W głowie słyszę “listopad”. Albo jeszcze lepiej: “listopad się kończy”. I myślę sobie, że to niemożliwe, że przecież listopad to ten miesiąc, który dłuży się w nieskończoność. Ten na którego się narzeka i w którym wszystko tłumaczy się jesienną depresją.

A on się tak po prostu wziął i (prawie) skończył. Tak szybko, że nawet jeszcze nie dał się sobą znudzić, nie zdążył zajść za skórę. Ba, on się nawet nie pozwolił dobrze poznać, a już odszedł w niepamięć.

W listopadzie w sieci było mnie jakoś mniej. Oddałam się zajęciom zupełnie offline’owym. Wraz z siostrą tworzymy obecnie wiele rzeczy do simplife.shopu co pochłania mnie bez reszty. Serio, nie sądziłam, że to może być tak przyjemne. Nie spodziewałam się również tego, że nasza biżuteria spotka się z aż takim zainteresowaniem. Dziękujemy! Taka praca to sama przyjemność.

Spaceruję bez telefonu, więc i zdjęć morza jest tu zdecydowanie mniej. Pierwszy śnieg udało nam się uchwycić jedynie w podczas warsztatów w Bajkowej Zagrodzie i to aparatem, a nie telefonem.

Nie wiem, jak tam u Was, ale Gdynia już od kilku dni jest w śniegu. Taki początek grudnia to ja rozumiem.

Swoją drogą – wiecie, że jak byłam mała, to bałam się, że jak nie będzie śniegu na Mikołajki czy Święta, to Mikołaj nie dojedzie?

Chciałabym…

W sumie to nie mam jakichś specjalnych “chceń” na grudzień.

Na pewno chciałabym poczuć tę zupełnie niekomercyjną atmosferę Świąt. Chciałabym też, żeby był śnieg, co by ten Mikołaj nie miał problemów z dojazdem.

Marzy mi się też więcej czasu spędzanego w kuchni, bo chyba nie ma lepszej rzeczy na ziemi niż ciasta pachnące korzennymi przyprawami.

Pracuję nad…

Listopad był bardzo pracowity. Nie ukrywam. Ale daliśmy radę i –  co więcej – jestem szalenie zadowolona i dumna  z efektu.

Najbardziej cieszy mnie to, że udało nam się samodzielnie wydać Księżycowy Planer i to że jest w całości wykonany z materiałów z recyklingu. Możecie wierzyć lub nie, ale sprawiło mi to milion razy większą radość niż którakolwiek książka wydana wspólnie z wydawnictwem. Wreszcie poczułam, jak to jest mieć wpływ na wszystko od początku do końca. Nikt nie narzucał mi wyglądu okładki, tego ile ma być zdjęć w środku (nie ma żadnego), nikt nie zachęcał do jakichś kolorowych bohomazów i zapychaczy na stronach (na szczęście w książkach też udało mi się postawić na swoim i ich nie ma). Zupełnie inny komfort pracy, naprawdę szczerze polecam.

W Planer Księżycowy włożyłam masę serca i twórczego zapału. Na pomysł na jego zrealizowanie wpadłam, gdy byliśmy w Maroku i namiętnie obserwowaliśmy zachody Słońca i wiszący na niebie Księżyc. Wtedy stwierdziłam, że chciałabym przenieść to wszystko na papier i dać wszystkim możliwość bycia codziennie na bieżąco z fazami Księżyca.

Zaczęło się rysowanie, pisanie, składanie, rozmyślanie. Wszystko od początku do końca powstało przy moim biureczku w sercu Gdyni. Zajęło mi to całkiem sporo czasu, jednak dziś mogę już pokazać Wam efekty pracy, czyli gotowy Planer Księżycowy.

pełnia księżyca

Zobacz Planer Księżycowy >>>

Planer Księżycowy NIE jest kalendarzem, nie znajdziesz w nim konkretnych dat. Zaczynasz wtedy, kiedy chcesz i działasz tak, jak lubisz.

Dzięki księżycowej zakładce, którą otrzymasz gratis do każdego Planera Księżycowego, każdego dnia możesz szybko i bezbłędnie sprawdzić, w jakiej fazie aktualnie znajduje się księżyc.

Planer będzie idealnym prezentem dla joginki, dzikiej kobiety i każdego, kto chce mieć świadomość aktualnej fazy księżyca.

planer księżycowy

Oprócz stron typowo planerowych znajdziesz w nim informacje dotyczące:

  • Faz księżyca wraz z opisem
  • Działań związanych z poszczególnymi fazami księżyca
  • Rytuałów na czas pełni
  • Rytuałów na czas nowiu
  • Kalendarza pielęgnacji opartego na fazach księżyca
  • Pełni w poszczególnych znakach zodiaku, wraz ze wskazówkami jak najlepiej wykorzystać energię Księżyca
  • Energetyki poszczególnych dni tygodnia – dzięki temu łatwiej będzie Ci planować w oparciu o to, który dzień jest najlepszy na dane działania
  • Kryształów, sposobów ich oczyszczania i tego, jak najlepiej wybierać kamienie dla siebie
  • Ayurvedy i idealnego rozkładu dnia zgodnego z ayurvedą – dzięki niemu dowiesz się, o której najlepiej wstawać i jak planować posiłki by zachować pełnię energii i zdrowia
  • Medytacji i tego jak zacząć, wraz z kilkoma scenariuszami do wykorzystania
  • Mocy kolorów i tego jak oddziałują na Twoje życie
  • Znaków zodiaku i ich charakterystyki

Całość to  184 stron drukowanych na papierze z recyklingu o dużej gramaturze (90g/m2)

Dodatki gratis do Planera Księżycowego:

  • Zakładka z fazami Księżyca na 2019 rok – dzięki temu codziennie bez problemu możesz sprawdzić, w jakiej fazie znajduje się Księżyc
  • Dodatek z kalendarzem na 2019 rok

Zobacz Planer Księżycowy >>>

A na temat samej pełni Księżyca i tego, jak wykorzystać jej energię, poczytacie tutaj: Pełnia księżyca – jak wykorzystać jej energię? >>> 

Wizyta w Maroku poskutkowała również zamianami na simplife.shop. Zawsze wierzyłam w to, że podróże są źródłem inspiracji. Mnie ten wyjazd zachęcił do tego, by i u nas pojawiło się więcej koloru. 

Tak właśnie powstały Atomówki, których nazwę wymyśliliście w konkursie. Ogromne dzięki, bo sama bym na to nie wpadła :D

Więcej Marokańskich inspiracji pojawi się na pewno w okolicach lutego :)

Cieszę się…

Cieszę się z nadchodzących Świąt. Jak zapewne większość z nas. Mam wrażenie, że ten listopad, który mi zniknął, był takim pomostem, który zaprowadził mnie z lata (umówmy się, że w październiku często jeszcze temperatury były letnie) wprost na Święta.

Wcale mnie to nie boli, Święta bardzo lubię, a chyba jeszcze bardziej uwielbiam tę atmosferę przed – pachnącą cynamonem, goździkami, pomarańczą… też należycie jeszcze do tego pokolenia, które zapach cytrusów kojarzą z grudniem?

Mieszkałam i studiowałam przez pół roku w Hiszpanii i ten okres obejmował również grudzień. Powiem Wam, że widok tych wszystkich pól mandarynkowych i mandarynek rosnących przy drogach (te akurat były niejadalne), był naprawdę nieziemski. Bardzo chętnie zobaczyłabym to raz jeszcze.

Czy to właśnie w tym momencie rodzi mi się w głowie pomysł, by wyszukać jakichś tanich lotów i zniknąć na weekend w mandarynkowym raju? Być może.

Swoją drogą, przypomniała mi się właśnie książka “Dziewczyna z pomarańczami“, czytaliście? Ja czytałam bardzo dawno, wiem że wtedy mi się podobała, możliwe że przeczytam ją teraz raz jeszcze, bo kompletnie nie pamiętam.

Cieszę się również ze spotkań z siostrą. Nie wiem czy wiecie, ale całe moje rodzeństwo mieszka obecnie w Trójmieście. Co czasem kończy się przegadanymi nocami i rozmowami bez końca.

Podczas jednej takiej rozmowy przypomniały nam się ciasteczka z dzieciństwa, na które przepis podałam na blogu.

Szybkie ciastka czekoladowe bez pieczenia – smak dzieciństwa >>> 

Produktem ubocznym jednej z tych nocy są również 3 nowe naszyjniki w sklepie. Od góry:

  • Inspiracja
  • Księżycowy
  • Uczucie

Który z nich podoba Wam się najbardziej? Naszyjniki znajdziecie tutaj >>> 

Czytam…

W tym miesiącu mam taki trochę zestaw książek dziwnych. Nie ma wśród nich żadnych czytadeł czy kryminałów, jakoś tak nie wpadły mi w ręce. Ale być może komuś takie właśnie polecenia się przydadzą.

Vademecum wiedzy tajemnej – Cedar

Znam takich, co czytają encyklopedię, ja czytam to. W sensie nie tak od deski do deski, ale jakieś poszczególne hasła. Nie mogę powiedzieć, że tę książkę jakoś szczególnie polecam, bo to po prostu leksykon. Kupiłam ją zamawiając kilka takich “dziwnych” książek z OLX. Każda kosztowała jakieś 2-3 zł, więc jakoś tak wyszło, że wybrałam więcej niż jedną.

A tak wracając do sedna – książka to taki słownik/encyklopedia różnych pojęć, z którymi można się spotkać w jodze, ezoteryce itd.

Praktyczny przewodnik po konstelacjach rodzinnych – Joy Manne

Jeśli interesuje Was biologia totalna, ustawienia Hellingerowskie, albo w ogóle to w jaki sposób rodzina i nasze powiązania mają wpływ na nasze życie – to polecam. Jeżeli nie, to raczej do niczego Wam się to nie przyda.

Ja znalazłam ją na półce podczas warsztatów w Bajkowej Zagrodzie i sobie przeczytałam. Mimo, że większość z tych rzeczy nie była nowa, to znalazłam parę ciekawostek i kwestii do przemyślenia.

Sny, senne wizje i przypowieści – Maciej Wielobób

Kolejna Książka Maćka. Tym razem na warsztat bierzemy sny i pracę z nimi. Znajdziecie tu wiele praktycznych technik wprowadzających i pozwalających zgłębić duchową ścieżkę. Jest o medytacji, świadomości ciała, poszukiwaniu przyczyn, a nie tylko leczeniu skutków. Ja szczerze polecam, tak samo zresztą jak pozostałe książki tego autora.

Biegnąca z wilkami – Estes Pinkola Clarissa

Kupiłam ją sobie dokładnie rok temu. I wtedy też zaczęłam ją czytać, jednak chyba nie trafiła na swój właściwy czas, bo jakoś mnie nie wciągnęła i wróciła na półkę.

Obecnie sięgnęłam po nią raz jeszcze i uważam, że jest wspaniała i bardzo wartościowa. Nie przeczytałam jeszcze całej, więc z pełnym opisem wrócę do Was za miesiąc. Tak pokrótce –  autorka analizuje baśnie, legendy, przypowieści i poszukuje w nich motywu kobiecego, tłumacząc jednocześnie głębszy sens wszystkich tych opowiadań. To naprawdę niesamowite, jak wiele możemy nauczyć się przez baśnie, szkoda że dzisiaj zastępuje je Świnka Peppa ;)

I wiecie – właśnie na podstawie takich doświadczeń zawsze twierdzę, że pisanie recenzji książek, filmów, restauracji i innych takich jest po prostu do bani. Bo po pierwsze – każdy człowiek jest inny i nie powinien się sugerować czyimś zdaniem na temat utworu. Po drugie – nawet ten sam człowiek (czyli w tym przypadku ja) może mieć ZUPEŁNIE odmienne zdanie na ten sam temat, w zależności od humoru, emocji, przeżyć, wieku, pory roku… No, wiecie o co mi chodzi, mam nadzieję.

Oglądam…

Ślepnąc od świateł

“Ślepnąc od świateł” to bardzo dobrze zrobiony polski serial. Powstał na podstawie książki o tym samym tytule, którą czytałam już, wiele lat temu i szalenie mi się podobała. Serial był, nazwijmy to – inny. Ale moim zdaniem twórcy stanęli na wysokości zadania, jest zrobiony bardzo dobrze i warto go obejrzeć. Zwłaszcza, że należy do mojego ulubionego typu seriali, czyli ma tylko kilka odcinków.

Ostrzegam tylko, że momentami jest brutalny, więc ja część “oglądałam” z zamkniętymi oczami.

Podobała mi się gra głównego aktora, ten brak emocji to moim zdaniem bardzo trafny zabieg. Druga postać, która zwróciła moją uwagę, to Dario w którego wcielił się Jan Frycz – mówię wam, mistrzostwo świata.

Prohibicja

To dokument, który dopiero zaczęliśmy. Znajdziecie go na Netflix, ma 3 odcinki które trwają bodajże 1,5 godziny. Opowiada o czasach prohibicji w USA i bazuje na starych nagraniach i zdjęciach. Do tego dochodzą komentarze historyków, teologów i znawców tematu. Moim zdaniem ciekawy.

Bohemian Rhapsody

Jak zobaczyłam gdzieś reklamę tego filmu, to od razu wiedziałam, że na niego pójdziemy. Dodam tylko, że nie jesteśmy stałymi bywalcami kina. Mężczyzn jest największym na świecie miłośnikiem Freddiego Mercurego, więc po prostu nie mogliśmy sobie odpuścić. Ja sama Queen też bardzo lubię, ale nie aż tak, żeby podchodziło to pod psychofanatyzm  ;)

Moim zdaniem idealny film na wyjście do kina. Zwłaszcza jeśli chodzi o muzykę, bo w domu to raczej takiego nagłośnienia nie ma. Sama historia też bardzo spoko. Szczerze mówiąc, gdyby nie to, że miałam akurat kiepski dzień i spłakałam się przed wyjściem, to pewnie ryczałabym przez cały film.

Jedynie nie do końca podpasował mi główny aktor, moim zdaniem był po prostu za szczupły i momentami z tą swoją mimiką przypominał mi bardziej Michaela Jacksona. No i właśnie ta mimika, czasem tak dziwnie poruszał szczęką, że wyglądał, jakby coś weszło mu w zęby. Aż specjalnie po powrocie obejrzeliśmy kilka nagrań z koncertów, żeby sprawdzić, czy Freddie też tak robił. Nie robił.

Słucham…

Oprócz wszystkiego związanego z Queen – przed filmem, żeby się nastroić i po filmie, żeby ten nastrój podtrzymać, w głowie mam wciąż utwór, który stał się hitem listopadowych warsztatów w Bajkowej Zagrodzie. Polecam. Ja słucham codziennie rano.

Zwiedzam…

Listopad upłynął raczej warsztatowo. Byliśmy w Łodzi i we Wrocławiu. I tu też pojawia się jeden ze skutków tego odklejenia się od telefonu – nie przywiozłam ze sobą zdjęć.

Poza tym byliśmy na 4 dniowych warsztatach w Bajkowej Zagrodzie. Tu udało mi się uwiecznić kotkę – szefową Zagrody. I planszówki. Do tych którzy wybierają się z nami w grudniu – bierzcie ze sobą gry!

A jeśli myślicie o takim wyjeździe to zapraszam w styczniu, lutym i marcu – na stronie znajdziecie wszystkie możliwości, zróżnicowane pod względem ceny i lokalizacji. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Zobacz wszystkie nadchodzące warsztaty >>> 

 

Wszystkie warsztaty wyjazdowe połączone są z dniami milczenia tylko dla chętnych. Więcej na ten temat pisałam w Antar mouna – co nam może dać milczenie? >>> 

Jestem wdzięczna za…

Za wszystko! Ostatnio mam jakiś bardziej nostalgiczny nastrój i raz po raz zdarza mi się uronić łzę (a czasem nawet te krokodyle łzy) na koniec warsztatów. Wy leżycie już w końcowym relaksie, a ja wycieram smarki w rękaw. Mniej więcej tak to wygląda.

Nie spodziewałam się, że kiedyś będę w takim miejscu w jakim jestem. Dziękuję Wam za zaufanie i za to, że ze mną jesteście.

Odkrywam…

Odkrycie tego miesiąca jest naprawdę niesamowite. Otóż, po raz pierwszy w życiu byliśmy na spektaklu baletowym “Śpiąca Królewna” w wykonaniu Moscow City Ballet. I tak sobie pomyślałam: dobrze że nie wszystkie marzenia w życiu się spełniają.

Wiecie, że jako dziecko i młoda dziewczynka marzyłam o tym, żeby zostać baletnicą? Generalnie nic wielkiego w tym kierunku nie zrobiłam. Pochodzę z małego miasta i najbliższa szkoła baletowa w tamtym czasie mieściła się 100 km dalej. Jak łatwo się domyślić – rodzice w żadnym wypadku nie zgodzili się na to, żeby mnie do niej zapisać. W związku z tym, jako nastolatka, za każdym razem gdy nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, albo jak coś mi nie wyszło, to myślałam sobie “Oho! A mogłam być teraz baletnicą!”.

W tym roku po raz pierwszy zapisałam się na balet dla dorosłych. Byłam na 2 czy 3 zajęciach, które skutecznie uświadomiły mi, że zupełnie, ale to ZUPEŁNIE nie jest to moja broszka. Oglądając ten spektakl, myślałam sobie, że wcale nie chciałabym być teraz na miejscu tych balerin. Nie wiem skąd wtedy miałam taki pomysł na życie. Wiem jedno – dobrze, że nie wszystkie marzenia się spełniają.

A sam spektakl, jako widowisko, bardzo polecam. Chociaż chyba lepiej było wybrać Jezioro łabędzie. Mam wrażenie że “Śpiąca Królewna” momentami byłą aż zbyt dosłowna i teatralna, a za mało baletowa.

Tapeta z kalendarzem na grudzień do pobrania.

Żeby tradycji stało się zadość – jak co miesiąc przygotowałam dla Was tapetę z kalendarzem. Ostatnią w tym roku, aż ciężko uwierzyć, że to tak szybko minęło.

ALE! Nie jest wcale aż tak tradycyjnie, bo w tym miesiącu do wyboru są dwie różne tapety: zwierzęca i roślinna ;) Dajcie znać, którą wybieracie, bo ja niestety nie będę mogła tego sprawdzić, a jestem bardzo ciekawa.

Oprócz tej na pulpit jest też oczywiście wersja na telefon. Też 2 do wyboru. 

Pobierz tapetę >>> 

Darmowy planer na grudzień

I planer. Też ostatni w tym roku.

Pobierz planer >>> 

 


Podoba Ci się tapeta i planer?

Będę bardzo wdzięczna, jeśli udostępnisz informację dalej :)
A w komentarzu podziel się koniecznie, co ciekawego Ciebie spotkało w listopadzie?
I co polecasz do oglądania i czytania :)

Nadchodzące warsztaty jogi:

 

 
(Visited 2 802 times, 1 visits today)

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

(Visited 2 802 times, 1 visits today)
(Visited 2 802 times, 1 visits today)
No more articles
Close