Od kilku miesięcy mieszkamy nad morzem. Mamy takie swoje małe postanowienie, że cokolwiek by się nie działo, codziennie robimy sobie spacer po plaży. O ile mnie pamięć nie myli, nie udało nam się to tylko 2 razy.

Dzięki temu mam możliwość obserwowania tego, jak morze codziennie się zmienia. Pomijając już warunki pogodowe – to my, ludzie mamy ogromny wpływ na środowisko. Gdy zbliżał się sezon, miasto wystawiło na plażę masę koszy na śmieci. Wydawało mi się, że jest ich tak dużo, że psują cały krajobraz i twierdziłam wtedy, że to głupie i szpetne.

Dziś są już turyści. I mimo iż najbliższy kosz mają praktycznie na wyciągnięcie ręki, plaża tonie w śmieciach.

Teraz rozumiem posunięcie miasta, odnośnie tej ogromnej liczby koszy.

Nadal jednak nie rozumiem, co trudnego jest, w trafianiu tymi śmieciami do celu.

Tchibo nie jest obojętne na problem rosnących gór śmieci. I jako jedna z pierwszych marek stworzyło odzież sportową z recyklingu sieci rybackich i plastikowych butelek wyławianych z oceanu. Dzięki temu nie dość, że nie trzeba wydobywać aż tylu nowych surowców, to jeszcze zmniejsza się ilość śmieci pływających w oceanach.

To że czegoś nie widać, nie znaczy, że tego nie ma

Nie jestem wyznawczynią filozofii zero waste. Głównie dlatego, że sama nie jestem idealna. Zdarza mi się kupić wodę w butelce, jeśli zapomnę zabrać jej ze sobą z domu. Nie wyobrażam sobie również robić samodzielnie w domu chociażby tuszu do rzęs, tylko po to, żeby mieć go we własnym szklanym opakowaniu. Po prostu nie mam do tego zdolności ani cierpliwości. Ale wiem, że są takie osoby i ja to naprawdę bardzo szanuję i podziwiam!

Niemniej jednak wychodzę z założenia, że to że nie jestem w coś zaangażowana na 100%, nie oznacza, że muszę sprawę totalnie olać. Daję z siebie tyle, ile na tę chwilę mogę. Dlatego uwielbiam podejście w stylu less waste, czyli ograniczanie ilości produkowanych śmieci na tyle, na ile mogę. Do tego dochodzi przetwarzanie i powtórne wykorzystywanie togo, co się da.

Oraz oczywiście niepodążanie za modą i próba wybierania produktów, które są dobre jakościowo i trwałe, tak żeby zostały ze mną jak najdłużej. Celowo używam tu słowa „próba”, bo całkiem niedawno opisywałam Wam historię swetra, raczej z tej górnej półki, który zakończył swój żywot po jednym RĘCZNYM praniu. Na pocieszenie mogę dodać, że został przyjęty na reklamację i dostałam za niego zwrot pieniędzy.

Wracając jednak do meritum – cieszę się, że coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że śmieci nie znikają w magiczny sposób. To, że nie ma ich już w kuble pod zlewem, nie znaczy wcale, że w magiczny sposób wyparowały. One są nadal, tyle że teraz straszą na śmietniskach.

I śmietniska to jeszcze, wbrew pozorom, pół biedy. Gorzej jeśli te wszystkie śmieci zaczynają tańczyć po ulicach i nurkować w oceanach. Tej zimy spędziłam miesiąc w Indiach i niestety miałam okazję zobaczyć na własne oczy hałdy odpadów na ulicach, chodnikach i przed domami. A dalej żywiące się tym zwierzęta i bawiące się w nich dzieci.

I serio, nie chciałabym, żeby u nas było podobnie. A może być – produkujemy 3,5 mln ton odpadów dziennie, co objętościowo odpowiada 145 tysiącom załadowanych tirów pełnych śmieci.

Morze wody czy morze śmieci

Od niedawna mieszkamy nad morzem. Na plaży jesteśmy co dzień bez wyjątku. Gdy zbliżał się sezon, miasto wystawiło masę koszy na śmieci. Na tyle dużo, że leżąc na plaży do kosza masz nie dalej niż 2 metry. Pomimo tego plaża tonie w śmieciach.

Jasne, nie są to Indie, ale i tak jest słabo. Nie dalej jak wczoraj wieczorem byliśmy świadkami sytuacji, w której siedzący na murku chłopak wypił wino, po czym jakby nigdy nic – rzucił butelkę na plażę i zwyczajnie sobie poszedł.

To jest taki moment, w którym zastanawiam się, co taki człowiek ma w głowie w danej chwili? I za nic w świecie nie mogę sobie odpowiedzieć na to pytanie.

Były takie czasy, w których człowiek obrabiał materię na tak podstawowym poziomie, że wszystko, nawet odpadki, miało postać na tyle organiczną, że bez problemu wracało do przyrody i prawie natychmiast się z nią stapiało. Ciężko bowiem, żeby wiórki drewniane, kamienne łupki czy obgryzione kości mogły wyrządzić jej jakąś krzywdę.

Dzisiaj jest jednak zupełnie inaczej. Na rozłożenie “naszych” śmieci czekać możemy setki lat.

Pół biedy jeśli segregujemy odpady i dbamy o to, by wylądowały w odpowiednim miejscu, gdzie będą mogły zostać rozłożone lub przerobione na coś nowego. Gorzej jeśli do składowania odpadów wykorzystujemy ziemię niczyją, a właściwie naszą wspólną: lasy, potoki, przydrożne rowy, plaże, oceany… i łudzimy się, że natura sama rozwiąże ten wstydliwy problem.

Natura zaś, nie ważne jak bardzo by chciała, nie jest w stanie przyjąć ich z powrotem do siebie, bo wszystkie te substancje zostały za bardzo zmienione.

Dlatego musimy jej w tym pomóc.

Więcej na temat pisała Szczęśliva w swoim wpisie Bardzo ważny rodzicielski obowiązek, o którym żaden rodzic nie może zapomnieć w XXI wieku.

Ahimsa – czyli zasady moralne jogi

Wielu osobom joga kojarzy się jedynie z wygibasami na macie. Jednak jest to system zdecydowanie szerszy, który wcale nie skupia się na naszych jędrnych pośladkach, ale za cel stawia sobie naszą ogólną transformację.

Jedną z podstawowych zasad moralnych, na których budujemy swoją dalszą praktykę, jest właśnie ahimsa. Jest to pierwsza jama w jodze klasycznej. W dosłownym tłumaczeniu znaczy to tyle co „niekrzywdzenie” lub „niestosowanie przemocy”. Wiele osób kojarzy to bezpośrednio z dietą wegetariańską. To owszem, może być jakiś trop, ale nie tylko.

Możemy ją poszerzyć w kierunku poszanowania każdego życia i odnosić się nie tylko do samego zabijania, ale również obniżania jego jakości. Żadna nasza decyzja nie pozostaje bez skutku. Śmiecąc i wyrządzając krzywdę ziemi, szkodzimy tak naprawdę sobie i przyszłym pokoleniom.

Ahimsa to powstrzymanie się od udziału w jakimkolwiek działaniu, które bezpośrednio lub pośrednio powoduje cierpienie innych. Najprościej jest więc powiedzieć, że zamiast niszczyć naszą planetę i zaśmiecać ją, powinniśmy pomyśleć nad tym, jak o nią zadbać. I oczywiście wprowadzić te plany w czyn.

Joga a myślenie szerzej

Joga uczy nas wrażliwości. Pokazuje, że wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni i że każde działanie odbija swoje piętno na otoczeniu. Oraz że świat nie kończy się na czubku naszego nosa.

Pisałam o tym w swojej nowej książce, która za niecały miesiąc powinna ujrzeć już światło dzienne, ale podkreślę to również tutaj. Nie tylko joga i jej zasady naprowadzają nas na nieco bardziej szlachetne postawy. Jest nieskończona masa ludzi, która o jodze nigdy nie słyszała, a kieruje się dokładnie tymi samymi zasadami.

Jedną z nich jest właśnie ekocentryzm zamiast egocentryzmu. Myślenie nie tylko o sobie, ale też o innych i o środowisku. W myśl zasady:

„Ziemi nie dziedziczymy po naszych rodzicach, pożyczamy ją od naszych dzieci.”

Dlatego nasze działania nie mogą obciążać innych.

Co to takiego Ocean Plastic?

Gdy myślimy sobie o morzu, mamy w głowie niekończący się malachit wody, rozciągający się aż po horyzont. W tym wyobrażeniu nie ma raczej miejsca na góry śmieci, które… w realnym świecie niestety istnieją. Na każdym kilometrze kwadratowym naszych mórz pływają setki tysięcy plastikowych odpadów!

Terminem Ocean Plastic możemy określić oceaniczne śmieci, a konkretnie to, co z tych śmieci możemy wytworzyć korzystając ze współczesnych metod recyclingu.

Z wyłowionych z wody butelek i sieci rybackich, można stworzyć specjalne włókna nylonowe, gotowe do tego, by uszyć z nich nową odzież.

Ubrania, które powstają w taki sposób działają pozytywnie na kilku płaszczyznach. Nie tylko ograniczają wydobycie nowych surowców, przetwarzając te już istniejące. Ale również przyczyniają się bezpośrednio do oczyszczania mórz i oceanów z nagromadzonego z nich plastiku.

Dlaczego o tym piszę?

Dlatego, że czasem niewielkie, wydawałoby się, decyzje zakupowe, mogą mieć wpływ na stan naszej planety. Nie każdy może pojechać nad ocean, aby wyławiać plastikowe butelki. Ale każdy może zwrócić uwagę na to, z jakiego materiału powstały jego ubrania.

Jak powstają ubrania z recyclingu?

Nie jestem chemikiem, więc nie będę Wam dokładnie opisywać procesu produkcyjnego, jakiemu poddawane są wyłowione butelki i sieci. I co konkretnie się dzieje, że ostatecznie zmieniają się w spodnie czy kąpielówki. Więcej na ten temat możecie posłuchać i pooglądać u Kasi Gandor, która zna się na rzeczy.

* Grafika pochodzi ze strony Tchibo

W największym uproszczeniu napiszę tylko, że z materiałów podanych recyklingowi, powstaje przędza ECONYL®, czyli ekologiczne włókno nylonowe.

Posiłkując się liczbami – Do produkcji jednego biustonosza sportowego z kolekcji Tchibo wykorzystano przykładowo 12,2 gramów sieci rybackich. Spodnie do biegania to aż 17 wyłowionych z oceanu butelek.

Joga w strojach z recyclingu

Jeśli jesteście zainteresowani, jak takie produkty wyglądają w rzeczywistości, to już Wam wszystko piszę. Z kolekcji z recyclingu pochodzą wszystkie rzeczy, które mogliście zobaczyć w dzisiejszym wpisie. Wyjątkiem jest jedynie czarny basicowy top i plecak. Całą kolekcję możecie przejrzeć sobie na stronie Tchibo >>>

Ja osobiście byłam bardzo ciekawa, czy tkanina z recyclingu różni się od tej normalnej. Okazuje się, że w dotyku ani w użytkowaniu nie ma żadnej różnicy. Gdyby ktoś mi nie powiedział, że te ubrania uszyte są z materiału z plastikowych butelek – nigdy sama bym na to nie wpadła.

Najkrócej mogę powiedzieć, że rzeczy ze śmieci oceanicznych to taka sama jakość, a jednak są zdecydowanie bardziej ekologiczne.

Spodnie z powyższych zdjęć są dwustronne, więc z jednego produktu, mamy dwie różne stylizacje – znajdziesz je tutaj >>> A plecak możemy zamienić w saszetkę na rower – czyli kolejne 2w1 znajdziesz go tu >>>

Jeśli martwi Was ewentualna szkodliwość takich przetworzonych tkanin, to serio, nie ma się czym przejmować. Wszystkie produkty są wolne od szkodliwych substancji. Materiały pochodzące z recyklingu są certyfikowane zgodnie z Global Recycling Standard (GRS) lub Recycled Content Standard (RCS) i są poddawane kompleksowym testom w oparciu o nasze surowe wymogi w zakresie substancji szkodliwych.

Co do samej kolekcji – we wpisie pokazałam rzeczy, które najbardziej mi się spodobały i które sama wybrałam. Ale na stronie Tchibo znajdziecie jeszcze więcej opcji! Moim osobistym faworytem są krótkie spodenki 2w1 które można nosić na obie strony.

Do tego zestaw w morskie maziaje – czyli top >>> i legginsy >>> . Mam słabość do tego, co morskie i wcale tego nie ukrywam.

Morskie legginsy można również zestawić z turkusowym  topem >>>

W kolekcji znajdziemy również tradycyjne koszulki z krótkim rękawem urozmaicone ciekawym wycięciem na plecach link tutaj >>>

Płaszczyk posiada innowacyjną i przyjazną środowisku impregnację ecorepel® znajdziesz go tutaj >>>

Ciekawym rozwiązaniem, jakie również udało mi się podejrzeć w kolekcji Tchibo jest odzież przeciwdeszczowa. Wykorzystuje się w niej innowacyjną i przyjazną środowisku impregnację ecorepel®.

Płaszczyk, który wybrałam, jest świetny, zajmuje niewiele miejsca, dlatego zawsze możemy go mieć przy sobie w torbie czy plecaku. Zwłaszcza jeśli, tak jak ja, nie przepadacie za parasolami.

Ciekawostką jest tutaj fakt, że zastosowana w kurtce powłoka inspirowana była naturą, a konkretnie mówiąc – kaczkami. Ich pióra, po zanurzeniu się nie nasiąkają wodą.

W tym wypadku zrezygnowano z chemikaliów, które klasycznie zapewniają nieprzemakalność i odporność na zabrudzenia. Niestety dostają się one do ścieków, w kraju, z którego pochodzą, a stamtąd zagrażają całemu środowisku. Zastosowana tutaj zamiennie specjalna powłoka, tworzy na powierzchni krople, nie ograniczając jednocześnie oddychających właściwości włókien.

Śmiało można powiedzieć, że spłynie po nas jak po kaczce. Taki suchar prowadzącego na koniec ;)

Basicowy top z ciekawym tyłem znajdziesz tu >>>

Małe decyzje mają wielkie znaczenie

Coraz głośniej mówi się o tym, że w 2050 w oceanie będzie więcej śmieci niż ryb. I właśnie tutaj liczą się nasze, nawet najdrobniejsze, decyzje.

To, że zamiast na plażę, wyrzucimy butelkę bezpośrednio do kosza.

To, że zamiast kupowania kolejnej butelki plastikowej, zabierzemy ze sobą swoją szklaną.

To, że wybierzemy odzież pochodzącą z recyclingu, ograniczając tym samym wydobycie nowych surowców.

To, że ograniczymy spożycie ryb. Niestety coraz częściej spotykam się z informacjami, że zdecydowana większość odpadów w oceanie pochodzi właśnie z komercyjnych połowów.

Tak można wymieniać jeszcze długo. Nasze codzienne decyzje mają znaczenie. A bierność i udawanie, że problem nie istnieje, nie jest żadnym rozwiązaniem.


Cała kolekcja „W dobrej formie” jest dostępna w sklepach Tchibo i na tchibo.pl.

Linki do rzeczy, które pojawiły się we wpisie:

Patronem wpisu jest Tchibo a w szczególności recyklingowa kolekcja „W dobrej formie”.

Nadchodzące warsztaty jogi:

  
 
(Visited 3 546 times, 3 visits today)

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

(Visited 3 546 times, 3 visits today)
(Visited 3 546 times, 3 visits today)
No more articles
Close