Na przełamanie jesiennej nostalgii – nasze wakacyjne wspomnienia czyli Kreta w październiku.

Jeśli śledziliście mnie na Instagramie, co nieco mieliście już okazję obejrzeć. Z założenia jednak starałam się spędzać jak najmniej czasu w sieci, dlatego szczegółowa relacja nadchodzi dopiero teraz.

Gdybym miała opisać Kretę w kilku słowach, na pewno byłyby to magiczne krajobrazy i wspaniali ludzie. Pierwszy raz w życiu, przy wyjeździe, zakręciła mi się łezka w oku. A mnie wcale nie jest tak łatwo wzruszyć ;)

 

Wypad na Kretę był naszym pierwszym wyjazdem, który kupiliśmy w biurze podróży. Od wielu lat wszędzie wyjeżdżamy na własną rękę. Jako prezent ślubny dostaliśmy jednak od znajomych zniżkę na zakup wycieczki w biurze podróży Itaka, której niestety nie mieliśmy okazji zrealizować w ramach podróży poślubnej.

Nie ukrywam, że podchodziłam do takich zorganizowanych wczasów z dużą rezerwą, wychodząc z założenia, że wszystkie memy o Januszach Wakacji nie wzięły się znikąd ;)

Jedynak zgodnie z zasadą, że wszystko ma swój czas i miejsce, po ostatnim natłoku zmian i kalendarzu wypchanym do granic możliwości, zamarzyły nam się wczasy, na których nic nie trzeba, a jedynym obowiązkiem jest po prostu „być”.

 

SONY DSC

 

Umówiliśmy się, że zrobimy sobie prezent na pierwszą rocznicę ślubu i wybierzemy się w jakieś fajne miejsce. Rocznica była co prawda w sierpniu, jednak w wyniku różnego rodzaju splotów wydarzeń, na wakacje mogliśmy wybrać się dopiero jesienią. I tu pojawiło się pytanie – gdzie warto wybrać się w październiku? :) Zależało nam przede wszystkim na tym, by złapać jak najwięcej słońca, bo wiadomo że w okresie jesienno-zimowym jest go jak na lekarstwo. Poza tym nasze plany i oczekiwania ograniczały się do słodkiego lenistwa, co jednak na miejscu uległo zmianie o 180 stopni.

Doszliśmy do wniosku, że najlepszy kierunek w październiku to Kreta lub Cypr. Głównie dlatego, że to najbardziej słoneczne miejsca na Morzu Śródziemnym i przez ok. 300 dni w roku można cieszyć się tutaj ciepłymi promieniami. Wszystkie nasze założenia wklepaliśmy sobie w wyszukiwarkę i zaczęliśmy przebierać w ofertach. Ostatecznie wybraliśmy Kretę, głównie z uwagi na termin wylotu.

I był to bez wątpienia strzał w dziesiątkę :)

 

SONY DSC

Kreta w październiku – dlaczego warto?

Szczerze mówiąc Kreta w tym okresie przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Było naprawdę idealnie i bajecznie.

Jednak wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od naszych wakacji.

 

Kreta Malia

 

Jeżeli jedziecie tam z myślą o imprezach – październik nie będzie odpowiednim miesiącem, bo jest już po sezonie i większość lokali jest najzwyczajniej w świecie zamkniętych. Malia, czyli miejscowość w której mieszkaliśmy, w okresie wakacyjnym jest mekką dla klubowiczów. O wszystkim dowiedziałam się oczywiście już na miejscu, gdy mężczyzn wygooglował gdzieś zdjęcia zatłoczonych uliczek. Na szczęście w październiku nie dało się już tego odczuć.

 

kreta-owoce

kreta co zobaczyć

Dla mnie niewątpliwą zaletą takie go późnego wyjazdu był fakt, że nigdzie nie musiałam rozpychać się łokciami czy walczyć o miejsce. Turyści owszem, byli, ale nie w ilościach aż tak bardzo hurtowych. Dzięki temu faktycznie dało się odczuć taki typowy, południowy slowlife.

 

kreta co zobaczyćOLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Kreta w październiku – temperatura i inne przydasie.

Kreta w październiku jest rajem na ziemi. I piszę to zupełnie serio.

Temperatury podczas całego naszego tygodniowego pobytu były bliskie 30 stopni, co zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie. Szczerze mówiąc, w momencie wyjazdu nastawiałam się raczej na pogodę typowo spacerową, nie myślałam za bardzo o plażowaniu.

 

 

SONY DSC

 

Na miejscu okazało się, że jest zupełnie inaczej. Na plaży byliśmy codziennie, choćby na krótko.

Pytaliśmy nawet rezydenta o to, co to się stało z pogodą. Twierdził, że to normalne temperatury i że głównym czynnikiem, dla którego sezon kończy się we wrześni jest fakt, że od października zdarzają się opady deszczu. Nas spotkały dwa, oba dziesięciominutowe.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Gdzie spać?

Kreta to takie trochę dwa światy. Z jednej strony znajdziemy tam wioski, o których świat zapomniał, z drugiej potężne bazy turystyczne, także ze znalezieniem noclegu oczywiście nie będzie problemu.

 

Kreta Oliwki

My od samego początku założyliśmy sobie, że potrzebujemy wakacji od których nie oczekujemy niczego więcej, jak tylko odpoczynku, dlatego pod uwagę braliśmy wersje all inclusive. To był świadomy wybór, można się z nas śmiać i przezywać od emerytów, ale właśnie tak chcieliśmy. Ostatnie miesiące wypełnione były ciężką pracą i masą zmian, dlatego takie właśnie „nic nie muszę” było nam potrzebne jak tlen.

 

kreta w październiku

 

Cały pobyt spędziliśmy w hotelu Solimar Ruby, który mogę Wam z czystym sumieniem polecić. Słyszałam różne historie na temat standardów w krajach południowych, nie wspominając już o tym, że kiedyś miałam „przyjemność” nocować w budynku, w którym karaluchy notorycznie odbywały sobie swoje niczym niezakłócone podróże. Było to już dobrych kilka lat temu, kiedy internet nie był jeszcze takim źródłem wiedzy i opinii, więc nie bardzo można było tego uniknąć. Nie pamiętam już jakie to było biuro podróży, jednak od tej pory, jestem trochę uważniejsza.

 

hotel kreta

 

Standard naszego hotelu był naprawdę fajny, nie wspominając o kapitalnej obsłudze, z którą podczas pobytu autentycznie udało nam się zżyć. Dlatego gdy wyjeżdżając żegnaliśmy się ze wszystkimi, było mi naprawdę ogromnie smutno. Poza tym widok z okna rozciągał się na plantację oliwek, także czego chcieć więcej ;)

 

kreta aloes

 

W tym miejscu koniecznie muszę napisać, że ogromną zaletą Krety są ludzie. Uśmiechnięci, życzliwi i pomocni. Gdy spytałam jednego z kelnerów o nazwę sera, który był podawany do śniadania, wszystko nam wytłumaczył, po czym i tak wybrał się z nami do miasta, żeby pomóc w zakupach. Sera niestety nie udało się znaleźć, bo to nie sezon, poza tym pochodził z jakichś lokalnych hodowli. Jednak ku mojemu ogromnemu zdziwieniu – w dzień wyjazdu, szef kuchni sprezentował mi ogromny kawałek tego przysmaku. Okazało się, że kelner wszystko mu opowiedział ;)

Kreta jedzenie.

Jedzenie w hotelu było smaczne, a wybór nieskończony. Chyba tak najlepiej można to ująć. Były potrawy zarówno typowo greckie jak i rzeczy, które zadowolą każde dziecko i niejadka – makarony, frytki czy pizza. Każdy posiłek serwowany był w formie szwedzkiego stołu i sprostał wymaganiom zarówno mięsożercy w postaci mężczyzna, jak i miłośnika warzyw i owoców.

Moim zdaniem jedynym minusem wczasów all inclusive jest to, że raczej rzadko będziemy jadać „na mieście”. Jednak jeśli ktoś decyduje się na jedzenie poza hotelem, to nie będzie z tym najmniejszego problemu. Tawerny i restauracje są wszędzie. Sklepy spożywcze także.

Na szczęście jednak nasza hotelowa kuchnia nie zawiodła, dzięki temu najedliśmy się przepysznych greckich serów, słodkich pomidorów, pysznych oliwek i soczystych arbuzów. Były również naleśniki, owsianki i desery. Na obiad delektowaliśmy się różnego rodzaju pieczonymi i faszerowanymi warzywami, głównie bakłażanami. Mężczyzn zaś skakał z radości na widok najróżniejszych rodzajów mięs.

Do każdego posiłku można było wziąć sobie wino lub kieliszek raki, dla lepszego trawienia. Dlatego często rozsiadaliśmy się przy posiłkach dłużej niż zwykle, celebrując jedzenie jak nigdy dotąd.

 

Kreta – co zobaczyć?

Tutaj również wszystko zależy od naszych własnych preferencji.

Zdarzały się osoby, które przez cały wyjazd nie ruszyły się znad basenu. Robiły sobie jedynie przerwy na posiłki. Absolutnie nikogo za to nie krytykuję, już kiedyś pisałam Wam, że często przy planowaniu wakacji, za bardzo kierujemy się tym, co ludzie powiedzą i mimo iż jedyną rzeczą, jakiej potrzebujemy, jest jedzenie, leżenie i spanie, to i tak decydujemy się na zwiedzanie. No bo przecież jak tu potem opowiedzieć sąsiadce, że byliśmy na wakacjach 2000 kilometrów od domu, a jedyną rzeczą jaką zobaczyliśmy, był basen?

 

 

My na początku również mieliśmy w planach tylko leżenie, jednak potrzeba zobaczenia różnych zakątków okazała się silniejsza. Zwiedzanie Krety na własną rękę jest proste, przyjemne i tanie. Dlatego warto to zrobić, choćby po to, by zobaczyć, że Kreta jest szalenie zróżnicowaną wyspą. Są tu zarówno liczne piaskowe plaże, z krystalicznie czystą wodą, jak i wysokie góry z malowniczymi kanionami wioskami, o których świat zapomniał. Do tego oczywiście przyda się samochód, bo pieszo za daleko nie zajdziemy.

Kreta – wypożyczenie samochodu.

Zdecydowaliśmy się na wypożyczenie quada i zwiedzanie wyspy na własną rękę, zaraz po tym jak się okazało, że leżenie na plaży, to jednak nie nasza bajka.

Biuro podróży oferowało masę różnych wycieczek fakultatywnych, ale my jakoś tak chcieliśmy zrobić wszystko sami. Nie dotarliśmy przez to do Santorini czy na różowe plaże Elafonisi, ale w zamian zobaczyliśmy zwykłych ludzi, z ich normalnym życiem, wszelkie okoliczne nieturystyczne miejsca i co najważniejsze – wszystko zrobiliśmy w swoim własnym tempie. I klasycznie – zupełnie bez planu.

Oczywiście można również zdecydować się na normalny samochód czy motor, bo wypożyczalni jest naprawdę cała masa. Generalnie wypożyczenie jakiegokolwiek środka transportu nie jest żadnym problemem – gdy pytaliśmy o to, jakie prawo jazdy trzeba mieć na quady, pan rezolutnie odparł, że obojętnie, może być nawet na rower czy na helikopter ;)

SONY DSC

 

Wypożyczyliśmy quada na 4 dni i przekonaliśmy się na własnej skórze, że Kreta to nie tylko przeludnione hotele, kluby i plaże, ale również dzikie zakątki, opuszczone domy, wąskie górskie dróżki i zapomniane wioski. Gdy oddalaliśmy się od miejsc typowo turystycznych, często napotykaliśmy inne samochody czy osoby nie częściej niż raz na kilka godzin. Jedynym towarzystwem pozostawały kozy, owce i osiołki ;)

 

SONY DSC

 

Swoją drogą, zastanawiam się – czy relację z takiego zwiedzania off-road też chcecie zobaczyć na blogu?
Bo nie wiem, czy jest to na swój sposób interesujące, czy jednak wolicie wersje z Santorini ;)

 


Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

  • Izabela K.

    Dołączam się do zachwytów nad greckimi wyspami :-) My we wrześniu polecieliśmy na Lefkadę, niewielką jońską wysepkę. Co prawda pogoda nie była aż tak rewelacyjna, ale za to zwiedziliśmy całą wyspę (na skuterze – mój P. był zachwycony) i naprawdę odpoczęliśmy. Chyba w życiu nie najadłam się tak pysznego jedzenia, w tak wielkich porcjach i za tak małe pieniądze, jak właśnie tam. Przywiozłam butelkę oliwy i kilka cytryn prosto z krzaka ;-) Kreta ląduje na liście miejsc do odwiedzenia :-)

  • Samorozwijalnia

    No pewnie, że chcemy! Aż mi się przykro zrobiło jak urwałaś relację ;)

  • Super relacja :) spędziłam na Krecie kilka miesięcy i często wspominam tę wyspę :)

  • Moja przyjaciółka pracuje w Itace i nasłuchałam się historii o „Januszach” ;) Ale wszystko zależy od kierunku. Na pewno jest ich więcej w Bułgarii niż na Krecie, zwłaszcza po sezonie :)
    Kreta wygląda zachęcająco, chętnie przeczytam dalszą relację :)

  • Emilia Maciejewska

    Też jestem sceptycznie nastawiona do takich organizowanych wyjazdów. Głównie dlatego, że nie lubię mieć planu ani tym bardziej podczas wyjazdu leniuchować. W ogóle nie umiem leniuchować i wszędzie musi mnie być pełno, więc zazwyczaj wybieram góry. Ale zdjęcia z Twojego wyjazdu piękne! Zachęciłaś mnie też tą informacją o imprezowej mekce. Może kiedyś nadejdzie czas żeby polecieć na Kretę? :D

    • tutaj nic zorganizowanego nie było, jedynie hotel i transport z i na lotnisko, także można wszystko planować po swojemu :)

      • Emilia Maciejewska

        O, tego się po biurze podróży nie spodziewałam. To zwiększa szansę, że kiedyś się skuszę :D

  • Jak wspaniale czyta sie takie posty, kiedy za oknem plucha! :)

  • Jagoda

    Witam :)
    Wybieramy się na Kretę 8-15 październiki z Twoje wpisu na blogu wnioskuję, że nie musimy się martwić o pogodę i mamy szanse na opalanie się i kąpiele w morzu? :)

    Dziękuje za odpowiedz / świetny wpis! :)

Close