Wiele razy dostawałam od Was wiadomości o tym, że dawno już nie pisałam niczego na temat pielęgnacji. Dlatego dzisiaj chętnie pokażę Wam, co aktualnie znajduje się na mojej toaletce.

I – co ważne – są to produkty, które bez problemu kupicie stacjonarnie.

Moja przygoda z kosmetykami naturalnymi

Składami kosmetyków i ich naturalnym pochodzeniem interesuję się od dawna. Jakieś 10 lat temu zaczęłam sama tworzyć swoje produkty. Buszowałam wtedy po wszystkich forach internetowych, blogach i książkach. Kupowałam masę składników, które potem z uporem maniaka ucierałam blenderem w kuchni. Nie jest to do końca mądre rozwiązanie, ale jak na tamtą chwilę było zadowalające.

Tym co robiłam, dzieliłam się z rodziną i znajomymi. I za nic w świecie nie mogłam zrozumieć – dlaczego nikt nie produkuje kosmetyków o naturalnym składzie? Przecież to musi być takie proste, skoro mnie się udaje nawet w zwykłej kuchni!

Na szczęście dzisiaj pod tym względem jest już o niebo lepiej. Kosmetyki naturalne można bez problemu znaleźć w wersji gotowej i to stacjonarnie.

Kosmetyki naturalne polskich marek

Bardzo cieszy mnie to, że wśród wielu propozycji kosmetyków naturalnych, możemy znaleźć coraz więcej takich, które są rodzimej produkcji (np. Orientana czy Vianek). Dzięki temu możemy kupić je stacjonarnie w całkiem przystępnych cenach, warto więc rzucić okiem na kosmetyki naturalne w Hebe.

 Poniżej pokażę Wam, co u mnie sprawdziło się najlepiej.

Naturalne kosmetyki do włosów

Lubię swoje włosy. I mówię to zupełnie serio. Przechodziłam oczywiście z nimi najróżniejsze fazy. Byłam ruda, czerwonowłosa, krótkowłosa, długowłosa, tleniona na blond… kiedyś nawet błagałam fryzjerkę o trwałą, której za żadne skarby nie chciała mi robić, bo mówiła, że nic z tego nie będzie.

I takich właśnie fryzjerów szanuję. Takich którzy odradzają rzeczy, które nie mają sensu. I przede wszystkim  rozumieją, że KOŃCÓWKI to jakiś 1 cm a nie pół włosów.

Dla odmiany poszłam w listopadzie do fryzjera, tu w Łodzi i podcięcie końcówek skończyło się stratą połowy włosów. Tak że szukam tu na miejscu osoby, której ufać można w ciemno, bo jednak grzywka ma to do siebie, że trzeba się nią zajmować regularnie.

Wracając jednak do tego, co robię na co dzień. W pielęgnacji włosów stawiam na minimalizm.

Przede wszystkim – od kilku lat mam już swój naturalny kolor włosów. Nie licząc oczywiście ostatków rozjaśnianych końcówek. Swego czasu zafundowałam sobie sombre, którego później bardzo żałowałam. Miałam już wtedy swój naturalny kolor, udało mi się już obciąć całe to wieloletnie rozjaśnianie na blond i zapuścić całkiem sporą długość. I jakoś tak stwierdziłam, że… trochę je rozjaśnię. Zrobiłam to u fryzjera, nie na własną rękę, ale i tak boleśnie odczułam przesuszone końce.

Poza brakiem farbowania – nie modeluję i nie suszę włosów. Ale wiadomo, ta opcja jest głównie dla osób pracujących w domu, bo wychodzenie na dwór z mokrą głową to jednak średni pomysł. Myję je co 1-2 dni – i to jest takim moim celem na teraz, żeby jednak były to zawsze 2 dni a nie 1.

Włosy rozczesuję dopiero wtedy, gdy są już tak prawie całkowicie suche. Używam do tego takiego drewnianego grzebienia, który bardzo polecam. Przywiozłam go sobie z Indii ale w Polsce na pewno też można takie znaleźć.

Jeśli chodzi o kosmetyki naturalne do włosów, to mam tutaj kilka świetnych rzeczy, które bardzo polecam.

Do mycia – naturalny szampon do włosów Orientana, który jest moim ulubieńcem. Mimo iż nie zawiera SLS to naprawdę świetnie się pieni! A niestety naturalne szampony lubią być takie praktycznie niepieniące. A wszystko to dzięki zawartości… orzechów piorących, które zawierają naturalne saponiny odpowiadające za działanie myjące i oczyszczające. Jak dla mnie to genialne rozwiązanie.

Włosy po umyciu są świeże, łatwo się rozczesują (choć używam w połączeniu z odżywką, nie wiem jak wypadłby sam szampon). Poza tym szampon pięknie pachnie imbirem i trawą cytrynową.

Do tego – odżywka do włosów Orientana. To naturalna receptura na bazie roślin indyjskich. Jest delikatna, przez co nie obciąża włosów. Jednak jej działanie jest bardzo widoczne – włosy są miękkie, odżywione i łatwe do rozczesania.

Świetnym odkryciem jest też rewitalizująca wcierka do włosów Sattva. To kompozycja anyżu, lukrecji, aloesu, ekstraktu z papryki oraz ashwagandy.

Jej zapach na pewno spodoba się miłośniczkom lukrecjowych słodyczy. Ja nie lubię ani lukrecji, ani anyżu, więc sami widzicie, że chęć spróbowania tej wcierki musiała być ogromna, skoro po nią sięgnęłam. I dobrze zrobiłam, bo działa naprawdę ekstra. Myślę, że to dzięki niej mogłam sobie zmienić mycie włosów codziennie na co drugi dzień. Wyjątkiem są, wiadomo, jakieś szczególne okazje.

Mam wrażenie, że ta wcierka (albo cały zestaw) przyspiesza porost włosów. W przeciwnym wypadku nie mogłabym odżałować tego „podcięcia końcówek” w listopadzie. Poza tym nie wysusza skory głowy i nie obciąża włosów.  Ja stosuję ją sobie na noc, ale przypuszczam, że tak samo dobrze spisałaby się nakładana po myciu. Takiej wcierki oczywiście nie spłukujemy.

Przede mną jeszcze wzmacniająca wcierka do skóry głowy Sattva, którą zacznę testować dopiero po zakończeniu tej pierwszej. Tak żebym była w stanie realnie ocenić działanie jednej i drugiej.

Wszystkie te trzy propozycje inspirowane są ajurwedą i… pięknie pachną Indiami. Jestem z nich naprawdę bardzo zadowolona.

A z Sattvy chciałabym kiedyś jeszcze spróbować henny do włosów, czytałam o nich dużo dobrego.

Kosmetyki naturalne do twarzy

Jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, wiele razy pisałam, że wszystko zależy od pory roku. Jak i od ogólnej kondycji skóry. Aktualnie nie mam na co narzekać, zauważyłam jednak, iż od jakiegoś czasu moja skóra ma tendencję do przesuszania się. Jej obecny stan określiłabym jako tłusta na zewnątrz, a sucha pod spodem. Choć wydaje mi się, że udało mi się ją już doprowadzić do jako takiej równowagi.

Postawiłam na nawilżanie – moim ulubieńcem aktualnie jest olejek do cery tłustej i mieszanej Orientana, który stosuję na noc. Jest genialny w połączeniu z wieczornym masażem twarzy. Rano skóra jest miękka i wypoczęta. Rozjaśnia przebarwienia, świetnie nawilża i jednocześnie nie zapycha.

Jedyne do czego mogę się przyczepić, to opakowanie. Znacznie bardziej wolałabym szklane z pipetką. Ale miejmy nadzieję, że producent pomyśli i o tym.

Z dalszych kwestii pielęgnacyjnych to myślę, że duży wpływ na moją cerę ma fakt, że się nie maluję. A jeśli już to robię na jakieś wzniosłe okazje i używam wtedy niezawodnego trio czyli kremu BB, rozświetlacza i tuszu do rzęs. Zajmuje mi to jakieś 3 minuty.

Swego czasu używałam kosmetyków mineralnych, ale teraz przy tej suchej skórze lepiej sprawdza mi się jednak wersja płynna. To czego aktualnie używam to naturalny krem do twarzy Vianek. Fajnie nawilża i ma bardzo delikatne krycie, przez co nie tworzy na skórze żadnej dziwnej warstwy. Jak dla mnie – idealnie, ale osoby szukające mocnego krycia, nie będą zadowolone.

Kosmetyki naturalne do ciała

Jeśli chodzi o pielęgnację ciała to moimi niezawodnymi ulubieńcami od lat są peelingi kawowe, solne i cukrowe w połączeniu z olejami. Na noc idealnie jest również nałożyć na siebie olej migdałowy, cudnie nawilża!

Ale przy olejach to wiadomo, trzeba dać im czas, żeby się wchłonęły. Dlatego na dzień zdecydowanie lesze będą gotowe masła do ciała czy balsamy.

Jeśli interesujecie się trochę ajurwedą, to wiecie, że osoby typu vata (jak z budowy ciała ja) mają skórę suchą i potrzebują porządnego nawilżenia. W tej kwestii mogę śmiało polecić masło do ciała Vianek. Jest idealne teraz, w sezonie grzewczym. Pięknie nawilża, koi skórę i łatwo się wchłania. Do tego jest bardzo wydajne, wystarczy nałożyć jedynie odrobinę. Ma bardzo delikatny, słodki zapach. Jeśli szukacie treściwego masła do ciała, to na pewno będziecie zadowolone.

Tyle ode mnie. Dajcie koniecznie znać, czego Wy aktualnie używacie i polećcie produkty warte uwagi :)

Partnerem wpisu są drogerie Hebe.

Advertisement

Nadchodzące warsztaty jogi:

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

 

 

No more articles
Close