Na dzisiaj mam dla Was szybki wpis o naszym mieszkaniu, a konkretnie o jego remoncie. Pokażę Wam jak to wygląda dzisiaj – dokładnie 8 tygodni po rozpoczęciu remontu.

Czy jest ładnie i czy dużo jest zrobione – ocenicie sami :)

Ten wpis jest naprawdę bardzo spontaniczny, jak zauważycie – nawet nie posprzątałam, ale że po tylu latach traktuję Was już trochę jak rodzinę, to chciałam się podzielić możliwie najbardziej na bieżąco.

Jeszcze bardziej “na żywo” możecie podglądać w relacjach na moim Instagramie >>>

Jak widać, prezes Edek ma już swoje zaszczytne miejsce ;)

Co jest gotowe?

Na dobrą sprawę jedyna gotową, tak naprawdę na 100% ukończoną, sprawą są instalacje elektryczne.  To od nich zaczął się cały remont. Wymienialiśmy całą elektrykę, ponieważ (i tu wszyscy znający się na temacie mogą mnie poprawić) wszystko było zrobione na jednym korku. Dlatego podłączenie kilku sprzętów elektrycznych skutkowało jego wybiciem.

Poza tym chcieliśmy to zrobić teraz, skoro i tak planowaliśmy remont, zamiast kucia ścian za jakiś czas.

Robienie instalacji elektrycznych wymaga kucia w ścianach, co niestety pociągnęło za sobą szereg konsekwencji. W wielu miejscach tynk okazał się na tyle słaby, że zaczął odpadać. Dlatego trzeba było zbić to, co i tak by odpadło, uzupełnić ubytki i dopiero wtedy zabrać się za tynkowania.

Tak wygląda efekt końcowy odkrywania cegieł na ścianie:

A tu kolejne etapy. Wygląda to strasznie, ale mam nadzieję, że będzie dla niektórych zachętą i dowodem na to, że da się zrobić :)

Trzeba było zbić tynki a następnie drucianą szczotką oczyścić cegły. Na koniec dodane były kątowniki, żeby cegły miały taką swoją ramkę i nie wyglądały niechlujnie i byle jak.

A tutaj historia naszego “obrazu”. Oprawiliśmy w ramę kawałek starej ściany.

Myślę że wygląda świetnie. Żaden impresjonista by się nie powstydził ;)

Co jest PRAWIE gotowe?

Prawie gotowe są aktualnie 2 pokoje.

Prawie, ponieważ pozostało jeszcze kilka drobiazgów takich jak przybicie listew przypodłogowych, polakierowanie parapetów, wypełnienie kilku miejsc akrylem… no i drzwi. To będzie spore wyzwanie – chcemy oczyścić wszystkie drzwi z białej farby. Aktualnie nałożonych jest tyle warstw, że drzwi straciły swoją formę.

Tak że czeka nas masa czasu z opalarką i skrobaczką w dłoni. A potem – kolejne malowanie. Jeszcze nie zdecydowaliśmy, czy będziemy je lakierować czy malować na biało. Może jakieś sugestie?

Do tego oczywiście czeka nas jeszcze założenie wszystkich gniazdek elektrycznych i włączników światła.

Za tą nie do końca skończonością przemawia również to, że aktualnie oba pokoje pełnią nieco funkcję składziku – mamy tu rzeczy i meble z całego domu, łącznie z tymi kuchennymi.

Poza tym jest masa, ale to MASA sprzątania.

Jeśli coś Wam nie pasuje w tym widoku, to oczywiście lodówka. Ale tak jak pisałam – nie mamy kuchni ;)

A tu drugi pokój z tych “gotowych”. Klasyczny składzik.

Jak to wyszło z podłogą?

Podłogę na całe szczęście udało nam się wycyklinować. Jej obecność generalnie była miłą niespodzianką, ponieważ na podłodze leżały płyty wiórowe pomalowane na biało. Na szczęście pod nimi były deski. I to takie piękne, ciągnące się przez cały pokój przybite zabytkowymi gwoździami.

Tak że byliśmy już raczej na etapie zastanawiania się co położyć na podłodze: deski czy panele, a tu taka miła niespodzianka.

Jeśli chcecie, mogę na ten temat zrobić osobny wpis. O tym ile trwa takie cyklinowanie, ile kosztuje i co warto wziąć pod uwagę. Bo na samym początku można się przerazić i mieć wrażenie, że nic z tego nie będzie. Tak to wyglądało zaraz po zdjęciu płyt i użyciu opalarki.

A co jest jeszcze do zrobienia?

Do zrobienia jest w sumie cała pozostała część mieszkania. W kuchni i przedpokoju czekają nas jeszcze tynki, gładzie i malowanie.

W kwestii kuchni, bardzo możliwe, że wszystko jeszcze się opóźni. Wspólnota, bardzo słusznie, postanowiła wykorzystać moment naszego remontu na wymianę pionów. Cieszę się, bo prędzej czy później i tak trzeba by było to zrobić, bo rury są w opłakanym stanie. Wczoraj przyjechał hydraulik ze wspólnoty uszczelnić te nasze, bo coś tam zaczęło przeciekać i… chwilę później zalało sąsiadkę. Tak że pani ze wspólnoty mówi, że świetnie wyszło, bo wcześniej nikt nie chciał się zgodzić na wymianę pionów, teraz widać, że po protu nie ma wyjścia.

A same meble kuchenne pojawią się u nas nie wcześniej niż w połowie stycznia, tak wygląda wstępne rozeznanie jeśli chodzi o wolne terminy stolarzy.

Aktualnie kuchnia wygląda prawie jak tu.

Poza tym do zrobienia są pozostałe 2 pokoje, jak na tę chwilę jesteśmy na etapie zrywania starych tapet.

No i oczywiście czeka nas cyklinowanie i lakierowanie podłogi na całej pozostałej powierzchni.

Zobaczymy, jak to pójdzie. Jakiś czas temu mieliśmy nadzieję, że wyrobimy się do Świąt, ale ja już przestałam się łudzić. Dobrze że są chociaż te 2 pokoje. I łazienka, bo łazienki na całe szczęście teraz w ogóle nie ruszamy.

Dajcie znać, jak Wam się podoba :)

Nadchodzące warsztaty jogi:

 

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

No more articles
Close