Blogowo-życiowe podsumowanie lutego. Trochę o tym, co u mnie, co się zmienia, a co pozostaje na miejscu. Do tego kilka fajnych poleceń filmowych, muzycznych i książkowych.

Wszystkie zdjęcia we wpisie pochodzą z mojego Instagrama, gdzie jak zawsze serdecznie Was zapraszam, bo jest to najszybsza i najbardziej aktualna forma kontaktu.

Na końcu wpisu tradycyjnie znajdziecie tapety na pulpit i telefon, więc jeśli nie chcecie czytać, to wiecie, gdzie szukać ;)

 

16789021_613866955490291_7089454975067095040_n

Chciałabym.

Chyba najbardziej ze wszystkiego marzy mi się trochę słońca. I tak jak jeszcze jakiś czas temu mówiłam, że zima, mimo całej mojej ciepłolubności, nie dała mi się we znaki, bo jest taka piękna, biała i śnieżna, teraz powoli zmieniam zdanie.

Od kilku dni jest szaro, pochmurno, ani wiosennie, ani zimowo… pogodo droga, weź się wreszcie zdecyduj, czego Ty chcesz od życia ;)

 

16230585_470676533322695_5614165401454772224_n

Jestem wdzięczna za.

Za mega giga hiper zmiany, które się szykują. Powiem Wam tylko tyle – kolejna przeprowadzka!

A o szczegółach zapewne dowiecie się lada dzień :)

 

16464066_1853515121533825_2482449947006337024_n

Pracuję nad.

Dużo by mówić. A że ja niestety należę do osób, które im więcej robią, tym mniej mówią, to hmmm zbyt wiele wam JESZCZE nie powiem.

Ale mam szczerą nadzieję, że wszystko pójdzie po mojej myśli.

Z rzeczy takich bardziej ludzkich i mniej tajemniczych – przede mną próba ograniczenia spożycia glutenu, więc jeśli macie jakieś swoje ulubione przepisy to podzielcie się. Proszę, proszę :)

 

16465313_1784179671909272_7350388029439082496_n

Cieszę się.

Przede wszystkim z tej przeprowadzki, co tu dużo mówić. Ostatnio ciągle żyliśmy na walizkach i czasem więcej czasu spędzaliśmy w podróży niż w domu. Pisanie i obrabianie zdjęć na kolanie, też do przyjemności nie należy.

Co prawda podróży w przyszłym miesiącu nadal zapowiada się dużo, ale już tylko tych przyjemnych :)

Oglądam.

W tym miesiącu obejrzałam dwa filmy. Tak, wiem, demon kinematografii. Niemniej jednak oba były naprawdę wspaniałe, dlatego bardzo chętnie Wam je polecam.

Księżna 

XVIII-wieczna Anglia, czyli po raz kolejny wychodzi ze mnie zamiłowanie do filmów kostiumowych. Rolę tytułowej księżej gra Keira Knightley, którą bardzo lubię.  Film pokazuje, trochę od kuchni, realia małżeństwa zawieranego z rozsądku.

Nie jest to kino zaskakujące i w swoim zamyśle nie miało takie być. Ale zostaje w głowie na dłużej.

Pan od muzyki 

Film, a także jego ścieżkę dźwiękową, polecałam Wam już na Facebooku. Fajny klimat, piękne ujęcia i kolory. Trochę oderwany od szarej rzeczywistości, ale wcale nie trzeba go brać dosłownie.

Pokazuje zaangażowanie, pasję, radość z pracy. I cudowne przemiany jakie zachodzą we wnętrzu wtedy, gdy ktoś naprawdę w nas wierzy.

 

16465557_732507443580661_844773333584052224_n

Czytam.

Nadal mam przed sobą i za sobą masę fachowej literatury jogowej, która pochłania większość mojego czytelniczego czasu.

Ostatnio jednak wprowadziłam sobie nieco inny system tego mojego rekreacyjnego czytania – zwykle czytałam kilka stron wieczorem, jak się udało, to nieco również rano. Przez co nie było możliwości dać się totalnie pochłonąć książce. Tym razem obie polecane poniżej książki czytałam praktycznie jednym tchem, całość wchłaniałam przez weekend.

I powiem Wam, że jest to nowa, całkiem inna jakość czytania. Bo nagle cali stajemy się tą książką, nie ulatują nam żadne wątki i jak się tak zaczytamy na kilka godzin, to potem już można się zamieszać, co dzieje się naprawdę, a co tylko w książce.

Polecam wygospodarować jakiś weekend i spróbować. Chyba, że już o tym wiecie. Bo ja niby wiedziałam, ale ostatnio takim ciurkiem, z tego co pamiętam, czytałam Musierowicz. I to było w podstawówce ;)

Dziewczyna z pociągu – Paula Hawkins

Jakiś czas temu ogromny hit instagramowy, książka była promowana absolutnie wszędzie. Pożyczyłam ją od siostry i podchodziłam do niej trochę sceptycznie, bo niestety takie promowane pozycje potrafią ostro zawieść. Takie Hygge chociażby ;)

Tutaj jednak nie było źle, książkę czyta się całkiem przyjemnie. Choć cały czas miałam wrażenie jakiegoś déjà vu, tak jakbym to już kiedyś gdzieś widziała. Akcja jest raczej dynamiczna, więc nikt nie będzie znudzony opisami krajobrazu. Nie jest to książka, o której powiem, że koniecznie trzeba przeczytać, ale jak ma się czas i ochotę na coś lekkiego – to można.

Możliwe, że nawet skuszę się na obejrzenie filmu, który powstał na jej postawie. Lubię tak sobie porównywać to, co zrodziło się w mojej głowie, z tym co zobaczę na ekranie. Dlatego w takich przypadkach ZAWSZE zaczynam od książki.

Coś do ocalenia – Cora Carmack

Książka, która nie mam pojęcia skąd się u mnie wzięła. Być może ktoś z Was mi ją polecał? :) Również nic górnolotnego, ale widocznie taki czas u mnie teraz nastał.

Opowieść trochę o poszukiwaniu siebie, więc jak obierze się ją z niektórych absurdalnych sytuacji, to można wyłuskać naprawdę fajne spostrzeżenia. Odrobinę podobna do „Jedz, módl się i kochaj”, ale tylko odrobinę. Tu jest dużo miłości, czasem nawet podchodzącej pod erotyk.

Dlatego jeśli potraficie przymknąć oko na nie do końca realne sytuacje, to może się spodobać. Fragmenty, z tego co pamiętam, podsyłałam Wam na Facebooku.

A i później dowiedziałam się, że to jest tom III jakiejś grubszej historii. Ale mi to jakoś nie przeszkodziło w zrozumieniu całości.

Nic nie zdarza się przypadkiem – Tiziano Terzani

Jestem dopiero w połowie, dlatego więcej będzie dopiero w kolejnym podsumowaniu, ale jedno mogę Wam powiedzieć już teraz – to jest kawałek naprawdę dobrej literatury. I to takiej przez duże „L”. Autor należy do tych osób, które zawstydzają mnie swoim warsztatem pisarskim. Sprawiają że zaczynam myśleć – Natalio, po co Ty właściwie cokolwiek piszesz, skoro nie umiesz?!

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam.

 

16464316_1649180468717402_5792059248888250368_n

Słucham.

Po ścieżce dźwiękowej z Pana od muzyki, której słuchaliśmy milion razy, jak i innych utworów w wykonaniu  Les Petits Chanteurs de Saint-Marc (co zresztą wspaniale nadaje się jako tło do jogowej praktyki, sprawdziłam), przyszedł czas na powrót do muzyki klasycznej.

Staramy się codziennie posłuchać choć odrobiny takiej „muzyki dla duszy” i to jest chyba jeden z najlepszych nawyków, jakie można u siebie wprowadzać.

Zwiedzam.

Jak chyba co miesiąc, nie mogło zabraknąć wizyty nad morzem. Tym razem udało mi się tam wypatrzeć dom idealny. Trochę jakby przeniesiony wprost z architektonicznych wizualizacji. Do tego fakt, że duże okna wychodzą na morze, a i od samej wody dzieli go tylko kilkadziesiąt kroków… trudno chcieć więcej ;)

 

16906840_1216155485164404_2373878181695324160_n

 

Poza tym nic spektakularnego nie miałam okazji odwiedzić. Na szczęście już za niecały miesiąc… kolejna wizyta w górach :)

Odkrywam.

Skoro już o górach mowa, to pochwalę się moim nowym nabytkiem, o którym mówiłam Wam już na Instagramie.

Mowa o naszyjniku z chalcedonu od Kamena. Dziewczyny tworzą biżuterię z kamieni i minerałów pochodzących z Polski, z naciskiem rzecz jasna na góry. One projektują, a jubilerzy, szlifierzy i odlewnicy dbają o to, by tę wizję urzeczywistnić. Tak powstaje ozdoba idealna w swej prostocie i jedyna w swoim rodzaju, bo robiona ręcznie.

Kawałek gór, który można mieć przy sobie zawsze.

 

16807528_1427444287306158_5753491512783589456_n

 

Często w komentarzach na temat naturalnej pielęgnacji, polecałyście mi makijaż mineralny. Trochę zajęło mi spróbowanie, bo musiałam najpierw zużyć wszystko co mam. Ale w końcu się przełamałam i, no cóż, żałuję, że tak późno. Trzeba było Was słuchać i się nie zastanawiać. Ja zdecydowałam się na minerały od Lily Lolo i jestem naprawdę bardzo zadowolona z wyboru.

Niedługo przygotuję dla Was dość długi post z moimi przemyśleniami, poradami i wpadkami na ten temat, być może i Wy się przekonacie.

Tak czy siak – raz jeszcze dzięki za polecenie!

 

16585546_1773137629672511_2136519167723962368_n

 

I nowość w kuchni – czajnik, który pokazuje temperaturę wody z kolekcji retro Russell Hobbs. Czyli jak skutecznie ustrzec się przed zalewaniem zielonej herbaty wrzątkiem :)

Do poczytania.

Ciekawsze wpisy, jakie ukazały się na blogu, a które mogły Wam gdzieś w międzyczasie umknąć.

 

16464350_193803901097777_7306974538665820160_n

I jeszcze krótki popis kulinarny, czyli przepis na chleb ze zdjęcia – szalenie prosty, bez żadnego wyrabiania. Do tego 3 pomysły na wegańskie pasty do kanapek.

Tapeta z kalendarzem na marzec do pobrania.

Żeby tradycji stało się zadość – jak co miesiąc przygotowałam dla Was tapetę z kalendarzem. Jest wersja na pulpit jak i na telefon.

 

tapeta na komórkę z kalendarzem na marzec

 

Kolory bardzo stonowane, ale moim zdaniem wcale nie smutne. Takie idealne na marcową jeszczeniewiosnę ale jużniezimę :)

 

tapeta na pulpit z kalendarzem na marzec

 

 


A co ciekawego Ciebie spotkało w lutym?
Jakie ciekawe rzeczy polecasz do oglądania i czytania :)

I koniecznie – przepisy bezglutenowe mile widziane :)


 

 

Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

Image Widget    Image Widget    Image Widget

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

 

  • Aleksandra

    U nas było strasznie imprezowo. Jak zwykle w lutym, gdy oba domowe dzieciaki mają urodziny. Syn spasował z imprezą, ale córka nie dała się przekonać do bezimprezowych urodzin i musiałam zorganizować imprezę dla gromady 4-latków i ich rodziców. Poza tym były też dwa zaproszenia na inne urodziny. I spotkanie rodzinne. I wizyta u laryngologa z córką, na której dowiedziałam się że jej leczenie wychodzi dokładnie tak jak dr sobie to wyobrażał. Budujące. I ogromna niespodzianka od losu – mój tekst-referat na fachowej konferencji będzie opublikowany w zeszytach naukowych mojej uczelni. Pękam z dumy i nadal nie wierzę, że to tak naprawdę i na zawsze. Uwierzę jak zobaczę. I odkryłam Twojego bloga:) Działo się :)

  • Paula

    Hej. Tapeta ściągnięta, a jogę jutro będę uprawiać. Dawno nie robiłam, więc chętnie dołączę ;-). Teraz skomentuję Twoje podsumowanie. Też mam nowe techniki i pory czytania i warto wprowadzać takie zmiany. Też tęsknię za wiosną, chociaż w Londynie śniegu raczej nie doświadczysz. Dlatego fajnie bywać zimą w Polsce, bo zawsze się tego śniegu trochę zazna :-). My też się wyprowadzamy w końcu, jupi, do ładniejszego i większego lokum. Nie mogę się doczekać. Polecam ” Koronę” o królowej Elżbiecie II- bardzo fajne. ” Dziewczyna z Pociągu” hm hm. Czytałam, ale też bym nie poleciła ;-). Jakoś tak. I apropos, dzisiaj wzięłam się za film. I hmm. Jest tak smutny jak książka, więc trzeba go oglądać w odpowiednim nastroju. Wydaje mi się też, że filmowa bohaterka jest też ładniejsza i szczuplejsza od tej opisywanej w książce. Słucham tego, co wynajdę albo klasyki. Na razie nigdzie nie jeżdżę. No i przeglądam kilka stron z rękodziełem, regularnie. Ale od jakiegoś czasu nie kupowałam. Jutro rozumiem o 10 polskiego czasu ( czyli 9 czasu angielskiego?) będą ćwiczenia. Pozdrawiam.

    • Tak tak, polskiego :) jej jak ja Ci czasem zazdroszczę tego Londynu, tyle wspaniałych rzeczy słyszałam, a nigdy nie byłam ;)

      • Paula

        Tak tak, zawsze sie zazdrości tego, czego się nie ma :D. Jak się tu mieszka, to się widzi tyle samo rzeczy niewspaniałych, he he.