Pochodzę z małego miasta. Takiego prawdziwego mikrusa. Według oficjalnych danych mieszka tam tylko nieco ponad 3.000 mieszkańców. Niemniej jednak to właśnie ono w dużej mierze mnie ukształtowało i to do niego chętnie wracam nie tylko myślami.

Pochodzenie niczego nie warunkuje

Ludzie z małych miast miewają specyficzną mentalność. Nie chcę tutaj generalizować, bo jest wiele osób, które mierzą naprawdę wysoko i zdobywają szczyty jeden za drugim. Niektórzy jednak żyją w przeświadczeniu, że urodzenie oraz miejsce, w którym się wychowujemy, warunkuje całe nasze życie. I tym samym już na wstępie podcinają sobie skrzydła, twierdząc, że skoro nie urodzili się w San Francisco, Londynie albo chociażby w Warszawie, to nie mogą od życia oczekiwać zbyt wiele. Bo możliwości są tylko tam i nigdzie indziej.

Tymczasem możliwości są wszędzie, a jedyne ograniczenia to takie, które sami sobie nakładamy.

Nic samo się nie udaje

Wpadając w odwiedziny do „siebie” (choć w sumie ciężko nazwać tak to miejsce, bo dawno już tam nie mieszkam), często słyszę zdanie typu: Tobie to się udało! albo Miałaś szczęście!

Tego co robię nie uznaję za jakiś sukces i drogę wartą do naśladowania. Do władzy i pieniędzy jeszcze nie doszłam. Z naciskiem rzecz jasna na jeszcze ;) A tak zupełnie serio – wychodzę z założenia, że każdy jest kowalem własnego losu. Dlatego twierdzenie, że tego czy tamtego nie mogę zrobić, bo miałam nieszczęście urodzić się w złym miejscu, to po prostu szukanie wymówki. I brak wiary we własną sprawczość.

plaża ślesin

Teorię sukcesu, jej złożoność i ogromną wartość ciężkiej pracy bardzo fajnie opisuje w swojej książce „Poza schematem” Malcolm Gladwell. Publikacja w ciekawy i poparty przykładami sposób obala mit, mówiący o tym, że niektórzy po prostu mieli szczęście, nic nie zrobili, a sukces znalazł ich sam. W żadnym wypadku nie jest to książka z serii „jesteś zwycięzcą” lub „możesz wszystko”, tylko rzetelne analizowanie biografii. Talent to kwestia dość mocno przereklamowana, a historie od „pucybuta do milionera” w rzeczywistości wyglądają zupełnie inaczej niż w filmach. Więcej na temat zależności między pracowitością a talentem poczytacie w jednym z poprzednich wpisów.

Miejsce w którym się urodziliśmy naprawdę niczego nie warunkuje. Oczywiście, kształtuje nas, tak samo jak robią to ludzie, którymi się otaczamy. Jednak dorastając – coraz bardziej świadomie możemy sami sobie dobierać towarzystwo.

Na pewno jednak ogromny wpływ na to, co nam się udaje a co nie, ma nasze zaangażowanie, pasja i entuzjazm. Oraz po prostu zwyczajna praca.

Wielkość miasta a dostępność

Jasne, są rzeczy, w których mieszkanie w dużym mieście albo pomoc rodziców jest bardzo pomocna. Pisałam Wam kiedyś o tym, że jak byłam mała, marzyłam o tym, żeby zostać baletnicą. Nieskromnie powiem, że to bardzo wartościowy wpis. Jednak to marzenie nie przetrwało zderzenia z rzeczywistością. Najbliższa szkoła baletowa była oddalona od nas o ponad 100 km. Dlatego nie bardzo była możliwość, żeby dojeżdżać tam na zajęcia.

Niewykluczone jednak, że właśnie przez to zafascynowała mnie joga. W pewnym momencie dotarło do mnie, że na poziomie fizycznym ma całkiem spore powiązanie z baletem. I że lepiej późno niż wcale ;)

Dlatego dziś nie żałuję i wcale nie jest mi smutno, że baletowa edukacja potoczyła się tak, a nie inaczej. Cieszę się również z tego, że miałam okazję wychowywać się i dorastać w takim a nie innym miejscu. Ślesin, czyli miasto z którego pochodzę, to przepiękny kawałeczek świata. Niby zwyczajne. Bardzo możliwe, że ktoś powie, że  niczym nie różni się od tysięcy polskich miast. Jednak dla mnie jest skarbnicą wspomnień i wzruszeń.

Od przedszkola do…

Z tym przedszkolem to trochę przesada, bo nienawidziłam tam chodzić. Spędziłam w nim jakiś tydzień i za nic w świecie nie pozwoliłam się tam więcej zostawiać. Ale nie ma się co nad tym rozwodzić.

ślesin podstawówka

Mieliśmy jedną podstawówkę, którą zaczęłam już w wieku 6 lat. Przez długi czas byłam jedynaczką, więc z nudów nauczyłam się pisać, czytać, liczyć i jeszcze kilku innych sztuczek przydatnych pierwszoklasiście. Dlatego rodzice, w porozumieniu z psychologiem, doszli do wniosku, że w sumie to zerówka nie jest mi już potrzebna i można ją pominąć.

Jezioro znajduje się dwa kroki od szkoły, dlatego na wuefach czasem biegaliśmy brzegiem. A latem rzecz jasna spędzaliśmy dużo czasu w wodzie. Ale to już indywidulanie, nie w ramach zajęć. Obecnie obok znajduję się orlik, tartanowe bieżnie i inne ciekawe oprzyrządowania. Za moich czasów tego nie było. I też było fajnie.

jubilat ślesin

Mówiąc po papiesku – po szkole chodziliśmy na oranżadę. Taką na miejscu, którą trzeba było wypić pozostając w sklepie. Zapamiętałam ją jako ogromną butlę, której nigdy nie udało mi się wypić w całości, bo od gazu aż wychodziły oczy. Mocno się zdziwiłam, gdy po latach okazało się, że to tylko 0,3 litra. Jubilat nadal stoi tak jak stał, nawet nazwa się nie zmieniła ;)

gimnazjum w ślesinie

Gimnazjum też mieliśmy jedno. Chodziły do niego dzieci z okolicznych wiosek z całej gminy. W ten sposób z 4 klas podstawówki zrobiło się 8 czy 9 klas gimnazjum. Masa ludzi, całkiem sporo różnych rozrób wynikających z tego, że jedni chcieli zabłysnąć przed drugimi. Przywilej młodości, czy może bardziej głupota.

Nie byłam pierwszym pokoleniem gimnazjalnym, mimo wszystko jednak gdy zaczynałam, jeszcze nie wszystko było gotowe. Otwarta była tylko część szkoły, przez co mieliśmy 2 zmiany. Cały pierwszy semestr chodziłam na popołudnie, więc gdy wracałam do domu, za oknem panowały już egipskie ciemności. I to dosłownie! Szkoła powstała na niezagospodarowanym terenie, w związku z czym dojazd nie był oświetlony. Ba, nie było nawet twardej nawierzchni. Dlatego szło się przez błoto i z latarką. Ale przynajmniej było zabawnie i niestandardowo.

Sala gimnastyczna została otwarta dopiero na ostatnim semestrze, więc za bardzo się nią nie nacieszyłam. Wcześniej mieliśmy zajęcia na korytarzach a kiedy tylko się dało – na świeżym powietrzu. Tutaj również jezioro było o krok, więc biegi wzdłuż brzegu, przez las były standardem.

Swoją drogą – jestem trochę ciekawa co stanie się teraz z tym budynkiem na skutek reformy szkolnictwa?

dom kultury ślesin

Obok gimnazjum znajduje się obecnie dom kultury. Dawniej mieścił się w rynku, w małym lokalu. Jak byłam w podstawówce, to bywałam tam całkiem często. Wygrałam kiedyś jakiś konkurs dla dzieci śpiewających, przez co późnej chodziłam tam na zajęcia śpiewu.

Liceum już w miasteczku nie mieliśmy, dlatego musiałam dojeżdżać do większego, oddalonego o jakieś 20 kilometrów. Była to zresztą najbliższa szkoła o sensownym poziomie. Z wyborem liceum wiąże się też ciekawa historia typowego, zbuntowanego gimbusa. I brzmi ona mniej więcej tak: kończąc gimnazjum wygrałam konkurs astronomiczny, przez co mogłam wybrać sobie liceum z pominięciem procesu rekrutacji. Bardzo chciałam iść do szkołydlaprawdziwychkujonów w Toruniu. Jednak rodzice się nie zgodzili, nie chcieli, żebym mieszkała w bursie. Wtedy moja duma była urażona. Dziś mocno się cieszę, bo elitarne szkoły, to chyba jednak nie moja bajka.

Wielkopolskie Mazury

Ślesin wielu osobom znany jest jako miejscowość typowo turystyczna. I taka faktycznie jest. Podobno fajniej niż na Mazurach. Nie potwierdzam, nie zaprzeczam, bo na Mazurach nie byłam.

Niemniej jednak od dziecka pamiętam, że zawsze w sezonie letnim ludzi robiło się kilka razy więcej. Bliskość jezior sprawiała, że odwiedzali nas turyści z całej Polski, jednak chyba najwięcej osób przyjeżdżało z Łodzi i okolic.osir ślesin

plaża w ślesinie

plaża osir ślesinplaża osir ślesinPod względem turystycznym miasto cały czas się rozwija. Nie mieszkamy tam już od dobrych kilku lat, jednak co pewien czas wpadam w odwiedzimy. I zawsze napotykam coś nowego, jakieś zagospodarowanie plaży, nowy lokal, czy ścieżkę rowerową. Na jego temat pisałam nawet pracę magisterską, na studiach które kończyłam jeszcze w Polsce.

molo w ślesinie

Pojawiło się nawet molo. Prawie jak w gdyńskim Orłowie.

plaża zachód słońca

Podczas wizyty mieliśmy również okazję zjeść kolację z widokiem na przepiękny zachód słońca.

joga ślesinbioderma filtr mineralny

natalia knopek joga

Tym razem znalazłam lokalne Malediwy. Egzotyka i splendor na wyciągnięcie ręki ;)

Do dyspozycji jest oczywiście wiele wypożyczalni, które oferują nam różnego rodzaju sprzęt sportowy i rekreacyjny. Powstał tu również wakepark i park linowy. Dlatego nawet jeśli pogoda nie jest typowo plażowa, to i tak nudzić się nie będziemy.

plaża w ślesinie

Ja sama bardziej lubię te mniej uczęszczane miejsca.

Jak ryba bez wody

Kiedyś na jednym z wykładów na duńskiej uczelni słyszałam o teorii, niestety nie pamiętam czyjego autorstwa,  mówiącej o tym, że ludzie lubią wracać do warunków, które znają z dzieciństwa. I tak osoby, które mieszkały w domku jednorodzinnym, nawet jeśli wyprowadzą się do drapacza chmur, w pewnym momencie odczują tęsknotę za tym, co znane.  I będą chciały wracać. Tak samo jak osoby wychowane w mieście, po przeprowadzce na wieś, często odczuwają brak miejskości i chcą wracać.

ślesin jezioro

Nie wiem na ile ta teoria sprawdza się w praktyce, jednak sama o sobie mogę powiedzieć, że w moim przypadku tak jest w istocie. Cygańska mentalność sprawiła, że w „dorosłym życiu” miałam okazję mieszkać w kilku krajach i wielu miastach. I że tym, czego brak odczuwam najbardziej, jest woda. I ogród za domem. Gdy w podsumowaniu urodzinowym pisałam Wam, że marzy mi się przeprowadzka, to na myśli mam właśnie uzupełnienie życia o te brakujące elementy.

Miejmy nadzieję, że za jakiś czas się uda :)

W parze ze słońcem

Trochę o zdrowym opalaniu pisałam Wam już w relacji z naszej podróży do Neapolu. Tam też prezentowałam Wam filtr mineralny Bioderma Photoderm Mineral Spray o SPF 50+. Sprawdza się, więc jest ze mną nadal.

bioderma filtr mineralny

Filtry mineralne  od tych chemicznych różnią się tym, że ich cząsteczki są na tyle duże, że zamiast wnikać w głąb skóry, tworzą warstwę ochronną na jej powierzchni. Ta właśnie warstwa odbija lub rozprasza promienie słoneczne.

Do grupy filtrów mineralnych zaliczają się dwa związki:

  • Dwutlenek tytanu (Titanium dioxide)
  • Tlenek cynku (Zinc oxide)

Związki te są bardzo dobrze tolerowane przez skórę. Dlatego mogą być stosowane nawet przez największych wrażliwców oraz małe dzieci. U mnie filtr nie powodował powstawania wyprysków, a moja skóra ma niestety ogromne skłonności do zapychania. Nie powodował również reakcji alergicznych u męża, który miejscowo zmaga się z AZS.

Filtry mineralne są fotostabilne, w praktyce oznacza to, że nie tracą swoich właściwości pod wpływem słońca czy czasu. Dlatego w idealnym środowisku nie wymagałyby ponownej aplikacji. W nieidealnym, czyli tym naszym zwykłym, potrzebują reaplikacji po kąpieli lub intensywnym wysiłku fizycznym, podczas którego mogą po prostu spłynąć.

bioderma filtr mineralny

Konkurs w którym samodzielnie wybierasz nagrody

Wraz z marką Bioderma przygotowaliśmy dla Was konkurs. Do wygrania jest… to co sami sobie wybierzecie z portfolio marki!  Fajnie, prawda? :)

Jak wziąć udział w konkursie?

  • Napisz w komentarzu (tutaj pod wpisem lub na Facebooku pod tym postem) nazwę miejsca, które darzysz szczególnym uczuciem. Może to być to, z którego pochodzisz to, w którym mieszkasz, albo chcesz zamieszkać. Może być też jakieś zupełnie nieosiągalne, które po prostu pojawia się w Twoich marzeniach.
    Możesz uzasadnić swój wybór, ale nie musisz.
  • W komentarzu dodaj również linka do nagrody, którą chcesz wygrać i którą samodzielnie wybierasz sobie ze strony Bioderma. Możesz wybrać dowolny produkt.
  • Konkurs trwa od teraz do 27.08 do północy
  • Wygrywają 3 osoby
  • Lista zwycięzców pojawi się pod tym postem najpóźniej 4.09

Powodzenia!


Lista zwycięzców:

Wyślijcie mi proszę na maila swoje adresy, żebyśmy mogli przesłać Wam nagrody :)

ślesin żagle

Wpis powstał we współpracy z marką Bioderma.

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

 

  • Regina Piątek

    ❤ Kraków
    My też mamy swój Jubilat 😉

  • agama

    Sokolniki. Miejsce, z którego pochodzę i w którym mam nadzieję mieszkać w przyszłości. W naszej wsi nie było nawet szkoły, więc chodziliśmy się uczyć do miejscowości obok. Wybyłam z domu na studia, ale mam nadzieję, że za jakiś czas wrócę, bo wiem, że właśnie tam jest moje miejsce na ziemi.

    http://www.bioderma.pl/produkty/sebium/gel-moussant

  • Właśnie dzisiaj patrzyłam na Ślesin na mapie, wracając ze Szczecinka, i myślałam że jak wrócę do Poznania to się tam wybiorę, bo mam tam chyba znajomych ze studiów :D (Chyba – mylą mi się te wszystkie małe miejscowości koło Poznania, pół mojego roku z nich pochodzi).
    Sama pochodzę ze wsi pod Bydgoszczą, ale ona ukształtowała we mnie tylko bunt. Nie dogaduję się z ludźmi ze wsi. Byłam przez całe gimnazjum uznawana za dziwaka i odrzucana. Większość mojej klasy poszła do zawodówek, kilka osób do słabych liceów, ja do jednego z najlepszych w Bydgoszczy i wreszcie ludzie okazali się podobni do mnie i mnie zaakceptowali. Praktycznie to Bydgoszcz i jej licealne środowisko mnie wychowały, więc ze wsią nie mam już nic wspólnego. Teraz studiuję poza Bydgoszczą – też jako jedyna z dawnej klasy. Nic dziwnego, że dawni znajomi nie poznają mnie na ulicy. Nie mam po co wracać na wieś…
    Ale przyznam, że fajne to było uczucie, gdy chodziło się latem po polach i twoi kumple machali do ciebie, prowadząc ciągniki :D Potem w liceum miałam szacun, bo umiem uprawiać różne rośliny, mam doświadczenie w rozrzucaniu gnojówki, przekopywaniu warzywnika i takich prac sadowo-warzywnych, które dla ludzi z miasta są abstrakcją.
    Nadal bawi mnie uprawianie rzodkiewki w doniczkach. Albo truskawek. Jak się to porówna z dumnym poletkiem truskawek mojej mamy! W ogóle w mieście brakuje mi przestrzeni. Na kujawach są cudowne przestrzenie, aż po horyzont.
    Jednak sama najlepiej czuję się w bloku, blisko kina, teatru i niszowych festiwali muzycznych, i stanowczo za szybko z tego nie zrezygnuję na rzecz spokojnej, cichej i nudnej wsi, na którą przyjeżdżają cztery pekaesy dziennie, z czego trzy spóźnione, a czwarty wpada przypadkiem do rowu :P

  • Milena Strehlau
  • Jeśli się czegoś bardzo chce, to można osiągnąć wszystko. Pochodzenie niczego nie warunkuje. Może jedynie zapewnić dobry lub trochę lepszy start.

  • 15thfloorblog

    Sypialnia z widokiem na morze – to moje miejsce!
    Wybieram produkt: http://www.bioderma.pl/produkty/sensibio/mask

    Miło jest czytać takie słowa. Sama pochodzę z mniejszej miejscowości i choć w obecnej sytuacji zamieniłam ją na duże miasto, to czasy dzieciństwa wspominam z ciepłem na sercu. „Żyjące” podwórko pełne dzieci, orenżady „na miejscu” i problemy rangi światowej. Tylko czy będę chciała kiedyś do tego wrócić? Nie wiem, może potrzeba przyjdzie z wiekiem :) Może nie odczuwam różnicy aż tak bardzo, bo mieszkanie w bloku z dzieciństwa, zamieniłam na… inne mieszkanie w bloku. Inaczej za to myśli mój mąż, który wzdycha do własnego podwórka przed domem, gdzie w dzieciństwie miał zawieszony kosz.

    Pozdrawiam!

  • Karolina Binek

    Miejsce, które darzę szczególnym uczuciem? Raczyce. Przyznam szczerze, że od razu po przeczytaniu tytułu postu byłam bardzo ciekawa treści. Najbardziej przyciągnęło mnie pytanie „Czy pochodzenie warunkuje naszą przyszłość?”. Sama, pomimo młodego wieku (mam 19 lat), trzymam się zasady, że nieważne skąd jestem – ważne dokąd idę. A skąd jestem? Właśnie ze wspomnianych Raczyc. Jest to wieś położona w południowej Wielkopolsce. Skończyłam tutaj szkołę podstawową, jednak do gimnazjum uczęszczałam do pobliskiego miasteczka. I mimo iż jest ono niewiele większe od Raczyc, już w pierwszej klasie doświadczyłam wyśmiewania mnie właśnie z powodu pochodzenia. Z osoby dość pewnej siebie, tam „dzięki” nowym znajomym stałam się szarą myszką. Obiecałam sobie wtedy, że udowodnię, iż osoby pochodzące ze wsi też mogą coś osiągnąć. A że jestem uparta i staram się dążyć do zamierzonych celów – zaczęłam pisać książkę. Skończyłam ją będąc w pierwszej klasie liceum, a rok później z pomocą rodziny i przyjaciół udało mi się ją wydać. W ciągu kolejnego roku poprowadziłam około trzydziestu spotkań autorskich, głównie w szkołach podstawowych i gimnazjach w okolicznych małych miejscowościach. Oprócz procesu wydawniczego podczas spotkań opowiadałam słuchaczom swoją historię. Ku mojemu zaskoczeniu odzew był bardzo pozytywny i kilkukrotnie zdarzyło się, że otrzymałam wiadomości od tych młodych osób z podziękowaniami, że dzięki mnie oni też uwierzyli w siebie i swoje marzenia. Dlatego teraz już wiem, że w życiu naprawdę nic nie dzieje się bez powodu. Dziś bardziej wierzę w siebie, mam prawdziwych przyjaciół, wspaniałego chłopaka i za miesiąc zaczynam studiować dziennikarstwo na UAM w Poznaniu. Czy jest strach przed przeprowadzką do dużego miasta i zmianą otoczenia? Jasne, że tak, jednak skoro poradziłam sobie wcześniej, to dlaczego nie teraz? :)
    Link do nagrody: http://www.bioderma.pl/produkty/white-objective/serum
    PS Dziękuję za ten wpis. :)

  • MK

    Kiedy tylko przeczytałam Twój wpis, nie miałam żadnych wątpliwości gdzie jest moje miejsce na ziemi – Gdańsk! Właśnie z niego wróciłam i jestem zachwycona sposobem, w jaki łączy się tam rozrywka, kultura, sport oraz relaks. Mam wrażenie, że każdy znajdzie tam coś dla siebie, coś co sprawi że będzie chciał tam wracać. Kilometry ścieżek rowerowych, piękne parki, port, morze, cudowna starówka i to wszystko w obrębie tylko jednego miasta.Czuję, że gdybym tam zamieszkała na stałe to bardzo szybko wrosłabym w tamtejszy klimat. Może kiedyś… :) Uśmiechnęłam się też do siebie czytając o Ślesinie – pochodzę z Kalisza a w Ślesinie spędzałam cudowny czas jako dziecko z moja przyjaciółką z korą znamy się od pierwszej klasy szkoły podstawowej. Pamiętam pyszne lody, wodę tak czystą, że było widać raki spacerujące po dnie. Najpiękniejsze wspomnienia :)
    Ze strony Biodermy wypatrzyłam dla siebie ten kosmetyk : http://www.bioderma.pl/produkty/white-objective/serum – ponieważ niestety moim problemem są przebarwienia które pojawiają się po każdej ekspozycji na słońce. .

  • Dzięki za ten post, Natalia! Za kazdym razem kiedy słyszę tekst typu: „jakie ja mam szanse na lepsze życie urodziwszy się w wiosze takiej jak moja?!”, polecam im biografię Arnolda Schwarzeneggera. Można o nim mówić różne rzeczy, ale prawda jest taka, że facet urodził się w jakiejś szopie w małej mieścinie w Austrii, i to w najgorszym powojennym momencie, a dzieki jasno sprecyzowanemu celowi i konsekwencji został gubernatorem jednej z najprężniejszym gospodarek na świecie. Argument że twoje pochodzenie determinuje twoje życie został wymyślony jako wymówka dla tych, którym nie chce się ruszyć z kanapy ;)

  • Ola

    Wybieram produkt : http://www.bioderma.pl/produkty/atoderm/intensive-baume

    Cóż, to moja mała tajemnica, ale najbliższa memu sercu jest malutka wieś pod Warszawą- Lubiel Nowy. Mieszka tam połowa mojej rodziny, zawsze gdy tam przyjeżdżam spędzam kilka dni, by wszystkich odwiedzić i w każdym domu wypić kawę :) Mimo, że inaczej postrzegam świat i inne mam priorytety, to czuję się tam jak u siebie, swojsko, chociaż odwiedzam ich raz do roku. To miejsce idealne dla mnie, ogromnego introwertyka ;) Gdy jestem przytłoczona otaczającymi mnie ludźmi i muszę od wszystkiego odsapnąć, wtedy mogę bez problemu wyjść na spacer do lasu lub na pomost nad Narwią, gdzie odpoczywam od wszystkiego, wyłączam myślenie i jedynie obserwuję nurt rzeki oraz pojedyncze ryby wynurzające się z wody. Dopiero tam naprawdę się odprężam. I mimo, że swoją przyszłość raczej widzę w mieście, to lubię mieć taką swoją ostoję, w której mogę naładować baterie. I kto wie, może zamieszkam tam na stałe, gdy będę już starsza.

  • joanna wieloch

    Również szczególną uwagę przywiązuję do balsamów do opalania, ponieważ mam bardzo wrażliwą skórę i często wyglądam jak rak :) W tym roku pani w aptece Melissa poleciła mi właśnie ten filtr Biodermy i muszę przyznać, że to był super wybór i jestem zadowolona. Pewnie w przyszłym roku kupię kolejne opakowanie. Pozdrawiam :)

  • Gosia

    Tworylne – Bieszczady, najlepsze wspomnienia z dzieciństwa ever ;)
    http://www.bioderma.pl/produkty/photoderm/nude-touch-spf-50

  • Agata

    Marzę, by zamieszkać na mazowieckiej wsi. Chociaż wychowałam
    się w małym mazowieckim miasteczku, zawsze uważałam to miejsce za śmiertelnie
    nudne, płaskie i nieciekawe. Wszystko zmieniło się po przeprowadzce do Warszawy.
    Zaczęłam doceniać moje rodzinne strony, spokój, poranny śpiew ptaków. Płaski
    krajobraz stał się niczym nieograniczoną przestrzenią, a na pola falujących
    zbóż patrzę jak na bezkresne morze. Ten widok niesamowicie mnie relaksuje i
    dopiero po latach mieszkania w kawalerce przy głośnej ulicy zaczęłam go bardzo
    doceniać. Mam nadzieję, że wcześniej czy później uda mi się tam wrócić na
    stałe.

  • Agata

    Marzę, by zamieszkać na mazowieckiej wsi. Chociaż wychowałam
    się w małym mazowieckim miasteczku, zawsze uważałam to miejsce za śmiertelnie
    nudne, płaskie i nieciekawe. Wszystko zmieniło się po przeprowadzce do Warszawy.
    Zaczęłam doceniać moje rodzinne strony, spokój, poranny śpiew ptaków. Płaski
    krajobraz stał się niczym nieograniczoną przestrzenią, a na pola falujących
    zbóż patrzę jak na bezkresne morze. Ten widok niesamowicie mnie relaksuje i
    dopiero po latach mieszkania w kawalerce przy głośnej ulicy zaczęłam go bardzo
    doceniać. Mam nadzieję, że wcześniej czy później uda mi się tam wrócić na
    stałe.

    Wybieram produkt: http://www.bioderma.pl/produkty/sebium/mat

  • Aleksandra Kraszewska

    Miejsce, które zawsze jest w moim sercu to Hel – sam koniec półwyspu, cypel otoczony wodą z trzech stron i moje miasto rodzinne ;) Wracam tam bardzo często, chociaż zdecydowanie najbardziej lubię wrzesień. Wówczas nie ma już tłumów turystów, ale nadal można pospacerować piękną promenadą we wczesnojesiennym słońcu, a nawet poleżeć na dzikiej, prawie pustej plaży, jeśli jest jeszcze słońce i letnie temperatury. Aktualnie mieszkam w Gdyni i muszę się zgodzić się ze stwierdzeniem dotyczącym warunków z dzieciństwa – ja również nie wyobrażam sobie mieszkać w miejscu, gdzie nie byłoby wody, a w szczególności morza. Spacery po plaży, szum fal, piasek pod stopami, nadmorskie lasy – w takim otoczeniu najlepiej się regeneruję i odpoczywam i moje serce zawsze podświadomie ciągnie do takich miejsc. Pozdrawiam znad morza! :)

    Produkt:
    http://www.bioderma.pl/produkty/node/ds-szampon

  • Ala

    Sine Wiry 💕 Byłam tam wraz z całą moją rodziną i to były naprawdę relaksujące wakacje. Szum krystalicznej rzeki, wokół piękne lasy i te czyste powietrze. Wróciłam wypoczęta jak nigdy pomimo tego, że zrobiłam mnóstwo kilometrów po bieszczadzkich trasach turystycznych 😊 http://www.bioderma.pl/produkty/matricium

  • Aggie88

    Andryjanki – miejsce, skąd pochodzę i wciąż jeszcze mój dom.
    http://www.bioderma.pl/produkty/sebium/serum

  • She 23

    Nazwa miejsca? Natalko i już mam problem. Miejsce, które znalazło miejsce głęboko w moim sercu to po prostu stare, murowane schody z tyłu szkoły podstawowej, mojej szkoły podstawowej. Ale czemu? Najpierw pokochałam je za to, że były miejscem, do którego nie wolno nam (uczniom) było chodzić. Bo za strome, bo na zenątrz, bo NIE! I jako miejsce tajemnicze i niedostępne były dla mnie wyjątkowe. Ale prawdziwa miłość do tych 21 masywnych, poszarzałych stopni zaczęła się wraz z moją miłością do Mateusza. Ale o co chodzi? :) Mateusz był znajomym mojego brata ciotecznego (u nas pod Kielcami brat cioteczny to po prostu kuzyn ;D). I tak się poznaliśmy. A spotykaliśmy się właśnie na tych murowanych schodach. Niby nic nadzwyczajnego, ale mieliśmy po 17 lat. :) I zawsze na owych stopniach, u samej góry leżały szklane butelki po piwach. Ktoś chyba też lubił te schody, ale na pewno nie były to schody miłości. ;D Zawsze chciałam zrzucić ze schodów butelki na dół, a Mateusz już wtedy był moim głosem rozsądku ( bo mój czasem szwankuje) i zakazywał mi. Bo się pokaleczymy, bo zrobimy hałas, bo nie będziemy mogli tutaj wracać. I tak widywaliśmy się pierwsze miesiące po zmroku w wakacje na poszarzlych schodach, a naszymi kumplami do rozmów były puste butelki miejscowych imprezowiczów. :)

    /Sonia

    Wybieram http://www.bioderma.pl/produkty/white-objective/serum

  • Natalia K.

    Ja szczególnym uczuciem darzę stolicę Norwegii – Oslo. Kraj ten, jak i z resztą cała Skandynawia, już od dawna mnie fascynował – uwielbiałam oglądać zdjęcia, filmiki, czytać artykuły i książki zawierające informacje na temat tego rejonu świata, ukazujące piękno tego kraju, niezwykle ciekawą kulturę, historię, tradycje czy też naturę ludzi pochodzących z tych rejonów. Moje szczęście było nie do opisania, gdy 2 lata temu udało mi się kupić bilet na samolot do Oslo i wreszcie polecieć do ukochanego kraju! Wspaniale było odwiedzić te wszystkie miejsca, które do tej pory widywałam tylko na zdjęciach – słynną ulicę Karla Johansa, Pałac Królewski, Twierdzę Akershus, skocznię narciarską Holmenkollbakken… , odwiedzić bardzo ciekawe muzea – Wikingów czy Laureatów Nagrody Nobla oraz udać się na rejs statkiem i potem tramwajem wodnym, by bliżej poczuć morze, zobaczyć tamtejsze fiordy. Lecz nie tylko te słynne miejsca sprawiły, że jeszcze bardziej pokochałam Norwegię. Myślę, że najbardziej urzekła mnie tamtejsza atmosfera, czuć ją było przechadzając się ulicami podczas dnia, jak również nocy. Nie będę starała się jej tutaj opisywać, bo jest to coś czego ująć w słowa się nie da. Myślę, że aby zrozumieć to, o czym piszę, każdy musiałby odwiedzić Oslo i przekonać się o tym na własnej skórze.

    Wszystko to sprawiło, że czuję, iż to właśnie Norwegia jest moim miejscem na ziemii i pomimo, iż w swoim życiu odwiedziłam już wiele krajów o pięknych widokach, bogatej kulturze czy miłych ludziach, to i tak mam wrażenie, że to właśnie skandynawska Norwegia na zawsze pozostanie miejscem, które będę darzyć szczególnym uczuciem i do którego będę chciała wracać, by między innymi znów rozkoszować się panującą tam niezwykłą atmosferą nie do opisania…

    http://www.bioderma.pl/produkty/photoderm/nude-touch-spf-50 (środkowy odcień)

  • W.

    Lubień – małopolska wieś leżąca w Beskidzie Wyspowym w mniej więcej równej odległości od Krakowa, Zakopanego czy Nowego Sącza. „Moje małe miejsce na ziemi”, gdzie spędziłam przeważającą część dzieciństwa, obecnie staram się tam ładować baterie minimum raz na miesiąc, a w przyszłości – tuż pod beskidzkimi szczytami, ale trochę dalej niż zabudowania dotychczasowych mieszkańców, blisko lasu z widokiem na to co najpiękniejsze postawię dom. Darzę to miejsce szczególnym uczuciem, bo tam nauczyłam się i spotkałam to co dla mnie najważniejsze, to miejsce mnie ukształtowało, pokazało, że życie może być bogate w przeżycia i piękne w chwile, a z wykopania własnych ziemniaków jest większa frajda niż z ich kupienia w sklepie. I mimo ograniczeń jakie niosła w sobie mała miejscowość w wieku nastoletnim, teraz – 12 lat później to wszystko czego tam nie ma, a w mieście się wylewa jest cudowną atrakcją. Odliczam dni i złotówki do wybudowania mojego marzenia i życia z śpiewem ptaków, szumem wiatru i muczeniem krów ;)

    http://www.bioderma.pl/produkty/hydrabio/serum

  • Magdalena

    „Wisła dziewięciu mostów” – Warszawa, choć pewnie nie jestem zbyt oryginalna. Pochodzę z małego wielkopolskiego miasteczka (~47km od Ślesina) i zakochałam się w stołecznym mieście jakieś 4-5 lat temu. A stało to się za sprawą… piosenki, którą usłyszałam w nocnym paśmie muzycznym. Od jakichś 3 lat mam tę przyjemność mieszkać w Warszawie i zachwycać się nią na co dzień i zakochiwać się w niej coraz bardziej. Na samym początku naszej znajomości, kiedy jeszcze nie znałam w niej nikogo, troskliwie się mną zaopiekowała. Z dnia na dzień odkrywam jej piękno. Chcę wiedzieć o niej coraz więcej, dbać o nią i pielęgnować jej niesamowitą historię. Streszczając: zafascynowała mnie całą piękną sobą. Mam już warszawskie serce i jestem częścią tego niepokornego Miasta. To tu czuję się najlepiej, najswobodniej, to tu poznałam moich przyjaciół, miłość, odkryłam siebie, to tu czuję, że wszystko mogę, że żyję. Ale wracam do rodzinnych stron, bo tu tak spokojnie, bo trzeba czasami odpocząć od warszawskiego pędu.
    A wybieram to: http://www.bioderma.pl/produkty/sensibio/h2o

  • Marta K

    Wólka Nosowska-moja mazowiecka wieś daleko na wschodzie, mała Ojczyzna, w której się wychowałam i którą będę darzyła ciepłym uczuciem niezależnie od tego, gdzie się znajdę i co osiągnę, bo to mój dom, pierwszy i pełen najwspanialszych wspomnień, zapachów i widoków. <3
    http://www.bioderma.pl/produkty/sebium/akn

  • Tak sobie ostatnio nadrabiam Twojego bloga i trafiam tutaj i czytam „Ślesin”… Wiele o tej miejscowości słyszałam, głównie od męża, który pochodzi z okolic Koła :) Opowiada mi czasem o tych jeziorach, ale jeszcze nigdy tam nie byliśmy. Ja sama pochodzę z Opolszczyzny, a dokładniej „z byłego Częstochowskiego”, jednakże to nie tam znalazłam swoje miejsce. Od kilku lat mieszkam w Holandii i ten kocham ten kraj bardzo (mimo wszystko).
    Kiedy myślę sobie o takich magicznych miejscach w moim życiu, to – o dziwo – jest to moja rodzinna miejscowość, tam się wychowałam i spędzałam z siostrą wspaniałe wakacje u babci, ale jest też drugie miejsce – Leiden (Lejda) w Holandii. To moje pierwsze miejsce w tym kraju i darzę je szczególnym uczuciem, bo to tam zakochałam się w tym kraju.
    I tak sobie myślę, że nieważne skąd idziesz, ale dokąd. I musisz wiedzieć dokąd idziesz jak chcesz zdążyć na czas.
    Pozdrawiam i dziękuję za ten wpis. Teraz będę bardziej męczyć Męża, żebyśmy ten Ślesin w końcu odwiedzili :)

Close