Pierwszy raz w historii bloga ociągam się z tym podsumowaniem. Zawsze pojawiało się z końcem miesiąca, tymczasem kwiecień zaczął się już na dobre, a jego nadal nie ma.

Nie ma, bo zwyczajnie jest mi ciężko. A jeszcze ciężej zrobiło mi się, gdy otworzyłam podsumowanie lutego i zobaczyłam, jak zupełnie inny wydawał mi się wtedy świat, ile miałam planów, energii i pomysłów. Patrzę na to i trochę nie dowierzam, trochę chce mi się płakać, trochę myślę, że to wszystko musi mieć jakiś głębszy sens. Smutno spoglądam w stronę wszystkich warsztatów i spotkań, które trzeba przenieść na inny czas.

No ale przejdźmy do sedna. Na tę okazję poodwracam sobie zwyczajową kolejność tych akapitów i dodam kilka nowych, żeby to miało więcej sensu.

Jak się czuję…

[to ten dodany akapit]

Od pewnego czasu czuję się smutno. Bardzo dużo myślę, na pewne sprawy patrzę i totalnie nie dowierzam. Mam wrażenie, że na przestrzeni kilku tygodni świat wywrócił się do góry nogami. I że sami jeszcze nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak ogromne niesie to za sobą konsekwencje.

Ten przewrót niewątpliwie uczy ogromnej pokory. Nigdy nie należałam do osób, które tworzą jakieś dalekosiężne plany i strategie. Najlepiej wiedzą o tym osoby, które z nami współpracują. Wiedzą, że tu wszystko szybko się zmienia, że słucham serca, w związku z czym nie raz rozmyślam się w ostatniej chwili. Nie raz też wpadam na pomysł w ostatniej chwili i postanawiam zainwestować w niego całą swoją energię.

Nie przywiązuję się. Pozwalam życiu płynąć. Wiem, że (na szczęście i niestety) wszystko w życiu przemija.

Ostatnio po raz pierwszy odważyłam się powiedzieć o pewnym moim pomyśle na głos. I to więcej niż jednej osobie, bo mój mąż oczywiście wiedział o tym wcześniej. A pomysł ten dotyczył otwarcia stacjonarnego miejsca spotkań,  gdzie codzienność przenika się z magią. Gdzie medycyna Wschodu i Zachodu może znaleźć porozumienie i wspierać się nawzajem. Gdzie joga jest nie tylko “ćwiczeniem fizycznym”, ale całą głębią, którą ze sobą niesie. Gdzie spotykać się będziemy w kręgu, w którym nie ma żadnej hierarchii, w którym każdy wnosi swoją mądrość i nie ma podziału na “uczniów i nauczycieli”. Gdzie będzie miejsce na inspirujące wykłady, na podróże w umyśle i poszerzanie horyzontów, które to codziennie powinny być nowe, odleglejsze.

Podzieliłam się pomysłem na stworzenie tego stacjonarnego miejsca podczas warsztatów w lutym, kiedy po raz 566369598 ktoś spytał mnie, czy myślę o prowadzeniu zajęć stacjonarnie. Wiele osób z grupy było ze mną na warsztatach nie po raz pierwszy. Nie po raz pierwszy też słyszeli to pytanie i zapewne przywykli już do tego, że zawsze z pełnym przekonaniem odpowiadam: nie ma takiej możliwości, nie nie i jeszcze raz nie.

I ku ich zdziwieniu po raz pierwszy w życiu powiedziałam: tak, znalazłam na to przestrzeń w sercu, znalazłam na to przestrzeń w głowie, jak najbardziej czuję, że chcę teraz w to iść. Dostałam masę słów otuchy i zapewnień, że to świetny pomysł.

Ale ja i bez tego wiedziałam, że pomysł jest dobry, bo wymedytowałam go sobie nie raz, nie dwa i po prostu czułam go całym sercem i całą sobą.

Na pewno utrata marzeń nie jest tak bolesna, jak uderzenie w coś już istniejącego, ale… boli mocno.

Nie dzieliłam się tym nigdy z Wami, bo… zawsze wolę, by mówiły za mnie czyny a nie tylko słowa. Dlatego otworzeniu tego miejsca chciałam poinformować Was dopiero wtedy, gdy prace będą już dość mocno zaawansowane.

A teraz… ciężko było mi mówić o uczuciu utracenia czegoś, co tak naprawdę jeszcze nie istniało.

Nie wiem, czy mnie rozumiecie, ale mam nadzieję, że choć trochę tak.

Co sobie myślę…

[i to też dodany akapit]

Chciałabym myśleć, że jedynym problemem jest teraz epidemia. Ale tak niestety nie jest. Patrzę na proszące o pomoc knajpki (których jeszcze nawet nie zdążyliśmy poznać, bo w Łodzi jesteśmy od niedawna), sklepiki, twórców i przedsiębiorców.

Myślę sobie o tym, że zawsze daleka byłam od nakłaniania do zakupów. Tymczasem teraz obrót gotówki tutaj, lokalnie, wydaje się być najlepszą możliwą pomocą.

Myślę sobie o nas, o naszym sklepie, o tym jaki ogrom serca w niego włożyliśmy i o tym, że tak naprawdę nie mam pojęcia, jak będzie. Myślę o wszystkich warsztatach, które musieliśmy odwołać.

Myślę o usługach, hotelach, turystyce i przemieszczaniu. Dochodzi do mnie, że podróże palcem po mapie nabrały teraz nowego, realnego znaczenia.

Myślę o tym, że coraz więcej rzeczy dzieje się online i że z jednej strony jest to ekstra, bo poszerza nasze horyzonty i daje nam multum możliwości. Ale z drugiej… przykuwa do ekranów na jeszcze dłużej! Przed nami spora lekcja do odrobienia i nauczenie się mądrego wybierania tego, co jest dla nas budujące i wartościowe, a co wręcz przeciwnie.

Myślę o wszystkich tych zmianach, które nadchodzą. O ludziach, których te zmiany dotkną, zarówno łaskawym głaskaniem po głowie jak i ostrym policzkiem w twarz.

Myślę…

I znów dochodzę do momentu, w którym wiem, że gdyby nie medytacja, joga i mój obecny tryb życia, byłabym teraz wrakiem człowieka. Bo ja nie zawsze taka byłam. Nie zawsze potrafiłam odpuścić, wyjść z głowy, wrócić do ciała i być ponad tym.

Na jednym ze spotkań na żywo miałam w planach opowiedzieć o tej przemianie, bo pomyślałam, że być może kogoś zainspiruje. Ale rozmowa kleiła nam się świetnie, pytań była masa, a na to spotkanie mamy tylko godzinę, bo potem Instagram się rozłącza. Tym razem więc czasu na to nie starczyło, ale może dobrym pomysłem jest, by przeznaczyć na to osobne spotkanie? By opowiedzieć o sobie, może tym samym i Was podbudować, zainspirować i nakierować. By posłuchać Waszych historii. By wymienić się tym, czego życie nas nauczyło.

Co robię…

Dużo medytuję, bo wiem, że to mnie odżywia. Codziennie (często więcej niż raz) rozwijam matę, bo to pozwala mi zachować kontakt z ciałem, usunąć napięcia i być tu i teraz.

Pewnie właśnie dlatego to właśnie teraz bardzo spontanicznie narodził się pomysł wyzwania i konkursu Powitania Słońca. Nagrałam specjalne filmy, w których krok po kroku, pozycja po pozycji dokładnie tłumaczę całą sekwencję. Codziennie również udostępniam dokładne opisy każdej pozycji. Jeśli masz ochotę dołączyć, bo też czujesz, że połączenie z ciałem jest teraz najlepszym, co możesz zrobić, to wpadaj o tutaj:

Joga w domu – Powitania Słońca >>>

Udział jest całkowicie bezpłatny, więc korzystaj i zachęcaj do tego innych.

Poza tym spotykam się z Wami 3 razy w tygodniu na żywo. Nigdy nie wiem, jak określić to, skąd tutaj trafiacie. Może więc być tak, że po prostu podczytujesz bloga, a nie obserwujesz mnie ani na Facebooku, ani na Instagramie. Jeśli więc tak jest, to daję znać, że własnie na tych kanałach spotykamy się na żywo 3 razy w tygodniu o 20:00.

Harmonogram tych spotkań jest dokładnie ustalony:

  • Wtorek, 20:00, Medytacja
  • Czwartek, 20:00, wykład/pogadanka/pytania i odpowiedzi – w tym tygodniu na tapet bierzemy kamienie i kryształy, to jak z nimi pracować, jak wybierać, jak oczyszczać itd.
  • Niedziela, 20:00, relaksacyjna joga NIDRA

Pracuję nad…

Pracuję nad zmianą kierunku. Strzepuję z siebie kurz i pył marzeń o stacjonarnym miejscu spotkań, które teraz legły sobie w gruzach. I przenoszę tę myśl do sfery wirtualnej.

Wiem, że w ten sposób również możemy spotykać się w kręgu (doświadczam tego na wszystkich medytacjach, które dla Was prowadzę online). Czuję to, że jesteście po drugiej stronie i wiem, że Wy również to czujecie, bo nie raz po zakończonej medytacji piszecie, że mieliście poczucie, jakbyśmy faktycznie wszyscy fizycznie zasiedli razem w kręgu.

Wiem, że dla tej wymiany energetycznej czas i miejsce nie jest żadną przeszkodą.

Dlatego też przenoszę całą tę wizję do sfery wirtualne. I myślę sobie, że może właśnie tak miało być? Że może mieliśmy spotykać się globalnie, a nie ograniczać się tylko do osób mieszkających w Łodzi?

Dlatego już teraz daję znać, że na Joga w domu lada chwila pojawi się opcja dołączania do naszego wirtualnego kręgu. Będą tam zarówno nagrane sesje jogi i medytacji, jak i pogadanki o wszystkim tym, co joga ma do zaoferowania poza fizycznością. Wszystko stale poszerzane o nowe lekcje, nową wiedzą i nowe inspiracje. Do tego regularne spotkania na żywo. I dużo, dużo wspaniałości, którymi chcę się z Wami podzielić.

Najprawdopodobniej będzie dokładnie tak samo jak z moim Kursem Medytacji – pierwsza wersja będzie trochę tańsza, trochę próbna, bo wszyscy będziemy się dopiero uczyć siebie.

Mam nadzieję, że zechcecie tworzyć ze mną ten krąg i tę społeczność.

Jestem wdzięczna za…

Być może do tego momentu w tekście prawie tego nie widać, ale jestem szalenie wdzięczna, że jesteśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy. Tak wdzięczna, że codziennie mam ochotę płakać ze szczęścia. I ogromnie dziękuję za to przed każdym pójściem spać.

Bo jesteśmy zdrowi. Bo oboje pracujemy z domu. Bo warsztaty wyjazdowe nie są naszym jedynym źródłem utrzymania. Bo mam Was i cieszę się, że możemy się spotykać na żywo 3 razy w tygodniu.

Jestem wdzięczna za wszystkie osoby, które doceniają teraz naszą pracę. A sposobów na podziękowanie jest multum. To pojawianie się na Live’ach, ale nie tylko ciche podglądanie, ale również komentowanie, udostępnianie relacji, zapraszanie znajomych. To zakupy w naszym simplife.shop, które zdarzają się z dopiskami “dziękuję za darmowe medytacje”, “dziękuję za te spotkania”, “dziękuję za to, co robicie”.

Jestem wdzięczna za to, że korzystacie i cały czas kupujecie mój Kurs Medytacji i Świadomego Relaksu.

Ten kurs serio miał wrócić do sprzedaży dopiero w maju/czerwcu (pisałam Wam to oficjalnie w poprzednim podsumowaniu). Miał też wrócić w zdecydowanie wyższej cenie, niż ta premierowa, próbna, w której dawaliśmy sobie przyzwolenie na to, że coś może się nie udać, że coś będzie trzeba poprawić.

Wrócił teraz, bo wiele osób o niego pytało. Wrócił w tej niskiej, premierowej cenie, bo nie wyobrażam sobie, by w takiej chwili nie wyjść z pomocą do osób, które tego potrzebują. Ale też lojalnie uprzedzam – ta niska cena (50% ceny regularnej), obowiązywać będzie tylko do 11.04. Po tym czasie Kurs wchodzi w cenę normalną i jak na tę chwilę – żadnych dodatkowych obniżek nie planujemy.

Zobacz Kurs Medytacji i Świadomego Relaksu >>>

Jestem wdzięczna za to, że żyliśmy i pracowaliśmy w rozkroku – jedną nogą online, drugą w warsztatach offline. I że teraz mamy możliwość, by te nogi połączyć i stanąć pewnie na obu w świecie wirtualnym. Nie mówię, że na zawsze. Nie! Mam nadzieję, że wcale nie na długo.

Dlatego właśnie osoby, które dołączą do tego planowanego wirtulanego KRĘGU (choć pewnie łatwiej byłoby nazwać to klubem) na Joga w domu, dostaną również dodatkowe zniżki na wyjazdy z nami. No i oczywiście pierwszeństwo zakupu, bo tych miejsc zawsze brakowało.

Słucham…

Ostatnio na jednym z naszych spotkań na żywo, mówiliśmy trochę o muzyce – poskutkowało to tym, że wyszła od Was propozycja, bym udostępniła jakąś swoja playlistę.

Powiem szczerze, że już od dłuższego czasu chodził za mną pomysł, by co miesiąc udostępniać Wam taką jogowo-medytacyjno-miłądlaucha playlistę, ale nie miałam pewności, że jest to coś, co Wam się przyda.

Dajcie znać, czy faktycznie warto to udostępniać i czy podoba Wam się ten pomysł z miesięcznymi listami.

Czytam…

Moje czytelnictwo w tym miesiącu idealnie obrazuje mój stan. Czyli: wszystko rozgrzebane, nic nie skończone. Sprawdziłam, na szafce nocnej leży 9 rozpoczętych książek. Każda liźnięta, porzucona.

I tak myślę, że je opiszę, jak je okiełznam.

Oglądam…

Z oglądaniem było lepiej.

Na pierwszy ogień polecę Wam 2 fenomenalne seriale.

Pierwszy to Czarnobyl. Dostępny na HBO. Polecam z całego serca, dawno nic mną tak nie wstrząsnęło!

Drugi to Angielska gra z Netflixa. I jest to historia… początków piłki nożnej. Serial jest po prostu piękny i piszę to z perspektywy osoby, która piłą nie interesuje się wcale. Rzecz dzieje się w XIX wieku, pokazuje niesamowitą przemianę, rozproszenie się podziałów klasowych i siłę pasji. Warto zobaczyć, zwłaszcza że odcinków jest tylko kilka.

Pozostałe już bardziej przeciętne. This is not OK to takie trochę Stranger Things w nieco innej odsłonie. Ale całkiem spoko. Obejrzeliśmy też 7 lat w Tybecie – jak mi się marzy (co jednak niemożliwe) zobaczenie Azji z tamtych czasów!

Zwiedzam…

Ta zakładka niestety pozostanie tym razem całkiem pusta.

W zeszłym miesiącu pisałam tu o warsztatach, o tym jak pięknie było spędzić z Wami 5 dni w ośnieżonych górach. Oraz że już nie mogę się doczekać naszego spotkania w marcu.

Tymczasem marzec oczywiście został odwołany. A czerwiec i sierpień (które też mamy już zarezerwowane), stoją pod znakiem zapytania.

Na koniec jeszcze wtrącka, bo za każdym razem, gdy na story pokazuję wyjęty z piekarnika chleb, to pytanie o przepis. Przepisy na chleb są o tutaj >>>

Tapeta z kalendarzem na kwiecień do pobrania

I na koniec – tapeta. Tym razem jedna, bez możliwości wyboru ;)

Pobierz tapetę na kwiecień >>>

Gotowe do druku kalendarze na kwiecień

Gotowy do druku kalendarz na kwiecień znajdziesz tu w 2 wersjach:

  • Minimalistyczny z motywującym cytatem – dokładnie tym samym, co na tapecie.

Pobierz minimalistyczny kalendarz na 2020 >>>

  • Jogowy – z inną pozycją jogi na każdy miesiąc i z inspirującym cytatem

Pobierz jogowy kalendarz na 2020 >>>

Nadchodzące warsztaty jogi:

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

 

 

 

No more articles
Close