Dziś ostatnie w tym roku podsumowanie miesiąca. Jakoś tak ciężko jest mi je napisać, bo myśląc o grudniu, myślę jednocześnie o pozostałych jedenastu miesiącach. Lubię końce, podsumowania i nowe początki, nic na to nie poradzę. Ale na cały rok w kwadratach przyjdzie jeszcze czas w styczniu, teraz postaram się skupić tylko na grudniu. 

Końcówka listopada i początek grudnia miały w sobie coś… dziwnego? Nie wiem, jak to nazwać, ale w powietrzu było coś tak ciężkiego, że nie pamiętam kiedy czułam się aż tak potwornie. Nie będę ukrywać ani zaklinać rzeczywistości, u mnie też nie zawsze jest bajkowo. Ilości łez wylanych w tym okresie nie zliczę. Smuciło mnie dosłownie wszystko.  Wszystko również szlo totalnie nie po mojej myśli.

Szczerze mówiąc, naprawdę odliczałam wtedy dni do nowiu, bo tak jakoś wierzyłam, że wraz z nowym Księżycem karta się odwróci. I faktycznie było znacznie lepiej. Jednak to właśnie tych kilka gorszych tygodni było dla mnie ogromną lekcją i bardzo potrzebnym czasem. Niestety zwykle tak jest, że rozwój rodzi się z cierpienia.

Grudzień to oczywiście Święta – jak co roku spędzaliśmy je połowicznie, trochę u teściów, trochę u mnie. I jak co roku powiem – naprawdę chciałabym urządzić Święta u siebie. Może za rok się uda? :)

Chciałabym…

To jest taka myśl, która wpadła mi do głowy wczoraj pod prysznicem – chciałabym pojechać do Indii. Wiem, że spędziłam tam prawie 2 miesiące tego roku, ale… jest w nich coś takiego, że chce się wracać. Choć raczej nie polecam ich jako miejscówki turystycznej. Ale joga, siłą rzeczy, jest tam po prostu jakaś inna, taka bardziej wszechobecna i naturalna. Na razie taki wyjazd się nie zapowiada, ale niech to będzie takie zasiane ziarenko, z którego prędzej czy później na pewno coś wyrośnie.

A poza tym to za oknem leje koszmarny deszcz.  Chciałabym żeby zmienił się w śnieg. Marzy mi się taka biała, pluszowa zima. Taka jak dwa lata temu.

Pracuję nad…

Totalnie nad niczym. Listopad i przedświąteczny grudzień były szalenie pracowite, więc obiecałam sobie trochę takiego zupełnego odsapnięcia. Być może z tego powodu z zapałem wróciłam do częstszych publikacji na blogu. Chyba właśnie takie chwile przerwy pokazują nam najlepiej, co lubimy, czego nam brakuje i w co chcemy się angażować.

Wracając więc do sedna – obecnie nie pracuję nad niczym. Mam jakieś tam swoje plany na nadchodzący rok, ale pozwolę im na to, by żyły trochę po swojemu, nie będę ich prowadzać na smyczy i pilnować terminów. Niech dorastają same we własnym tempie, zobaczymy,  jak sobie poradzą.

A wyrosnąć z tych planów mogą na przykład maty i leginsy.

Mata przeszła długi okres testowy, więc wiem, że będzie naprawdę wartościowym produktem.

Leginsy i koszulki okres testowy przeszły jeszcze dłuższy, niestety nie udało nam się znaleźć kogoś z kim dobrze by się nam pracowało i który uszyłby rzeczy naprawdę dobrej jakości. Nie żebyśmy szukali jakoś tak do upadłego, ale mamy za sobą kilka prób, niestety bezowocnych. Dlatego tak sobie teraz mówię, że prędzej czy później ktoś odpowiedni się pojawi.

Miały być w tym roku. Będą w następnym. Ale jak to mówią – widocznie tak miało być.

Na pewno będziemy również myśleć nad jakąś inna organizacją pracy i kimś do pomocy. Tak że… przed nami poszukiwanie kogoś do zespołu.

Cieszę się…

To jest kolejny post, który piszę w samochodzie.  Nie wiem czemu, ale często w ten sposób powstają właśnie posumowania miesiąca.

Cieszę się więc… z tego, że nie mam choroby lokomocyjnej i mogę tak sobie pisać.

Cieszę się również z kierunku naszej podróży – jedziemy na Sylwestra do mojej dobrej koleżanki ze studiów. Więc zapowiada się czas wspominek z młodości i takich tam. Swoją drogą – co robicie w Sylwestra? Z pompą czy na spokojnie?

Jestem wdzięczna za…

Wiem, że to dopiero podsumowanie grudnia, ale jestem naprawdę wdzięczna za ten rok. Wczoraj przed snem zaczęłam sobie myśleć o wszystkim tym, co mnie spotkało przed ostatnich 12 miesięcy i aż się rozpłakałam. Ze szczęścia nie z rozpaczy, więc chyba jest dobrze?

Jestem ogromnie wdzięczna, za to że tak wiele osób znalazło nasze produkty pod choinką. A jeszcze bardziej za to, że piszecie, że Wam się podobają, pomagają, wrzucacie zdjęcia itd.

Ja sama mam bardzo niewiele produktów z własnego sklepu, ale siłą rzeczy, wszystkiego nosić się nie da ;) Jak łatwo się domyślić, jedną z rzeczy, które sobie upodobałam, jest naszyjnik księżycowy >>> Moim zdaniem lapis lazuli (ten niebieski) jest jednym z najpiękniejszych kamieni na ziemi.

Swoją drogą – chcecie jakiś wpis na temat kamieni na blogu?

Cieszy mnie również ogromnie, że tak Wam się spodobał Księżycowy Kalendarz w formie plakatu >>>. Mam nadzieję, że będzie zdobił Wasze wnętrza i pomagał na co dzień.

Jestem również wdzięczna za to, że z ogromnym zainteresowaniem spotkał się również Planer Księżycowy >>>. Masa osób znalazła go pod choinką. Wiem, bo sami pakowaliśmy i wypisywaliśmy bileciki ;)

Oglądam…

W tym miesiącu obejrzałam kilka filmów. Trafiły się też totalne gnioty, które obejrzałam jednym okiem, nie pamiętam ich tytułu, a jestem zbyt leniwa, by to sprawdzać i wyszukiwać. Trudno. Jak na nie gdzieś natraficie, to na pewno sami ominiecie, gwarantuję.

A poza tym to były oczywiście: Kevin sam w domu, Love actually, Grinch (to po raz pierwszy), Holiday. Ten ostatni kiedyś już oglądałam, teraz zrobiłam to po raz drugi i jednak świątecznie wolę Love actually. Może przez to, że nie przepadam za Cameron Diaz? Dobrze że chociaż Jude Law ratował sytuację ;)

Do polecenia mam na pewno:

The ballad of Buster Scruggs

Najnowszy film braci Coen. Całość utrzymana w klimacie westernu, ale niech Was to nie odstrasza (tak jak mnie na początku). Naprawdę warto obejrzeć.

Film składa się z kilku zupełnie odrębnych historii w nieco baśniowym klimacie. Każda z nich jest dość absurdalna, więc oglądając myślisz sobie: jak do tego doszło, nie wiem ;) Mam wrażenie, że wszyscy mieli niezły ubaw przy jego powstawaniu. Świetnie nakręcony, bardzo dobra gra aktorska, ciekawe zakończenia. Poszczególne historie odbiegają od siebie poziomem, ale to też ma swój duży urok.

Czytam…

Dowód – Eben Alexander

Książka jest całkiem spoko, choć nie jest rewolucją, jakiej się spodobałam. Autorem jest Eben Alexander – neurochirurg, który będąc w śpiączce przeżył wiele ciekawych doświadczeń poza ciałem. To takie świadectwo i opis odczuć podczas śmierci klinicznej.

Jeśli interesuje Was taka tematyka, to śmiało można po nią sięgnąć. Na pewno dużym jej plusem jest to, że została napisana przez neurochirurga, dlatego można ją podsuwać wszystkim sceptykom, nie będą mogli powiedzieć, że to jakieś szamańskie dyrdymały.

Garść pierników, szczypta miłości – Natalia Sońska

Sięgnęłam po nią przypadkiem, skończyłam czytać poprzednią książkę, a tę wyszperałam u teściów na półce. Dostałam ją już bardzo dawno w prezencie od wydawnictwa.

Książka idealna na Święta. Taka wiecie w klimacie Listów do M. Tak że jeżeli nie nastawiamy się na jakieś arcydzieło, niesamowite zwroty akcji i utwór, który odmieni nasze życie, to powinna się spodobać. Całkiem miło się czyta.

Biegnąca z wilkami

Tę książkę czytam już 2 miesiąc, ale robię to celowo. Naprawdę bardzo, bardzo polecam.

Słucham…

Obecnie w samochodzie na zmianę lecą: Domowe melodie, Mikromusic i Queen. Polecam ten zestaw ;)

Zwiedzam…

Grudzień obfitował w warsztaty. Odwiedziliśmy między innymi Białystok i Poznań. Co ciekawe – jedną z uczestniczek warsztatów w Poznaniu, była moja nauczycielka informatyki z liceum. Pojawiła się zupełnie nieświadomie, namówiona przez koleżankę. To niesamowite, jak świat jest mały. I jak role potrafią się niespodziewanie odwrócić.

Poniżej wspominki z 4-dniowych warsztatów. To właśnie je zaczynaliśmy nowiem Księżyca. Naprawdę czułam się ogromnie wdzięczna, że w ten nowy okres księżycowy wkraczam właśnie w takim towarzystwie. Ogromnie miło było się poznać.

Ten wyjazd był również dla mnie ogromną lekcją. Każdą, nawet najmniejszą, komórką ciała odczułam, jak wielką wymianą energii jest joga. To wcale nie jest tak, że tylko ja daję. Dajemy, bierzemy i tworzymy wszyscy pojawiając się wspólnie na macie.

Co ciekawe – z prawie połową grupy spotkam się ponownie na warsztatach w marcu. Chęć kolejnego spotkania to jedna z najlepszych nagród dla nauczyciela.

Na marzec już miejsc nie ma (bo wszystko wykupili :D), ale bardzo serdecznie zapraszam na luty  – tutaj są wszystkie szczegóły >>>

Odkrywam….

Jeśli chodzi o odkrycia tego miesiąca, to pierwszym jest gra Activity. Dostaliśmy ją pod choinkę. To takie planszowe kalambury. Ubaw nie z tej ziemi, do tego bardzo ciekawa gimnastyka dla wyobraźni. Na pewno wezmę ze sobą na warsztaty :)

Drugim odkryciem jest kawa z kawiarki. Na zdjęciu akurat jest chemex, ale spokojnie, odróżniam jedno od drugiego ;) Nie wiem, czy mieliście okazję taką pić, ale serio – kawiarka przedstawia jakieś zupełnie nowe oblicze kawy.

Do poczytania

Posty z tego miesiąca, które mogły Wam gdzieś umknąć:

Darmowy kalendarz na 2019 do pobrania i wydruku >>>

Proszę się śmiało częstować. Tym razem kalendarz jest w wersji poziomej, dzięki czemu mamy miejsce na notatki. Każdy miesiąc jest oczywiście z inspirującym cytatem.

10 rzeczy które warto zrobić przed końcem roku >>>

Trochę o zamykaniu spraw i robieniu miejsca na nowe.

Przesilenie zimowe, jak wykorzystać energię odradzającego się Słońca >>>

Przesilenie zimowe to czas kiedy wszystkie nasze życzenia i magia mają największą moc! A połączenie z energią obecnego Księżyca w pełni to już w ogóle kosmos. Możliwości przyciągania do naszego życia tego, o czym marzymy jest zwielokrotnione. Tak samo z pozbywaniem się tego, co nam nie służy – zdecydowanie łatwiej nam będzie zostawić za sobą teraz stare nawyki.

Tapeta z kalendarzem na styczeń do pobrania.

Żeby tradycji stało się zadość – jak co miesiąc przygotowałam dla Was tapetę z kalendarzem. I znów do wyboru są dwie wersje. Jedna ciemna, druga zupełnie jasna. Która lepsza?

Oprócz tej na pulpit jest też oczywiście wersja na telefon.

Pobierz tapetę >>>

Planer na styczeń

Planer na styczeń oczywiście też jest. W nieco zmienionej, wręcz zaawansowanej formie. Jak Wam się podoba?

Pobierz planer >>>

 

Ważne pytanie:

zarówno planer jak i tapety ma układ tygodnia zaczynający się od niedzieli. Trochę więcej na ten temat pisałam w energetyce dni tygodnia >>>

Dajcie znać, co sądzicie o tym układzie? Popieracie, czy jednak wygodniej by Wam było, by zaczynał się od poniedziałku?

Piszcie, żebym wiedziała, jaki zrobić w lutym :)

 


Podoba Ci się tapeta i planer?

Będę bardzo wdzięczna, jeśli udostępnisz informację dalej :)
A w komentarzu podziel się koniecznie, co ciekawego Ciebie spotkało w grudniu?
I co polecasz do oglądania i czytania :)

 

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

No more articles
Close