Będąc u teściów (bo u nas stety czy niestety nie ma telewizji) zobaczyłam kawałek programu Wojciecha Cejrowskiego. Odcinek dotyczył (chyba! bo widziałam naprawdę kawałeczek) Indian i padło tam takie niesamowite zdanie:

Znakiem cywilizacji jest obecność SZAFY. Szafy na ubrania na ZMIANĘ. Jeszcze niedawno każdy miał tylko po jednej sztuce odzieży.

A ja do tej pory myślałam, że znakiem cywilizacji jest rakieta. Albo chociażby kalkulator…

Z drugiej ręki

Od wielu lat kupuję ubrania w second handach. Nie jest mi z tym źle i wcale się z tym nie kryję. Jednak na tym polu też nieco się zmieniło. Kiedyś rajcowało mnie szperanie w tych wszystkich koszach i wynajdowanie perełek za grosze. Dziś jest już nieco trudniej o takie perełki, bo i szukających jest więcej. Dlatego coraz częściej wybieram tak zwane vintage shopy, gdzie ubrania są już, nazwijmy to – wyselekcjonowane. Ale wciąż z drugiej ręki.

Swego czasu podbierałam również ubrania mamie. Miała zwyczaj gromadzenia rzeczy, bo “mogą się jeszcze przydać”, a że jako nastolatki miałyśmy identyczne rozmiary, mogłam śmiało się częstować.

Wiele w nich było zarówno ubrań sprowadzanych z dawnych, podzielonych Niemiec czy Stanów Zjednoczonych (mam tam dalszą rodzinę, której jeszcze nie udało mi się odwiedzić ;) jak i samoróbek, czy też samoPRZEróbek. Moja mama ma to niesamowite szczęście, że jej babcia nauczyła ją szyć i w czasach, kiedy w Polsce nie było niczego (idąc za mistrzem Kononowiczem) u niej jednak było sporo. I to rzeczy fajnych i z pomysłem.

I przede wszystkim – DOBRYCH jakościowo. Do dziś nie mogę wyjść z podziwu patrząc na jakość tych ubrań. Zarówno pod względem samego materiału, który nie rozciąga się, nie mechaci i nie blaknie, jak i kroju – proste, solidne szwy. A nie takie jak teraz, które już po pierwszym praniu zaczynają żyć własnym życiem.

O koszulce co żyje już długo

Poza tym, moja mama po prostu ma oko, dlatego lubiłam chodzić z nią na zakupy ubraniowe. Choć często kończyło się na tym, że wychodziłam z niczym: to źle odszyte, tamto krzywo wykrojone, coś jeszcze innego ze złego materiału. Ja nie mam takiego rozeznania, a przyczyna jest prosta jak konstrukcja cepa – nie mam żadnego warsztatu. Przypuszczam, że gdybym skonstruowała i uszyła sobie kilka sztuk ubrań, to też wiedziałabym nieco więcej.

Piszę ten wpis, siedząc w koszulce, która ma lat… ponad 30! Pamiętam jak w zeszłym roku wrzucałam zdjęcie w niej na Instagram, pisząc, że jest bardzo, BARDZO stara i prosząc byście odgadli jej wiek. Nikt nie był nawet blisko. I wcale mnie to nie dziwi, bo gdyby moim jedynym doświadczeniem co do jakości i trwałości ubrań było to, co znajduję teraz w sklepach, to też pewnie obstawiałabym tak samo.

Sale, sale, sale!

Dziś ubrania mają zupełnie inną jakość i wartość. Szyte są hurtowo, z naciskiem na ilość, nie na piękno wykonania czy trwałość. Sprowadzane bardzo często z Indii czy innych zakątków Azji. A tam ceny takiej produkcji są zaskakująco niskie. ALE! nie odbywa się to bez uszczerbku na jakości, co zresztą na pewno wiecie.

Mam również wrażenie, że w galeriach panuje nastrój wiecznej wyprzedaży. Letnia, zimowa, śród-sezonowa, poświąteczna, przedmajówkowa, poobiednia…

Idziesz do takiego sklepu i widzisz koszulkę za 9,99 przecenioną z 50 zł. To bierzesz, bo to przecież okazja kupić coś pięć razy taniej. I wszystko jest fajnie i radośnie aż do… pierwszego prania.

Bo jak wyciągniesz taką bluzkę z pralki, to możesz ją wykorzystać na przykład jako szmatkę do kurzu. Ale na pewno nie jako część garderoby.

Cena nie gra roli

Powiem Wam szczerze, że łudziłam się, że rzeczy droższe, są po prostu bardziej trwałe. Myliłam się. Bardzo się myliłam.

Tej zimy postanowiłam sobie kupić sweter, taki prawie w całości wełniany z “tych droższych”. Ja go sobie dzisiaj założyłam, bo niby wiosna, ale rano pogoda była taka sobie. I po prostu nie mogłam uwierzyć w to, co widzę w lustrze. Sweter wyglądał jak połączenie siatki na ziemniaki z mopem. Porozciągany, poboblony i ogólnie niekształtny.

I nie mogę nawet powiedzieć, że to był sweter na jeden sezon. Wytrzymał ze mną może 1/4 sezonu. Kupiłam go już zimą, jakoś w połowie grudnia, a drugą połowę zimy spędziłam w Indiach gdzie, siłą rzeczy, go nie nosiłam. Ma na swoim koncie JEDNO pranie. Ręcznie. W misce. I po praniu rozwieszony był na płasko.

Dochodzę do wniosku, do którego być może wszyscy już doszli przede mną, że cena wcale nie jest żadnym wyznacznikiem. I że na zakupach do czynienia mamy z czymś na kształt loterii, bo mam kilka sztuk rzeczy, które kosztowały grosze, pochodzą z sieciówek a są ze mną już kilka lat. Kwestia szczęścia.

Mam wrażenie, że rzeczy są w jakiś specjalny sposób projektowane, produkowane i szyte tak, żeby po pół roku nie było czego zbierać. I żeby zmusić nas do kolejnej wizyty w sklepie.

Ciężko się dziwić, moda mknie jak szalona. Trendy zmieniają się z sezonu na sezon. To co jednego dnia widzimy na wybiegach, kilka dni później dostępne jest dla zwykłych zjadaczy ziemniaków w każdym sklepie. I to za taką kwotę, że, umówmy się, nie musimy oszczędzać pół roku, by kupić sobie nowy ciuch.

Łowcy trendów i nowości szaleją z zachwytu. A mi od czasu do czasu robi się przykro, jak pomyślę, że z sezonu na sezon rzeczy nienadającychsięjużdoniczego przybywa na śmietniskach. I one stamtąd wcale nie znikają. Łypią tym swoim poliestrowym okiem jeszcze długo. Dużo dłużej niż nam się wydaje.

Krok w tył

Dlatego robię sobie ostatnio taki krok w tył. Namówiłam mamę na wyciągnięcie maszyny. Zrobiłyśmy wykroje, wybrałyśmy materiały. I mam jedyne w swoim rodzaju leginsy i koszulki. Bawełniane, oddychające, szyte ręcznie, dokładnie takie jakie chciałam.

Często pytacie o to skąd te liski? I ja wtedy dumnie odpowiadam, że od mamy :)

Mam jeszcze taki plan, pewnie na nieco dalszą przyszłość, że i ja nauczę się szyć i wykrajać. Taka umiejętność nie może się zmarnować.

Swoją drogą – jak Wam się podoba taka bawełniana wersja strojów do jogi? Nosiłybyście? :)

 

Nadchodzące warsztaty jogi:

Kliknij zdjęcie, by zobaczyć szczegóły

(Visited 5 048 times, 17 visits today)

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

(Visited 5 048 times, 17 visits today)
(Visited 5 048 times, 17 visits today)
No more articles
Close