Chętnie czy niechętnie muszę przyznać, że życie mnie wchłonęło. I jest to to życie “poza” internetem. Stąd też wpis trochę na ostatnią chwilę.

To podsumowanie obejmuje w zasadzie 2 miesiące, ponieważ poprzednio w ramach “kwadratów” wrzuciłam jedynie tapetę – będąc w Indiach nie miałam chęci i przestrzeni do siedzenia przed komputerem.

Dlatego teraz nadrabiam – to podsumowanie obejmuje 2 miesiące, w związku z czym szykujcie się na dużo zdjęć. Herbatka w dłoń i startujemy. Tu poniżej widok na mglisty poranek koło domu mamy.

Przez te 2 miesiące działo się sporo, wszystko jednak zdominowane zostało przez Indie. Zdjęcia z dzisiejszego wpisu pochodzą z mojego Instagrama, gdzie jak zawsze serdecznie zapraszam >>> ).

Chciałabym…

W tej chwili jest jedna jedyna rzecz, którą bym chciała. Otóż, chciałabym, żeby nam się remont w mieszkaniu zakończył jak najszybciej.

Dla tych, którzy nie wiedzą – kupiliśmy mieszkanie w kamienicy w Łodzi. Planowaliśmy wymienić mu tylko instalację elektryczną i… tyle. A to się niestety przerodziło w totalny kosmos i gruz. Pokazuję wszystko na bieżąco w relacjach na Instagramie (jest w przypiętych), więc możecie sobie podejrzeć o tu >>>

Jak kupiliśmy, wyglądało (prawie) tak jak poniżej – nie było między innymi pianina.

A obecnie jest tak jak poniżej. To ten sam pokój ;)

Tak że ja chwilowo jestem u mamy i mam takie poranki, którymi się napawam. I tak sobie myślę, że to też jest ekstra. Bonusowo, bez żadnych starań dostałam w prezencie czas tylko dla siebie.

Chciałabym również zaprosić Was do mojego nowego miejsca w Internecie czyli Joga w domu.

Strona jest jeszcze w budowie, ale już możecie znaleźć ją na:

Kilka razy w tygodniu zamieszczamy tam inspiracje, porady i dokładne opisy asan. Czyli same przydatne rzeczy dla wszystkich joginów.

Niedługo chcemy również wystartować z blogiem, więc jeśli jesteś nauczycielem lub pasjonatem i chcesz podzielić się wiedzą, doświadczeniem czy przemyśleniami, to zapraszam.

Chcę, żeby było to nie tylko moje miejsce, ale takie wspólne, pełne różnych punktów widzenia, wiedzy i inspiracji.

Jestem wdzięczna za…

Jestem bardzo, bardzo wdzięczna za tych 5 tygodni, które spędziłam w Indiach. Myślę, że wiele mi to dało. Z jednej strony kurs i cała ta joga dosłowna, dziejąca się na sali.

Z drugiej – wszystko co poza. Indie to takie miejsce, które się albo kocha, albo nienawidzi. Ja uwielbiam tam wracać, więc… chyba to pierwsze ;)

Podczas tego pobytu robiłam kurs 300 godzin, więc oficjalnie jestem już nauczycielem RYT 500 zgodnie ze standardem Yoga Alliance.

Poniżej widok z balkonu naszej szkoły – codziennie rano witały nas ukryte w chmurach Himalaje. Bajeczny widok.

I najwierniejsze towarzyszki życia – małpeczki. Wszędzie ich było pełno. Do tego stopnia, że wkradały się do naszych pokojów i wynosiły rzeczy. O podkradaniu ubrań ze sznurka nawet nie wspomnę.

Nie mieliśmy zbyt dużo czasu wolnego, na szczęście bilety miałam kupione tak, że miałam kilka dni wolnego przed i o kursie. Idealny moment na spacery nad rzekę. Ganges ma w sobie coś magicznego, tę górską siłę żywiołu wody.

Na co dzień zaczynaliśmy pobudką o 5 rano i medytacją, kończyliśmy przed samą kolacją. A jedyne przerwy w czasie dnia to godzina po śniadaniu i godzina po kolacji.

Było intensywnie. Bywało, że bolało. Bywał płacz, złość i rozgoryczenie. Ale to waśnie z tego rodzi się cała transformacja.

Udało nam się też zrobić trochę jogowych zdjęć pośród gangesowych skał, którymi jeszcze będę się dzielić.

A już za kilka dni spotykam się z Wami na 5 dniowym jogowym detoksie ciała i umysłu. Będzie czas na podzielenie się indyjskimi inspiracjami i historiami.

Miejsc na ten wyjazd nie ma już dawno, ale zapraszam Was za to na grudzień. Będzie pięknie, magicznie, bajecznie i przedświątecznie.

Jestem również wdzięczna za to, że kupiliśmy mieszkanie i osiedliśmy w jednym miejscu. Nawet ten remont przeżyję! ;)

Jestem też szalenie wdzięczna za to, co wydarzyło się wczoraj i dziś.

Wczoraj wieczorem swoją premierę miał JOGAnizer, czyli planer dla joginki.

I co?

I do rana wyprzedała się prawie połowa nakładu, którą zaplanowaliśmy sobie do końca roku!

Być może nie jestem mistrzem planowania, ale to przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Zawsze wierzyłam w magię i w to, że marzenia się spełniają, ale nie nie w to, że aż tak szybko i aż tak skutecznie.

Dziękuję Wam ogromnie, to jedyne, co jestem w stanie powiedzieć.

JOGAnizer, czyli w trosce o środowisko

Joganizer został napisany, zaprojektowany i wyprodukowany w Polsce.

Cały papier do jego wykonania pochodzi z recyklingu.

JOGAnizer stworzony został z myślą o wszystkich joginkach, niezależnie od tego ile czasu przyjaźnisz się z jogą, jakie masz cele i marzenia.

JOGAnizer to narzędzie, które daje Ci osobistą przestrzeń do notowania wszystkiego, co pragniesz osiągnąć zarówno na macie jak i poza nią.

Co daje prowadzenie JOGAnizera?

Wolną głowę i jasność myśli

JOGAnizer to prawa ręka joginki, która chętnie odciąży zabieganą głowę oraz przechowa wszystko to, o czym tak łatwo zapominasz.

Zaplanuj swoje cele, intencje, rutynowe czynności oraz chwile relaksu i przelej je na papier, aby mieć pewność, że nic nie umknie Twojej uwadze.

Dzięki temu odzyskasz kontrolę i przestaniesz mieć poczucie, że wokół panuje chaos.

A joga nie lubi chaosu.

JOGAnizer to wsparcie, budowanie nawyków, motywacja

Analizuj swoją praktykę, obserwuj postępy, bądź dumna i nie rezygnuj.

W JOGAnizerze znajdziesz specjalne sekcje poświęcone spisywaniu swoich codziennych przemyśleń, samopoczucia, celów, trudności i sukcesów oraz habit tracker stojący na straży przestrzegania codziennych nawyków.

Wyobraź sobie, że za 52 tygodnie usiądziesz z własnoręcznie zapisanym JOGAnizerem niczym z mapą i podsumujesz drogę, którą przeszłaś.

Zobacz JOGAnizer >>> 

To jedno z tych “dzieci”, z których jestem naprawdę BARDZO dumna.

Pracuję nad…

Zapowiadałam już na Instagramie, że daliście mi takiego kopa do działania, że… nie wiem, kiedy się zatrzymam.

Ta tak serio, to pracuję nad 3 rzeczami:

  • Kalendarzem Księżycowym na 2020 takim w formie plakatu na ścianę – jakoś w nadchodzącym tygodniu będę Was prosić o pomoc w podjęciu decyzji, bo jest kilka kwestii, w których nie mogę się zdecydować
  • E-book jogowy – pomału po indyjskiej przerwie wracam do pisania, czas  przelać wszystkie te inspiracje na papier
  • Kurs Medytacji online – i to jest projekt, który mam rozpisany i prawie w jakichś 80% zaplanowany od co najmniej roku. I wciąż nie mogę go przekuć w rzeczywistość (choćby wirtualną), więc kciuki i wsparcie mile widziane.

To zdjęcie miało być wprowadzeniem i zapowiedzią właśnie tego medytacyjnego kursu, ale no cóż, nie mówi zbyt wiele ;)

Cieszę się…

Cieszę się… w sumie sama nie wiem z czego. Ale faktycznie jestem zdecydowanie weselsza po tym indyjskim resecie. Znalazłam w sobie siłę, która gdzieś mi od jakiegoś czasu umykała.

Cieszę się również z tego, że we wrześniu premierę miał nasz film jogowo-matowy jeszcze w klimacie nadmorskim. Dajcie znać, jak Wam się podoba.

View this post on Instagram

Dziś chciałam pokazać Wam nasze ekologiczne korkowe Maty Księżycowe… w ruchu 💜 uchwyciliśmy ostatnie chwile nad morzem 🌊 dajcie koniecznie znać, jak w odbiorze, bo trochę się stresuję – pierwszy raz w tej roli 😅🧘‍♀️ . Szukajcie tego filmu również na @simplife.shop shop bo czeka na Was pod nim bardzo jogowy, kreatywny i motywujący KONKURS 💜 . A maty w ruchu uchwycił dla nas @grzegorz.ciecierski – to była bardzo przyjemna współpraca 👌 . . . #stopynamacie #jogacialopozytyw #jogatoniefitness #simplifeshop #konkurs #konkursznagrodami #instakonkurs #film #jogafilm #matydojogi #joga #jogapolska #ajurweda #slowlife #simplife #yogagirl #joginka #madeinpoland

A post shared by Natalia Knopek ⚬ simplife.pl ⚬ (@simplife.pl) on

Czytam…

Kończę czytać to, co zaczęłam w Indiach i przed.

Czyli “4-godzinny tydzień pracy” i “Shantaram”. Drugą zdecydowanie polecam, więcej napiszę, jak już skończę. Pierwsza nie jest przełomowa, ale też można wyłapać w niej przydatne smaczki.

To pamiątka podczytywania “Shantaram” z widokiem na Himalaje.

Oglądam…

W tym i poprzednim miesiącu nie było żadnych filmów i seriali, więc nic Wam nie polecę.

Ale za to – byliśmy w kinie na Jokerze i to śmiało polecić mogę. Nie jest to film akcji (bo wiem, że niektórzy się takiego spodziewają), ale piękny portret zmian osobowości, jakie zachodzą w głównym bohaterze. Dobre kino i genialna gra aktorska.

Zwiedzam…

W tym i zeszłym miesiącu w dziale “zwiedzam” są Indie. Do Rishikesh mogę wracać i wracać w nieskończoność. Pokochałam to miasto.

Co ciekawe – ja nie lubię wracać. Ani do tych samych miejsc, ani nawet do tych samych kawiarni czy restauracji. Tutaj jest inaczej, więc musi to być miłość.

Myślę nad stworzeniem jakiegoś krótkiego przewodnika – wpisu na blogu ze wszystkim jak? gdzie? i kiedy? dotyczącego wyjazdu do Indii.

Trochę o tym, gdzie warto wypić kawę nad Gangesem, a czego unikać.

Dajcie znać, czy taki wpis się przyda.

A z pamiątek z podróży to przywiozłam sobie obraz. Już się nie mogę doczekać, aż zawieszę go na nowej ścianie.

Słyszeliście o malarstwie Madhubani? Odrobinkę widać na zdjęciu. To obrazy ludowe, malowane przez indyjskie kobiety. Historycznie i kulturowo – kobiety siedziały w domu podczas gdy mężczyźni pracowali. A że też chciały pracować i mieć pieniądze – postanowiły zacząć malować. Nie miały do tego żadnych przyrządów, więc wykorzystywały farby z naturalnych barwników i bambus jako pędzel. Nie miały też żadnej wiedzy na temat anatomii czy malowania, więc te obrazy są… po prostu magiczne. To takie pomieszanie dziecięcego i czystego sposobu widzenia świata z niezwykłą precyzją. Magia kształtów, kolorów i niesamowitych kompozycji.

Na tych obrazach można znaleźć bóstwa albo zwierzęta czy rośliny – głównie drzewo życia, pawie, słonie i ryby.

Moje są te pawie i drzewo, które ledwo widać po prawej.

Ach, i bębenek też sobie przywiozłam, bo daje mnóstwo radości.

Poza tym podróżniczo wpadliśmy też do Krakowa na koncert Kayah i Bregovic na 20 lecie. Coś niesamowitego! Nowe aranżacje, piękna oprawa… ale to jest nic! Największe wrażenie robił ten ogromny tłum pod sceną, który każdą piosenkę śpiewał od początku do końca bez zająknięcia. To chyba najlepsza i najbardziej wymarzona nagroda dla artysty.

I jeszcze jedna ważna podróż – 96 urodziny prababci. Chciałabym mieć w sobie tyle wigoru w jej wieku. Magia!

Do poczytania…

Postów z tego i zeszłego miesiąca nie ma zbyt dużo, bo zrobiłam sobie totalne wolne od bloga będąc w Indiach. I nawet nie wiecie, jak miło było mi po takim czasie wrócić. Każda postawiona literka smakuje jeszcze lepiej.

Zostawiam Wam więc przepisy na jesienne i zimowe kawy >>>

Powrót do robienia zdjęć czymś więcej niż telefonem (bo do Indii zabrałam tylko komórkę), był również pyszny. Dajcie znać, jak Wam się podoba taki nowy retro klimat zdjęć.

Tapeta z kalendarzem na listopad do pobrania

Jak zawsze przygotowałam dla Was 2 tapety z kalendarzem na listopad. Która lepsza? 

Obie są również dostępne w wersji na telefon.

Pobierz tapetę >>>

Gotowy do druku planer na listopad

Wystarczy pobrać i wydrukować. Korzystajcie śmiało!

Pobierz planer >>>

Tyle ode mnie. Piszcie koniecznie, co dobrego słychać u Was!

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

No more articles
Close