Tak naprawdę wcale nie spieszyłam się z napisaniem tego wpisu. Niby wiem, że prowadzę bloga i już sam ten fakt z o b o w i ą z u j e mnie do pewnych rzeczy. A może właśnie nic mnie do niczego nie zobowiązuje?
Wolę zdecydowanie trzymać się tej drugiej wersji.
Jestem stworzeniem wysoko introwertycznym i uwierzcie mi, za każdym razem dzielenie się z Wami wydarzeniami z mojego świata, jest dla mnie sporym wyzwaniem. Mam więc nadzieję, że choć trochę to doceniacie :)
Do napisania tego posta nakłoniliście mnie WY we własnej osobie. A wszystko to przez to, że moje skrzynki zaczynały już pomału pękać w szwach od pytań “gdzie się przenosicie?”, “czy to Gdynia?”, “kiedy pokażesz mieszkanie?”.
Najmocniej chyba wpłynął na mnie fakt, że kilka dni temu próbowałam zrobić na Instagramie Q&A i 99% pytań, jakie się pojawiły, było o przeprowadzkę właśnie.
Tu i ówdzie napomknęłam, że się przeprowadzamy. Skoro więc się powiedziało A, to warto powiedzieć też B i cały alfabet.
Chyba mam déjà vu
Mam wrażenie, że wiele rzeczy w naszym życiu dzieje się cyklicznie. Wy pewnie też dostrzeżecie to u siebie.
Półtora roku temu mieliśmy podobny plan działania jak teraz: wyprowadzka -> Indie -> mieszkanie w nowym miejscu. I to nowe miejsce miało być już takim s t a ł y m miejscem. A przynajmniej tak nam się wtedy wydawało.
Okazało się, że jednak stałym nie jest. Ale jak to mówią starzy Indianie:
nie ma w życiu pewniejszej rzeczy niż zmiany.
Przyszedł czas na kolejną przeprowadzkę, prawie w tym samym schemacie, z tą różnicą że…
Ta przeprowadzka jest zupełnie inna
I niby tak, niby na pierwszy rzut oka może to wyglądać jak powtórka z rozrywki. Z tym że jednak nie do końca.
Wyprowadzając się półtora roku temu z Nowego Dworu, skakaliśmy z radości. Wiedzieliśmy, że nie chcemy tam mieszkać. Poza tym mieliśmy wizję spędzenia miesiąca w Indiach, a potem przeprowadzki nad morze. Jedno i drugie było trochę takim spełnieniem marzeń. I co najważniejsze – nowe mieszkanie było mieszkaniem wynajmowanym.
Tym razem wyprowadzamy się z Gdyni (w której mieszkało się bardzo dobrze), lecę do Indii na 5 tygodni (sama, bez mężczyzna, aczkolwiek z koleżanką), a wprowadzać się będziemy do nowego miasta, którego praktycznie nie znamy. I najważniejsze tu – nowe mieszkanie jest mieszkaniem kupionym. Takim pierwszym zupełnie na własność.
To dokąd w końcu?!
Przechodząc już do meritum, bo przypuszczam, że część z Was i tak omiotła tekst wzrokiem w poszukiwaniu tej najistotniejszej informacji.
No więc (bo nie zaczyna się zdania od “więc”), drodzy państwo, przeprowadziliśmy się do… Łodzi. Od teraz będziemy mieszkać w samym sercu kraju, w samym pępku. Czy jak ktoś woli “w sercu”, mnie to obojętne.
Ważne, że w centrum i że wszędzie stąd jest blisko. Albo też wszędzie daleko – choć wolę się trzymać tej optymistycznej wersji :)
Idąc za Sokratesem
Zapytacie więc: dlaczego? albo: czy Wam będzie dobrze w tym nowym miejscu?
Odpowiedzią niech będzie taka anegdota o Sokratesie, który pewnego dnia został zaczepiony przez podróżnika…
Przyjezdny spytał mędrca, o to czy dobrze mieszka mu się w Atenach, bo sam jest zainteresowany przeprowadzką.
Filozof odpowiedział pytaniem: „A jak mieszka ci się w twoim mieście?”. „Źle”, odpowiedział podróżnik. „To i tu będzie ci się źle mieszkało”, skwitował Sokrates.
Kilka dni później został zaczepiony przez innego podróżnika, który również chciał wiedzieć, jak mieszka się w Atenach, bo brał pod uwagę przeprowadzkę. Na pytanie „Jak ci się mieszka w twoim mieście?” odpowiedział, że dobrze.
„To i tu będzie ci się dobrze mieszkało”, powiedział bez cienia wątpliwości mędrzec.
A nam w Gdyni mieszkało się przecież dobrze :)
To my tworzymy warunki i miejsce, w którym przebywamy. Problem nie tkwi w naszej pracy czy w miejscu zamieszkania, ale w nas samych.
Myśliwski pisał:
„Że szczęścia należy szukać w sobie, a nie naokoło. Że nikt go człowiekowi nie da, jak sam sobie go nie da. Że szczęście jest nieraz bliziutko, może w tej ubogiej izbie, gdzie się całe życie żyje, a ludzie Bóg wie gdzie go szukają”.
No, to kto też jest z Łodzi i chce się umówić na kawę, zdradzając jednocześnie, co tu warto, a czego nie? :)
A poza tym – wszelkie polecenia remontowo-meblowo-urządzeniowe przyjmuję w ilościach hurtowych.
Przed nami urządzanie naszego pierwszego, własnego gniazdka. Cieszę się na samą myśl.
Szkoła Jogi online
w Twoim domu
Chcę poczytać więcej >>>
Co otrzymasz?
- Wysoką jakość domowej praktyki jogi w każdym wymiarze.
- Dostęp do unikalnych materiałów niedostępnych nigdzie indziej w sieci.
- Kameralną atmosferę w obliczu wzajemnego wsparcia wyjątkowej społeczności
Dołącz do nas >>>
Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj: