Internetowy hejt to obecnie sprawa tak powszechna jak burze pisakowe na pustyni. Zjawisko przybrało formę trudną do okiełznania. Nie ma już żadnych granic ani świętości, wszystko się zbanalizowało.

Nienawidzi się zwłaszcza tych, którzy znaleźli sobie pomysł na siebie. Którzy znaleźli pasję i się w niej realizują. Którzy robią coś fajnego i dzielą się tym w internecie. Inność budzi lęk, budzi zazdrość. A to bardzo szybko przeradza się w gniew i nienawiść.

Inna sprawa, że przyzwolenie społeczne na takie wypowiedzi jest zbyt duże. Zazdrościmy. I lubimy przez to krytykować. Nie zawsze w sposób w jakikolwiek sposób wpisujący się w normy społeczne. Nie chodzi tylko o internet. Publikacje w prasie brukowej, czy serwisach plotkarskich często wykraczają bardzo daleko poza granice przyzwoitości.

Niby świat się zmienił. Na co dzień nie wytykamy już palcami osób o odmiennym kolorze skóry, orientacji seksualnej czy wyznaniu. Najzwyczajniej w świecie stało się to zupełnie niemodne i w złym stylu. Będąc w towarzystwie staramy się być elastyczni, fancy i otwarci. Jednak nadal szukamy miejsca, gdzie możemy dać upust swoim emocjom. Żółć sączy się w sieci. Zamknięci w czterech ścianach mieszkań urządzonych z Ikeowym smaczkiem, stajemy się ekspertami i krytykami. Wbijając wirtualną szpilę w ciało innego człowieka, staramy się leczyć własne kompleksy.

Śmierć to już nie świętość.

Nie wiem, czy zwróciliście uwagę na to, co działo się po śmierci Maddinki. Jej śmierć (przynajmniej dla mnie) stała się głośna właśnie za sprawą hejterów. Nie znałam jej bloga wcześniej, jednak po aferze u Raspberry and Red zwróciłam na to uwagę.

Ktoś był na tyle bezczelny, że podrobił wpis Weroniki na facebooku, zrobił print screena i wysłał do portali plotkarskich.

 

internetowy hejt

 

Już nawet nie sama głupota tego pomysłu jest straszna, a fakt że ludzie uwierzyli w prawdziwość wpisu. Komentarze mówiące o tym że „mało znana blogerka chciała wylansować się na śmierci koleżanki po fachu” powaliły mnie na łopatki. Zwłaszcza że bloga Weroniki obserwuję od lat i wiem, że jest marką samą w sobie. I za nic w świecie nie pozwoliłaby sobie na coś takiego. Ale oczywiście dla wielu osób łatwiejszy był automatyczny hejt, niż chociażby próba zapoznania się z jej twórczością.

 

internetowe hejterstwo

 

Internet stał się źródłem wiedzy, ale i epicentrum nienawiści.

Obraźliwe i wulgarne komentarze to tylko jedna z wielu jego mrocznych stron. Wpisy hejterów napotykamy niemal pod każdym tekstem… osób, które osiągnęły już jakiś wymierny sukces. Nie krytykuje się przeciętniaków, obraża się jedynie tych, którzy liczą się na scenie internetowej. Jak łatwo się domyślić, krytyce nie podlega wartość merytoryczna wpisu. To tylko wodotrysk zazdrości komentujących. Zazdrości o to że udało Ci się osiągnąć coś, o czym oni nawet boją się pomarzyć. Jest taki stereotyp, że internetowi krytykanci to osoby przegrane, które w taki sposób dają wyraz swej frustracji.

Najgorsze jest to, że ojcami i matkami większości obraźliwych wpisów są anonimowi hejterzy. Ci podpisujący się imieniem i nazwiskiem należą do rzadkości. Najczęściej gównem rzucają osoby kryjące się pod nickiem „gość” czy „anonim”, lub pod takimi które nie mówią nic o autorze.

Jak to się dzieje, że mamy czelność umieszczać w sieci wypowiedzi, za które nie chcemy brać odpowiedzialności? Pod którymi nie mamy nawet odwagi się podpisać. Jeśli coś Ci nie pasuje, miej honor, powiedzieć to w twarz.

Moja mama zawsze powtarzała, że najwięcej krytykują osoby, które same nic nie robią.

Zazdroszczą innym tego, że mieli odwagę zrobić coś inaczej niż wszyscy, wyjść poza nawias, być o krok naprzód, wysunąć się przed szereg. Lada moment dojdzie do tego że bycie „hejtowanym” stanie się swego rodzaju nobilitacją.

Jeśli masz coś wartościowego do zaoferowania, teoretycznie nie powinieneś mieć obaw przed publikacją. W praktyce często kończy się na tym, że wystawiamy się na ogólne pośmiewisko. W sieci każdy ma odwagę podnieść kamień i rzucić twórcy w sam środek czoła.

Polecam obejrzeć filmik poniżej. Daje do myślenia i mówi o rzeczach, z których często nie zdajemy sobie sprawy, dopóki sami nie zaczniemy czegoś tworzyć i publikować. Za każdą publikacją stoją godziny, dni, miesiące pracy. Czy naprawdę jedyne na co nas stać, to uszczypliwy komentarz, na który poświęcimy mniej niż minutę?

 

 

Zapominamy, że osoby które znamy tylko z internetu to prawdziwi ludzie. Mający uczucia, cela i marzenia. Nie można zachowywać się obelżywie wobec kogoś tylko dlatego, że jest osobą publiczną.

Internetowy hejt powinien być piętnowany. Jest chorobą z którą trzeba walczyć. Nie da się stworzyć niczego dobrego bazując na nienawiści. Trzeba pokazywać, ile cudownych rzeczy da się zbudować kierując się tolerancją. Jednak żeby pozbyć się problemu, potrzeba czegoś więcej niż piętnowanie, pytanie brzmi jednak – czego?

 

Jeżeli spodobał Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami:
(Visited 1 414 times, 1 visits today)
No more articles
Close