Po ukazaniu się wpisu 3 rzeczy, w które chciałabym wierzyć przed maturą, okazało się, że maturzystów jest tu więcej, niż można się było spodziewać. A nawet jeśli nie samych maturzystów to osób, które zastanawiają się nad tym czy warto studiować. A jeśli tak, to co konkretnie?

Moje studia

Ja sama okres studiów wspominam dobrze. Nawet bardzo dobrze. Zwłaszcza tych pierwszych, ukończonych w całości w Polsce. Poznałam masę ludzi, z którymi przyjaźnię się do dzisiaj. Nawet jeśli nie widzimy się często, to nie znaczy, że o sobie zapominamy. Drugie studia upłynęły dość mocno pod znakiem podróży. Zaczęłam w Polsce, kontynuowałam w Hiszpanii, by skończyć w Danii. Nauczyłam się przez to dużo, choć niekoniecznie z podręczników.  I nie, nie studiowałam 10 lat, przez dłuższy czas robiłam dwa kierunki jednocześnie.

Studia były czasem błogiej beztroski. Wiem, że niektórzy wspominają je jako koszmar, albo przynajmniej masę nauki. Ja jednak najwyraźniej trafiałam na swoje kierunki, bo wszystko przychodziło mi z łatwością i miałam masę czasu na rzeczy nie mniej ważne niż nauka. Poza paroma egzaminami w roku i oddaniem kilku projektów niewiele się od nas wymagało.

W moim wypadku studia to też dużo przeprowadzek, być może dlatego ten nawyk został mi do dziś. Poza tym wspomnienie wszystkie juwenaliów, parapetówek, rysowania projektów do białego rana i nanoszenia ostatnich poprawek na kolanie pod gabinetem profesora, sprawia, że dochodzę do wniosku, że warto studiować. Choć oczywiście jest to przekonanie bardzo subiektywne

Czy warto studiować?

To pytanie na które ani ja ani nikt inny Wam nie odpowie. Nie ma sensu się oszukiwać. Tę decyzję każdy musi podjąć samodzielnie. A potem żałować, albo się cieszyć.

Idąc na studia prawdopodobnie strącisz kamień z serca swoim rodzicom. Wciąż panuje przekonanie, że studiowanie to bardzo prestiżowe zajęcie. A jeśli nie prestiżowe, to przynajmniej konieczne, bo jak się tu później wytłumaczyć sąsiadom, że Twoja córka nie studiuje, skoro niby była taka zdolna?!

Istotnym smaczkiem jest również fakt, na który lubiła zwracać uwagę moja wychowawczyni w gimnazjum. Otóż studia dają Ci możliwość życia na własną rękę, ALE często jeszcze z pomocą (głównie finansową) rodziców. Jeśli więc możesz z takiej pomocy skorzystać, to ciesz się szalenie i to właśnie rób. Na pracę przyjdzie jeszcze czas i to tyle czasu, że zdążysz się nią znudzić 50 razy. Niemniej jednak – jeśli trafi Ci się ciekawy sposób by trochę dorobić, to z niego korzystaj, rodzice na pewno będą Ci za to wdzięczni.

Co ważne – nawet korzystając z pomocy rodzicielskiej i tak poznasz wartość pieniądza, zwłaszcza, że prawdopodobnie będziesz mieć określony budżet miesięczny. I jeśli wydasz go w pierwszym tygodniu na wszystkie możliwe imprezy tego świata, pozostałe 3 będziesz żyć na cebuli i ziemniakach. Natura zna takie przypadki i wcale nie jest ich mało.

I co najważniejsze – studia to przede wszystkim ludzie. Mało prawdopodobne, żeby gdziekolwiek można było spotkać tak ogromną mieszankę najróżniejszych charakterów, temperamentów i pomysłów. Studiowanie jest wspaniałym źródłem znajomości i trwałych przyjaźni. Zwłaszcza jeśli zamieszkasz w akademiku. Ale jeśli nie, to też nie koniec świata. Choć najlepsze imprezy raczej Cię ominą ;)

Poza tym studiowanie wiąże się z posiadaniem magicznego dokumentu jakim jest legitymacja studencka, zapewniającego zniżki praktycznie wszędzie i podróże za pół ceny. Warto jest to dobrze wykorzystać. No i studenckie czwartki, które kończą się zwykle dopiero w piątek rano.

W tym beztroskim stanie przeżyć można od trzech do pięciu lat, choć znam takich, którzy odbierając dyplom spokojnie mogliby kandydować na prezydenta.

A, i zapomniałam o najważniejszym. Jakby na to nie patrzeć, to studia jednak uczą. Nawet jeśli masz czasem wrażenie, że to niekończące się imprezy z przerwą na sesję, to jednak te napisane kolokwia, egzaminy i projekty nie spadają z kosmosu. Poza tym myślę, że wciąż łatwiej jest znaleźć pracę, posiadając dyplom uczelni wyższej. Nie mówię, że to dobrze i zupełnie fair, ale co zrobimy, jeśli tak właśnie jest.

Studia to nie same plusy.

zawody, w których bez dyplomu ani rusz – czyli wszyscy lekarze, architekci, konstruktorzy, prawnicy itp. itd. Dlatego jeśli chcesz działać w którejś z tych dziedzin, to jednak na dzień dzisiejszy dyskusja skończona. Ale jeśli nie chcesz, pamiętaj – studiowanie ma też swoje minusy. I to całkiem sporo.

Przede wszystkim – studia zajmują Ci minimum 3 lata życia. To kawał czasu. Istnieją ludzie, którzy są w stanie opanować w tym czasie pół świata. Ty, w zależności od specjalizacji, opanujesz schemat budowy silnika kwantowego (ale tylko schemat, bo na żywo raczej go nie zobaczysz, a przynajmniej nie na studiach), albo poznasz na wylot wczesną poezję skamandrytów.

Albo nauczysz się programować roboty. Gdyby to jednak były jeszcze jakieś przydatne roboty, takie co to wiedzą którędy do lodówki i jak przygotowywać kolację. Niestety zwykle jednak nie są.

W tym czasie Twoi znajomi, którzy wybrali inną drogę kariery, będą zarabiać swoje pierwsze pieniądze. A Ty pieniądze w przeważającej części będziesz jedynie wydawać. Albo swoje, i to do cna, bo przy studiach dziennych ciężko o pracę, z której stać Cię na coś więcej niż wynajęcie mieszkania i ogólne przeżycie. Albo rodziców, którzy dzięki temu zyskują święte prawo mówienia Ci co powinieneś w danej chwili robić.

Pracujący będą też zdobywać doświadczenie. Tymczasem Ty, kończąc studia, jedyną rzeczą jaką masz jest po prostu papier. Jasne, w trakcie studiów są jakieś tam praktyki, ale umówmy się – nie umywają się do pełnoetatowych staży. Pewnie wiele zależy od tego gdzie się trafi, jednak ja w wielu miejscach byłam traktowana jak przypadkowy człowiek na przypadkowym miejscu, robiłam rzeczy od czapy, a każdy czekał tylko, żeby przybić pieczątkę i podpisać “zaliczone”.

Owszem, kiedyś – pewnie nawet w czasach naszych rodziców – dyplom wyższej uczelni był jakimś tam prestiżem. Ale teraz? Nie oszukujmy się, studia może skończyć każdy. Każdy, kto jest wystarczająco uparty. Mądry już niekoniecznie.

Poza tym, jeśli na etapie liceum, odnosisz wrażenie, że uczysz się masy niepotrzebnych rzeczy, to lojalnie mogę Cię uprzedzić – na studiach wcale nie będzie lepiej. W teorii zakres wiedzy się zawęża, w praktyce – jest tyle niepotrzebnych zapychaczy czasu, że głowa mała.

To może lepiej bez studiów?

Może i lepiej. Może i nie lepiej.

Jedno jest pewne – nie potrzebujesz studiów do tego by osiągnąć sukces. Wyjątkiem są oczywiście lekarze, prawnicy i cała ta świta. W pozostałych przypadkach trzeba przede wszystkim spiąć tyłek. I przygotować się na dużo pracy. Ale jeśli się lubi to, co się robi, to jest to fajna praca.

Przy czym jednak, zgodnie z tym co mówił Miauczyński Adaś:

Co za ponury absurd… Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?

Pisząc maturę i myśląc o studiach, niekoniecznie wiesz, co będzie Ci sprawiało radość do końca świata. Zwłaszcza, że upodobania lubią się często zmieniać.

Dlatego przede wszystkim bez paniki, pamiętaj, że wybór studiów lub decyzja o rezygnacji, wcale nie definiuje całego Twojego życia.

 

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku

Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.

(Visited 7 518 times, 5 visits today)
(Visited 7 518 times, 5 visits today)
No more articles
Close