Dzień przed wylotem. Biegam po mieszkaniu jak głupek. To zrobić, tamto dokończyć, tu zadzwonić. W międzyczasie kurier, obiad, wizyta u księgowej. Co chwilę dzwoni telefon, ktoś pyta o rzeczy, które mają być skończone przed wyjazdem. I jeszcze jak ta głupia uparłam się, żeby napisać wpis na bloga. Bo przecież jak tu go zostawiać tak bez opieki, sam sobie nie poradzi. Poza tym trzeba przecież jeszcze posprzątać mieszkanie, w końcu jakby to było, gdyby wybuchł pożar, a strażacy natknęli się na stosik nieposkładanego prania?! Po raz kolejny łapię się na tym, że w ręku trzymam telefon i nie pamiętam co miałam zrobić.

Pukam się w czoło. Po co mi to wszystko? Karuzela kręci się nadal, a tego, że na kilka dni wysiadam, nawet nikt nie zauważy.

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat.

Świat nieustannie zabiega o naszą uwagę. W natłoku zdarzeń i informacji coraz trudniej jest zlokalizować rzeczy, które faktycznie są jej warte. Zwykle całymi dniami, tygodniami, miesiącami, miotamy się pomiędzy tym co ważne, a tym co jeszcze ważniejsze.

Zbyt wiele chcemy mieć na raz. Zbyt mało umiemy odpuścić.

Fizycznie niby jesteśmy w jednym miejscu, jednak myślami staramy się ogarnąć cały wszechświat. Wszystko jest na wczoraj, wszędzie jesteśmy spóźnieni, więc robienie wielu rzeczy na raz, wydaje się logiczne.

Koncentracja tylko na tym co robimy.

Nieważne co robisz – piszesz, czytasz, jedziesz samochodem, oglądasz film czy grasz w grę – musisz mieć świadomość tego, że nie ma czynności mniej lub bardziej ważnych.

Skoro decydujesz się na ich wykonanie, oznacza to, że sprawiają Ci przyjemność, lub że są naprawdę potrzebne. Skoncentruj się tylko i wyłącznie na jednej rzeczy. Zamiast tworzyć w głowie plan działania na najbliższe godziny, dni czy tygodnie bądź tu i teraz.

Skończ z wielozadaniowością.

Pewnie czytając to, jesteś gdzieś w samym centrum zamieszek swojego życia codziennego. Może jest to któryś z pracujących dni tygodnia i miotasz się pomiędzy obowiązkami zawodowymi a domowymi.  Może jest sobota, rzucasz się w wir sprzątania, odpisywania na maile i nadrabiania zaległości blogowych. Może jest niedziela i starasz się nadrobić wszelkie braki kulturalne i spotkania z rodziną.

Przelatujesz ten tekst szybko, jedynie wodzisz oczami po poszczególnych literach. Fizycznie czytasz, choć tak naprawdę myślisz o tym, czy wstawiłaś pranie, albo kto odbierze dzieci ze szkoły.

Potem zajmiesz się pospiesznym i nie do końca przemyślanym robieniem miliona rzeczy na raz. Środek dnia, tysiąc rzeczy do zrobienia, setki myśli na sekundę. Wszystko na wczoraj.

Zatrzymaj się.

W głowie robi się zamieszanie, mózg ciągle pracuje na najwyższych obrotach, analizując wszystko to, co do niego dociera. Przetwarza, wyciąga wnioski, kreuje plany i obawy o przyszłość. Nasze myśli zmierzają w tysiącu różnych kierunków jednocześnie, wiemy nic o wszystkim, a może właśnie byłoby warto wiedzieć wszystko o niczym?

Weź głęboki oddech. Pozwól temu wszystkiemu popłynąć dalej.

Wybierz to co jest naprawdę ważne. Skup się na robieniu tylko jednej rzeczy. Wyłącz komputer, przestań sprawdzać co chwilę komórkę, skończ czytać ten wpis i zacznij robić.

Niech świat płynie sobie w swoim własnym rytmie, będąc jednak tylko tłem dla tego, co robimy.

Żadnego jutro, żadnego wczoraj, ani za godzinę.

Tutaj znajdziemy wszystko czego nam potrzeba.

*

Zrobiłam listę. Skreśliłam połowę, zostawiłam tylko to, co koniczne. Zaczęłam działać po kolei.

Powoli, choć tak naprawdę szybciej.


Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

(Visited 2 446 times, 1 visits today)
(Visited 2 446 times, 1 visits today)
  • Bardzo przydatny czas w dzisiejszych czasach, których wszyscy nie dość, że robią wszystko szybko to do tego robimy wszystko na raz :/
    Pozdrawiam! :)

  • Marta

    Odnoszę wrażenie, że od pewnego czasu ciągle czytam tu o tym samym.

  • Czym ja jestem, oto pytanie, bo absolutnie nie mam potrzeby ogarniania wszystkiego. Jakoś ludzie – najczęściej kobiety – mają potrzebę ogarniania, a ja się wdałam w ojca i jestem hipisem. Robię jedną rzecz naraz. Jeżeli spróbuje mi ktoś przerwać naukę, to się wkurzę. Gdy mam dużo do zrobienia nie rozmawiam z ludźmi, nie reaguję na sytuacje zewnętrzne, nie odpisuję, nie wychodzę z domu. Teraz mam sesję i jako jedyna nie gadam ze wszystkimi dookoła o tym, czego się uczę, tylko się uczę, z małymi przerwami na jedzenie i blogi.
    Ma to swoje poważne wady – wypadam z obiegu towarzystkiego, no bo tak fajnie pogadać o nauce, a ja niet. Łatwo się wkurzam i robię opryskliwa, gdy ktoś mi przeszkadza. Nie ogarniam kilku rzeczy naraz, niektóre wylatują mi z pamięci. Ale nie wyobrażam sobie funkcjonowania wielozadaniowego.

  • Sama myślałam , że mogę się zatrzymać. Skupić na jednej rzeczy w danej chwili. A wtedy właśnie świat przypomniał mi o tym, jak wiele dzieję się dookoła i kazał wrócić do wielozadaniowości. Działo się kilka rzeczy na raz, a by przetrwać, musisz zarabiać, by zarabiać robić wiele rzeczy. Tak jak tego oczekują pracodawcy, klienci, świat dookoła… Nie da się już zwolnić, nie wypadając z obiegu. Kto wypadnie, w depresję wpada. moim zdaniem to większość ludzi na tym świecie musi wymyślić i wprowadzić inny system działania, jakość życia w skali całych społeczeństw, a nie tylko w obrębie poszczególnych, buntujących się grup społecznych. Inaczej sposoby zachowań i działania jednostki, będą nadal dyktowane przez drażniąco wymagającą większość…I to niestety jest fakt, na który ja nie mam wpływu. Nie wiem jak to zmienić. Być może przyszłe pokolenia będą potrafiły…

  • To ciekawe, że mimo wielu naukowych doniesień o tym, że multitasking nie jest efektywny, nadal mamy ku temu skłonności. To chyba jest trochę powiązane z FOMO – bo może akurat w innym miejscu dzieje się coś, co wydaje się bardziej wartościowe i nas.. OMIJA? Wielozadaniowość poza brakiem efektywności ma jeszcze jedną, paskudną cechę – zużywa naszą energię i sprawia, że nie czujemy, że jesteśmy naprawdę. Że jesteśmy obecni. Jesteśmy w kilku miejscach naraz, a tak naprawdę nie ma nas nigdzie.

  • Znam takie dni. To uczucie, kiedy okazuje się, że jednak nie trzeba było zrobić absolutnie wszystkiego z tej długiej i przytłaczającej listy i nic się nie stało :)

Close