Październik był (a w sumie to jest nadal) wyjątkowo przyjemny. Wiem, że od czasu do czasu wieje i pada, ale umówmy się – 1. listopada często bywał już mróz. Tym razem nijak się nie zapowiada. Mieliśmy piękne lato tej jesieni i z tego co słyszę, to jeszcze nie koniec. Ja wciąż mam nadzieję na odrobinę złotej jesieni polskiej, zamiast gwałtownego przejścia lata w zimę.

Zdjęcia jak zawsze pochodzą z mojego Instagrama, gdzie oczywiście zapraszam.

Cieszę się…

Może to zabrzmi głupio, ale cieszy mnie jakoś ta zmiana czasu. Rano jest odrobinę jaśniej, przez co wstaje się choć trochę lżej. Umówmy się – należę raczej do tych, którzy zarywają noce, ale za to nie wyskakują rano radośnie jak kanapki z tostera.

A dzięki tej zmianie miło jest również wieczorem. Ekhm, popołudniem nawet – tak jak teraz, siedzę sobie z herbatką, jest cicho, ciemno i szalenie przyjemnie się dzięki temu pisze.

Chciałabym…

Bardzo bym chciała, żeby wszystkie plany dotyczące simplife.shopu dotarły do upragnionego finału. Wiele rzeczy się klaruje, łącznie z wyczekiwanymi od tak dawna leginsami. Opowiadałam Wam ostatnio o tym na story na Instagramie, ale i tutaj nadmienię. Wszystko trwa długo, bo jakość jest tutaj bardzo ważna. Leginsy mają być wykonane z bawełny, ponieważ priorytetem dla mnie jest to, żeby były naturalne i oddychające a nie plastikowe, a niestety… nie każdy potrafi to dobrze odszyć. Tak samo jak nie każda bawełna spełnia odpowiednio swoje zadanie w tym przypadku.

Jednak cały czas mam nadzieję, że rozgardiasz i poszukiwanie zwieńczone zostaną sukcesem.

Jak na tę chwilę w simplife.shopie całkiem sporo się dzieje. Wprowadziliśmy wyczekiwane przez Was czarne turmaliny. W surowej, zupełnie nieobrabianej formie. Na zdjęciu powyżej jest nasz ręcznie wykonany naszyjnik a w nim połączenie turmalinu z turkusem afrykańskim, lawą wulkaniczną i hematytem. To sprawia, że wisiorek jest wyjątkowo silnym amuletem wzmacniającym i ochronnymPolecany osobom, których praca wiąże się ze stresem i odpowiedzialnością. Naszyjnik wykończony jest pomarańczową nicią, która oprócz oczywistych walorów estetycznych ma również silne działanie energetyczne – kolor ten uważany jest za symbol witalności, kreatywności i ciepła. Więcej na jego temat poczytać można tutaj >>>

A w liściastym towarzystwie – nasza bransoletka z czarnym turmalinem, jadeitem, labradorytem i hematytem. Labradoryt od zarania dziejów uważany jest za kamień ochronny, który swą energię czerpie zarówno ze Słońca jak i z Księżyca. Ma wspaniałe właściwości ochrony ciała i ducha przed utratą energii. Wzmacnia i uszczelnia naszą aurę chroniąc przed wnikaniem niechcianych energii. Pomaga przetrwać trudne czasy i stawiać czoła wyzwaniom. Jego siła pozwala dostrzec światełko w tunelu nawet w najbardziej beznadziejnych sytuacjach. Tutaj możesz przeczytać więcej na temat tych kamieni >>>

Ach! I jedną z większych zmian jest też to, że mamy już Simplife’owe zawieszki. Mała rzecz a cieszy :)

Pojawiły się również zamknięte w bransoletce błękity i niebieskości o antystresowym działaniu. Więcej na temat właściwości tych pięknych kamieni możesz przeczytać tutaj >>>

Pracuję nad…

Jesień jakoś sprzyja u mnie pracowitości, więc trochę tego wszystkiego jest.

Z jednej strony dopinamy tegoroczny harmonogram warsztatów. Nie wiem, czy widzieliście, ale na stronie z warsztatami pojawił się już nawet kalendarz, teraz wszystko jest przejrzyste i łatwe. Na tegorocznej liście pojawią się jeszcze 2 lub 3 miasta, tak że bądźcie czujni, bo bilety lubią się kończyć w niespodziewanym momencie.

Nadchodzące warsztaty jogi:

  
 
(Visited 3 845 times, 23 visits today)

Z drugiej – pomału (mam nadzieję) dochodzimy do leginsowego finału.

Ach i jeszcze taki cichy, ale szalenie ważny projekt, o którym wspominałam już na naszej tajnej grupie. Jestem w trakcie przygotowywania dla was księżycowego planera. Będę mówiła o nim jeszcze, ale zanim podam więcej szczegółów, to takie podstawowe fakty:

  • to będzie planer, nie kalendarz, czyli bez konkretnych dat
  • będzie zawierał informacje dotyczące faz księżyca – czyli specjalne zakładki, dzięki którym absolutnie każdego dnia możesz sprawdzić, w jakiej fazie obecnie znajduje się księżyc
  • do tego garść porad i inspiracji z zakresu jogi, medytacji, ajurwedyjskiej zdrowej kuchni i… po prostu fajnego życia.

I co najważniejsze – w całości będzie wykonany z materiałów z recyklingu! Cieszy mnie to przeogromnie!

A poza tym będzie oczywiście prosto, najprościej jak tylko się da, w końcu to Simplife a nie Hardlife ;)

Jestem wdzięczna za…

Jestem szalenie wdzięczna za jesień nad morzem. Znów plaże są puste i piękne w tej swojej otwartości i rozciągłości. Wróciły też łabędzie, które wcześniej jakoś tak rozpływały się miedzy turystami.

Swoją drogą – wiecie, że łabędź pojawia się w wielu kulturach i niesie ze sobą szeroką symbolikę? Oprócz bycia symbolem piękna, niewinności czy miłości przypisuje mu się również niezwykłą mądrość. Mówi się o tym, że gdy poda mu się wodę zmieszaną z mlekiem, jest w stanie wypić tylko mleko, co jest symbolem zdolności mądrego oddzielania i rozróżniania.

W takich przekazach nie chodzi o to, by brać je dosłownie i szukać naukowego potwierdzenia łabędziej umiejętności oddzielania mleka od wody. Bardziej o inspirację do tego, by uczyć się rozróżniania i rozdzielania rzeczy ważnych, potrzebnych i wartościowych, takich które naprawdę są ci potrzebne, od zapychaczy, marnotrawstwa i tego co zupełnie Ci nie służy.

Warto być jak jak łabędź i świadomie wybierać, na co przeznaczamy swój czas i energię

Jestem również wdzięczna za to, że mogę sobie istnieć poza blogiem. W sensie tak piśmienniczo istnieć, bo to że mam życie poza siecią, to chyba oczywiste.

W jesiennym numerze magazynu Yoga & Ayurveda ukazał się mój artykuł o potędze milczenia, do którego często zachęcam podczas naszych warsztatów wyjazdowych.

Może warto na temat samej idei Mouny (milczenia) napisać coś na blogu?

W tym miesiącu na znanych (i lubianych) portalach jogicznych ukazały się również recenzje mojej książki:

PortalYogi i Praktykuj, a wszystko przyjdzie – „Dlaczego Joga” Natalii Knopek Odczarowywuje Jogę?

oraz Boso Na Macie i Dlaczego joga? Recenzja książki Natalii Knopek

 

A książkę z dowolną dedykacją (lub bez) zamówić można tutaj >>>

dlaczego joga opinie

Oglądam…

Ten miesiąc był tak obfity z znakomite filmy i seriale, że sama w to nie wierzę. Z czystym sumieniem polecam naprawdę wszystko. I to nie tylko polecam, ale mocno zachęcam, by faktycznie przysiąść i obejrzeć.

Billy Elliot

Wspaniały film trochę na pograniczu musicalu. Opowiada historię nastoletniego chłopca, który odkrywa w sobie zamiłowanie do baletu. Wszystko to oczywiście nie podoba się ojcu, który widziałby go w zdecydowanie batrdziej “męskim” wydaniu, konkretnie jako boksera.

To opowieść o spełnianiu marzeń, rozmowach i więzi jaka łączy ojca z synem. Moim zdaniem idealny na jesienny wieczór.

Lęk pierwotny

Staroć, ale ja go wcześniej nie oglądałam. Poleciła nam go znajoma i muszę przyznać, że jest to kawał naprawdę dobrego kina. Poza tym jedną z głównych ról gra Edward Norton, więc to się po prostu rozumie samo przez się. To historia dwóch mężczyzn: znanego prawnika i młodego chłopaka który oskarżony zostaje o morderstwo arcybiskupa. Ich drogi przecinaną się w momencie gdy Richard Gere (czyli nasz prawnik) postanawia zostać jego obrońcą.

Warto wspomnieć, że jedną z cech charakterystycznych Gere’a w tym filmie jest to, że nie szuka prawdy, ani nie docieka. Jego życiowym celem jest skuteczna obrona skazanych.

Film wciąga i zaskakuje do ostatniej chwili.

Koneser

Konesera obejrzeliśmy wczoraj. Film jest przede wszystkim piękny i wspaniale nagrany. Jednak opowiedziana w nim historia wcale nie ustępuje obrazom.

Głównym bohaterem jest Virgil Oldman, znany i szanowany właściciel domu aukcyjnego. Pedantyczny stary kawaler, który skrywa w sobie masę lęków i uprzedzeń. Wszystko zmienia się, gdy nagle w jego życiu pojawia się Claire Ibbetson, która za wszelką cenę chce zlecić mu wycenę dzieł sztuki i antyków, które odziedziczyła po rodzicach.

Ten film również jest dobry do ostatniej kropli. I wcale nie jest to głupie romansidło, jak mogłoby to wyniknąć z mojego opisu.

Droga przez mękę

Droga przez mękę to czwarta perełka tego miesiąca. Tym razem serial.

Dla odmiany jest to serial produkcji rosyjskiej, więc jeśli ktoś szuka odskoczni od wszystkich tych amerykańskich produkcji, to naprawdę trafił idealnie.

Droga prze mękę to serialowa adaptacja trzytomowej książki. Jako powieść, przypuszczam, że jest ciężka, jednak oglądało się naprawdę ciekawie. Opowiada o rosyjskiej inteligencji w czasie wojny i rewolucji. Czyli pokazuje historię Rosji od strony, której nie znamy. A przynajmniej ja nie znam, bo osoby zainteresowane tą tematyką, na pewno wszystko wiedzą.

Głównymi bohaterkami są dwie siostry, pochodzące z bogatej inteligenckiej rodziny. Bardzo ciekawie śledzi się zachodzące w nich zmiany i to jak odnoszą się do samej idei wojny i rewolucji.

Poza tym jest to oczywiście serial kostiumowy, a ja takie uwielbiam.

 

A na deser kilka dziwnych rzeczy, które też udało mi się obejrzeć.

Made in Maroko

Produkcja bodajże TVNu. Generalnie nie oglądam takich rzeczy, ale jak byliśmy w Maroku, wszyscy śmiali się z Dagmary i opowiadali o tym programie, więc ciekawość wzięła górę.

Powiem Wam, że momentami naprawdę można się uśmiać. Nie wiem za bardzo kim jest sama Dagmara, ale z tego co zrozumiałam, znana jest już z jakiegoś innego show.

To nie jest coś, co ogląda się z pełną uwagą, ale jak leci gdzieś w tle, to poprawia humor. Poza tym ciekawie było zobaczyć miejsca, które my również odwiedzaliśmy tydzień wcześniej.

Ślub od pierwszego wejrzenia

Nie miałam w ogóle pojęcia o istnieniu takiego programu, ale w Maroku poznaliśmy dziewczynę, która brała w nim udział. W sensie nie jako panna młoda, ale jako znajoma pana młodego. Chcieliśmy zobaczyć ją w akcji, więc przeklikaliśmy kilka odcinków.

Nie wiem, czy macie pojęcie o co chodzi w tym programie. Jeśli nie, to Wam powiem. Otóż – do eliminacji zgłaszają dziewczyny i chłopaki, a komisja składająca się z psychologa, socjologa i seksuologa (to chyba był taki zestaw), na podstawie rozmów i ankiet dobiera ich w pary. I oni serio widzą się po raz pierwszy w życiu dopiero w urzędzie stanu cywilnego, gotowi do ślubu.

To jest niby “eksperyment społeczny”. Dziwne jak dla mnie, ale każdy lubi, to co lubi.

Kryzys

Kryzys to krótka produkcja Abelarda Gizy. Pokazuje stand up od nieco innej strony. Mianowicie – sam Abelard jest tam przygnębiony i nie może znaleźć pomysłu na występ. Jednocześnie czuje presję, bo przecież wszyscy na to czekają.

Całość jest dostępna na YT, składa się z 4 odcinków, które trwają na oko jakieś 10 minut. Całkiem spoko, o ile ktoś oczywiście lubi Gizę. Ja lubię ;)

Czytam…

Ten miesiąc to nie tylko perełki filmowe, ale również książkowe. Każdą poniższą pozycję szczerze polecam.

Śmierć Komandora. Pojawia się idea – Haruki Murakami

Dawno żadna książka nie wciągnęła mnie tak bardzo. Czytałam ją podczas wyjazdu do Maroka i pochłonęłam w 3 dni. A muszę dodać, że ja na wakacjach zwykle czytam śladowe ilości książek. Wszystko dlatego, że chodzimy tak dużo, że wieczorami po prostu szybko zasypiam.

Tu jednak było inaczej, wciągnęła mnie na tyle, że nie było odwrotu. Śmierć Komandora to historia malarza, którego z dnia na dzień porzuca żona. Przez chwilę szuka dla siebie nowego miejsca w tym świecie, po czym postanawia osiąść w domku na uboczu, należącym do starego malarza, przebywającego obecnie w domu opieki.

W tym zupełnie niespotykanym otoczeniu, decyduje się odnaleźć siebie na nowo. Porzuca malowanie portretów, co robił zarobkowo, ze świetnym skutkiem, ale trochę mechanicznie. Zamiast tego postanawia ponownie odkryć urok tworzenia. W momencie kiedy na strychu starego domu znajduje ukryty obraz (pokazujący śmierć komandora właśnie) rzeczywistość zaczyna się przeplatać delikatnie z surrealizmem. I o ile nie lubię fantasy, science fiction czy temu podobnych, to tutaj ten zabieg został wykonany z takim smakiem, że ja to kupiłam. I chcę jeszcze. Na szczęście jest II część ;)

Analfabetka, która potrafiła liczyć – Jonas Jonasson

Książka polecona i pożyczona od koleżanki. To ten sam autor, który napisał Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął. Kilka lat temu widziałam film na jej podstawie i jakoś tak nie zapadł mi w pamięć, dlatego do książki podeszłam trochę nieufnie. Zupełnie niepotrzebnie, bo jest naprawdę świetną komedią. Kilka razy nawet zaśmiałam się w głos.

Tytułowa Analfabetka to dziewczynka z Soweto w Afryce południowej, która ma niesamowite zdolności matematyczne. Do tego dochodzi zdolność wyjątkowo logicznego myślenia i talent do pakowania się w kłopoty. A jak nie kłopoty, to przynajmniej dziwne sytuacje. Wszystko to sprawia, że z Soweto udaje jej się dotrzeć aż do króla i premiera Szwecji i zjeść z nimi kolację. Choć tak naprawdę nie to jest w książce najbardziej zaskakujące.

Szczerze polecam, wciąga i skutecznie poprawia humor.

Przygoda fryzjera damskiego – Eduardo Mendoza

To moja pierwsza książka tego autora, więc za bardzo nie wiedziałam, czego się spodziewać. Też pożyczona i polecona przez tę samą koleżankę.

Książka to typowy pastisz kryminału, tak że wielbiciele tego gatunku albo pokochają, albo znienawidzą. Pisana zabawnym językiem pełnym nieprzewidywalnych porównań i metafor.

Jest to historia damskiego fryzjera, totalnego nieroba, który uwiedziony przez piękną kobietę, daje się wplątać w fatalną intrygę. Zaczyna się od niewinnego włamania, a kończy na podejrzeniu o zabójstwo. Oczywiście fryzjer próbuje na własną rękę rozwikłać zagadkę i znaleźć sprawcę. A wychodzi mu to, jak łatwo się domyślić, różnie ;)

Bardzo lekka pozycja, szybko się ją czyta, idealna na jesienną melancholię.

Instagram. Projekt: Influencer – Adrianna Zielińska

Adrianne powinniście kojarzyć z Instagrama jako Alabasterfox. A jeśli nie kojarzycie to, no cóż, warto to zmienić.

Ja sama obserwuję jej konto od niepamiętnych czasów. Pamiętam, że trafiłam na jej bloga poszukując informacji na temat Paryża. Nie wiem czy znalazłam te informacje, bo pod Wieżę Eiffla ostatecznie nie wybrałam się do te pory, jednak wtedy zatrzymałam się u niej właśnie przez te piękne, francuskie kadry. Tak trafiłam na Instagram i zostałam do tej pory.

Oczywiście Adrianna nie mieszka na co dzień w Paryżu, a we Wrocławiu (równie pięknym), a jej kadry to nie tylko podróże, ale również piękna codzienność. Gdy zaczynałam ją obserwować, byłam w niewielkiej grupce, teraz jej konto rozrosło się aż do 150.000 obserwujących. I wcale nie ma się czemu dziwić.

Obecnie Adrianna wydała swojego pierwszego ebooka, którego miałam okazję przeczytać i szczerze polecam. Ebook nosi tytuł Instagram. Projekt: Influencer i opowiada właśnie o tym, jak się na tym Instagramie odnaleźć i nie zwariować. Dużo przydatnej wiedzy. Dla mnie zwłaszcza tej o hasztagach. Bo ile zdążyłam się już pogodzić  z tym, że są ważne, o tyle tej wiedzy nie przekułam jeszcze w praktyczne użycie. Czas by to zmienić, bo wciąż jakoś tak traktuję ten Instagram jako dodatek do bloga, tymczasem jest on potężnym mechanizmem samym w sobie. A ebooka możecie kupić tutaj >>>

Słucham…

Muzycznie, muszę przyznać, że również zrobiło się bardziej jesiennie. Trochę fortepianu, trochę soundtracków. Chyba muszę pomyśleć, jak spiąć to w jakąś playlistę, którą mogłabym Wam podesłać. Dwie poniżesze propozycje polecam bardzo. Choć Amelię zna chyba każdy.

Ja między innymi przez nią chciałam się nauczyć grać na pianinie, choć do tej pory tego nie zrobiłam.

Zwiedzam…

W październiku zwiedzałam nieco gdyńskie okolice. Byliśmy w Aquaparku w Redzie, który jest naprawdę spoko. Nie wiem jak jest w sezonie czy w weekendy, ale my byliśmy we wtorek do południa, więc oprócz nas nie było prawie nikogo. Tak że żadnego stania w kolejce i innych takich.

Poza tym odwiedziliśmy również Rewę. Nie wiem, czy byliście kiedyś, ale ja wciąż nie mogę się nadziwić, że ktoś może mieć takie szczęście, że po wyjściu z furtki własnego podwórka, znajduje się od razu na plaży. Miejscówka marzenie!

Z podróży dalszych, to oczywiście Maroko – na jego temat jest osobny wpis >>> moim zdaniem naprawdę warto odwiedzić. W tym tygodniu postaram się również opublikować wpis z najpiękniejszymi miastami i miejscami jakie udało nam się w tym afrykańskim kraju zobaczyć.

Do poczytania

W tym miesiącu ukazało się kilka postów, które mogły umknąć Waszej uwadze, więc podlinkuję je zbiorczo tutaj:

Medytacja dla początkujących >>>

Są tam odpowiedzi na WSZYSTKIE pytania, które zadawaliście na naszej grupie. Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać wątpliwości i obawy początkujących. Film z prowadzoną medytacją również tam jest.

Dieta jesienna – co jeść dla zdrowia i dobrego samopoczucia 

Dieta zgodna z ajurwedą. Trochę o tym co jeść a czego unikać o tej porze roku, by czuć się dobrze i nie dać się przeziębieniom ani jesiennej melancholii

Dlaczego gromadzisz rzeczy? I co z tym zrobić?

Kilka zdań o minimalizmie, bo narzekacie, że dawno nic nie było ;)

#ToDo czyli co robić w październiku >>>

Podobno końcówka października ma być bardzo słoneczna, warto wykorzystać pogodę.

Tapeta z kalendarzem na listopad do pobrania.

Żeby tradycji stało się zadość – jak co miesiąc przygotowałam dla Was tapetę z kalendarzem.

Oprócz tej na pulpit jest też oczywiście wersja na telefon.

Pobierz tapetę >>>

Planer na listopad

Gotowy do druku planer na listopad też jest, proszę się śmiało częstować.

Pobierz planer >>>


Podoba Ci się tapeta i planer?

Będę bardzo wdzięczna, jeśli udostępnisz informację dalej :)
A w komentarzu podziel się koniecznie, co ciekawego Ciebie spotkało w październiku?
I co polecasz do oglądania i czytania :)

Nadchodzące warsztaty jogi:

  
 
(Visited 3 845 times, 23 visits today)

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

(Visited 3 845 times, 23 visits today)
(Visited 3 845 times, 23 visits today)
No more articles
Close