Czy ja miesiąc temu pisałam, że czerwiec przeleciał jak z bicza strzelił?!

Możliwe…

W związku z tym absolutnie nie mam pojęcia, jakimi słowami opisać lipiec, bo przemknął jeszcze szybciej i jeszcze bardziej niezauważenie.

Działo się całkiem sporo, choć tak naprawdę nic tego nie zapowiadało. Lipiec miał być czasem spokojnym, jednak świat miał na ten miesiąc inne plany ;)

Wszystkie zdjęcia z dzisiejszego wpisu pochodzą z mojego Instagrama, gdzie jak zawsze serdecznie zapraszam >>> ).

Jak zawsze we wpisie znajdziecie tapetę z kalendarzem na pulpit i telefon (znów są dwie wersje!) i gotowy do druku planer na sierpień.

Chciałabym…

Ten wpis pisałam 3 dni. Nie że ciągiem, ale tak z doskoku, po kilka minut. I to mi dało taki doskonały ogląd tego, jak bardzo to chcenie zmienia się w czasie i jak ogromnie zależy od nastawienia.

Najpierw napisałam coś takiego:

Mój mąż na ten przykład twierdzi, że chciałby posiedzieć na kanapie i popatrzeć w ścianę. W tłumaczeniu z polskiego na nasz – chciałby chwilę “ponicnierobić”. Ja takiej potrzeby aktualnie nie mam, cieszę się, że jest tak jak jest i wiem, że dzięki temu chętniej będę siedzieć pod kocem jesienią :)

Potem w niedzielę przyszło coś takiego, czym zresztą dzieliłam się na IG i FB:

Chodzi mi dziś po głowie takie zdanie: “Jeżeli nie wiesz, dokąd chcesz iść, nie ma znaczenia, którą drogą pójdziesz…” – a ze zdaniami chodzącymi po głowie często jest tak, że nie biorą się z niczego i z przypadku. Będzie temat do rozważań na najbliższy tydzień.

W niedzielę faktycznie miałam jakieś takie apogeum swojego “nie wiem, jak żyć”. I to było serio takie już dojście do ściany, płacze i twierdzenie, że wyjeżdżam pasać owce w Mozambiku. Za dużo pomysłów, za mało pewności, czy to, co robię ma sens.

ALE! To się tak wcale nie skończyło. Kładąc się spać, pomyślałam sobie, że chciałabym dostać jakiś znak, który mówiłby “OK idź w to” albo “nie, absolutnie tego nie rób”. I odpowiedź przyszła szybciej, niż można się było spodziewać. Wstałam rano, a w skrzynce znalazłam TAKIEGO maila, że mało nie spadłam z krzesła. Tak jakby ktoś po drugiej stronie faktycznie usłyszał dzień wcześniej, że proszę o znak i usiadł do komputera z myślą “dobra, to ja będę tym znakiem – rób to!”.

Podrzucę jego treść na FB i IG jakoś w tygodniu, bo jest naprawdę wartościowy.

Chciałabym – takie turbo-ważne…

I potem z tego znaku i splotu różnych okoliczności, pojawiło się coś jeszcze.

Zrobiłam na ten temat bardzo długą pogadankę na Instagramie i przypięłam w wyróżnionych, więc nadal można oglądać >>>

Ale tak streszczając – to był dzień w którym po raz milionowy dostałam propozycję współpracy od jakiegoś portalu w stylu twójtrener czy trenujznami. Co po raz kolejny uzmysłowiło mi, że w wielu kręgach joga wciąż postrzegana jest jako fitness.

Druga sprawa – masa ludzi ma ogromne opory przed pójściem na jogę bo: za gruba, za chuda, za stara, bo płeć nie ta (w końcu joga to tylko dla kobiet), za mało rozciągnięta… itd itp

I niestety – te mity i stereotypy w dużej mierze pochodzą właśnie z Instagrama i Facebooka. I internetu w ogóle.

Dlatego wpadłam na pomysł stworzenia akcji. której kluczowym założeniem jest:

  • szerzenie wiedzy o tym, że joga to nie fitness
  • mówienie o tym, że joga jest dla wszystkich i że wcale nie m związku z fizycznością czy perfekcją

Jak na tę chwilę zbieram pomysły na to, jak zainteresować tym tematem więcej osób.

Poza tym jestem ogromnie wdzięczna za każdą osobę, która wspomni gdzieś o akcji i doda do niej hasztagi #jogatoniefitness i #jogacialopozytyw

Wierzę, że razem może nam się to udać.

Jestem wdzięczna za…

Lipiec był pięknym miesiącem, więc wdzięczna jestem za naprawdę wiele.

Tak na bieżąco, to na pewno jestem wdzięczna za tego wspomnianego wyżej maila. Wdzięczna jestem również za każdą osobę, która bierze udział w akcji.

Poza tym – lipiec to moje urodziny. I w tym roku wiązały się one z imprezą niespodzianką we Wrocławiu i możliwością spotkania osób, z którymi tak dawno się nie widziałam!

A jak urodziny, to również tort. Zgodnie z tradycją zrobiony przez moje młodsze rodzeństwo – tym razem czekoladowy z kremem z dodatkiem masła orzechowego. Do tego borówki… niebo!

A z urodzin wynoszę sobie to, co pisałam w zeszłym roku:

Mam taki dziwny zwyczaj, że zawsze w przeddzień urodzin czekam do północy. Tak żeby urodziny zaczęły się jeszcze przed zaśnięciem. Nie wiem czemu, ale za każdym razem łączy się to z jakąś nieuzasadnioną ekscytacją, tak jakby po północy miało się wydarzyć coś niesamowitego…

I tak sobie myślę, że chciałabym, żeby ta ekscytacja została jak najdłużej. I nie tylko w przeddzień urodzin ale tak po prostu.

Tak na co dzień.

Jak co roku przygotowałam też na blogu podsumowanie:

Poza tym ogromnie wdzięczna jestem za nasze lipcowe greckie wakacje. I o dziwo w pamięci najbardziej zapadły mi dwa momenty i to wcale nie związane ze zwiedzaniem czy zdobywaniem świata.

Jeden to kolacja na własnym tarasie, przy plastikowym stole, przy którym ukryło się to słynne greckie siga-siga.

A ukryło się w miękkich i czerwonych pomidorach smakujących latem, w sucharkach, których przecież w domu bym nie jadła, w serze, który nie mam pojęcia jakim jest serem, bo za chiny nie umiem nic wyczytać z tych liter i w winie, śmiesznie tanim, dopełniającym tę kompozycję.

Wokół słuchać było cykady, noc była taka ciepła i wtedy doskonale wiedziałam, co na myśli miała Kora, śpiewając: Dobrze mi, ach jak dobrze mi.

Poza tym to właśnie w tej chwili i w tym miejscu podjęłam decyzję o zrealizowaniu mojego marzenia, ale… o tym dowiecie się niebawem.

A drugi to zachód słońca oglądany z ateńskiego wzgórza.Magia…

Poprzednie podsumowanie pisałam przed Festiwalem jogi w Sulisławiu, więc warto wspomnieć kilka słów o nim. Prowadziłam tam kilka zajęć i wykład na temat czakr i energetyki. Byliśmy tam też z naszym stoiskiem simplife.shop. 

To pamiątkowe zdjęcie właśnie z wykładu. To był dobry czas. Uwielbiam takie wyjścia z internetu i poznawanie wszystkich tych, którzy są po drugiej stronie.

Dziękuję bardzo wszystkim, którzy przyszli nas odwiedzić na stoisku. Całe stoisko staraliśmy się stworzyć w duchu less waste, czyli żadnych bannerów czy rollupów. Tak naprawdę wykorzystaliśmy wszystko to, co było z nami na Festiwalu Wibracje. To poniżej to takie zdjęcie dla przypomnienia.

Papier z recyklingu, drewno z morza (ten wieszak na biżuterię na co dzień wisi u nas na ścianie), drewniana skrzynka (ta pochodzi jeszcze z dekoracji z naszego wesela, a na co dzień pełni funkcję półki pod drukarkę) i nieco muszelek (dla nadania morskiego klimatu). Myślę, że wyszło całkiem spoko, wiele osób nam o tym mówiło :)

Jestem też szalenie wdzięczna za to, że tutaj również tak ciepło przyjęliście nasze Księżycowe maty do jogi. Podczas Festiwalu wiele osób podchodziło, testowało na żywo, dotykało, zachwycało się fakturą i wzorem…

Obie maty możecie sobie podejrzeć tutaj >>>

Pracuję nad…

W zeszłym miesiącu pisałam:

Druga połowa lipca powinna być spokojniejsza, więc postaram się o jakieś nowe filmy.

No więc… nie była. Nie mam niestety nowych filmów, ale mam w głowie wiele nowych projektów – będą państwo zadowoleni ;)

Z takich rzeczy typowo pracowych – stworzyliśmy w simplife.shop zupełnie nową kolekcję. Zrobiliśmy konkurs na jej nazwę i wygrało Serce Gór. Jak dla mnie nazwa idealna!

Zdjęcie powyżej, to właśnie 5 bransoletek z tej kolekcji. Możecie je sobie podejrzeć na stronie sklepu, to 5 sióstr:

Pojawił się też przepiękny i bardzo energetyczny naszyjnik La Boheme, z którego jestem szalenie dumna i kochałam go na każdym etapie: od pomysłu, przez stworzenie aż po moment, w którym wysyłacie mi zdjęcia z nim na szyi.

Dzięki odpowiednio dobranemu zestawowi kamieni, bardzo silnie oddziałuje na I czakrę, inaczej zwaną czakrą podstawy która znajduje się u podstawy kręgosłupa.

Czakra podstawy nie tylko odpowiada za pierwotne instynkty, poczucie bezpieczeństwa, czy przypływ sił witalnych. Jej energia również pozytywnie oddziałuje na wszelkie aspekty życia związane z karierą zawodową i pomnażaniem pieniędzy.

Osoby, u których I czakra pracuje harmonijnie otaczający świat uważają za coś dobrego i wspaniałego. Dzięki przypływowi sił witalnych potrafią zauważać nadarzające się okazje oraz czerpać z nich garściami – czują, że świat stoi po ich stronie. W końcu nie żyjemy za karę! :)

Zobacz naszyjnik LA BOHEME >>>

A tutaj zupełnie nowa sprawa u nas, czyli kamień księżycowy w naszyjniku MAKRAMA.

Starożytni uważali kamień księżycowy za zwierciadło księżyca. Odznacza się występowaniem białej smugi, która wywołuje efekt wizualny się przy płynnym ruchu kamienia. Pradawnie wierzono, że smugi tej ubywa i przybywa, co miało być związane z występowaniem faz księżyca.

Jako minerał mający ogromny wpływ na duchową sferę życia pomaga on jasno wyrażać głęboko skrywane emocje, pragnienia i potrzeby. Kamień ten utożsamiany jest z energią żeńską. Kobiety w krajach arabskich wszywają kamień księżycowy w ubrania, z przekonaniem, że wpłynie on na ich płodność. Ma on pozytywny wpływ na jakość snu oraz występowanie marzeń sennych.

Zobacz naszyjnik MAKRAMA >>>

A to moje nowe zdjęcie profilowe. I mało widoczny naszyjnik Białe Noce z różowym kwarcem >>>

Autorką wszystkich tych zdjęć jest Monika, która ma takie cudowne oko, że… nie wiem jak to opisać, ale chyba nigdy wcześniej nie byłam aż tak bardzo zakochana w obrazach.

Jeśli jesteście z Trójmiasta i szukacie fotografa, to Monikę bardzo polecam! Możecie znaleźć ją na Instagramie >>>

Ja jestem szalenie zakochana zarówno w tej nowej kolekcji jak i w zdjęciach, ale… mogę nie być obiektywna ;)

W tajemnicy zdradzę Wam też że (koncepcyjnie!) pracuję już nad nowym Planerem Księżycowym. Będzie nieco grubszy, z większą ilością miejsca na notatki, nadal z materiałów z recyklingu. Ten obecny też będziemy dodrukowywać, bo już się kończy. Tak że będą po prostu 2 do wyboru – cieńszy i grubszy :)

Tutaj możesz zobaczyć Planer Księżycowy >>>

Cieszę się…

Jesteśmy właśnie w drodze na Pol’and’Rock festiwal, czyli dawny Woodstock. Codziennie prowadzę tam poranną jogę, na którą serdecznie zapraszam. Spotykamy się w strefie ASP w namiocie Kręcioły:

  • środa 11:00
  • czwartek – sobota 9:00

I to jest to, co aktualnie cieszy mnie najbardziej!

Po powrocie spędzamy tydzień w domu i ruszamy na kolejne warsztaty, tym razem 5 dni nad pięknym jeziorem – detoks ciała i umysłu.

Miejsc na ten wyjazd dawno już nie ma, ale myślę nad jakimś kolejnym. Jednak to nie wcześniej niż październik.

Wracając do Pol’and’rock – zapowiada się kolejne w tym roku spanie w namiocie. Jedyne o co się martwię, to żeby nie było burzy. Przeżyliśmy to już na Festiwalu Wibracje i nie chciałabym tego powtarzać.

Czytam…

Czytelniczo u mnie w tym miesiącu bez szału.

Skończyłam czytać “Joga dla ciała, umysłu i oddechu” i bardzo polecam! Genialna książka! Bardzo ciekawie i nienachalnie podkreśla, że joga to nie sport, nie fitness i nie tylko fizyczność. Idealnie się wpasowała w ten czas ;) Powiedziałabym, że skoro przeczytam, to odsprzedam swoją, ale… zostaje ze mną. A to w moim świecie najlepsze wyróżnienie dla książki.

Na wakacjach zaczęłam też “Powiedział mi wróżbita” – Tiziano Terzani. Nie skończyłam jeszcze, jestem w jakichś 2/3, ale już teraz mogę powiedzieć, że jest świetna. Z resztą inna książka tego autora – “Nic nie zdarza się przypadkiem” – jest na liście najlepszych książek, które w  życiu przeczytałam.

Tak że w tym miesiącu niby czytania mało, ale za to jakiej wspaniałej jakości. To lubię :)

Oglądam…

W tym miesiącu obejrzeliśmy III część Stranger Things i… sama nie wiem, co napisać. W sensie jako fabuła było dość słabe, ale za to ten klimat lat 80′ był genialny. Ja generalnie nie jestem jakąś ogromną fanką tego serialu, więc nie do końca można się sugerować moją opinią.

Zdecydowanie lepszym serialem był dla mnie “When they see us“, też produkcji Netflix. Serial ma 4 odcinki (ale aż 1,5 godziny każdy) i opowiada prawdziwą historię pięciu chłopców, którzy zostali niesłusznie wsadzeni do więzienia. Oskarżono ich o gwałt i wymuszono zeznania. Jak dla mnie bardzo wstrząsający, dziwię się, że niestety taki mało znany. My trafiliśmy na niego jakoś przypadkiem. Bardzo polecam, daje do myślenia.

Odkrywam…

W tym miesiącu mam 2 ciekawe odkrycia. Jedno jadalne, drugie nie.

Pierwszy to taka świetna mapa ze zdjęciami – obiecuję sobie mieć kiedyś taką. Zdjęcie zrobiliśmy w wynajętym mieszkaniu, w którym nocowaliśmy w Łodzi.

Druga sprawa to flaczki z boczniaków – też zjedzone w Łodzi. Do tego ta uliczka, jak w jakimś miasteczku śródziemnomorskim. A to boczna Piotrkowskiej ;)

Zwiedzam…

W tym miesiącu zwiedzania było całkiem sporo, głównie przez nasze greckie wakacje.

Poniżej taki spam zdjęciowy. A dla tych, którzy myślą o Grecji – dwa posty z poleceniami i przydasiami:

   

Po kilku dniach w stolicy przenieśliśmy się z Aten na wybrzeże – do Artemidy. I to jest właśnie ten plażowy raj BEZ turystów.  Polecam. Bardzo blisko Aten i lotniska.

Do poczytania

Teksty które ukazały się na blogu w tym miesiącu:

Tapeta z kalendarzem na sierpień do pobrania

Jak co miesiąc – są tapety z kalendarzem do pobrania. Dajcie znać, która lepsza – liście czy woda?

Wersja na telefon oczywiście też jest.

Pobierz tapetę >>>

Gotowy do druku planer na sierpień

Po małej przerwie technicznej wraca też gotowy do druku planer. Korzystajcie śmiało!

planer sierpień do pobrania

Pobierz planer >>>

Tyle ode mnie. Piszcie koniecznie, co dobrego słychać u Was!

Nadchodzące warsztaty jogi:

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

No more articles
Close