Bywają dni, abo nawet tygodnie czy miesiące, w których czujemy, że cały świat wchodzi nam na głowę. Nic nam się nie udaje, wszystko leci z rąk i ciągle, mimo pracy, pozostajemy w niedoczasie.

Jak mówi pewien znany suchar:

Masz za dużo na głowie? To idź do fryzjera!

Generalnie spoko, jednak nie zawsze może pomóc.

A co może? Tego nie wiem na pewno, ale mogę podrzucić kilka rzeczy, które mnie w takiej sytuacji ratują.

Co robić, gdy życie wchodzi Ci na głowę?

1. Nie obawiaj się prosić o pomoc

Proszenie o pomoc wciąż jeszcze bywa kojarzone ze słabością. Ja sama musiałam długo się z tym mierzyć i mierzę się nadal. Często lubię o sobie myśleć, że ze wszystkim sama sobie poradzę.

No, może poradzę, ale co z tego? Po co mi to? Zdecydowanie łatwiej, lepiej i zdrowiej jest poprosić o pomoc.

Choć to “łatwiej” to może nie do końca, bo jednak wymaga sporo odwagi i jakiejś takiej dorosłej samoświadomości. Jednak warto się spiąć, czasem drobna pomoc ze strony kogoś bliskiego (lub osoby zatrudnionej lub oddelegowanej do zrobienia czegoś) może nas naprawdę znacząco odciążyć.

2. Sen na wagę złota

Zwykle gdy jesteśmy w niedoczasie, pierwszą rzeczą, jaką sobie odpuszczamy, jest sen. Staramy się nadrobić brakujące godziny właśnie kosztem wypoczynku. Taka droga prowadzi zwykle do znikąd i tworzy się z tego zamknięte koło – im bardziej jesteśmy zmęczeni, tym mniej efektywnie działamy, im mniej efektywnie działamy, tym potrzebujemy więcej czasu, więc śpimy mniej.

Sen jest priorytetem. Często jest tak, że jedna dobrze przespana noc, rozwiązuje wiele problemów i daje nam potrzebną do działania energię. Poza tym, chyba wszyscy znamy powiedzenie, że z problemem należy się przespać. Zamiast działać na siłę i na oślep, daj sobie czas na odreagowanie, a rozwiązanie (bardzo często!) pojawi się samo.

3. Zjadacze czasu i zagłuszacze

Bardzo częstą reakcją na nadmiar obowiązków, jest zagłuszanie i odkładanie ich w czasie. Oznacza to mniej więcej tyle, że zamiast robić coś, by się odgrzebać, zaczynasz oglądać serial. Jeden odcinek, drugi, trzeci…

Albo zamiast się uczyć – sprzątasz kuchnię. Zamiast pracować – postanawiasz upiec ciasto. I to najlepiej takie z wyjątkowo wymagającym biszkoptem przekładane pięcioma rodzajami kremu. W końcu robota nie zając, wiadomo.

Problem w tym, że takie rozwiązania działają tylko chwilowo. Gdy tylko skończy się sezon serialu a ty zdążysz już zjeść cały tort, okazuje się, że jesteś w punkcie wyjścia.
Staraj się ograniczać tego typu zagłuszacze i zamienniki. Działają bardzo krótkoterminowo i zamiast usuwać problem, jedynie odkładają w czasie zmierzenie się z nim.

4. Określ priorytety

Czasem biegniemy z wywalonym jęzorem… nie wiedząc jednoczenie po co i dokąd tak biegniemy!

W tym miejscu wypada się zatrzymać i zadać sobie podstawowe pytanie. Czyli: czy wszystko to, co robimy, jest faktycznie konieczne, albo przynajmniej potrzebne.

Sama nie raz łapię się na tym, że robię coś bez wyraźnego powodu. Bo komuś obiecałam, bo głupio było odmówić, albo po prostu zaczęłam robić bez pomyślunku i kontynuuję… również bez pomyślunku.

Dlatego za każdym razem gdy czujesz, że świat wchodzi Ci na głowę, przyjrzyj się temu co i po co robisz. Cały post o ustalaniu priorytetów znajdziesz na blogu:

Możesz mieć wszystko, ale nie wszystko na raz – czyli o ustalaniu priorytetów >>>

Być może w tym momencie przyda się również wpis z moją metodą na planowanie i organizację, który nie raz już ratował mi życie w sytuacjach, gdy na głowie miałam naprawdę wiele

Mam za dużo na głowie – jak sobie pomóc? >>>

5. Lista rzeczy których nie zrobisz

Gdy już ustalisz priorytety, zrobisz sobie ich listę, warto jest również zrobić listę rzeczy, których NIE zrobisz.

Z częścią z nich możesz rozprawić się od razu, zwłaszcza jeśli są to zadania oddelegowane – mówiąc wprost, że tego nie zrobisz.

Z rzeczami, których po prostu nie chcesz lub nie masz potrzeby robić, ale jakoś tak masz je na liście zadań i w sumie to nie masz pojęcia dlaczego, możesz również skutecznie zadziałać. Wpisz je wszystkie na listę i… wyrzuć ją, podrzyj, spal, cokolwiek co da ci poczucie „ukończenia”. Więcej na ten temat pisałam w:

Lista rzeczy których nie zrobisz >>>

i Efekt Ovsiankiny >>>

6. Umiejętne mówienie NIE

Podstawą ograniczania ilości zadań i rzeczy na głowie jest również asertywność. Trzeba powiedzieć NIE wtedy, kiedy z robieniem czegoś jest nam zupełnie nie po drodze.

Jasne, od czasu do czasu z takiej zwyczajnej ludzkiej życzliwości, robimy coś, czego nie planowaliśmy. To jest miłe, dobre i powinniśmy to pielęgnować. Jednak nie można tego mylić ze zbytnią uległością, bo niestety wiele osób może to wykorzystać.

7. Zmień otoczenie

O tym, że lubię się przeprowadzać, wie każdy. Jednak niekoniecznie trzeba się przeprowadzać, żeby po prostu zmienić otoczenie.

W chwilach przytłoczenia warto wyjść na chwilę na spacer, może nawet podjechać do pobliskiego lasu? Cokolwiek, żeby na chwilę oderwać się od pracy, domu, biurka czy miejsca, które bezpośrednio kojarzy nam się z zaistniałą sytuacją.
Wszystko to pozwala nam spojrzeć na sprawę z nowej perspektywy.

W domowym zaciszu lubię również przestawiać meble, zawsze to jakiś powiew świeżości. A jak nie meble, to chociaż jakieś bibeloty czy papiery na biurku. Niby małe, ale zawsze to jakaś zmiana.

8. Małe porządki 

Podobne działanie jak zmiany czy przeprowadzki mają po prostu porządki. Często gdy czuję się wyjątkowo niespokojna, wiem że mogę te emocje okiełznać właśnie za pomocą małego sprzątania.

Poza tym zajmowanie się „prawdziwą pracą” potrafi zdjąć z nas masę stresu. Zawsze powtarzam, że najlepszym sposobem na wiele niepokojów jest… przekopanie rowu ;) Zmęczenie fizyczne ma niewyobrażalną moc, zwłaszcza takie, które ma widoczne rezultaty. W sensie – jeśli pójdziesz pobiegać, to owszem, zmęczysz się, ale nie zobaczysz natychmiastowych skutków. A po przekopaniu ogródka już tak.

Więcej na ten temat można poczytać w sposobach na poprawę humoru >>>

9. Mów do siebie dobrze

Zostało na końcu, co wcale nie oznacza, że jest najmniej ważne. Wręcz przeciwnie. Pamiętaj, by w takich chwilach być dla siebie przede wszystkim przyjacielem i oparciem.

Za każdym razem gdy się pracujesz ponad miarę i uważasz, że nie możesz odpuścić – spójrz na siebie z boku, jak na kogoś bliskiego. Gdy widzisz, że ktoś taki pracuje za dużo i że jest zmęczony, zwykle mówisz coś w rodzaju „zostaw, ja pozmywam”.

I takie samo „zostaw”, „odpuść”, „nie trzeba”, musisz nauczyć się mówić do siebie :)

 

Nadchodzące warsztaty jogi:

  
 
(Visited 4 928 times, 1 visits today)

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

(Visited 4 928 times, 1 visits today)
(Visited 4 928 times, 1 visits today)
No more articles
Close