli należycie do kawoszy, przez co fusów jest naprawdę sporo.

Rodzaje jogi i jak wybrać najlepszy dla siebie? >>>

O to też pojawiło się wiele pytań, zwłaszcza teraz, gdy joga często przewija się w internecie. Mam nadzieję, że wpis pomoże w wyborze.

Jestem wdzięczna za…

Jestem wdzięczna za to życie, które mam teraz. I za to jakie ono jest. Wiem, że jest to w pewnym sensie zasługa pracy, ale… wierzę w to, że nie tylko.

Wszystko zawsze jest mieszanką nie tylko pracowitości, ale też dużej porcji szczęścia, podejmowania dobrych decyzji, znajdowania się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie itd.

Pisałam kiedyś nawet oddzielny post o tym i on w sumie najlepiej pokazuje moje zdanie na ten temat.

Syndrom szczęścia, czyli jedno zdanie, które warto zapamiętać >>>

Słucham…

Pod tym linkiem znajdziesz specjalną jogowo-relaksacyjną playlistę, której możecie sobie posłuchać o tutaj >>>

Można jej sobie słuchać bez problemu za darmo, nawet jak nie macie Spotify, tak że się nie martwcie. Polecam zapisać sobie linka, bo postaram się pod nim co miesiąc umieszczać coś nowego :)

Czytam…

Trochę kontynuowałam wybieranie książek z postów, w których polecaliście mi swoje ulubione lub choćby warte uwagi.

Ukochane równanie profesora – Yōko Ogawa

Tę dokończyłam w tym miesiącu. Książka to historia nieco zdziwaczałego, podstarzałego matematyka, którego losy splatają się z losami trzydziestoletniej gosposi, której syna nazywa pieszczotliwie Pierwiastkiem.

Fascynujące jest to, jak profesor opowiada o liczbach, tak jakby to była poezja i niesamowity skarb do odkrycia. Pięknie to brzmi i odchodzi od tego schematu podziału na humanistów i ścisłowców.

Miło się czyta i polecam bardzo.

Zasady magii – Alice Hoffman

To nie jest bajka. Mało też jest w niej magii samej w sobie. Jest za to sporo smutku i nieszczęścia. Generalnie to po tytule spodziewałam się zupełnie czegoś innego, coś w stronę np. Harrego Pottera.

Było inaczej, ale to też nie znaczy, że źle. Książka jest spokojna, dość powolna, momentami bardzo smutna, sporo w niej również śmierci. To historia rodzeństwa, nad którym wisi potężna klątwa.

Zaznaczyłam sobie w niej kilka fragmentów, w tym jeden na podstawie którego stworzyłam post:

“Abrakadabra”. To słowo pochodziło z języka aramejskiego i oznaczało “Tworzę, co mówię” – najbardziej mistyczna i najpotężniejsza klątwa i błogosławieństwo. (Zasady Magii)

Wierzę w to, że słowa i myśli kształtują naszą rzeczywistość. I totalnie zgadzam się z tym, że jest to zarazem klątwa i błogosławieństwo. Błogosławieństwem jest wtedy, gdy siejesz swoje intencje, pielęgnujesz je, pozwalasz im wzrastasz. Wierzysz, że to co robisz, wraca do Ciebie. Działasz z poziomu serca i wysyłasz w świat dobro. A klątwą – gdy Twój świat kreowany jest przez narzekanie, zazdrość i niezadowolenie.

Rusz z miejsca – Pema Chödrön

Nie znałam wcześniej autorki, ale z tego co wiem, nie jest to jej pierwsza książka. Idea oparta jest na buddyjskiej koncepcji shenpa i poszukiwaniu wzorców, kierujących naszym życiem.

Chociaż tytuł mówi “rusz”, książka jest tak naprawdę o uważności i zatrzymaniu się. To typowa pozycja mindfulnessowa, jest spoko, zaznaczyłam sobie nawet pojedyncze myśli, ale… na tym koniec. Skończyłam ją, bo nie jest długa, ale nie jest to coś, co bym polecała.

Zdrowie emocjonalne – Osho

Książka, jak chyba każda Osho, to zapiski ze spotkań z autorem. Osho jest na pewno postacią barwną, której ja osobiście nie kupuję. Można go kochać, można nienawidzić, ja staram się podchodzić do tego neutralnie. Są kwestie, z którymi się zgadzam i które fajnie dają do myślenia.

Są też kwestie, które przedstawiane są w wersji czarne albo białe. Czego ja osobiście nie lubię, bo świat to całe spektrum kolorów. Poza tym sporo jest tutaj powielania schematów. Na pewno są osoby, dla których to będzie nowe, więc jak najbardziej zachęcam do spróbowania. Jednak jeśli nie jest nowe, to… no cóż, przełomu nie będzie.

Nie przeczytałam jeszcze całej i nie jestem pewna, czy ją skończę.

Oglądam…

W tym miesiącu mam tutaj dziwny zbiór. Jest serial i kilka filmów, które w sumie to można zaliczyć do klasyków. Albo przynajmniej do staroci.

After Live

After Life to 2 sezon serialu, który oglądaliśmy w zeszłą spóźnioną majówkę, czyli jakoś w połowie maja. Bohaterem jest dziennikarz, który próbuje ułożyć sobie życie po śmierci żony. Początkowo rozważa samobójstwo, później powoli, powooooli staje na nogi.

Pierwsza seria podobała mi się zdecydowanie bardziej. Niemniej jednak szanuję ten serial za sposób budowania postaci – są wyraziste, momentami aż groteskowe. Z resztą cała fabuła ma w sobie coś z pogranicza czarnej komedii. Choć… są momenty, które dają do myślenia.

Zupełnie bez spoilerowania – koniec tego sezonu bardzo mnie rozczarował.

Cast Away – Poza światem

To klasyk, którego chyba nie muszę nikomu przybliżać. Zabawne jest to, że ja sama go wcześniej nie widziałam. Ale wiele razy już mówiłam Wam, że nie jestem królem kinematografii ;)

Awatar

Awatar jest dla mnie aktualnie zjawiskiem. Wiem, że oglądałam go tam jakoś w okolicach premiery, tak jednym okiem, na laptopie. Nie zapamiętałam z niego absolutnie NIC.

Tymczasem od kilku miesięcy chodził mi nieprzerwanie po głowie, co pewien czas coś mi mówiło, żeby go obejrzeć. Wreszcie nadszedł ten moment i powiem Wam, że to był jakiś absolutny kosmos! Spłakałam się chyba z milion razy. Ostatni raz czułam się tak, gdy, jeszcze w Indiach, mieliśmy medytację prowadzoną dla Matki Ziemi. Tam też beczałam jak bóbr i tu miałam to samo.

Ten film jest tak MAGICZNY! Już sam wygląd – nie mogę odżałować, że nie widziałam go w 3D. A do wyglądu dochodzi nastrój, prawdziwość tych przekazów i moc natury. Pojawia się piękno cyklu życia-śmierci-życia, siła Matki Natury, energia plemienia… jest ekstra!

Powiedziałabym, że bardzo polecam, ale pewnie wszyscy już i tak widzieli :D

Mamma Mia!

Tutaj poszalałam, bo obejrzeliśmy obie części w 1 dzień. Generalnie takie filmy to totalnie nie mój klimat, ale miałam TAKI dzień, że nic innego nie mogło mnie uratować. Dlatego jedną z niedziel spędziliśmy właśnie w towarzystwie Abby. Na odmóżdżenie idealne.

Pierwsza część była całkiem przyjemna. Być może przez to, że Meryl Streep to chyba moja ulubiona aktorka. Uwielbiam ją w wielu wydaniach. Do tego Grecki klimat, który uwielbiam, piosenki Abby, które też bardzo lubię.

Całość taka lekka, otulająca, podnosząca na duchu.

Druga część już gorzej, śmiało można sobie podarować ;)

Zwiedzam…

Maj grzecznie przesiedzieliśmy w domu. I w sumie cieszę się, że pogoda tak się dopasowała do tego stanu rzeczy. Gdyby za oknem było piękne słońce, wtedy serduszko mogłoby pękać nad wszystkimi tymi dniami, które spędzamy w domu.

Ale za to na początku czerwca chcemy się wyrwać na kilka dni do jakiejś leśnej głuszy. A potem… warsztaty! Całe 5 dni! Tak się cieszę! Po tej długiej przerwie smakować będą jeszcze lepiej.

Tapety z kalendarzem na czerwiec do pobrania

Do wyboru są dwie wersje, daj znać, która bardziej przypadła Ci do gustu.

Pobierz tapetę na czerwiec >>>

Wersja na telefon oczywiście też jest.

Gotowe do druku kalendarze na czerwiec

Gotowy do druku kalendarz na kwiecień znajdziesz tu w 2 wersjach:

  • Minimalistyczny z motywującym cytatem – dokładnie tym samym, co na tapecie.

Pobierz minimalistyczny kalendarz na 2020 >>>

  • Jogowy – z inną pozycją jogi na każdy miesiąc i z inspirującym cytatem

Pobierz jogowy kalendarz na 2020 >>>

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

 

 

No more articles
Close