Żyjemy w czasach gloryfikowania konsekwencji. Konsekwencji w działaniu, konsekwencji w dążeniu do celu, konsekwencji w dokonywaniu wyborów. Osoby, które są w stanie trzymać się ustalonych przez siebie planów za wszelką cenę, stawiane są za przykład i wzór do naśladowania. Ale czy słusznie?

I tak, i nie.

Realizowanie swoich planów jest piękne. Konsekwencja w dążeniu do celu to również cudowna umiejętność. Pamiętaj jednak, że zawsze masz prawo do zmiany zdania. To że powiedziałeś A, wcale nie znaczy, że musisz mówić B, C i cały alfabet.

Życie to ciągła zmiana, więc i cele, które sobie wyznaczasz, powinny być plastyczne.

To kolejny, szósty krok Maratonu Minimalisty. O tym co i jak przeczytasz tutaj – Maraton Minimalisty – o co w tym chodzi? >>>

Wytrwałość i konsekwencja zaprowadzą Cię do celu

O wytrwałości, konsekwencji i motywacji powiedziano już chyba wszystko. Trenerzy, motywatorzy i mówcy robią bardzo dużo, by pomóc nam w ustalaniu sobie celów i dążeniu do nich.

Czasem jednak wpadamy przez to w pułapkę, którą sami na siebie zastawiamy. Tak bardzo skupiamy się na swoim celu, że zapominamy o tym, by co pewien czas upewnić się, czy nadal tego chcemy.

Wyobraźmy sobie teraz sytuację: masz swój cel. Wielki i piękny. Opowiadasz o nim rodzinie, znajomym i wszystkim, który (nadal) chcą Cię słuchać. Ładujesz w niego całą swoją energię, czas i zdrowie. Wszyscy wokoło podziwiają Cię i kibicują. Czujesz się z tym świetnie, schlebia Ci fakt, że stawia się Ciebie za przykład wytrwałości i dążenia do celu. Zgarniasz kolejne trofea. Widzisz to, co chcesz osiągnąć i działasz bez opamiętania, trochę jak nadczłowiek.

Jednak w pewnym momencie przychodzi moment, w którym dajesz sobie chwilę na odsapnięcie i na rozmowę ze sobą. I z tej rozmowy dość mgliście zaczyna wyłaniać się spostrzeżenie, że w sumie meta, do której biegniesz, przestała Cię interesować. Za to w międzyczasie pojawiło się kilka innych dróg, którymi możesz pobiec i które wydają się o niebo bardziej zachęcające.

I co teraz?

Robić dalej swoje, pozostawać wzorem do naśladowania i nie przejmować się tym małym głosikiem wewnątrz?

Czy raczej pozwolić temu głosikowi, żeby zdecydowanie przemówił (a nawet krzyknął) i zmienić obraną wcześniej drogę, co przez niektórych (być może nawet przez Ciebie?), zostanie uznane za porażkę?

I przede wszystkim pogodzić się z tym, że cała zainwestowana energia, tak naprawdę pójdzie na marne?

Tylko krowa nie zmienia poglądów

No właśnie, tylko krowa jest stała w swoich upodobaniach – zawsze smakuje jej trawa.

My jako ludzie jesteśmy mieszanką wielu różnych energii, wypadkową ludzi, który nas otaczają oraz sytuacji, które nam się przydarzają. Nie ma więc nic zaskakującego w tym, że wszystko kotłuje się w nas na tyle, że co pewien czas inny pomysł wynurza się na powierzchnię. Nie wiem, czy gotowaliście kiedyś kisiel albo budyń, ale to generalnie wygląda podobnie – tam też podczas gotowania uwalniają się bąble, które co pewien czas robią takie charakterystyczne puffff.

Masz prawo zmieniać zdanie. Jeśli tworzysz sobie listy celów czy marzeń – pamiętaj o tym, by co pewien czas ją zweryfikować. Zastanów się, czy te kwestie nadal leżą w sferze Twoich zainteresowań? Albo czy spełnianie ich nadal warte jest związanej z tym pracy i energii?

Tylko krowa nie zmienia poglądów. Ty ZAWSZE masz możliwość zmiany swoich priorytetów. Na tym polega rozwój.

Mamy absolutne prawo zmieniać zdanie. A przyznanie się do tego, że nasze priorytety się zmieniły, wcale nie jest ucieczką ani porażką, ale aktem sporej odwagi.

Nie krowa, ale chorągiew też nie

We wszystkim oczywiście też warto mieć umiar. Zmiana zdania co 5 minut może być dla nas impulsem do zastanowienia się, czy przypadkiem nie mamy problemów z decyzyjnością i określeniem siebie oraz swoich potrzeb.

To nie jest temat na ten wpis, jednak jeśli masz wrażenie, że zmieniasz zdanie jak chorągiewka i przez to nie udaje Ci się niczego doprowadzić do końca – na pewno przyda Ci się praca z prowadzeniem dziennika, medytacją czy tworzeniem list. Być może istotna będzie również rozmowa i pomoc kogoś z zewnątrz.

Lista rzeczy, których nie zrobisz

Znajdź chwilę i zrób sobie listę wszystkich swoich planów i celów. Podziel wszystko to, co tam masz na dwie grupy:

Te które warto zrobić

Po prostu działaj pomału i wykreślaj kolejne zadania.

Rzeczy, których jednak nie warto

Druga grupa to cele i plany, których jednak nie warto się trzymać. Czyli te które zmieniły się w czasie. Zwykle do tej grupy zalicza się również to, co ktoś na nas wymógł. Tu znajdą się również działania do których czujemy się zobowiązani, bo tak wypada, bo jesteśmy komuś coś dłużni, bo głupio nie zrobić.

Otóż nie, wcale nie głupio. Twoje życie to TWÓJ czas, który możesz spędzić sobie tak jak lubisz, jest ważniejszy niż wszelkie możliwe “co ludzie powiedzą?” i “przecież wypada to zrobić”.

Masz prawo inwestować swój czas tam, gdzie chcesz. Masz również prawo zmienić zdanie czy zwyczajnie się mylić.

Spójrz więc sobie teraz na tę drugą listę. Na te wszystkie cele, których wcale nie masz już ochoty osiągać i na plany, które zupełnie Cię już nie interesują. To jest właśnie lista rzeczy, których świadomie NIE zrobisz. 

Możesz je wszystkie po kolei wykreślać, że świadomością, że zamykasz całą sprawę. Możesz podrzeć ten nieszczęsny skrawek papieru w drobny mak i wywalić do kosza. A najlepiej jest go po prostu spalić.

Nie jestem więźniem konsekwencji

Ja sama też nie jestem konsekwentna w tym, co robię i… ogromnie się  z tego cieszę! Naprawdę!

Był taki czas, kiedy niewrzucenie posta na bloga zgodnie z tym, co sobie założyłam, było dla mnie nie do pomyślenia. Robiłam plany na wszystko i za wszelką cenę dążyłam do tego, by krok po kroku wszystko wykonywać. Lubiłam powtarzać sobie w myślach: muszę jeszcze to… trzeba jeszcze zrobić tamto

I owszem – byłam stawiana za wzór do naśladowania. Cieszyło mnie to, a jakże!

Teraz to się zmienia. W wielu przypadkach zwyczajnie odpuszczam i pozwalam na to, by samo się zadziało. Wielokrotnie weryfikuję i okrajam swoje plany. Na pewno jest to zdecydowanie mniej imponujące dla otoczenia, jednak jest to nieporównywalnie bardziej zgodne ze mną. Bo pisząc zmienia, mam chyba bardziej na myśli wraca na stare tory.

Wiem, że kiedyś zadręczałabym się tym, że Maraton Minimalisty nie pojawia się co tydzień – przecież tak sobie to zaplanowałam. Teraz po prostu odpuszczam i pozwalam sobie na nieregularność.

Tak jak to ponoć miało powiedzieć Osiatyński:

(…) Wstać rano, zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie. Czyli nie mówić sobie: muszę to, tamto, owo, nie ustawiać sobie za wysoko poprzeczki i narzucać planów, którym nie można sprostać. Bez egoizmu, ale bardzo starannie, dbać o siebie i swoje własne uczucia. Poświęcać się temu co sprawia przyjemność. Ja zapisuje rano, co mam zrobić. A chwilę potem skreślam połowę.

Poza tym gdybym była konsekwentna w swoich wyborach i kurczowo trzymała się czasu i energii, która już zainwestowałam, pracowałabym teraz w jakimś biurze architektonicznym. A zamiast tego piszę dla Ciebie ten tekst ;)

Nie muszę, mogę

W historii ludzkości pojawiały się zdecydowanie większe przełomy niż to, że nauczyłam się (i wciąż się uczę) odpuszczania. Nie można tego porównać z lotem na Księżyc, ale… ja sama na Księżycu nigdy nie byłam, więc łatwiej jest mi cieszyć się z mojego małego sukcesu, niż z przełomu o zasięgu globalnym, który jednak bezpośrednio mnie nie dotyczy.

Dlatego od kilku miesięcy powtarzam sobie jak mantrę:

Ja nic nie muszę. Ja co najwyżej mogę. 

I Ty też nie bój się tak sobie powiedzieć. Daj sobie przestrzeń na to, by zmieniać zainteresowania, odpuszczać, eksperymentować i po prostu doświadczyć, jak się czujesz w innej sytuacji.

Weryfikowanie celów i planów na rzecz poszukiwania tego, co naprawdę sprawia radość jest warte każdego poświęcenia.

Nadchodzące warsztaty jogi:

 

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

 

No more articles
Close