Wiecie, nie raz już zetknęłam się ze stwierdzeniem, że my, jako kobiety, nie potrafimy odpoczywać. Polki mają w sobie coś, co każe im zrobić o wiele więcej, niż jest to konieczne.

Przyszło mi to do głowy podczas pisania II części prawdy o hygge, którą podrzucę Wam jakoś po Świętach, żeby nie wszczynać niepotrzebnych dyskusji przy pierogach. W tej II odsłonie chciałabym właśnie poruszyć temat duńskiej szczęśliwości i umiejętności odpoczywania, więc myślę, że Wam się spodoba.

Wracając jednak do Polek – wiele kobiet nie potrafi odpoczywać. Albo po prostu nie chce tego robić z uwagi na wyrzuty sumienia, czy poczucie obowiązku.

Ciągła praca wpływa bardzo negatywnie na nasze zdrowie i poziom stresu. A co za tym idzie – znacząco obniża nasze poczucie szczęścia i zadowolenia z życia.

Nic nie musisz.

Jako kobiety często wcielamy się w kilka różnych ról społecznych jednocześnie. Jesteśmy matkami, paniami domu, kobietami pracującymi, żonami… Każda z nich wymaga od nas ogromnej pracy i sporego zaangażowania. A my, jak to my – chcemy żeby wszystko było najlepiej, najpiękniej i na 100%.

Poświęcamy się, często nawet zupełnie wbrew naszej woli. A potem wylewamy swoje frustracje na otoczeniu. Co najgorsze, raczej nikt inny nie powie Ci stop, nie musisz tego robić. Sama musisz umieć to sobie powiedzieć.

Jeżeli czujesz się przytłoczona nadmiarem obowiązków, najwyższa pora by nauczyć się odpoczywać. I przede wszystkim – robienia nic i poczucia satysfakcji a nie wyrzutów sumienia.

Nie jesteś niezastąpiona.

OK, ja wiem, że Twoim zdaniem nikt tak dobrze nie pomyje okien, nie wypastuje podłóg i nie ukręci makowca. Nikt również nie wie jak najlepiej odrabiać lekcje z dzieckiem, jak zarządzać dużym projektem i jak najlepiej wyprasować mężowską koszulę.

Wszystko to sprawia, że nawet nie wyobrażasz sobie sytuacji, w której oddelegowujesz część swoich zadań komuś innemu. Masz wrażenie, że robiąc to, nie dość że narażasz się na nieidealnie wykonane zadanie, to jeszcze w oczach szefa, teściów, znajomych czy męża możesz wyjść na niedobrą żonę, matkę czy pracowniczkę.

Bierzesz na siebie zbyt dużo i to wszystko na własne życzenie. Jednak potem uginając się pod ciężarem obowiązków, szukasz winy u innych. Wyżywasz się na mężu czy dzieciach o to, że tyle trzeba nad nimi robić. Podczas gdy kluczem do rozwiązania całego problemu, byłoby zrewidowanie swojego własnego systemu organizacji i przyjrzenie się priorytetom. 

Dzieci wcale nie marzą o krystalicznie czystych oknach. Zamiast tego wolą wypoczętych rodziców, którzy po prostu mają dla nich czas. Mężowie też chętnie zamienią jedno (a nawet kilka) z 12 wigilijnych potraw, na chwilę spędzoną sam na sam z zadowoloną i uśmiechniętą żoną.

W kwestii pracy zaś – przeczytałam gdzieś kiedyś takie mądre zdanie, które brzmiało mniej więcej:

Nie bądź niezastąpiony w pracy, bo nigdy nie dostaniesz awansu. 

Naucz się ustalać priorytety.

Kiedyś już Wam pisałam, że owszem, możesz mieć wszystko, ale nie wszystko naraz. Nawet jeśli cieszy Cię fakt, że udało Ci się odhaczyć wszystkie pozycje na Twojej niekończącej się liście zadań, to i tak nie masz wszystkiego. Nie masz czasu wolnego, czasu na odpoczynek, świętego spokoju, czy chwil spędzonych sam na sam ze sobą.

Doba nie jest z gumy i za nic w świecie nie rozciągnie się ponad te 24 godziny.

Skup się na tym co najważniejsze, wyznaczaj sobie mniej zadań, ale za to wkładaj w nie całe serce. I jeśli jesteś typowym zadaniowcem – umieszczaj na liście nawet czas na odpoczynek.

I pamiętaj, że nie ma czegoś takiego jak „nie mam czasu dla siebie”, „nie mam czasu dla córki”, „nie mam czasu dla męża”. Czas masz – po prostu wybrałaś nieodpowiednie priorytety.

Odpocznij. I znajdź czas na swoje przyjemności.

Odpocznij. Od partnera, dzieci, domu, szefa i całego świata. Uwierz mi, że nic się nie zawali z uwagi na Twoją krótkotrwałą nieobecność.

Jeden dzień, lub chociaż jeden wieczór spędzony w totalnym oderwaniu od codzienności, skutecznie naładuje Twoje baterie.

Tu po cichutku mogę Wam szepnąć o dwóch inspirujących kobietach, które miałam okazję poznać, podczas mojego weekendu w Warszawie. Obie tworzą wspaniałe i pełne niesamowitości miejsca, które warto odwiedzić:

  • Kasia z PINK MINK Studio – która jest mistrzem makijażu idealnie dobranego do typu urody. Co ważne – pracuje tylko na wegańskich i nietestowanych na zwierzętach kosmetykach. Ponadto – w myśl zasady – daj wędkę a nie rybę, Kasia prowadzi również spersonalizowane lekcje makijażu, z przeglądem kosmetyczki i doborem kosmetyków do cery i preferencji. Można również wykorzystać pomysł jako prezent last minute dla bliskiej nam kobiety :)

  • Ola z Na Temat Piękna SPA – która w sercu Warszawskich Bielan stworzyła istny raj. Gabinet jest otwierany na życzenie klienta, więc nie ma mowy o staniu w kolejce, przepychaniu się czy przyspieszaniu zabiegu, bo ktoś inny czeka już pod drzwiami. Wchodzimy do wspaniałego wnętrza, w którym Ola czeka już z ciepłą herbatą, gotowa do tego, by nam pomóc. I nie, wcale nie musimy planować sobie zabiegów i samodzielnie wybierać czegoś z oferty – wystarczy przyjść, a właścicielka sama wie, co będzie dla nas najlepsze. Wizytę u Oli również można sprezentować. Komuś lub sobie ;)

Poza tym obie dziewczyny są tak szalenie inteligentne i skore do sensownej rozmowy, że mile spędzony czas macie jak w banku.

Jednak jeśli nie masz możliwości wieczornego wyjścia, bo ograniczają Cię względy finansowe, zdrowotne, dziecięce czy jeszcze jakieś inne – pamiętaj, że to również nie jest wymówka.

SPA możesz urządzić sobie sama da siebie w łazience. A romantyczną kolację przy świecach przy własnym stole. Ubierzcie się ładnie, nałóż szpilki, ulubioną sukienkę, zrób makijaż, wymyślną fryzurę i poczuj się jak dama.

Zasłużyłaś na to.


Swoją drogą, nie wiem czy pamiętacie, jak tysiąc lat temu pytałam Was na Insta jak sensownie i bezstresowo zrobić fale, takie w stylu beach waves? Idąc zgodnie z Waszymi poradami – jako tako sprawdziło się wiązanie włosów w cebulkę i rozpuszczanie po pewnym czasie. Minus jest taki, że włosy muszą być wciąż delikatnie mokre, bo inaczej fryzura u mnie psuje się po 3 minutach. Niestety splatanie w ten sposób wilgotnych włosów wcale nie służy moim, i tak już przesuszonym, końcówkom.

Prostownicą, co polecała większość z Was, nie poradziłam sobie zupełnie. Witam w moim świecie.

beach-waves-jak-zrobic

Remington PROluxe dała radę. Prezent od producenta, ale mogę zarekomendować z czystym sumieniem. Fale wychodzą grube, takie właśnie jak chciałam i utrzymują się spokojnie do samego wieczora.

Nie tylko od święta.

O sobie i o odpoczynku trzeba pamiętać na co dzień, a nie tylko raz na jakiś czas przy sobocie.

Jedni odpoczywają aktywnie, jeżdżąc rowerem, biegając czy chodząc na siłownię. Inni wolą poleżeć z książką, upiec ciasto czy obejrzeć telewizję. Nie ważne która wersja bardziej Ci odpowiada, po prostu wybieraj to, co sprawia Ci przyjemność.

Takie zupełnie przyziemne, codzienne dbanie o odpoczynek to przede wszystkim… zasypianie o racjonalnej porze. I podarowanie sobie wystarczającej ilości godzin snu. Tak, doczekaliśmy czasów, kiedy osiem przespanych godzin brzmi jak spełnienie marzeń.

Pamiętaj, życie dzieje się tu, teraz i na co dzień, a nie tylko w weekendy i Święta.

Nic będę robić.

Ja wiem, że ostatnio na dużą skalę gloryfikowany jest aktywny wypoczynek. Nawet jeśli masz wolne, to przecież wciąż możesz to produktywnie wykorzystać.

Jasne, możesz. Ale nie zawsze musisz. I też niekoniecznie chcesz.

Pisałam Wam już kiedyś, że jest duża różnica między robieniem nic a nicnierobieniem.

Wbrew pozorom leżenia na kanapie i robienia nic, musimy się na nowo uczyć. A przede wszystkim zrozumieć, że jest to bezcenny czas dla nas, a nie „czas zmarnowany”.

Leżąc na kanapie masz czas na to, by pomyśleć. Zastanowić się nad sobą, otoczeniem. Również na to by przeanalizować to, co Cię spotyka, ludzi jakimi się otaczasz, kierunki w których zmierzasz. I przede wszystkim zadać sobie pytanie: czy jest mi z tym dobrze? A jeśli nie – to czy chcę to zmienić?

Poza tym w takich chwilach sam na sam ze sobą, warto trenować uważność. Można medytować, w ciszy, przy muzyce, patrząc na świat, lub z zamkniętymi oczami. Skupić się na jedzeniu, na smakach aromatach. Wsłuchać się w odgłosy za oknem, w życie domu albo w totalną ciszę.

Świadome przeżywanie i doświadczanie wszystkich myśli, bodźców i emocji to bardzo obszerny temat. Jednak na sam początek powinno nam przynieść chociażby odprężenie.

Z nowym rokiem.

Grudzień to czas przewartościowywania i postanowień noworocznych. Jeśli coś już teraz Ci doskwiera i czujesz, że się przepracowujesz – warto przyjrzeć się swoim priorytetom, nawykom, wartościom i przekonaniom.

Wypoczęty człowiek, to szczęśliwy i zadowolony ze swojej pracy człowiek. Taki który ma ochotę by żyć, cieszyć się i tą radością dzielić się z otoczeniem. Warto o tym pamiętać i przyjrzeć się temu na spokojnie jak najprędzej. Bo życia szkoda, a ono wcale na nas czekać nie ma zamiaru.

Pamiętaj, że tego iż okna nie świecą się na błysk, nikt nie zauważy. A już na pewno nie Twój chłop ;) Za to zmęczenie i poirytowanie na Twojej twarzy – odnotuje na sto procent.

 

I jeszcze na koniec, jako że jest to ostatni wpis przed Świętami, 
chciałaby życzyć Wam na ten nadchodzący czas wszystkiego, co najpiękniejsze.
Cudownej atmosfery i Świąt spędzonych w gronie najbliższych lub w swoim własnym towarzystwie. 
Nie ważne.
Ważne tylko, by Tobie się podobało i przyniosło radość, nową nadzieję i chwile wytchnienia. 

 


Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

Image Widget    Image Widget    Image Widget

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

  • Paula

    Czesc. Moim zdaniem, jak zawsze sobie o tym mysle, to polskie kobiety lubia tez czesto robic sie za meczennice. To moje zdanie. Wiedza, ze nie musza, ale pozniej jest czas na marudzenie, jakie to biedne i umeczone… Ze mna to jest znowu tak, ze ja lubie sprzatac, naprawde. Lubie miec starte kurze, wypolerowane lustro, swieze ubrania. Od czasu do czasu wymyte okna. Jestem z dosc tradycyjnej rodziny, ale ja sama sie wylamalam ze schematu. Nie mam rodziny, ale mysle, ze jakbym miala, to bym podobnie myslala. O.k. Troche posprzatac z wyprzedzeniem, ugotowac cos ( niekoniecznie 12 potraw!). Ale bez przesady!
    A pobyty w SPA- super pomysl. Uwielbiam!
    Ps. Sorki za brak polskich znakow.

  • Edyta

    Bardzo mądre słowa. Ja tak goniłam za wszystkim, nie miałam czasu dla siebie. To były lata, których nikt mi już nie wróci.
    Pewnego dnia powiedziałam – DOŚĆ. Zaczęłam żyć trochę egoistycznie, to znaczy, że nie brałam na siebie wszystkich prac (w domu i w pracy). Przecież nie jestem osobą niezastąpioną. Pewne rzeczy może zrobić ktoś inny a ja w tym czasie mogę po prostu posiedzieć :-)
    W pracy zaczęłam robić tylko to, co jest niezbędne (moja nadgorliwość została schowana głęboko do szuflady), w domu dzielę obowiązki z mężem i córką. A jak czegoś nie zrobimy to świat się wcale nie zawali. Co z tego, że może nie mam na błysk posprzątane w domu, jeśli jestem wypoczęta, uśmiechnięta i z przyjemnością mogę upiec kolejne ciasto (co uwielbiam).
    I wszyscy jesteśmy z tego powodu szczęśliwi – córka, że więcej ze sobą rozmawiamy, mąż – że spędzamy ze sobą każdą chwilę i pies – że długie spacery to teraz nasza codzienność.
    A teraz z okazji Świąt Bożego Narodzenia chciałabym Ci życzyć zdrowia i wielu cudownych chwil spędzonych tak, jak chcesz i z kim chcesz :-)

  • Anja Trener

    „Bierzesz na siebie zbyt dużo i to wszystko na własne życzenie.”Zauważyłam, ze większość polskich kobiet tak działa i wymaga takiego samego zachowania od pozostałych. Jest to przykre, bo gdy któraś z nas działam i myśli zupełnie inaczej, to reszta „psy na niej wiesza”… plotkując, obmawiając i robiąc z Ciebie zły przykład.
    Nasze matki, teściowe, ciotki i koleżanki, wymagają od nas nieustannego perfekcjonizmu we wszystkim i rezygnacji z bicia prawdziwą sobą. Medytacja oraz ścieżka jogi, dała mi lepszy wgląd w moje prawdziwe JA, niezależne od opinii innych ludzi. Widzę w dzisiejszym społeczeństwie bardzo dużo napięć, stresów, i lęków, powstających właśnie z przymusu i życia pod ciągłą presją zadowalania reszty społeczeństwa. A gdybym tak, zamiast pracy w dużym mieście i rezygnacji z własnego życia, tylko w imię opłacania wszystkich rachunków, pokazywania że ciągle (mozolnie) wędrówki po szczeblach jakiejkolwiek kariery, planowania ciąży (najlepiej podwójnej bo pińćset plus trzeba w kieszeni mieć, tak jak większość Polek teraz myśli…), gdybym zamiast tych wszystkich, zjadaczy mojego czasu, pożeraczy życia, każdej cennej minuty, WYRUSZYŁA W PODRÓŻ ( po świecie, jogową, do Indii, DO Czech , tam gdzie prawdziwe Aśramy są, i można poznać inne kultury, ludzi, zobaczyć coś więcej, być sama ze sobą i sprawdzić się w tej wędrówce, pokonać trudności i całym sercem odkryć, o co naprawdę w moim życiu chodzi…odnaleźć siebie, zrozumieć świat). PODRÓŻ. To czynność intelektualno-fizyczno-duchowa, której nie kontynuują już zapracowani Warszawiacy, karierowicze, poddający się temu co przychodzi, bez krztyny zainteresowania światem i życiem. Ludzie, którym tak łatwo przychodzi ocenianie innych, „rzucanie kamieniem w drugiego człowieka, gdy sami mają tyle za pazuchą…”. Nie wiem, czy ten komentarz nie jest zbyt ostry, ale takie właśnie zachowania woduję w moim mieście, w innych miastach i u większości kobiet i mężczyzn. Rób w życiu jak najwięcej, tak abyś się „zarżnął ze zmęczenia”, aż do swojego upadku psychicznego, do intelektualnego zgonu, bo tylko zawartość twego portfela, gargantuiczna ilość osiągnięć, ukończonych studiów, kasiasty mąż, super genialne dzieci… to plasuje Cię na miejscu no.1. Tylko wtedy jesteś dla mnie partnerem do przekrzykiwania się w rozmowie, bo i tak teraz każdy tylko mówi o sobie, a słuchać już nie potrafi.

Close