Wiecie, jak wygląda u mnie proces pisania takiego podsumowania miesiąca?

Ano wygląda tak, że wchodzę sobie w podsumowanie poprzedniego miesiąca, kopiuję wszystko i wklejam tutaj. Robię to po to, by zachować taką samą strukturę tych nagłówków, które potem uzupełniam sobie treścią.

Ale z drugiej strony – mam dzięki temu doskonały wgląd w to, jak czułam się dokładnie miesiąc temu. Mogę to sobie przeanalizować już tak na zimno i zobaczyć, jak to się ma do obecnej sytuacji.

Na końcu wpisu znajdziesz jak zawsze tapetę na pulpit z kalendarzem. Są 2 wersje, daj znać, którą wybierzesz.

Jak się czuję…

W tym miesiącu zaliczyłam poważny zjazd emocjonalny i energetyczny. Doszło do tego, że nie miałam siły i ochoty zupełnie na nic. O czym z resztą pisałam Wam na FB i IG. Cieszę się, że się tym podzieliłam, bo widzę, że wielu z Was ma dokładnie tak samo.

Jeśli chodzi o mój poziom energii i chęci o życia to w ten weekend jest to jakieś 0/10.

Zaczęło się w sobotę. Rozłożyłam matę na 45 min (bo włożyłam chleb do piekarnika, więc tyle miałam czasu) i cały ten czas na zmianę – przeleżałam i przepłakałam. Nie byłam w stanie zrobić absolutnie nic. Świat mi się rozpłynął, ciało się rozlało i nic nie chciało się trzymać kupy.

Dużą część weekendu spędziłam na płaczu. Którego motywem przewodnim było: nie daję już rady.

Miałam takie poczucie, jakby coś się we mnie przelało, pękło, nie wytrzymało. Wiem, że jestem bardzo silna z natury. Jednak jak każdy – mam pewne granice.

I najwyraźniej właśnie tych granic dotknęłam. Wszystkie te pożary, susze, wirusy, zwolnienia z pracy, niemoc, maseczki, polityka…

Opowieść mam taką, bo wcale nie chodziło o to, by poopowiadać o sobie, że po jodze wcale nie trzeba czuć się wspaniale. Nie trzeba się cieszyć ani dostawać nowego życia. To jeden z mitów utrwalanych przez Social media, że po kilku wygibasach na macie z szarej klaczy zmieniasz się w tęczowego jednorożca.

Czasem owszem, tak bywa. Często jednak zamiast tego zaczynasz grzebać się we własnym błocie.

Dokładnie tak samo jest z medytacją – to nie jest zmienianie się z dnia na dzień w mistrza zen, którego nic już nie rusza i jest stabilny jak skała i wszystkowiedzący.

Wręcz przeciwnie! Joga, medytacja, psychoterapia, szeroko rozumiany rozwój osobisty… wszystko to niekończący się proces. Rozwalasz jeden schemat i trafiasz na kolejny. Przekraczasz jedną granicę a tuż za nią kolejny płot!

Sytuacja jest jaka jest i masz pełne prawo do płaczu, złości, irytacji i niezadowolenia. I trzeba z siebie uwalniać. W dowolnej formie – płaczu, krzyku, tańca czy… rzucania talerzami.

I to wcale nie czyni Cię osobą “mniej uduchowioną”. Bo z takim krzywdzącym przekonaniem niestety często się spotykam. Takie zjawisko nazwane już zostało Spiritual Bypassing – możecie wyszukać sobie na blogu, pisałam o tym w zeszłym roku.

I to jest moim zdaniem naprawdę ciekawy wpis, więc warto rzucić okiem:

Spiritual bypass – czyli gdy rozwój osobisty pójdzie w złym kierunku >>>

A wracając do “czucia się” to ten właśnie weekend był punktem zwrotnym. Podsumować mogę go tak… nie bójcie się prosić o pomoc. I piszę to z perspektywy osoby, która jeszcze jakiś czas temu prędzej dałaby sobie obciąć rękę niż przyznała się do słabości.

Pozwólcie sobie pomóc, nie przez wszystko trzeba przechodzić samodzielnie! Wcale nie musimy być silni, mocni i niezależni i codziennie na 100%.

Co sobie myślę…

Dziś pisząc ten wpis myślę sobie o pracy. W takim sensie, że definicje “pracy” mogą być naprawdę najróżniejsze.

Dziś 1. maja. Dzień wolny od pracy i jednocześnie Święto Pracy. Ustawowo wolny dzień odpoczynku. Tymczasem ja od rana byłam na najwyższych obrotach. O 9:00 spotkaliśmy się na jodze na relacji na żywo, ale o tym później.

A przed relacją, czyli od razu po wzięciu telefonu do ręki… wszystkie skrzynki na wiadomości, maile i komentarze wypchane pytaniami od tych, którzy zapisali się na naszą darmową wirtualną majówkę z jogą, ale nie dostali maila bo coś tam. Zaczynam powoli dopuszczać myśl zatrudnienia osoby, która mogłaby pomóc przy takim właśnie odpisywaniu na pytania, które nie są jakieś ważne czy osobiste tylko po prostu techniczne, bo ktoś czegoś nie dostał, coś komuś nie działa itd.

Druga sprawa, to maile sklepowe z simplife.shop. Nie wiem, czy wiecie, ale my przez aktualną sytuację zostaliśmy z Bartkiem sami ze wszystkimi paczkami. Wysyłki realizujemy całkiem sprawnie, bo w 2-4 dni robocze. Niemniej jednak nawet dziś dostałam maila, z tych raczej niemiłych, że “oczekiwałam, że paczka będzie u mnie szybciej” i że “wiem że państwo jesteście aktywni w ten weekend, bo przecież organizujecie majówkę online”. Jasne, jesteśmy aktywni, ale nie w każdym miejscu jednocześnie.

Kwestia do przemyślenia i rozwiązania na maj.

Sam lajw był ekstra, taka trochę namiastka warsztatów. W sensie – bardzo fajne jest to poczucie Waszej obecności po drugiej stronie. Zupełnie inna atmosfera niż nagrywanie jogi na YouTube, gdzie jestem sam na sam z aparatem. Podobało mi się, więc sądzę, że będziemy powtarzać.

Na pewno głównie na naszej wirtualnej jogowej platformie, do której dołączać będzie można już od 8.05.

Ważne – zapisując się do listy osób zainteresowanych platformą,

otrzymasz 30% zniżki na start.

Zniżka przyjdzie w mailu, gdy tylko ruszy sprzedaż :)

Zapisz się na listę osób zainteresowanych >>>

Środek dnia spędziłam sobie z książką, o niej też będzie poniżej. A wieczór… pisząc tego posta. To też jest bardzo spoko, bo naprawdę lubię pisać te podsumowania miesiąca. Nie raz już z resztą mówiłam Wam o tym, że jest to naprawdę dobra forma autorefleksji.

I wiecie do czego zmierzam? Do tego, że naprawdę kocham to, co robię. Oprócz odpowiadania na problemy techniczne ;)

I dlatego tak się zastanawiam, czy 1 maja powinien być świętowany odpoczynkiem czy fajną pracą właśnie :)

Niemniej jednak jutro i pojutrze leżę do góry brzuszkiem i nic tego nie zmieni.

Co robię…

Robię sobie różne rzeczy mniejsze i większe. Kontynuuję bycie na macie codziennie. Nie ukrywam, że są to praktyki bardzo łagodne. Nawet ostatnio zastanawiałam się, jak wiele zmieniło się przez te wszystkie lata. Wiecie, że na macie jestem już nieprzerwanie od 10 lat? A od 6 pracuję jako nauczycielka?

Pamiętam swoje początki i wiem jak to jest, gdy celem samym w sobie jest zrobienie szpagatu czy włożenie nogi za głowę. Wiem też, że z czasem to mija i przyświecać zaczyna nam coś głębszego, z “byciem dla siebie po prostu dobrą” na czele.

I tak, w tym momencie sobie przypomniałam, że już kilka miesięcy temu obiecywałam Wam posta z moją historią jogową. Będzie, obiecuję! Ale tak sobie myślę dalej – a może podcast do tego? Taki do słuchania przy prasowaniu czy coś ;)

W tak zwanym międzyczasie pojawiłam się dwukrotnie w Trójce, opowiadałam o jodze rzecz jasna. I trochę o tej naszej platformie na jogawdomu.com.

Nie wiem, czy słuchaliście mnie tam na żywo, ale mam zapisy tych nagrań, postaram się je niedługo udostępnić tu na blogu i spytam Was wtedy o radę – czy dobrym pomysłem jest nagrywanie podcastów? Czy jednak zdecydowanie bardziej wolicie czytać?

Wiecie, dla mnie to zawsze coś nowego, nowy format. A ja mam taką naturę, że bardzo lubię nowe rzeczy.

Podobnie jest teraz z tymi medytacyjnymi i jogowymi lajwami. Bałam się ich potwornie! I broniłam się przed tym wiele lat. A tu niespodziewanie okazuje się, że to jest ekstra i że daje mi takie poczucie bycia blisko Was jak żadna inna forma kontaktu.

Nie licząc oczywiście warsztatów, gdzie spędzamy razem 5 dni 24/7, ale tam wiadomo – grupa jest bardzo mała :)

Gdyby ktoś rozważał udział, to kilka ostatnich miejsc na czerwiec jeszcze jest. Uprzedzając pytania – jeśli warsztaty nie odbędą się z powodów epidemiologicznych to oczywiście dajemy możliwość zmiany terminu lub zwrotu zaliczki. Nic nie przepada :)

Nadchodzące warsztaty jogi:

Sprawdź szczegóły >>>

Pracuję nad…

Co tu ukrywać – domykamy tworzenie naszej jogowej platformy. Idea jest taka, że dołączyć będzie można tylko raz na 3 miesiące. Możliwość dołączenia otworzymy na 2 tygodnie – od 8 do 21 maja.

I potem wspólnie, wraz z nowiem Księżyca czyli 22 maja ruszymy w ten piękny, jogowo-medytacyjny proces.

Cieszę się jak nie wiem! Stresuję trochę też, bo jednak jest to dużo pracy. A ja miewam w sobie niestety tego małego sabotażystę, który mówi, że wszystko musi być zrobione jak najlepiej. Nie mówię, że idealnie, ale po prostu – najlepiej jak umiem. W końcu robię to dla Was, a nie dla siebie.

Pamiętaj, że zapisując się do listy osób zainteresowanych platformą,

otrzymasz 30% zniżki na start.

Zniżka przyjdzie z mailu, gdy tylko ruszy sprzedaż :)

Zapisz się na listę osób zainteresowanych >>>

Już niedługo będziemy razem witać słońce i robić wiele innych rzeczy :)

Jeszcze w kwestii powitań słońca – na @jogawdomu znajdziecie całe wyzwanie poświęcone właśnie tej sekwencji. Omawiamy dokładnie każdą pozycję, ewentualne błędy i modytikacje.

A tutaj jeszcze wpis z dodatkowymi informacjami i masą wiedzy.

Powitania słońca – Surya namaskar z jogi klasycznej >>>

Jestem wdzięczna za…

Tutaj mogłabym wymieniać bardzo długo.

Jestem szalenie wdzięczna za Was, za Waszą obecność na lajwach i tu i na fejsbuku i na instagramie i wszędzie. Dziękuję Wam za wszystkie wiadomości i wsparcie, które okazaliście mi w tym gorszym okresie.

Poza tym zrobiliście nam napad na simplife.shop i po prostu wymietliście wszystkie korkowe maty! Tak że aktualnie znaleźć je możecie w przedsprzedaży. Albo, jeśli zależy Wam na czasie, wybrać te nowe, większe, cięższe, kauczukowe :)

Zobacz nasze maty >>>

Wdzięczna jestem też za mojego męża, który zawsze wyciąga mnie z tych najczarniejszych momentów.

Słucham…

Tym razem mam dla Was muzyczną niespodziankę. Stworzyłam specjalną jogowo-relaksacyjną playlistę, której możecie sobie posłuchać o tutaj >>>

Można jej sobie słuchać bez problemu za darmo, nawet jak nie macie Spotify, tak że się nie martwcie. Polecam zapisać sobie linka, bo postaram się pod nim co miesiąc umieszczać coś nowego :)

Czytam…

W ramach tego mojego małego urlopu poprosiłam Was o polecenie dobrych książek. Poleciliście ich mnóstwo, więc podlinkuję Wam tutaj te posty, bo może Wam się przyda. A poniżej napiszę, co ja z tego wybrałam.

Ja przeczytałam te 4 – lekkie lektury, które za pewne Wam się spodobają.

Śmierć Komandora. Tom II – Haruki Murakami

Tom I tej książki czytałam już bardzo dawno i trochę żałuję, że zrobiłam sobie taką przerwę, bo brakowało mi w pamięci wielu wątków. To historia malarza, porzuconego przez żonę, który zaczyna odczuwać swoje życie na nowo. Cała historia ma bardzo wysoki poziom abstrakcji, ale ja to lubię i polecam. Jak większość Książek Murakamiego zresztą.

Czereśnie zawsze muszą być dwie – Magdalena Witkiewicz

Ta książka jest najlżejsza ze wszystkich. Powiedzmy to wprost – to typowy romans. ALE! To co mnie spodobało się najbardziej, to tło historyczne i fakt, że akcja rozgrywa się w moim ulubionym lesie pod Łodzią. Tak że polecam jako bardzo lekką pozycję.

Miłość w czasach zarazy – Gabriel García Márquez

Nie ukrywam, książka zaskoczyła mnie ogromnie, ponieważ po tytule spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Myślałam o płaczliwej historii, wirusach i śmierci w tle.

Powiem Wam tylko, że jest zupełnie inaczej. Książka jest piękna, taki trochę masaż dla mózgu. Jest to rodzaj takiej powieści “o niczym”, w sensie nie ma zaskakujących zwrotów akcji, niepewności czy zagadek. Jest prosto o życiu z wątkiem miłosnym, ale nie kiczowatym. Warto po nią sięgnąć.

Ukochane równanie profesora – Yōko Ogawa

Tej jeszcze nie skończyłam, ale pewnie zrobię to jeszcze dzisiaj. Książka to historia nieco zdziwaczałego, podstarzałego matematyka, którego losy splatają się z losami trzydziestoletniej gosposi, której syna nazywa pieszczotliwie Pierwiastkiem.

Fascynujące jest to, jak profesor opowiada o liczbach, tak jakby to była poezja i niesamowity skarb do odkrycia. Pięknie to brzmi i odchodzi od tego schematu podziału na humanistów i ścisłowców.

Miło się czyta i polecam bardzo.

Oglądam…

W tym miesiącu, o ile mnie pamięć nie myli, obejrzeliśmy tylko 2 seriale. Przy czym pierwszy ma tylko z 5 odcinków, a drugiego nie dokończyłam – ciekawy, ale zbyt brutalny.

Unorthodox

To serial, który powstał na podstawie książki. Opowiada historię młodej Żydówki, która postanawia wyrwać się z aranżowanego małżeństwa. Ucieka z Brooklynu aż do Berlina, gdzie spotyka muzyków, którzy totalnie odmienią jej życie. Nie zapominajmy jednak, że przeszłość będzie się za nią ciągnęła, więc wcale nie będzie kolorowo.

Warto obejrzeć, niesamowicie zmienia perspektywę i uświadamia, jak ogromne mamy prawa. Oraz jak wiele ograniczeń wciąż spotyka kobiety w różnych krajach, kulturach i wyznaniach.

Kalifat

Kalifat również pięknie i bardzo boleśnie ukazuje te różnice kulturowe. Historia jest mocna i wstrząsająca, ale niestety też brutalna. Tak że nie na moje nerwy. Obejrzałam 2 odcinki, resztę sam ogląda mój mąż i… po prostu mi relacjonuje, bez drastycznych scen, bo jestem ciekawa dalszych losów.

Zwiedzam…

Ta rubryka, tak jak poprzednio, pozostanie pusta. Udało nam się tylko (a w sumie to aż!) kilka razy wyskoczyć do lasu.

Tapety z kalendarzem na maj do pobrania

Do wyboru są dwie wersje, daj znać, która bardziej przypadła Ci do gustu.

Pobierz tapetę na maj >>>

Wersja na telefon oczywiście też jest.

Gotowe do druku kalendarze na maj

Gotowy do druku kalendarz na kwiecień znajdziesz tu w 2 wersjach:

  • Minimalistyczny z motywującym cytatem – dokładnie tym samym, co na tapecie.

Pobierz minimalistyczny kalendarz na 2020 >>>

  • Jogowy – z inną pozycją jogi na każdy miesiąc i z inspirującym cytatem

Pobierz jogowy kalendarz na 2020 >>>

Nadchodzące warsztaty jogi:

Sprawdź szczegóły >>>

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

 

 

No more articles
Close