Swoją maturę zdawałam już dawno temu. Tak że zdążyłam już zapomnieć jak to było i po co w ogóle cały ten cyrk. Jednak do tegorocznych maturzystów należy również moja siostra, co skłania mnie do przeżywania wszystkiego na nowo. I zastanowienia się po raz kolejny nad absurdem całej sytuacji.

Nadal ogrom ludzi uważa, że matura to najważniejszy egzamin w życiu. W końcu ktoś kiedyś przewrotnie nazwał go „egzaminem dojrzałości”. Przewrotnie. Bo mając lat wciąż naście czy ledwo dwadzieścia to jednak mało wiesz o życiu, a już na pewno nie jesteś gotowy na bycie ocenianym z własnej dojrzałości.

W „Dniu świra” pada takie cudowne zdanie, które zamyka w sobie cały przekaz tego wpisu:

Co za ponury absurd… Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?

Na szczęście – wcale teraz nie decydujesz o swoim życiu. Przed Tobą jeszcze tyle niespodziewanych zwrotów akcji, że za 10 lat złapiesz się z politowaniem za głowę, przypominając sobie, jak dziś widziałeś swoją przyszłość i karierę.

 

Dlatego ku pokrzepieniu – 3 rzeczy w które chciałabym wierzyć przed matura. Bo co z tego, że o nich wiedziałam i że wszyscy mi to powtarzali, skoro wcale w to nie wierzyłam?

1. Matura to bzdura

Musi tak być, bo inaczej nie byłabym tu, gdzie jestem.

Sama swoją własną maturę zdałam bardzo słabo. Może nie całość, ale głównie matematykę, która była wtedy moim przedmiotem wiodącym. Tak matematyka. I tak, też się dziwię, gdy to teraz piszę, jednak wtedy wydawało mi się to jedyną słuszna ścieżką.

Niemniej jednak było kiepsko. Nie dlatego, że byłam źle przygotowana. Choć nie ukrywam, rekordu pracy włożonej w przygotowanie też nie pobiłam. Z tego co pamiętam to całe te dwie, trzy czy ile tam godzin spędziłam na przewracaniu kartek arkusza i poszukiwaniu czegokolwiek, co umiałabym rozwiązać. Miałam wrażenie, że wszystkie te zadania są z kosmosu, a polecenia pisane w jakimś szalenie zawiłym eskimoskim języku, z którego nic nie rozumiem. Totalna zaćma, bo zadania wcale nie były jakieś wyszukane. Po prostu w moim mózgu była jedna wielka czarna dziura.

Zdarza się. Gdybym dzisiaj stała raz jeszcze przed taką sytuacją, pewnie bym sobie z nią porodziła. Dlaczego?

Bo najzwyczajniej w świecie bym to olała i podeszła do tego z większym spokojem. Zdając sobie sprawę, że w życiu spotka mnie jeszcze masa dużo ważniejszych i trudniejszych zajęć, spraw i decyzji. I że od tego egzaminu tak naprawdę NIC NIE ZALEŻY.

Matura to tylko trochę większy sprawdzian, jednak w naszym wyobrażeniu rosnący do rangi sądu ostatecznego. Tymczasem nic z tych rzeczy. Przechodzi przez to każdy. A przynajmniej wszyscy ci, którzy mają do czynienia z liceum/technikum.

Każdy stresował się tak samo. I każdy robił to ZUPEŁNIE NIEPOTRZEBNIE.

2. Nie ma czegoś takiego jak wydarzenie, od którego zależy całe Twoje życie

Ja wiem, że teraz Ci się wydaje, że od tych kilku arkuszy zależy całe Twoje życie. Dlatego powiem Ci jedno – wcale nie zależy. Owszem, ma to jakiś tam wpływ. Ale nie znów taki ogromny, żeby nie dało się tego jakoś przeskoczyć.

Nie ma takiej decyzji czy wydarzenia, które bezwzględnie wyrokowałoby na całym Twoim dalszym życiu. Wszystko można zmienić, poprawić, zacząć od początku. Albo po prostu zastanowić się i kolejnym razem pójść zupełnie inną ścieżką niż ta zaplanowana. Często o wiele lepszą.

Czas ma to do siebie, że zmiękcza wiele wydarzeń z przeszłości. To co teraz wydaje nam się wielkim wydarzeniem, po kilku latach nie ma już żadnego znaczenia. Tak jak ta nieszczęsna matura. Serio, chciałam przedstawić Wam tutaj dokładne wyniki, ale… za nic w świecie nie pamiętam. Dobrą chwilę zajęło mi już nawet samo zastanowienie się nad tym CO i na jakim poziomie zdawałam.

Poza tym złe, dobre czy jakikolwiek studia, to jeszcze żaden wyznacznik. Znam masę ludzi, którzy nie ukończyli żadnej uczelni, a w życiu radzą sobie świetnie. I drugi ogrom osób, które studia owszem, skończyły, ale zajmują się zupełnie czymś innym. W tym ja.

I niestety także grupę wszechstronnie wykształconych, którzy jakoś w żaden sposób nie mogą sobie poradzić z życiem. I tu łatwo spojrzeć chociażby na Adasia Miauczyńskiego, naszego przerysowanego inteligenta z pierwszych akapitów wpisu.

Tak że matura to nie wszystko. Skończone studia to również nie gwarancja sukcesu. I nie neguję tutaj ani jednego ani drugiego, po prostu nasze losy prawie zawsze są w naszych rękach i wszystko może udać się tak samo dobrze zarówno „z” jak i „bez”.

A wracając do mojej słabej matury – czy miała duży wpływ na moje dalsze losy? Niewielki. Dostałam się na wszystkie kierunki na które aplikowałam. Z wyjątkiem jednego, ale o tym później.

3. Nic nie dzieje się bez przyczyny

Życie ma to do siebie, że często wysyła nam podpowiedzi i sygnały. Problem w tym, że robi to w swoim własnym języku i niestety nie zawsze jesteśmy w stanie zrozumieć co mówi. Ba, zwykle nawet tego nie słyszymy.

Dlatego to, że zdasz słabo, może być dla Ciebie komunikatem, że wcale nie zmierzasz w dobrym kierunku. Że uczelnia, którą teraz uznajesz za wymarzoną, wcale taka nie będzie. Że zawód w którym widzisz siebie do końca życia, w praktyce wcale nie wygląda tak bajecznie, a Ty jedynie go sobie idealizujesz.

A może po prostu  świat mówi Ci, że nie jesteś jeszcze na to gotowy? Że potrzebujesz roku przerwy, zmiany miejsca, znajomych i przyzwyczajeń, by poszukać tego, co naprawdę Cię interesuje. Czasem tak sobie myślę, że gdybym nie zdała matury, albo nie dostała się na żaden z planowanych kierunków – wyjechałabym. Przynajmniej na rok. Bardzo prawdopodobne, że wtedy zupełnie wcześniej zainteresowałabym się i na poważnie zajęła jogą, naturoterapią, psychologią czy fizjoterapią. Tak samo jak prawdopodobne jest to, że gdybym zaczęła studia w tym kierunku – i nagle okazałoby się, że coś muszę, a nie tylko chcę – od razu przestałabym to lubić.

Tego nigdy nie wiemy.

W moim przypadku tym jedynym kierunkiem, na który się nie dostałam z uwagi na słabą maturę, była architektura. Udało mi się dopiero za drugim podejściem. Wtedy było mi przykro, teraz się z tego cieszę. To właśnie dzięki temu udało mi się skończyć jednocześnie dwa kierunki studiów, poznać całą masę wspaniałych ludzi, a także studiować w 3 rożnych krajach. Zaczynając później, nie musiałam już narażać się na ten stres pierwszoroczniaka, z doświadczenia wiedząc, że większość rzeczy trzeba po prostu olać.

Poza tym dzięki temu nauczyłam się świetnej organizacji czasu i pracowitości. Ale na ten temat porozmawiamy innym razem.

 

Dlatego pamiętaj – nie matura, a chęć szczera.

I zgodnie z tym – nie powodzenia na maturze, a tej chęci życiowej Ci życzę. Bo Twoje życie jest w Twoich rękach, NIE egzaminatorów.

A teraz idź i spokojnie korzystaj ze swojej wiedzy najlepiej jak potrafisz. Bo wystarczającą wiedzę już posiadasz, w to wierzę.


Tych którzy maturę mają za sobą, proszę – wesprzyjcie młodzież w komentarzach!
A piszący jutro – dajcie znać jak samopoczucie i jak poszło.

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

(Visited 4 245 times, 1 visits today)
(Visited 4 245 times, 1 visits today)
  • Maturę miałam rok temu, i jak większość naukowych spraw w życiu poszła mi dobrze. Jako tako pamiętam nawet procenty. Na pewno pamiętam, że był to pierwszy raz chyba w całym życiu gdy rodzice pochwalili mnie za wyniki w nauce… Ale tak naprawdę fajne w maturze było przeżywanie czegoś niecodziennego, fajne było poczucie rywalizacji, naprawdę z przyjemnością szłam na egzaminy, szczególnie z lubianych przeze mnie przedmiotów, mogłam podjąć wyzwanie. Szczerze mówiąc, matura i dostanie się na studia to były dla mnie tylko kolejne punkty do odhaczenia na liście, bo było prawie niemożliwe, żebym jej nie zdała i nie dostała się na moją filologię. Próbuję sobie przypomnieć moje uczucia sprzed roku i bardziej pamiętam to, że dostałam wtedy pierwszą pracę, niż to czy się denerwowałam.
    A na studiach spotkałam ludzi z tak przeróżnymi drogami życiowymi że nic już mnie nie zaskoczy :D

  • Klaudia Stefańska

    Ja całe liceum i maturę przyporządkowałam myśli, że będę studiować architekturę wnętrz. Chodziłam na kursy rysunku, wybrałam odpowiednie rozszerzenia itd. W maju w trakcie matur uświadomiłam sobie, że wcale nie mam ochoty tego studiować. Złożyłam papiery na psychologię w kilku uczelniach, bo to mnie wtedy najbardziej interesowało, a moja mama wręcze ze łzami błagała mnie, żebym chociaż na jedną uczelnię złożyła na prawo. Dostałam się i na to i na to. Całe wakacje nie wiedziałam co z tym zrobić. Nagle zaczełam myśleć o tym prawie. Dla spokoju sumienia zaniosłam dokumenty na obydwa kierunki i dopiero w połowie września zdecydowałam ;). Poszłam na prawo. Dziś jestem na 3 roku i nie wyobrażam sobie, ze mogłabym studiować coś innego i codziennie dziękuję losowi (i mojej mamie :)), że tak się stało. Cała ta sytuacja nauczyła mnie jedynie, że nie warto planować sobie zanadto życia a szczególnie w kluczowych kwestiach, bo los jest bardzo przewrotny.

  • Gdybyśmy w wieku nastoletnim wiedzieli co chcemy robić za naście czy dzieścia lat, życie byłoby dużo łatwiejsze. Całą moją edukację na poziomie podstawowym i gimnazjalnym byłam przekonana, że będę robić COŚ związanego z matematyką więc idąc do liceum, wybrałam profil matematyczno-fizyczny. W trzeciej klasie uznałam, że to jest bez sensu i powinnam zająć się tym, czym się naprawdę interesuję (japonistyka) ale ostatecznie na dzienne się nie dostałam, a na zaoczne nie było mnie stać. Teraz żałuję, że kiedyś stroniłam od chemii (to nie tak, że mi nie szła, specjalnie ją ignorowałam, wiedząc, że inne przedmioty są dla mnie ważniejsze) bo wpadłam na amen w robienie kosmetyków. Również od strony teoretycznej. I po raz pierwszy mam dokładną wizję jak ma to wszystko wyglądać więc pozostaje mi przekonać drugą połowę, że sobie poradzi sam w weekendy z dzieckiem ;)

    Dodam jeszcze coś od siebie dla maturzystów z problemami natury nieco poważniejszej niż stres przed egzaminem: przerwa jest dobrym pomysłem.

  • Moja siostra cioteczna zdawałam w tamtym roku maturę, a teraz pluje sobie w brodę, że tak mało przedmiotów zdawała.

  • Dla mnie matura i cały ten system „okołostudialny” ma trochę złą formę. Zdawałam ma swojej maturze przedmioty podstawowe, a oprócz tego same humanistyczne, bo tak mi się wtedy wydawało najlepiej. Dzisiaj mam 20kilka lat i zamkniętą drogę – pomimo bardzo dobrze zdanej matematyki – na studia o charakterze chemicznym, do których musiałam zwyczajnie dorosnąć. Dlatego uważam, że faktycznie matura to absurd, dobrym rozwiązaniem byłoby przywrócenie egzaminu wstępnego na każdy kierunek studiów :)

    • bezczas

      Mogłaś przecież poprawiać maturę, nic straconego. Jeśli zależy Ci na tej chemii, to dasz radę.

Close