Jak sobie pościelisz… takie masz Święta. A przynajmniej ja w to głęboko wierzę.

Bardzo dużo mówi się o komercji Świąt, o wciąż pokutującej zasadzie „zastaw się, a postaw się”, zaciąganiu kredytów na kolację wigilijną i prezenty o tym, że zgubiliśmy sedno sprawy itd.

Nie chciałabym wdawać się w dyskusje na ten temat, bo uważam, że każdy ma prawo robić tak, jak sobie uważa i mi absolutnie nic do tego. Tym bardziej nie chciałabym narzucać nikomu swojego zdania.

Chcesz myć okna, to myj. Nie chcesz, to tego nie rób. Chcesz się spotkać z rodziną i przełamać opłatkiem przy wigilijnym stole — ekstra. Wolisz unikać swoich krewnych — też jak najbardziej spoko. Masz pełne prawo do tego, by Wigilię spędzać na kanapie, jedząc sushi na wynos.

Chcesz iść na mszę i do spowiedzi, to śmiało. Chcesz obchodzić Święta w swoim obrządku  — jak najbardziej. Robisz to po świecku — też fajnie. Jakby nie było wiele obrządków sięga swymi korzeniami zdecydowanie dalej niż chrześcijaństwo w Polsce.

Ogólnie rzecz biorąc, każdy ma Święta takie, jakie sobie zrobi takie, jakie sobie wybierze.

Ale jest jedna rzecz, o której chciałabym przypomnieć. Nie tylko z okazji Świąt, ale teraz jakby liczy się to jeszcze bardziej.

Świąteczne odrodzenie

Święta to nie tylko prezenty 12 potraw, choinka i słodycze.

Jest to również chwila dla nas, na nasze oczyszczenie i odrodzenie się od nowa. Bardzo dużo na ten temat pisałam Wam już we wpisie o przesileniu zimowym i energii odradzającego się Słońca. Święta to czas, w którym możemy się odrodzić mocniejsi, lepsi i silniejsi.

Jednak warunkiem tego odrodzenia, jest pożegnanie się z przeszłością. Wyciągnięcie wniosków z tego, co było, przerobienie lekcji i pójście naprzód. I, co najważniejsze, przebaczenie.

O przebaczaniu

Przebaczanie nie jest czymś, co dzieje się na zawołanie. To złożony proces,  wymagający od nas czasu i zaangażowania. Ale przede wszystkim chęci i otwartości, by rozprawić się z rzeczami, które mogą wcale nie być miłe.

W końcu przebaczenie zwykle dotyczy osób i zdarzeń, które były przyczyną naszego bólu.

A o bólu wolimy po prostu zapomnieć. Ale, ale! To wcale nie jest takie proste, jak by się wydawało. Puścić w niepamięć możemy puścić jedynie kwestie, które zostały przez nas przerobione i przebaczone.

W przeciwnym wypadku wciąż siedzą w zakamarkach naszego umysłu. Czytałam kiedyś, że umysł najwięcej pracy wkłada w to, byśmy „nie pamiętali” rzeczy, o których nie chcemy pamiętać. Marnuje czas i energię na to, by ukrywać przed nami to, czego widzieć nie chcemy.

Czy nie lepiej by było zwolnić trochę tego RAMu w mózgu? Przebaczyć i dzięki temu prawdziwie nie pamiętać? Zwyczajnie, jak w toalecie – spuścić wodę i zapomnieć?

Zasłużył czy nie zasłużył?

Jednym z klasycznych przekonań, hamujących przebaczanie jest wyjście z założenia, że on czy ona nie zasługuje na nasze przebaczenie.

Ciężko powiedzieć. Zasługuje, albo i nie. Na pewno z poziomu człowieka nie jesteśmy tego w stanie stwierdzić.

Ważniejsze jest jednak zrozumienie, że to przebaczenie jest tak naprawdę lekarstwem dla Ciebie. Lekarstwem na truciznę żalu, nienawiści czy poczucia niesprawiedliwości, które CIEBIE trawi. Wcale nie osobę, która (Twoim zdaniem) Cię skrzywdziła.

To Ty zasługujesz na spokój, wzrost i świadomy rozwój. Na to by samodzielnie zarządzać swoją energią i kierować ją w stronę wzrostu, a nie przeszłości i żalu.

Pamiętaj, że każda osoba i każda sytuacja jest lekcją. Od Ciebie zależy, co z niej wyciągniesz, czego się nauczysz.

Życie lubi nas uczyć i rozwijać. Jeśli nie wyciągniesz wniosków z danej „złej” sytuacji, bardzo prawdopodobne, że spotka Cię kolejna i jeszcze kolejna. Tak aż do skutku.

Przebaczanie też ma warstwy

Przebaczanie wcale nie jest proste. Wymaga  od nas ogromnej siły. I często czasu.

Czasem łatwo jest nam odpuścić tak powierzchownie. Powiedzieć, że wybaczamy i że wszystko jest w porządku. Pojawia się wtedy wybaczanie na poziomie racjonalnego umysłu („to dla mnie dobre”), ale nie podświadomości czy serca („nadal czuję żal, ale robię dobrą minę, do złej gry”).

Przebaczanie wymaga ogromnej siły. A czerpać ją można z najróżniejszych źródeł. Może to będzie medytacja, może modlitwa, może rozmowa z kimś bliskim, może z terapeutą? Tak naprawdę droga jest nie ważna, istotne jest jedynie to, by finalnie doprowadziła nas tam, gdzie chcemy.

Innym, ale przede wszystkim SOBIE

Druga sprawa, to wybaczanie sobie.

Często trudniej jest nam odpuścić sobie, niż innym. Spójrz na siebie z poziomu bezwarunkowej miłości. Tak jak na najlepszego przyjaciela. Tak jak rodzic na dziecko.

Bezwarunkowo pokochaj i zaakceptuj siebie i daj sobie przyzwolenie na wszelkie potknięcia, niedociągnięcia i upadki. Przecież robisz i żyjesz najlepiej jak w tej chwili potrafisz. Być może kiedyś będzie inaczej, teraz jest tak – najlepiej ja umiesz.

Ukochaj siebie i energią płynącą z serca rozpuść żale, które do siebie żywisz. To właśnie z miłości rodzą się największe cuda. To miłość buduje wszystko to, czego pragniesz.

 

I właśnie tej miłości na Święta i nie tylko z całego serducha Wam życzę!

 

 

Nadchodzące warsztaty jogi:

 

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

No more articles
Close