Joga dla mężczyzn, joga dla kobiet – czy są między nimi jakieś różnice? Z założenia nie ma, jednak prawdą jest, że na zajęciach pojawia się zdecydowanie więcej niewiast.

Pod jednym z ostatnich postów na blogu (konkretnie pod tym) Marek (którego miałam przyjemność poznać na warsztatach w Krakowie) zaczął zastanawiać się nad tym, co poszło nie tak, że na warsztatach był jedynym mężczyzną? I poprosił o napisanie posta – joga dla mężczyzn, którego mógłby podlinkować kolegom, tak żeby ich też zachęcić do spróbowania.

Pomyślałam sobie, że nikt lepiej mężczyzny nie przekona jak… inny mężczyzna.

W związku z tym poprosiłam o wypowiedź na ten temat właśnie panów.

Joga dla mężczyzn

Patrząc tak obiektywnie – joga dla mężczyzn i dla kobiet jest taka sama. Przynajmniej obecnie. Wcześniej zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie kobiety nie miały takich samych praw jak mężczyźni. Dlatego też kobietom nie można było brać udziału w zajęciach dla mężczyzn.

W starożytnych tekstach również znajdziemy informacje przeznaczone dla mężczyzn.

Obecnie jednak proporcje mocno się zmieniły. Joga na Zachodzie stała się domeną kobiet – zarówno jeśli chodzi o prowadzenie zajęć jak i o udział w nich.

Z czego to wynika? Ciężko powiedzieć.

Mężczyźni i kobiety na macie

Gdybym miała mówić o moich hipotezach, jedną z pierwszych będzie fakt, że joga na Zachodzie wciąż kojarzona jest z kolejną odmianą fitnessu, a ten jest jednak uznawany za kobiecy.

Inny domysł to różnice w budowie. Często w fizycznej jodze duży nacisk kładzie się na rozciąganie, a mężczyźni mają z tym zdecydowanie większy problem niż kobiety.

Kolejne co przychodzi mi do głowy to fakt, że obecnie mamy zdecydowanie więcej kobiet nauczycieli niż mężczyzn. Nauczyciel prowadząc zajęcia przepuszcza pozycje przez własne ciało, często więc wybiera asany, w których czuje się pewnie. Chętniej również o nich mówi. To oczywiste z punktu widzenia człowieka. Kobiecie znacznie łatwiej jest wczuć się w potrzeby kobiet niż mężczyzn.

Poza tym – może to kwestia tego, że nie każdy mężczyzna chce wykonywać polecenia wydawane przez kobietę? Trudno stwierdzić.

Dlatego właśnie pomyślałam, że zdecydowanie lepiej będzie, jeśli na ten temat wypowiedzą się sami zainteresowani i po prostu wytłumaczą, jak to wszystko wygląda z ich perspektywy.

Na pierwszy ogień idzie Marek – pomysłodawca wpisu.

joga dla mężczyzn informacje

Marek

Mam na imię Marek, mam 38 lat. Zawsze w życiu czułem potrzebę ruchu, zmęczenia się, poprawiania kondycji, zwłaszcza że pracę mam umysłową i siedzącą. Miałem więc etapy uczęszczania na siłownię, biegania, jazdy na rowerze, a nawet podciągania się na drążku według planu ćwiczeń z internetu. Jednak zawsze czegoś mi brakowało, coś było nie tak. Siłownia jest OK, to uczucie zmęczenia i dobrze wykonanego obowiązku po skończonym treningu daje sporo satysfakcji. Podobnie bieganie. Każde kilkaset metrów więcej to sukces. Człowiek zaczyna sobie stawiać cele: za miesiąc kilometr więcej, 2kg na biceps więcej, 2 podciągnięcia więcej itd. I dąży, realizuje, osiąga, albo nie osiąga, wtedy się frustruje, stawia kolejne cele, czasem zbyt wymagające dla organizmu, który nie ma już 18 lat, więc pojawia się przetrenowanie, kontuzje, uczucie dojścia do ściany, gdy nie da się już więcej. No i jest jeszcze sprawa motywacji, bo na dziś mam zaplanowane bieganie, a tu akurat na złość leje, albo siłownię, a ja jestem niewyspany, bo dziecko choruje i źle śpi w nocy. Trudno się zmusić, zmobilizować.

Okazuje się, że można inaczej. Można ćwiczyć, można mieć ruch bez stawiania sobie trudnych do osiągnięcia celów, bez przeciążania organizmu, a w zgodzie z nim, bez uczucia dojścia do ściany, bo droga tak naprawdę nigdy się nie kończy, bez potrzeby motywowania się, bo ciało (umysł zresztą też) samo zaczyna się tego domagać i po prostu chcieć. Można zacząć ćwiczyć jogę. A jak już się zacznie i wciągnie to zaczyna się rozumieć, że to nie tylko ćwiczenia, ale sposób na życie, który działa, wciąga i poprawia wszystko.

Zainteresowałem się jogą około 1,5 roku temu, gdy po wcześniejszych ćwiczeniach wysiłkowych mój organizm trochę się zbuntował, bo zwyczajnie to było dla niego zbyt intensywne. Nie wiedziałem o jodze nic, poza tym co na szybko przeczytałem w internecie, że działa świetnie na ciało i łagodzi stres. Zapisałem się najpierw na zajęcia indywidualne do pani, która zajmuje się jogą od wielu lat i jak się potem okazało, jest świetną nauczycielką. Miałem szczęście. Po kilku pierwszych zajęciach jedyne co odczuwałem to zakwasy. I to często w takich miejscach, w których nie przypuszczałem, że też są jakieś mięśnie. Ale bardzo szybko pojawiło się też takie niesamowicie przyjemne uczucie rozluźnienia i lekkości. Po kilku zajęciach indywidualnych zacząłem chodzić na grupowe, na które uczęszczam do dzisiaj. Grupa jest kameralna, zazwyczaj jest nas od 3 do 6 osób, w tym zawsze przynajmniej trzech mężczyzn. Czasem jest tylko nas trzech i pani prowadząca. Dlatego mnie osobiście joga nigdy nie kojarzyła się tylko z aktywnością dla kobiet. Dopiero niedawno, gdy zainteresowałem się jogą szerzej, zacząłem więcej czytać, przeglądać blogi, facebook, poszedłem na praktykę do innych prowadzących, na inne zajęcia (w tym warsztaty u Natalii), z lekkim zdziwieniem stwierdziłem, że wszędzie są tylko (no może prawie tylko) kobiety. Zdecydowanie nie mam nic przeciwko towarzystwu kobiet, na warsztatach u Natalii czułem się bardzo dobrze, wręcz w pewien sposób wyróżniony jako jedyny mężczyzna, jednak skala tego zjawiska mnie zastanowiła. Nie wiem z czego to wynika, może ze stereotypów, może z postrzegania jogi jako fitnessu, który jest bardziej kobiecy, a facetom nie wypada. Nic bardziej mylnego. Joga jest dla wszystkich, działa tak samo dobrze niezależnie od płci.

Mógłbym dużo rozpisać się na temat tego, jak joga na mnie działa, opisać historię od tych pierwszych zakwasów do dzisiaj, więc postaram się wytłumaczyć w skrócie to co przez te 1,5 roku joga ze mną zrobiła.

Przede wszystkim joga to nie jest tylko kolejny sport, rodzaj ruchu i kolejny „target” do wykonania. Tutaj nie ma celów „zewnętrznych”, kolejnego kilometra do zaliczenia, kolejnego kilograma do udźwignięcia. Jest praca samemu ze sobą, ze swoim ciałem, uczenie się siebie, słuchanie i podążanie za swoimi możliwościami i potrzebami. Owszem, często widzimy jak ludzie chwalą się zdjęciami gdzie stoją na głowie, balansują na rękach itd., inni lajkują, albo i nie. Ale to nie jest istota jogi, to moim zdaniem taka wisienka na torcie. Bo w końcu, jeżeli coś mi dobrze wychodzi i jestem z siebie dumny, to czemu się nie pochwalić. Ale joga uczy przede wszystkim nabierania szacunku do siebie, do swojego ciała, bycia dla siebie dobrym, rozpoznawania swoich możliwości i ograniczeń. Tu się nie katujemy kolejnymi kilogramami, które trzeba wycisnąć, tutaj uczymy się gdzie są granice możliwości naszego ciała, uczymy się je szanować, nie przekraczać, tylko za każdym razem odrobinę przesuwać. A czasami odpuszczać, jeżeli ciało mówi, że już ma dość.

Zmiany, które zachodzą w człowieku są widoczne bardzo szybko. Na początku ciało. Staje się bardziej elastyczne, giętkie, silniejsze. I mam wrażenie, że to jest taka prawdziwa siła, nie pompowana sztucznie machaniem hantlami. Zauważyłem, że łatwiej mi zachować poprawną pozycję przed komputerem w pracy, plecy się tak nie męczą, szyja nie boli. A jak trzeba gdzieś chwilę dłużej stać, to też się nie męczę, czuję, że coraz silniejsze mięśnie wewnętrzne coraz lepiej mnie trzymają, zaczynam wręcz potrafić odpoczywać na stojąco. Zwiększa się zakres ruchu praktycznie w każdym ruchomym miejscu, daje to poczucie swobody i wolności. Kolega w pracy, jak mu powiedziałem, że praktykuję jogę, odpowiedział mniej więcej tak: „jogę? Przecież chodziłeś na siłkę, już byłeś całkiem fajnie przypakowany, co ci daje ta joga?”. Wyobraża to sobie, chyba jak większość facetów, że przychodzimy, stajemy, rozkładamy ręce, postoimy chwilę i do domu. Polecam więc samemu się przekonać i spróbować chociażby najprostszych asan. Gwarantuję, że lata na siłowni tu nic nie pomogą ;)

Jak zaczynałem przygodę z jogą, to czytałem że to jest całościowy system mający utrzymać człowieka w zdrowiu nie tylko fizycznym ale i psychicznym. Nie traktowałem tego poważnie, bo jak wykonywanie jakichś dziwnych figur może wpływać na psychikę. Dziś wiem, że może. Jak uczymy się szanować swoje ciało, pracować w zgodzie z nim, a nie na siłę, lepiej je poznajemy, umiemy poznawać granice, odpuszczać, stajemy się po prostu dla siebie lepsi. Zaczynamy bardziej szanować siebie także w innych dziedzinach życia, nabieramy cierpliwości do siebie, swoich ograniczeń, a tym samym do innych. Po prostu zmieniamy się na lepsze, stajemy się silniejsi nie tylko fizycznie. Ja przez całe życie miałem problemy z wyrażaniem swoich uczuć i emocji, mam w głowie sporo ograniczeń i lęków. Pracując z ciałem na jodze, gdzie wykonujemy nie tylko asany, ale i uczymy się prawidłowo oddychać, relaksować, uczymy swoje ciało otwartości, a nie zamknięcia, elastyczności a nie sztywności, przyjmowania pozycji mocy, a nie niemocy i to działa także na umysł, który też zaczyna inaczej postrzegać świat, być bardziej otwarty, spokojniejszy, mniej się bać, więcej akceptować. Myślę, że to jest tak, że joga nie rozwiązuje naszych problemów, nie usunie całkiem lęków, ale daje nam siłę, dystans i przestrzeń do rozwiązania ich, spojrzenia z innej perspektywy, zmierzenia się. Czasami trzymamy się kurczowo jakichś przekonań, które tak naprawdę nie są nasze, ale jakoś tak wyszło, że się z nimi identyfikujemy, a one nas ograniczają, niszczą. Nagle okazuje się, że czujemy na ten temat coś innego i nie boimy się zmienić zdania. Bo dzięki jodze uczymy się odczuwać siebie, nie tylko ciało, joga zmienia mnie i te zmiany mi się podobają, nie mogę się doczekać co będzie dalej i dokąd mnie zaprowadzi.

Oleh

Jogę poznałem cztery lata temu. Szukałem sposobu na wyciszenie, na życie w harmonii ze sobą. W dzisiejszym tempie świata trudno jest zwolnić i zacząć zauważać naprawdę istotne rzeczy. Czasami czujesz, że chcesz robić coś innego, zajmować się rzeczami, które uważasz za ważniejsze i bardziej znaczące dla siebie.

Często chcesz zmienić kierunek, w którym podążasz, ale zawsze coś Cię powstrzymuje i nie pozwala na zrobienie tego właściwego kroku do przodu. Zdarza się, że nie słyszymy siebie, nie wsłuchujemy się w to, co do nas mówi nasze serce, czekamy na ten wyjątkowy moment, po którym wszystko będzie inaczej, ale on nie nadchodzi. Zmiany zazwyczaj wymagają cierpliwości i dużej pracy ze świadomością, dlatego, myślę, że medytacja jest właściwie jednym z najskuteczniejszych sposobów na zrozumienie, co jest ważne. To sposób na to, żeby nawiązać dialog z samym sobą w tym przytłaczającym świecie.

Jestem wdzięczny, że joga pojawiła się w odpowiednim momencie mojego życia. Poznawanie siebie jest bardzo ważnym czynnikiem, budującym tożsamość i świadomość człowieka.

Hubert

Mam na imię Hubert, prowadzę zajęcia jogi od kilku lat.

Rzeczywiście ta forma ruchu, bo ciężko mówić o filozofii jogi w naszym kraju, jest zdecydowanie sfeminizowana.

Osobiście trafiłem do jogi przez kontuzje, zakończyły moje zabawy w piłkę nożną i koszykówkę, przeczytałem książkę o jodze i ludziach, którzy dzięki niej wyszli różnych opresji i dałem szansę jodze, okazało się, ze teraz prowadzę zajęcia :)

Gdy ćwiczyłem jeszcze z grupą – to na matach obok było 20 dziewczyn, dwóch mężczyzn razem ze mną, nie do końca wiedziałem, dlaczego się tak dzieje, praktyka była intensywna, dawała poczucie siły i radość, gdy coś wyszło gdy stanąłem po drugiej stronie trend ten się nie zmienił, aczkolwiek zdarzały mi się grupy złożone wyłącznie z mężczyzn (!) – 3 takie razy :)

Nie dalej jak przedwczoraj wspominałem sobie jak powiedziałem kolegom z drużyny, że zacząłem ćwiczyć jogę – spojrzeli na mnie jakbym obwieścił, że jestem gejem – nie wiem czemu tak mi się to skojarzyło – szok i niedowierzanie, ze taki boiskowy twardziel, nieustraszony walczak ćwiczy jogę? co k…a jeszcze zdawały się mówić ich twarze po jakimś czasie zaakceptowali to, a 2-3 kolegów nawet zaczęło pojawiać się na moich zajęciach, zdziwili się, ze sztywności własnych ciał.

Dlaczego mężczyźni nie garną się do jogi?

– bo to nie sport, nie ma rywalizacji, nie można z nikim wygrać – mój argument, że można pokonać własne słabości i walczyć o lepszego siebie jakoś trafiają w próżnię

– bo to kobiecy sport – trzeba się wypinać itd.- mój argument – ale można robić bakasanę i inne fajne rzeczy – skrzywienie buzi jak po cytrynie

– bo rozciąganie boli – niestety to najczęstszy tekst – a nie jestem rozciągnięty – trochę złą reputację joga zawdzięcza klubom fitness i że jak się rozciąga to musi boleć, argument, żeby najpierw szukać rozluźnienia a potem rozciągnięcia też nie działa – a mężczyźni tak naprawdę boją się rozciągania tak samo jak dentysty

– na samo hasło joga w głowie pojawia się stereotyp: siedzę zapleciony w precelek w dziwnej pozycji i coś mruczę pod nosem – dostałem kilka radosnych przekazów o demonie, szatanie i piekle – zawsze od mężczyzn :)

– opowiadanie, że jogę ćwiczą Ryan Giggs, John Terry, Lebron James, Andy Murray czy futboliści NFL też nie działa na wyobraźnię ;)

Jednak gdy mężczyzna przekona się do jogi, to bardzo pięknie się z nim ćwiczy, nie dość, że akceptuje samego siebie na macie, to szuka jeszcze czegoś poza matą :) może w tym jest nadzieja – nie przez ilość, a jakość :) nie chodzi mi o nabycie kosmicznej sprawności, ale zmianę swojego podejścia do życia.

Artur Brzoskowski

Pomysł na jogę wziął się w sumie z własnych poszukiwań doznań – próbowałem kickboxingu, siłowni, różnych sportów, ale to joga trzyma mnie już ponad rok przy sobie.

Ale od początku – zacząłem swego czasu czytać gazetkę “Czwarty Wymiar”, lecz czytałem ją głównie z uwagi na ciekawostki ze świata astrologii – dużo było o UFO, duchach itp.

No i zacząłem natykać się na coraz to nowsze wzmianki o jodze, medytacji, poszukiwań wewnętrznego “Ja”, na końcu każdego numeru była też przepiękna mandala.

Następnie poszukałem w sieci informacji o tym i summa summarum natrafiłem na lekturę: “Jogi Rama Czaraka Filozofia Wschodu, okultyzm wschodni, terapeutyka tajemna” do czego doszła jeszcze “Hatha Joga”, też tego samego autora. Nauczyłem się (tak sądzę) poprawnie oddychać dzięki czemu polepszyłem swoje samopoczucie i stałem się bardziej pewny siebie (medytacja). Obie książki oczywiście serdecznie polecam – nawet pisałem o nich na Facebooku :)

Natrafiłem też na Twoje filmiki instruktażowe na YouTube’ie + dołączyłem do grupy facebookowej. Interesowało mnie wszystko co z jogą związane i tak jest do dziś.

Mam nawet srebrny wisiorek “wadżra/dordże” który noszę zawsze ze sobą, poniekąd dodaje mi pewności siebie.

Czasu nie liczę, ale ćwiczę ponad rok. Do tego doszła jeszcze medytacja, którą stosuję od 3 miesięcy codziennie rano :)

Ćwiczę regularnie przy pomocy aplikacji na smartphone’a, gdyż niestety nie mam w okolicy żadnego instruktora, grupy itp. wszędzie mam daleko, ale nie można się z tego powodu poddawać.

W Polsce panuje taki dziwny stereotyp, że facet uznawany jest za typ “maczo”, więc analogicznie musi chodzić na siłownię  – a gdzie bycie sobą, bez uznawania wartości przyjętych przez społeczeństwo? To ja mam się dostosowywać pod ogół i działać wbrew sobie? Nie… Może brzydko się wyrażę, ale Polska jest poniekąd krajem patologicznym – jak nie pijesz alkoholu to co z ciebie za facet? Mało osób liczy się ze swoim zdrowiem, a sama siłownia często wiąże się z przyjmowaniem odżywek, a idąc dalej, nawet sterydów przez co niszczy się organizm na zawołanie – oczywiście nie chcę tu aż tak to uogólniać no ale…

Jest jeszcze uroczy aspekt religijny, który odrzuca wschodnie praktyki i uznaje je za wytwór szatana :) Zawsze mnie to śmieszy. Zagorzały katolik nigdy nie będzie uprawiał jogi bo przecież joga to inna religia :) (Tak ludzie mówią!). Ja jestem osobą która wierzy w siebie, nie Boga.

Jeśli chodzi o zmiany w sobie – tak jak wspomniałem wcześniej, poprawiło się moje samopoczucie, jestem bardziej zrelaksowany, mniej spięty. Uelastyczniłem swoje ciało. Nabrałem pewności siebie – medytacja.

Jestem gotowy do działania! Wcześniej było mi po prostu ciężko, na nic nie miałem ochoty.

W kwestii reakcji znajomych, zwłaszcza kolegów, jest wielkie zdziwienie i tekst “Joga? Przecież to jest dla bab”. Lecz generalnie nie chwalę się, jest to wyłącznie moja sprawa, a nikt inny nie zadba o moje zdrowie tak jak ja sam.

Reasumując – panowie, stańcie na matę i pokażcie wszystkim co potraficie. Nie ma tu nic wstydliwego, a jeżeli się wstydzicie, to tylko pokazujecie jak słabi jesteście w środku :) Jak mówią, nie szata zdobi człowieka!

Nadchodzące warsztaty jogi:

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

No more articles
Close