Jak wiecie, albo nie wiecie – ostatni tydzień spędziłam na jogowym kursie nauczycielskim, połączonym z dniami milczenia. Doświadczeniem, które w pewien sposób wzbogaca, zmienia, zwraca uwagę na istotne aspekty. Daje również czas na zastanowienie się i obserwację.

I co najważniejsze – zmusza do spotkania z samym sobą. Do konfrontacji twarzą w twarz, bo tutaj naprawdę nie ma dokąd uciec.

Zmysły skierowane do wewnątrz.

Absolutny brak informacji z zewnątrz sprawia, że umysł korzysta z tego, co jest. Z dźwięków, widoków, doznań. Z tego co nosisz w pamięci, czego się boisz. Jak i tego, co zaczynasz sobie wyobrażać.

Na pewno dla każdego będzie to zupełnie innym doświadczeniem. Wychodząc już z takiego najprostszego i najbardziej trywialnego podziału na into- i ekstrawertyków – reakcje będą prawdopodobnie skrajnie różne.

Ze swojej perspektywy, jako osoby bardzo skrytej, mogę powiedzieć, że z jednej strony nie jest to jakaś bolesna zmiana. Gdy na co dzień nie mówisz zbyt dużo, teraz po postu ograniczasz to do zera.

Zwracasz jednak uwagę na to, że również do Ciebie nikt nic nie mówi. Dzięki czemu masz poczucie bezpieczeństwa, że nie musisz już zastanawiać się nad odpowiedzią. Że nikt od Ciebie niczego nie wymaga, nie oczekuje.

Jednocześnie – myśli zaczynają krążyć. To, co mówią inni, już nie jest punktem zaczepienia, więc mózg zaczyna sobie szukać zastępnika. Bo najzwyczajniej w świecie się nudzi.

Świat z pozycji świadka.

Milcząc i wyłączając się, świadomie zostawiasz bieg świata samemu sobie. I z zaskoczeniem stwierdzasz, że, o dziwo, on doskonale sobie radzi. Sam się kręci i to wcale nie gorzej.

Sprawy toczą się swoim własnym rytmem i praktycznie nikt nie zauważa, że Cię w tym wszystkim przez chwilę nie było.

A Ty dzięki temu zyskujesz czas i możesz poświęcić pełnie uwagi temu, co dzieje się w Tobie. Czy znajdziesz dzięki temu odpowiedzi na wszystkie pytania kołaczące się w Twojej głowie? Zwłaszcza na te – kim jestem, dokąd idę i po co właściwie to robię?

Niekoniecznie. A nawet bardzo prawdopodobne, że wcale nie. Głównie dlatego, że im więcej odpowiedzi znajdziesz, tym głębiej zaczynasz kopać.

Głos jest narzędziem.

Podczas 6 dni kursu nie mogliśmy mówić. Mimo tego mieliśmy za zadanie prowadzenie zajęć.

W takich chwilach dociera do nas, jak potężnym narzędziem jest mowa. Dzięki niej możemy nakierować innych, dyskutować, bronić się, tłumaczyć.

Tutaj taka tarcza zostaje nam odebrana. Nie możesz wytłumaczyć się z tego co robisz, ukryć a potokiem słów czy odwrócić uwagi od tego, czego nie chcesz pokazać.

Pozostaje Ci precyzja ruchu i skupienie na tym, czy inni za Tobą podążają.

Rozmowy o powietrzu.

Jednocześnie uświadamiasz sobie, jak wiele rozmów mogłoby się nie odbyć. Ile rzeczy spokojnie można przemilczeć, zamiast wpadać w złość, atakować, udowadniać swoją rację, czy bronić swojego ego.

Okazuje się, że da się naprawdę przyjemnie żyć, bez wszystkich plotek, polityki i omawiania bieżących wydarzeń. Bez spierania się o to kto i kiedy miał rację.

Jak nowo narodzony.

I nie, wcale nie wrócisz do domu jako “nowa Ty”, tak jak (mam nadzieję, że to odkryliście) żartobliwie nazwałam to przed wyjazdem. Nie zmienisz się w Buddę, filozofa ani żadnego innego mistrza zen. Niemniej jednak dużo w głowie układa się samo. Zmienia się  i przewartościowuje.

Ale warto to zrobić, głównie po to, by spotkać się ze swoimi demonami. A tych w głowie każdy nosi zdecydowanie za dużo.


Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

(Visited 4 890 times, 1 visits today)

 

(Visited 4 890 times, 1 visits today)
No more articles
Close