Jakieś tam nikłe wzmianki na temat tego, gdzie się podziewamy i co robimy pojawiły się w life update, wpisie, który powstał zupełnie bez planu, ale jakoś tak zwyczajnie miałam ochotę go napisać. Z tym dzisiejszym jest podobnie i naprawdę wyjątkowo cieszę się z tego, że powstaje.

Reset

To może zabrzmieć trochę absurdalnie, ale po tym miesięcznym wyjeździe do Indii wróciłam… bardzo, bardzo zmęczona. Nie fizycznie, bo w tym przypadku była to tylko kwestia odespania i zmiany czasu. Ale właśnie psychicznie.

Pojawiło się dużo tematów, które chciałam sobie przemyśleć, a myślenie męczy najbardziej i wcale sobie tutaj nie dowcipkuję. Oddzielną kwestią było też zderzenie się z rzeczywistością, jaką jest spełnianie marzeń. O tym aby odwiedzić Indie marzyłam odkąd pamiętam, jednak emocje związane z byciem tam momentami stawały się aż za duże.

Zupełnie jeszcze odrębną sprawą było obieranie, korygowanie i szukanie własnej jogicznej ścieżki. Joga w Indiach jest inna niż ta nasza i mam nadzieję, że jeszcze długo taka pozostanie, bo jest prawdziwa. A przynajmniej gdzieniegdzie jeszcze taka jest.

I o ile przed wyjazdem spodziewałam się, że po powrocie wrócę z blogowym zapałem i werwą i że będę tryskać energią i humorem jak sok ze świeżej limonki, o tyle życie to zweryfikowało i okazało się, że jest zupełnie inaczej. I że tak naprawdę dopiero teraz zaczynam swoje odpoczywanie.

Zawsze tak jest, że na wszystko musi przyjść właściwa pora. I głęboko wierzę w to, że nie ma sensu działać na siłę i oszukiwać tym samym nie tylko innych, ale również siebie. Dopiero od kilku dni czuję, że tak naprawdę “wracam do siebie”. Że chce mi się nie tylko działać, ale i dzielić się tym działaniem z innymi.

Odpowiedni czas najwyraźniej nadszedł, i tak oto, po najdłuższej przerwie – ten post piszę w niedzielę, choć zgodnie ze swoimi własnymi założeniami, nie powinnam tego robić w weekend.

Dynia

Tą informacją dzieliłam się jak na razie tylko w newsletterze, to tam zawsze wszystkie wiadomości trafiają jako pierwsze, więc jeśli chcesz, to zapraszam do wpisania się na listę odbiorców.

Otóż, od dwóch tygodni mieszkamy w GDYNI. Albo w Dyni, ale to tylko my tak mówimy i jest to humor typowo sytuacyjny.

Mamy malutkie mieszanko w centrum. Choć słowo “mamy” nie jest tu zbyt idealnie trafione. Wynajmujemy je. Na nasze jeszcze w tej chwili nie możemy sobie pozwolić bo a) do władzy i pieniędzy jeszcze nie doszłam (z naciskiem rzecz jasna na “jeszcze”;) b) zdolność kredytowa dla osób, które pracowały zagranicą, a teraz (i to wcale nie wystarczająco długo, bo od niecałego roku) mają własną działalność, jest taka sobie i warunki nie są specjalnie korzystne.

Mieszkanie nie jest takie puściutkie i bialutkie jak na tych wszystkich modnych zdjęciach, ale no cóż, pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć. Na tym małym metrażu mieścimy się z życiem, pracą, spaniem, jedzeniem i… kotem. O pustych miejscach nie ma więc za bardzo mowy. Ale jest dzięki temu wyjątkowo przytulnie, więc śmiało można wpraszać się na kawę.

I co najważniejsze: do morza mamy jakieś 8-10 minut spacerkiem i tak sobie myślę – czy można chcieć więcej?

Dla mnie to nadal abstrakcja. Jakoś bardzo pomału dociera do mnie informacja, że niektórzy przyjeżdżają tutaj na wakacje a ja? Ja tu po prostu mieszkam! Piękne to jest i cieszy mnie niezmiernie, więc jeśli zacznę Wam z tym morzem i z codziennymi spacerami rano, wieczór i w południe działać na nerwy, to śmiało piszcie ;)

Ciągnie wilka do lasu

Wydaje mi się, że gdzieś już o tym kiedyś pisałam, ale zrobię to raz jeszcze. Pamiętam, że na jednym z wykładów jeszcze w Danii (architektura) prowadząca mówiła, że jest to w jakiś tam sposób psychologicznie udowodnione, że ciągnie człowieka w stronę miejsc, które zna. I tak na przykład – jeśli ktoś wychował się w domku jednorodzinnym, bardzo prawdopodobne, że w dorosłym życiu również w takim zamieszka. Jeśli w górach, to ciągnie go w góry, jeśli na wsi – to na wieś, jeśli w dużym mieście – to do dużego miasta.

Ja wychowałam się w małym miasteczku nad wodą (nie morską, ale zawsze to jednak woda) i być może to właśnie do tej wody tak mnie ciągnęło.

Warsztaty jogi

Zgodnie z tym, co zapowiadałam przed wyjazdem, wracam do Was z cyklem warsztatów. Tym razem typowo wiosennych, takich w których będziemy budzić swoje ciało. Zaczynamy powoli, we własnym tempie, po to by z każdą kolejną asaną przygotowywać się i otwierać na nadejście tego co nowe, piękne, nieznane i cudownie odświeżające.

W końcu, wiosna to niezwykły czas, kiedy natura budzi się do życia, ożywa i rozkwita. Jest to również moment, w którym my sami, nieco jeszcze rozespani i osłabieni po zimie, często potrzebujemy dodatkowego zastrzyku energii. Na warsztatach postaramy się dopasować do rytmu przyrody i w pełni doświadczyć budzącej się natury jak i własnego ciała.

Wszystko z Indyjską muzyką i zapachami w tle <3

Do końca marca można kupić tańsze bilety na spotkania:

Pozostałe miasta podaję z wyprzedzeniem, nie ma jeszcze możliwości kupienia biletów, ale daty już nie ulegną zmianie, więc można sobie umieścić w kalendarzu:

  • 11. maja Łódź
  • 19. maja Gdańsk
  • 26. maja Kraków
  • 27. maja Katowice

A na koniec czerwca spotkamy się na festiwalu jogi w pałacu Sulisław, ale o tym jeszcze dam znać :)

A może Indie?

Poza tym informacja, którą dzieliłam się już wszędzie. Ale gdyby ktoś jeszcze się na nią nie natknął (co przy dzisiejszym zasięgu Facebooka w ogóle mnie nie dziwi), to tutaj też napiszę. Jest możliwość DARMOWEGO wyjazdu do Indii, połączonego z kursem jogi u samych jej źródeł. Wystarczy się zalogować, uzupełnić nieco informacji i czekać na odpowiedź. Ja dostałam odpowiedź pozytywną, więc jakby co – oferuję chętnie swoje towarzystwo podczas wyjazdu :)

Wszystkie informacje są tutaj, a bezpośredni link do logowania o tuuu >>> Gdyby ktoś się wybierał – dawajcie znać koniecznie!

 

No, i dawajcie znać co u Was. Wiosennie i zwyczajnie. Lubię wiedzieć, kto jest po drugiej stronie :)

I tak się zastanawiam – chcecie więcej takich wpisów z podwórka? Czy jednak wolicie konkretne wpisy na sensowne tematy?

Nadchodzące warsztaty jogi:

(Visited 6 385 times, 1 visits today)

Miej umiar z dedykacją

(Visited 6 385 times, 1 visits today)

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

(Visited 6 385 times, 1 visits today)
(Visited 6 385 times, 1 visits today)
No more articles
Close