Jest taki stary wierszyk, który na pewno pamiętacie – „Zosia Samosia” się nazywa. I on ma takie kapitalne zakończenie, które tak naprawdę wystarczyłoby przeczytać, zrozumieć i zamknąć temat:

„Toś Ty taka mądra dama
A kto głupi jest?
Ja sama”

Niestety temat się nie zamyka. Mimo tego, że wierszyk znamy i to tak cały czas, łącznie ze mną, popełniamy te same błędy. Zbyt wiele chcemy zrobić same, jak te głupie baby, bo przecież nikt inny nie zrobi tego tak dobrze jak my.

A przynajmniej tak nam się wydaje.

Wciąż wiele z nas wychodzi z założenia, że o naszej wartości decyduje umiejętność bycia niezależną, samowystarczalną i zapracowaną. Idealna kobieta to taka, która pracuje, ogarnia dom, potrafi okiełznać dzieci, a przy tym tryska humorem i przez cały czas może poszczycić się nienagannym makijażem.

Jasne, że jesteś w stanie zrobić to wszystko sama. Jednak Twoja energia nie jest nieskończona, a doba nie rozciąga się trzykrotnie. Dlatego gdy po raz kolejny padasz z nóg i znowu nie masz czasu na siebie i swoje przyjemności – zadaj sobie pytanie:

Czy można zrobić wszystko samemu?

No, można. Tylko po co?

Oczywiście, że jesteś w stanie zrobić wszystko sama, bo kto jak nie Ty? Pytanie jednak: po co to robić? I czy na pewno warto?

Oraz, co nie mniej ważne – dlaczego tak naprawdę chcesz to zrobić? Czy wynika to z Twojej własnej potrzeby, czy raczej z chęci zaimponowania lub uszczęśliwienia kogoś innego?

Niestety społeczeństwo ma to do siebie, że większym szacunkiem darzy tych śmiertelnie zapracowanych i ogarniających wszystko. Co nie znaczy jednak, że to jest dobre i że Ty sama musisz się w to wpasowywać.

Dlaczego chcesz robić wszystko sama?

Powodów zapewne znajdzie się mnóstwo.

Niektórzy chcą coś komuś udowodnić. Głównie swoją niezależność, pomysłowość czy samowystarczalność. Inni żyją z wiecznym poczuciem obowiązku. Jakiś głos gdzieś z tyłu głowy cały czas powtarza, że musisz zrobić to czy tamto. Nieważne, że padasz z nóg, a ostatni posiłek jadłaś 6 godzin temu – i tak, choć na szybko, odkurzysz jeszcze podłogi. Bo przecież co to by było, gdyby niespodziewanie przyszli goście i zobaczyli okruszki pod stołem?

Są też tacy, którzy w samodzielności upatrują sposobu na dowartościowanie się. Bo przecież zawsze znajdzie się ktoś, kto pochwali, że taka mądra, zdolna i zaradna. Kolejna grupa to skrajni perfekcjoniści, którzy nie dopuszczą nikogo innego do swoich zadań. W końcu to oczywiste, że nikt poza nimi nie wykona tego wystarczająco dobrze.

Powodów jest zapewne jeszcze tysiąc różnych. Dlatego tylko i wyłącznie Twoim zadaniem jest zlokalizowanie przyczyny problemu i próba uporania się z nim.

Nie musisz być superwoman.

Bycie kobietą, która wszystko może i umie w pewnym sensie imponuje. Nie tylko społeczeństwu ale i nam samym. Pewność siebie wzrasta, bo przecież nie potrzebujesz nikogo. Sama sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Wszystko robisz sama i każdy kolejny ukończony projekt, lub nawet małe zadanie tylko utwierdza w przekonaniu, że jesteś super.

Ale nie oszukujmy się – po pewnym czasie działania na takich podwyższonych obrotach, każdemu zabraknie energii. I im szybciej się do tego przyznamy i z tym pogodzimy – tym lepiej. Bo dla nas to oznacza tyle, że szybciej nauczymy się delegować zadania.

Idealnie nie znaczy perfekcyjnie.

To zagadnienie, z którym sama długo walczyłam i nadal walczę. Takiego podejścia najskuteczniej uczy mnie mężczyzn. Chyba każda kobieta wie, że facet odróżnia tylko trzy kolory. Myślę, że wiecie jakie. A jak nie wiecie, to sobie doczytacie ;)

Dlatego to właśnie od nich możemy nauczyć się swego rodzaju olewania. Choć to chyba złe słowo – bardziej nie przywiązywania AŻ TAKIEJ uwagi do rzeczy niekoniecznie kluczowych. Dla nich zwykle liczy się efekt. Mieli kupić serwetki, to kupili. Co z tego, że są w jakimś bliżej nieokreślonym brunatnym kolorze. Zadaniem było nakrycie do stołu – to też zrobili. A fakt, że każdy talerz był z innego kompletu, jest już mało istotny. Grunt, że wszyscy się najedli. Mycie okien – co z tego, że zostały smugi? Przecież miało być czyste, a nie bez smug.

Krótko mówiąc – niekoniecznie perfekcyjnie, ale ważne, że zrobione.

Co ważne, musimy się pogodzić z faktem, że większość ludzi nie doceni naszych starań. Ba, oni ich nawet nie zauważą. Pamiętam jak przed naszym weselem miliard godzin zastanawiałam się nad wystrojem, wyborem kwiatów, kolorów, dodatków. Zwłaszcza, że wszystko robiliśmy sami. Wydawało mi się to szalenie istotne i sama w sobie nadal jestem bardzo zadowolona z efektu. Ale! Sądzę, że niewielu gości dziś w ogóle pamięta, co jak wyglądało.

Niemniej jednak, jeśli chcesz uniknąć sytuacji, w których coś nie do końca pójdzie po Twojej myśli – doprecyzowuj zalecenia. Chcesz serwetki – podaj dokładnie firmę i nazwę koloru. Podobnie z każdym możliwym jedzeniem – dzisiaj wszystko się jakoś nazywa. Liczysz na idealnie przejrzyste okna – to zaznacz, że mają być również bez smug. Stół nakryty zgodnie z Twoim pomysłem – dokładnie opisz które talerze, sztućce i dodatki mają być użyte.

Taka komunikacja jest trudna, wiem. Ale warto ją ćwiczyć nawet w takich błahych sytuacjach. Bo skoro nie możecie się dogadać przy takich pierdołach, co będzie, gdy staniecie przed jakimś poważnym zadaniem czy decyzją?

Polak potrafi.

Jako naród jesteśmy szalenie zaradni. Mam wrażenie, że gdybyśmy kogokolwiek z nas wywieźli na bezludną wyspę, pełną dzikich zwierząt – to ta osoba bez problemu w krótkim czasie zbudowałaby tam nowy Manhattan. Serio.

Miałam okazję przez dłuższy czas mieszkać zarówno w Hiszpanii (mistrzowie sjesty) jak i w Danii (królowie hygge) i tam każdy robił tylko to, co do niego należy. Ani centymetra więcej.

Tymczasem zarówno wśród polskich kobiet jak i mężczyzn panuje moda na wszechumiejętnośc i totalną zaradność. Każdy szanujący się facet naprawi samochód, pomaluje ściany, skosi ogródek, poskłada meble i zbuduje rakietę, jeśli tylko zajdzie ku temu potrzeba. Kobieta zaś, poza pracą na etacie, posprząta, pomyje, upierze, odrobi w dziećmi lekcje i ugotuje obiad z niczego, w przypadku gdyby dotknęła nas klęska głodu.

I nie chodzi mi o stereotypowy podział zadań, bo to się miesza i jest to fajne. Niemniej jednak staramy się w miarę możliwości wszystko zrobić samodzielnie.

Jasne, nie można również popadać w skrajności. Coś trzeba w życiu robić i pewne czynności jednak trzeba umieć. Tu na myśl zawsze przychodzi mi mój hiszpański współlokator, który nie dość, że był typowym słoikiem i dostawał zawsze od mamy gotowy zapas jedzenia na cały tydzień. To jeszcze, gdy raz trafiła mu się puszka bez kluczyka, potrafił zadzwonić do domu z prośbą o pomoc, bo przecież on nie umie jej otworzyć.

Dlatego sens i zdrowy rozsądek – tak. Samowystarczalność – nie.

Zlecanie daje pracę.

Nie wiem, jak statystyki wyglądają teraz, jednak swego czasu, byliśmy krajem, który bardzo mało korzystał z usług.

Nie chcę się tutaj wdawać w szczegółowe dyskusje na ten temat, bo wiadomo, że zaraz pojawią się argumenty o małych zarobkach, oszczędzaniu, podatkach i innych babolach. Niemniej jednak – to że korzystamy z usług i produktów innych osób, daje im pracę i pieniądze. A Tobie czas wolny, wart absolutnie każdych pieniędzy.

Sama należę do ludzi bardzo oszczędnych i gdy tylko widzę, że coś mogę zrobić sama, to już świta mi myśl w głowie, że może faktycznie powinnam tę umiejętność wykorzystać. Jednak tyle ile mogę, to z tym walczę. Dalego, że wiem, jak wiele jest małych, polskich biznesów, które produkują rzeczy naprawdę dobrej jakości. I tak na przykład – nie muszę już sama przygotowywać sobie kremu do twarzy, co przez długi czas robiłam, bo są osoby, które zajmują się tym zawodowo i dostarczają produktów naprawdę dobrej jakości.

Podobnie z jedzeniem, ubraniami, środkami czystości czy zabiegami u kosmetyczki czy fryzjera. To co tyczy się zwłaszcza tych ostatnich – za nimi stoi nie tylko profesjonalna usługa (o ile oczywiście trafisz na odpowiednią osobę, jeśli nie to szukaj dalej) ale również odrobina relaksu i czas tylko dla Ciebie. Tak samo jak zawsze zachęcam wszystkich, którzy jogę ćwiczą z YouTubeżeby choć od czasu do czasu wybrali się na zajęcia. I wcale nie mówię, że do mnie, tylko po prostu – gdziekolwiek. Po to tylko, żeby doświadczyć energii grupy.

Poza tym pomyśl, że Ty również coś sprzedajesz, lub świadczysz jakieś usługi. Nawet jeśli nie robisz tego bezpośrednio, to w jakimś stopniu uczestniczysz w całym tym procesie. I również zależy Ci na tym, by to co tworzysz, miało odbiorców.

Zaufaj i odpręż się.

Bo zlecić, to jeszcze nie wszystko. Trzeba zaufać, że wszystko będzie dobrze. Dlatego właśnie kluczowe jest szukanie osób, które są dla nas autorytetem, mistrzem w swoim fachu i po prostu jesteśmy w stanie im zaufać w ciemno. Albo przynajmniej prawie.

Znacie taki kawał o mechaniku:

1. Usługa normalna – cena 100%
2. Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika – dopłata +50%
3. Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika i komentuje – dopłata +100%
4. Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika i w dodatku wie lepiej – dopłata +200%
4. Usługa gdy klient patrzy na pracę mechanika i próbuje mu pomagać – dopłata +300%

W życiu jest podobnie. Nie dość, że osoba, którą prosimy o pomoc albo zlecamy zadanie, denerwuje się, to jeszcze my sami wcale nie zyskujemy wolego czasu.

Dlatego zaufaj – opiekunce, że potrafi zająć się Twoimi dziećmi. Mężowi, że potrafi sam kupić wszystko to, co jest na liście. A przynajmniej się postara. Współpracownikowi, że poradzi sobie z przygotowaniem raportu samodzielnie. Przyjaciółce, że w Twoim imieniu dobrze załatwi kilka spraw.

Dzięki temu Ty sama pozbywasz się napięcia, Twoi bliscy czują się potrzebni, a właściciele manufaktur i usług zyskują klientów. Nie jesteś robotem, superwoman i człowiekiem niezniszczalnym. I wcale nie musisz nim być. Jeśli ktoś oferuje Ci pomoc, albo jeśli po prostu możesz sobie na to pozwolić, korzystaj.

I żeby było jasne – nie namawiam nikogo do zmiany w człowieka o dwóch lewych rękach. Tu nie o to chodzi. Wiem jak cieszą projekty od początku do końca wykonane samodzielnie. Nie znoszę również osób, które wysługują się innymi. Znowu i tak jak zawsze – złoty środek jest najlepszym rozwiązaniem.

 


Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda u Was?
Zmagacie się z perfekcjonizmem?
Musicie zrobić wszystko samodzielnie?
Czy może nie macie problemu z delegowaniem zadań?

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

  • Myślę, że u korzeni przekonania Zosi Samosi leży chęć kontroli i wszechwładzy nad światem ;) Ostatnio z rozrzewnieniem obserwowałam siostrzenicę męża, która powtarza „Ja sama, ja sama” przy każdej możliwej czynności. Ach, jakie to będzie piękne, jak w końcu się dowie, że nie musi sama… ;))

  • IdontgiveaF

    Generalnie fajny tekst i trudno się jakoś mocno przyczepić…..

    …ale dla chcącego zawsze coś sie znajdzie ;) :

    Dlatego to właśnie od nich możemy nauczyć się swego rodzaju olewania. Choć to chyba złe słowo – bardziej nie przywiązywania AŻ TAKIEJ uwagi do rzeczy niekoniecznie kluczowych. Dla nich zwykle liczy się efekt. Mieli kupić serwetki, to kupili. Co z tego, że są w jakimś bliżej nieokreślonym brunatnym kolorze. Zadaniem było nakrycie do stołu – to też zrobili. A fakt, że każdy talerz był z innego kompletu, jest już mało istotny. Grunt, że wszyscy się najedli. Mycie okien – co z tego, że zostały smugi? Przecież miało być czyste, a nie bez smug.

    Jest w tym cytacie ziarno prawdy, ale zasadniczo stanowi jeden wielki stereotyp. Albo może inaczej – jeśli już miałbym generalizować, to mógłbym zgodzić się z wyboldownym fragmentem ale przykłady to już mały wycinek ogółu facetów, którzy faktycznie mają wszystko w d*pie, odwalą co mają odwalić byle kobieta sie od nich odczepiła. Nie wszyscy tacy jesteśmy! :( Facet, który robi jakąś czynność z własnej, nieprzymuszonej woli też często przywiązuje wagę do totalnych pierdół. Składając jakiś nowy elektroniczny bajer przywiązuję wagę do tego, jakiej obudowy / przełączników / pokręteł / wskaźników użyję itp.

    Mieli kupić serwetki, to kupili. Co z
    tego, że są w jakimś bliżej nieokreślonym brunatnym kolorze.

    Normalny facet spyta w jakim kolorze, w jakim wymiarze, w którym sklepie i ile powinien na nie wydać. Facet lubi konkrety! Zwłaszcza jak ma kupić coś, co kompletnie go nie interesuje… W najgorszym razie zamiast kupić czerwone, przyniesie ci do domu bordowe bo tylko takie były w sklepie, ale i taki przypadek nie powinien być regułą.

    Zadaniem
    było nakrycie do stołu – to też zrobili. A fakt, że każdy talerz był z
    innego kompletu, jest już mało istotny.

    To juz przykład jakiegoś zupełnego neardeltanczyka…

    Mycie okien – co z tego, że zostały smugi? Przecież miało być
    czyste, a nie bez smug

    Mieszkając sam, okna co prawda potrafiłem myć tylko raz na trzy lata, ale jeśli już to robiłem to wszelkie smugi doprowadzały mnie do szewskiej pasji…

    Może nie są to stereotypy tego kalibru co „baby nadają sie tylko do garów i rodzenia dzieci”, ale…

    :)

    • czytając Twój komentarz, w pierwszej chwili zastanawiam się, jak okiełznałeś Disqus na tyle, żeby formatować tekst :D
      potem przypominam sobie, że miałam przenieść komentarze wyżej, tyle że jeszcze nie rozpracowałam jak ;)
      następnie dochodzę do wniosku, że mój facet jednak normalny nie jest, bo często nie spyta ;) ale mimo wszystko wierzę, że chce dobrze ;)
      co do generalizacji, czy stereotypowego myślenia, to nie miałam tego na celu. sama myć okien nienawidzę, a myśląc tak wzorcowo, to powinnam to co najmniej uwielbiać ;)

Close