"Według mnie, ten najlepszy, co się najmniej chwali." - Ignacy Krasicki

Dzisiejszy wpis ma wielu ojców i wiele matek. Trochę winna jest Żudit i jej podwójne życie, co nieco wniósł też filmik, który możecie zobaczyć poniżej. Do tego to co sama wiem, myślę i przede wszystkim widzę.

Przypuszczam, że każdy, w gronie swoich facebookowych znajomych, ma kogoś, kto całymi garściami wrzuca zdjęcia swoje, swojej rodziny, psa, kota, rybki, melduje się w każdym miejscu, wylewa swoje żale i radości w postach, pierze publicznie rodzinne brudy. Czy go za to lubimy, czy nie lubimy, to już nasza prywatna decyzja. Może nas to jednocześnie irytować i bawić.

Być może to my sami wrzucamy ogrom zdjęć. Chwalimy się tym co jemy, jak zmieniliśmy wystrój mieszkania i gdzie lecimy w tym roku na wakacje. Internetowy ekshibicjonizm sięga po coraz to nowe ofiary.

Wszystko jest jeszcze jako tako OK, jeśli te zdjęcia mają jakąś wartość estetyczną. Robisz fajne fotki, warto pochwalić się tym talentem w internecie. Naprawdę, mimo iż jestem kobietą, jestem bardzo wzrokowcem i najzwyczajniej w świecie lubię patrzeć na ładne sprawy. Nie widzę w tym jednocześnie niczego złego. Gorzej jeśli mamy do czynienia z jakąś totalną grafomanią fotograficzną. Wtedy rodzi się pytanie, czemuż ach czemuż ja muszę na to patrzeć?

Poza tym, dla zdjęć stworzony został Instagram. Jednak i tutaj czasem wszystko wymyka się spod kontroli. Nie raz napotykam zdjęcia nastoletnich (o ile dobrze pójdzie!) dziewczyn(ek), pozujących w samej bieliźnie, odsłaniających piersi i pośladki, robiących dzióbki do obiektywu. Z resztą dzióbki to tylko wierzchołek góry lodowej, szerokie spektrum mimiki twarzy, czasem mogłoby przyćmić niejedną gwiazdę filmów dla dorosłych. Tu rodzi się pytanie, co poszło nie tak? Dlaczego tak bezmyślnie sprzedajemy swoją kobiecość ludziom zupełnie obcym?

internetowy ekshibicjonizm

Aż głupio się przyznać, ale jakiś czas temu zrobiliśmy z mężczyznem mały test. Można powiedzieć nawet, że był to po prostu głupi żart. Jednak wnioski jakie z tego wyciągnęłam, wcale nie były śmieszne. Założyliśmy fikcyjne konto na Facebooku i zapraszaliśmy losowe osoby. Być może Was to zdziwi, ale większość osób przyjmowała zaproszenie. Ba, nawet dawali się wciągnąć w konwersację, szczegółowo odpowiadając na pytanie “no siema stary, co tam słychać, gdzie teraz pracujesz?”. I łykali jak młody pelikan historie o tym, że “poznaliśmy się tu i tam i no jak to tak, że nie pamiętasz?!”.

Jeśli więc macie w gronie Facebookowych znajomych kogoś, kogo ni przyszyć ni przyłatać – być może to właśnie my ;)

I teraz tak, skoro podchodzimy do wirtualnych znajomych tak bezosobowo, to dlaczego tak bardzo uzewnętrzniamy się w postach i zdjęciach? Dlaczego pozwalamy, tym prawie obcym czasem osobom na wgląd w nasze życie prywatne?

Swoją drogą (dygresja zupełnie bez sensu i poza tematem jak zawsze), mam wrażenie, że powinnam zaprzestać używania sformułowania “mężczyzn”, bo jak widać, nie wszyscy rozumieją. Trochę się przeliczyłam.

internetowy ekshibicjonizm

W sieci wcale nie trudno o hejty. Zasiadając przed ekranem swojego komputera, każdy z nas jest nagle profesorem Miodkiem. Albo przynajmniej tak nam się wydaje ;)


Dlaczego dzielimy się szczegółami naszego życia w sieci?


Teoretycznie można powiedzieć, że ludzie zawsze lubili dzielić się swoim życiem. Jednak jest pewna drobna różnica pomiędzy zanudzaniem swoim gości oglądaniem 1268893 albumów ze zdjęciami swoich dzieci czy wnuków, a puszczaniem wszystkiego do sieci.

Wirtualny ekshibicjonizm to nie dzielenie się zdjęciami dzieci w małym gronie zaufanych osób, a wrzucanie ich na serwery znajdujące się nie wiadomo gdzie. Na których będą z resztą przechowywane na wieki, niezależnie od tego, czy nam się to podoba czy też nie. Poza tym nie każdy wpadnie na pomysł zmiany ustawień prywatności, przez co nasz “prywatny” profil staje się zupełnie publiczny. Inna sprawa to to, że jeśli ktoś będzie chciał dostać się do naszych zdjęć, to i tak to zrobi.

Internet to dla niektórych potężne, nowe narzędzie do popisywania się i chwalenia. Możemy pokazać wszystkim gdzie bywamy, co robimy, co jadamy na obiad. Ta machina wciąga, zwłaszcza jeśli z jakichś narcystycznych pobudek lubimy być zawsze w centrum uwagi. Kolekcjonujemy lajki jakby miały jakąkolwiek wartość. Podnosimy swoją samoocenę. Nawet jeśli na co dzień nasze życie jest “takie sobie” i “przeciętne” to średnia 158 lajków pod każdym zdjęciem o czymś jednak świadczy.

Z drugiej strony dla niektórych jest to możliwość stworzenia trochę lepszej wersji siebie. Jeśli jesteś nieśmiałą szarą myszką, za nic w świecie nie zdobędziesz się na odwagę, żeby w gronie przyjaciół wyciągnąć swój album ze zdjęciami i pokazać wspomnienia z ostatniej podróży. W internecie to nie problem, wrzucamy co mamy na walla, a niech zazdroszczą! Zbieramy lajki, jest fajnie.

Wirtualnie możemy też wykreować się na specjalistów w każdej dziedzinie. Nawet jeśli w realu nie mamy pojęcia ani zdania na żaden temat, tutaj żywo bierzemy udział w każdej dyskusji. Nie ma obawy, że czegoś nie wiemy – wujek google zawsze gotowy do pomocy.

idealne selfie

Internetowy ekshibicjonizm i co dalej?


Każdy korzysta z Social Media tak, jak to uważa za słuszne. Musimy jednak pamiętać o tym, że niektórzy kreują sobie pierwsze opinie na temat naszej osoby na podstawie naszego facebookowego profilu. Nie od dziś wiadomo, że inwigilują go również pracodawcy, jeszcze zanim zaproszą Cię na rozmowę wstępną.

Całkiem niedawno byłam świadkiem sytuacji, w której dziewczyna ogłaszała się na Facebooku, że szuka pracy jako opiekunka do dzieci. Ktoś uprzejmy podesłał w komentarzu jedno ze zdjęć z jej galerii, na którym leży zalana w trupa po jakiejś ciężkiej imprezie, w towarzystwie ludzi, którym nie oddałabym do pilnowania nawet kija od szczotki. Można łatwo zgadnąć, czy udało jej się tę pracę znaleźć.

Inna sprawa, meldując się na Teneryfie, dajesz znać wszystkim, że oto Twój dom w Sosnowcu przez najbliższe 2 tygodnie stoi pusty. Niestety nie mamy wpływu na to jak ktoś wykorzysta tę informację. Jak wiadomo o włamanie nie trudno.

Idąc dalej, chwalimy się tym do jakiej szkoły/przedszkola chodzą nasze dzieci, co i o której godzinie robią w czasie wolnym, z kim się spotykają. O porwaniach też wiele się słyszy.

Nie wspomnę już o tym, że raczej nikt nie pyta małego bąbla o pozwolenie wrzucenia jego prześmiesznej fotki, na której siedzi na nocniku na środku pokoju i wcina banany. Śmieszne? Pewnie do czasu. A co jeśli ten brzdąc za 30 lat zostanie posłem, czy trochę później prezydentem? Lub też jakąś inną osobą publiczną, wymagającą autorytetu? Serwisy plotkarskie nie zostawią na nim suchej nitki, jeśli tylko dokopią się do tych zdjęć. A wierzcie mi – zrobią to.

jak zrobić selfie 

Rozterki szarego człowieka.


Blogerzy pokazują w różnego rodzaju Social Media sporą cześć siebie. Mam jednak wrażenie, że często (przynajmniej niektórzy) mają więcej świadomości co do tego gdzie i do kogo dane zdjęcia mogą trafiać. Pokazują skrawki codzienności, czasem trochę bezosobowo. Ale ja to lubię, wcale nie muszę wiedzieć, że mieszkasz na 4 piętrze obskurnego wieżowca w Wągrowcu, a miłość Twojego życia pracuje tuż za rogiem w mięsnym. Lubię danego blogera za to co robi, co pisze, co fotografuje. Nie za to gdzie mieszka czy z kim się spotyka.

Jeśli więc pokażę Wam co jadłam na śniadanie albo jak wygląda moja przerwa na herbatę, to raczej nie grozi mi z żadnej strony żadne niebezpieczeństwo. Nie ma w tym za bardzo niczego złego, sama lubię oglądać różne ładne rzeczy i szukać inspiracji w sieci.

Jednak powiedzmy sobie szczerze, jest od groma blogerów starających się zdobyć popularność chociażby kosztem utraty prywatności swoich dzieci. Uwierzcie mi, wrzucając na bloga “pierwszą kupę Michalinki” naprawdę wyrządzacie jej krzywdę.

 idealne selfie

Gdy rzeczywistość zlewa się z wirtualnością.


Dla wielu internet jest swego rodzaju grą. Trochę jak w teatrze. Mamy możliwość kreowania lepszej wersji siebie z niekończącą się ilością dubli.

To prawdziwe, ludzkie życie, często nie jest takie kolorowe, przez to wydaje się mniej atrakcyjne. Korzystamy wtedy z portali społecznościowych, żeby je trochę podkoloryzować.

Internetowy ekshibicjonizm pozwana stworzyć własne alter ego, które jest takie, jakie sobie wymarzyliśmy. Przynajmniej prawie. Najbardziej przerażający jest fakt, że brzmi to trochę jak spowiedź osoby uzależnionej od alkoholu czy narkotyków. Na pytanie “dlaczego pijesz?” często pojawiają się odpowiedzi o kolorowaniu rzeczywistości, bycia zabawniejszym, bardziej otwartym i milszym.

Czasem mam wrażenie, że im bardziej puste i pozbawione sensu jest czyjeś życie, tym bardziej kolorowe i pełne niesamowitości wydaje się być w Social Media. 

Pozostaje więc pytanie: czy zadowolenie z życia możemy mierzyć ilością “lajków” pod naszymi postami?


 


Gdyby jednak mimo wszystko naszła nas ochota na pokazanie się w internecie, przedstawiam przepis na selfie idealne. Kilka kliknięć w Photoshopie i gotowe ;) Tak, to się rusza ;)

idealne selfie

 

Źródło zdjęć: behance.net

Jeżeli spodobał Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami:

 

(Visited 3 733 times, 1 visits today)
No more articles
Close