Te Święta będą niezwykłe pod wieloma względami. A najważniejszym z nich jest fakt, że będą (a właściwie trochę to już są, bo dla mnie cały grudzień jest już taki trochę świąteczny) to pierwsze Święta w naszym nowym mieszkaniu.

Nie obyło się tutaj bez zamieszania, płaczu i rozczarowań. Kupiliśmy mieszkanie do “drobnego remontu”, który wydaje się nie mieć końca. Choć, miejmy nadzieję, wszystko jest już pod kontrolą.

Ale od początku…

 

Choinka pod znakiem zapytania

W tym roku pojawianie się u nas żywego drzewka stanęło pod znakiem zapytania. Nasz remont idzie trochę jak po grudzie. Ktoś mi ostatnio powiedział, że z fachowcami to jest tak, że jak mówią, że coś potrwa 2 tygodnie, to będą to 2 miesiące.

I DOKŁADNIE tak było. Ale na szczęście do pewnego momentu…

Remont zaczął się już jak byłam w Indiach, a przygotowanie 2 pokojów i kuchni miało zająć 2,5 tygodnia. Ostatecznie zajęło 9 tygodni i to samych 2 pokojów bez kuchni. I to był ten moment, w którym uwierzyłam, że te wszystkie legendy o niekończących się remontach i kawały o ekipach budowlanych to jednak prawda.

Dlatego jedną z najlepszych decyzji, jakie podjęliśmy, była zmiana ekipy. I zmianę tę można porównać do porzucenia prania na tarce w rzece na rzecz najnowszej pralki z milionem funkcji. Serio! Pan który zastąpił przednią “ekipę” zrobił w 8 dni więcej niż poprzednicy w 9 tygodni. I to właśnie on uratował nam Święta.

Myśleliśmy, że w tym roku nie będziemy ubierać choinki, bo zwyczajnie nie ma na nią miejsca i warunków. W 2 pokojach są teraz wszystkie meble, kartony i sprzęty z całego mieszkania. A mebli jest całkiem sporo, bo zostały nam po poprzednich właścicielach. Są piękne w klimacie retro, więc od stycznia czeka nas sporo renowacji i zabawy, ale… to już temat na osobny wpis.

A z tą choinką to… no cóż. Jestem jak Kevin. Bez choinki nie ma dla mnie Świąt. Bez Kevina zresztą też nie ;) Najzwyczajniej w świecie gdzieś trzeba było tę choinkę zmieścić. Dlatego w weekend pojechaliśmy po nasze drzewko.

Odkąd mieszkamy razem i ubieramy wspólną choinkę, zawsze wybieramy żywą w doniczce. Później sadzimy ją w ogrodzie – u mnie lub u teściów. Jedna z nich wylądowała również w ogrodzie Rafała, od którego wynajmowaliśmy mieszkanie w Nowym Dworze.

I to jest super, nie chciałabym, żeby choinka kończyła swój żywot po jednych Świętach. A sztuczna też jakoś do mnie nie przemawia. Wiem, że obecnie pojawiają się też opcje wypożyczania choinek i to jest moim zdaniem jeden z najlepszych pomysłów w historii ludzkości. Gdybym nie miała w perspektywie wsadzania tego drzewka w ogrodzie, to na pewno bym korzystała. A tak to wiem, że ta zasili przydomowy las u teściów.

Ozdoby mamy z zeszłego roku. Wzbogacone o kilka drewnianych, tegorocznych nabytków. Zwykle zamiast nich były pierniki, ale… w tym roku nie mamy kuchni, więc o gotowaniu raczej nie ma mowy.

Ale nie martwcie się, z głodu nie umrzemy – Wigilię i Święta spędzamy zawsze u mnie w domu i u teściów. W systemie pół na pół: Wigilię i połowę Pierwszego Święta w jednym miejscu, a drugą połowę i Drugie Święto w drugim.

By poczuć magię tych Świąt…

Choinka to mus. Ale magia Świąt jest zaklęta nie tylko w niej. Mnie Święta i ogólnie sezon jesienno-zimowy kojarzą się z czasem. Z byciem razem. Przytulaniem. Piciem gorących herbat, czekolad i kaw. Czytaniem i wspólnym oglądaniem filmów czy seriali. Bo o ile czytać uwielbiam w samotności, to oglądać sama już nie potrafię. Tak samo z resztą jak z kawą, zawsze piję w towarzystwie. Samo zrobienie również zwykle przypada w udziale mojemu mężowi, bo jemu to jakoś lepiej wychodzi.

A czajnik ze zdjęcia, smukły i piękny niczym czarna pantera to nic innego jak czajnik Hairo – dodający przygotowywaniu kawy jeszcze więcej uroku i przyjemności.

A ja lubię sobie patrzeć na ten cały proces i cieszyć się ogarniającym mieszkanie zapachem.

Mam takie głębokie przekonanie, że luksus, taki codzienny, jest tym, co sami sobie tworzymy. Jest sumą naszych wyborów.

A wybory te dotyczą wszystkiego – od rzeczy którymi się otaczamy, po pryzmat, przez który patrzymy na to, co nas spotyka.

Kwestia tego, czy szklanka jest do połowy pusta czy do połowy pełna jest tylko i wyłącznie naszą decyzją.

Mieszkanie, które kupiliśmy, jest bardzo w stylu retro. I to nie stylizowanym – zostało tu całkiem sporo mebli, które pamiętają dobrze ubiegłe stulecie. A wraz z meblami zostało też wiele przedmiotów – książki, obrazy, filiżanki, talerze, porcelana…

Jednym z takich znalezisk był właśnie ten świąteczny zestaw filiżanek, który widział i przeżył już zdecydowanie więcej ode mnie.

Zawsze ważne było dla mnie wybieranie jednej rzeczy dobrej jakości, która naprawdę mi się podoba, zamiast 10 średnich, które szybko się popsują.

Teraz w obliczu tej starociowej inspiracji, staje się to dla mnie jeszcze ważniejsze. Chcę żeby to, co wybieramy, mogło dumnie stanąć przy “rzeczach przodkach” i nie zawstydzać się swoją bylejakością czy jednorazowością.

Prezenty

Nie patrzę na Święta przez pryzmat prezentów i nie są one dla mnie kluczowe, ale… lubię je dawać. Jest to jakaś forma tradycji, samo to wybieranie, pakowanie, podkładanie pod choinkę, tak by nikt nie widział. Potem czekanie na Mikołaja…

Bardzo to lubię i cenię.

Ważne jednak, by prezenty naprawdę przynosiły radość. Żeby były ładne, potrzebne, sensowne i dobrej jakości. A nie wymuszone i na ostatnią chwilę.

 


Pomysły, które podlinkowałam poniżej pochodzą z  coffeedesk.pl.

I tu niespodzianka dla Was – na hasło simplife30 otrzymacie 30 zł zniżki do wykorzystania na przy zamówieniu za min. 149 zł. Kod ważny jest do końca roku.

Już w zeszłym roku, jako inspirację do świątecznych prezentów podsyłałam Wam produkty pochodzące ze strony Coffedesk. I tu serdecznie odsyłam Was do tego wpisu, bo większość linków (jeśli nie wszystkie) nadal są aktualne.

Kawa na ławę, czyli pomysły na trafione prezenty świąteczne >>>

A poniżej kilka rzeczy, które wybrałam w tym roku.

Ten kubek termiczny* pokazywałam Wam w inspiracjach prezentowych już w zeszłym roku. Wygląda na to, że stworzyłam bardzo długoterminową  wishlistę. Jest bardzo stylowy, dobrze wykonany i naprawdę duży (450 ml), więc sądzę, że będzie idealnym prezentem. Zwłaszcza że wiem, iż osoba przez nad obdarowana, czegoś takiego właśnie potrzebowała.

*Update – nie ma go już na stanie, ale do wyboru są 3 inne kolory:

Dalej coś dla miłośników zero waste (czyli mam nadzieję, że choć trochę dla wszystkich) – wielorazowa butelka na wodę. Bardzo zależało mi na tym, żeby była szklana. Od dołu otulona jest sylikonem, więc nie ma obawy, że się stłucze.

Poza tym ma wygodne etui, w którym można ją przenosić i specjalną szczotkę do czyszczenia.

Miłośników kawy na pewno ucieszy taki gotowy zestaw startowy Hario – drip + serwer + filtry. Nazwałam go zestawem startowym, bo ma w sobie wszystko, co jest potrzebne do rozpoczęcia swojej przygody z przelewami.

Warto dorzucić do niego dobrej jakości kawę i satysfakcja gwarantowana. Ta ze zdjęcia to Johan & Nyström – Ethiopia Guji z nutą owocową. Opis ze strony mówi: Już samo otwarcie paczki przypomina rozpakowanie deserowej czekolady z wiśniami, a do tego w tle majaczy kieliszek czerwonego, wytrawnego wina. Nieśmiało leży też garść suszonych truskawek. 

Mam nadzieję, że faktycznie tak będzie, bo wybrałam ją dla siebie.

A to, co widzicie na zdjęciu powyżej (oprócz naszej świątecznej retro filiżanki) to dzbanek termiczny Hario. I chyba nie przesadzę, jeśli napiszę, że to genialny pomysł na prezent dla… młodej mamy. Takiej która narzeka, że dzieci sprawiły, że kawę pija tylko zimną.

Pozostając w klimacie rzeczy zeszłorocznych i dobrze przetestowanych. Na zdjęciu jest zestaw Hario: dzbanek do herbaty Donau i 6 filiżanek Yunomi. Są u nas w CIĄGŁYM użyciu. Bardzo odpowiada mi ta wielkość filiżanek i ich design. Można się poczuć jak w Japonii.

A do zalewania herbaty (i nie tylko) czajnik Hairo. Na tym polu czeka nas trochę zmian, bo będziemy mieć kuchenkę indukcyjną i nie wszystkie nasze garnki są niestety kompatybilne. Ale czajnik na szczęście jest.

Jego dodatkową zaleta jest to, że jest maleńki. Jego bezpieczna pojemność to 800 ml, czyli takie standardowe 2-3 herbatki. A niestety zatrważające statystyki mówią (o czym niedawno Wam pisałam), że największy ślad węglowy w procesie produkcji herbaty tworzą… czajniki i podgrzewanie w nich wody na herbatę. Dlatego tak ważne jest, by podgrzewać tylko potrzebną nam ilość a nie całe hektolitry.

Kilka osób otrzyma też od nas nasze Księżycowe Kalendarze z simplife.shop. Głównie te, które miały już swój egzemplarz z zeszłym roku i głupio, żeby tym razem ramka stała pusta ;)

Poza tym pojawią się herbatki – Mambo Jambo i Mango Citrus to jest totalny hit! Pachną i smakują obłędnie! O ile oczywiście lubicie w herbatach owocowe klimaty.

Swoją drogą – taka herbata to idealny pomysł na taki mały prezencik. Bardzo eko, bo herbatki są liściaste, pakowane w papier. Wystarczy przewiązać ozdobnym sznureczkiem, dodać jakąś gałązkę i voilà. To taki wiecie, zupełnie niezobowiązujący drobiazg, od którego na pewno każdemu zrobi się miło.

Ekologiczne pakowanie prezentów

A skoro jesteśmy już przy ozdobach, gałązkach i pakowaniu prezentów…

Z pakowaniem prezentów bywa różnie. Dla niektórych to zbędny obowiązek, bo przecież liczy się to, co w środku. Dla innych takie ozdabianie to przyjemność.

Ja jestem w tej drugiej grupie – bardzo lubię to robić, szalenie mnie to rozluźnia i wprowadza w Świąteczny nastrój. Od wielu lat pakuję paczki w sumie dokładnie tak samo. Tutaj jest post z inspiracjami o pakowaniu prezentów:

11 pomysłów na ekologiczne pakowanie prezentów świątecznych >>>

A pisząc, że pakuję “tak samo” mam na myśli, że ekologicznie i trochę z drugiej ręki.

Zawsze gdy zbliżają się Święta, odkładam sobie kartony, w których przychodzą paczki, żeby wykorzystać je ponownie do pakowania. Wykorzystuję też sznureczki, wstążki, bileciki, które często bywają dołączone. Idealnie jest też zachować papierowe wypełniacze. Ten szary papier, w który pakuję prezenty, to właśnie taki wypełniacz.

A do nich jakaś gałązka, szyszka, liścik i wygląda jak marzenie. Jeśli chcecie, to mogę na FB czy IG pokazać potem wszystkie zapakowane.

Podaruj coś od serca, czyli przede wszystkim… czas

W kwestii prezentów – najważniejsze to po prostu uważnie przyjrzeć się potrzebom naszych bliskich i znaleźć dla nich to, czego naprawdę potrzebują. Uciekając jednocześnie od sztampowych, nudnych i oklepanych gadżetów, prezentowanych obecnie na większości portali.

I przede wszystkim podarować jak najwięcej tego, co najcenniejsze – czyli czasu, obecności i wspólnie spędzonych chwil.

Myślę, że nie pomylę się pisząc, że chwile spędzone wspólnie warte są niewyobrażalnie więcej, niż wszystkie materialne prezenty razem wzięte. I nie mam tu na myśli jedynie oklepanych frazesów w stylu – odwiedź babcię w Święta. Mówię również o nas wszystkich, młodych – którzy często cierpimy na czasowy niedosyt i nie możemy wysupłać chwili na to, by spotkać się z dawno niewidzianą koleżanką. Nawet jeśli mieszkamy w tym samym mieście.

Warto to zmienić. Wyskoczyć na wspólną przedświąteczną kawę. Albo wpaść (nawet niezapowiedzianie) do koleżanki najbardziej zapracowanej, tej co to może siedzi z dzieckiem w domu i nie może się wyrwać. Wpaść z małą paczuszką herbaty, by przy niej wspólnie posiedzieć. Czy z kawą. Albo bez niczego.

Bo nawet przy szklance wody z kranu też można przyjemnie posiedzieć. Najważniejsze żeby wspólnie i żeby ten czas znaleźć :)

Partnerem wpisu jest CoffeeDesk (nie po raz pierwszy) w którego ręce z pełnym zaufaniem możecie oddawać swoje wybory herbaciano-kawowe i nie tylko.

Pamiętajcie, że na hasło simplife30 otrzymacie 30 zł zniżki do wykorzystania na przy zamówieniu za min. 149 zł. Kod ważny jest do końca roku.

Szukasz pomysłu na prezent?
Znajdziesz u nas:

  • niepowtarzalną ręcznie wykonaną biżuterię z naturalnych kamieni
  • ekologiczne maty do jogi
  • Księżycowe Kalendarze
  • JOGAnizery – czyli planery dla joginki
  • artykuły i książki dla joginów

Odwiedź simplife.shop >>>

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

 

 

No more articles
Close