„Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów” – Albert Einstein.

Często narzekamy, że w naszym życiu coś jest nie tak i że wcale nie ma się ku lepszemu. Jednocześnie nie robimy nic, by to zmienić. Nieprzerwanie podążamy tą samą wydeptaną ścieżką i ani przez chwilę nie przychodzi nam do głowy, że może warto byłoby z niej zboczyć?

Skoro więc robimy to samo, ciężko oczekiwać, aby rezultaty były inne.  Tymczasem żeby odkryć nowe lądy, trzeba odważyć się odpłynąć od brzegu. Nawet jeśli wiąże się to z koniecznością stracenia z oczu tego, co znane i oswojone.

Gdyby nie osoby, które odważyły się wypłynąć na głęboką wodę, nadal uważalibyśmy że ziemia jest płaska.

Czy to źle, czy dobrze? Ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć.

Strefa komfortu, czyli co?

Co to takiego ta strefa komfortu? Na ten temat powstało już tysiące różnych artykułów, także wszyscy zapewne wiedzą, o co chodzi. W kilku słowach – jest to stan, w którym czujesz się bezpiecznie, pewnie i nie stawiasz przed sobą żadnych wyzwań. Żyjesz z dnia na dzień, robisz to, co musisz (niekoniecznie to, co chcesz). Teoretycznie nie narażasz się dzięki temu na żadne ryzyko. Ale tylko teoretycznie – wiadomo, że życie pełne jest niespodzianek i nawet w drewnianym kościele cegła nam może spaść na głowę.

Jak to było ze strefą komfortu na Dniu Jogi w Warszawie?

W ramach kontynuacji projektu joga i wywiadu jakiego miałam przyjemność udzielić jako reprezentantka Polski, wraz z Kasią z Zalando wpadłyśmy na pomysł, by zorganizować spotkanie z czytelnikami. Wybór padł oczywiście na Dzień Jogi i na Warszawę.

dzień jogi

Na początku byłam przerażona, od razu doszłam do wniosku, że na pewno nikt nie przyjdzie, a nawet jeśli się pofatyguje, to na 100 procent mnie nie polubi. Podpytywałam o radę mężczyzna, który optymistycznie stwierdził:

Joga to nie piłka nożna, a ty nie jesteś Krychowiakiem, więc nie liczyłbym na tłumy. 

Także sami widzicie – łatwo nie było. Do tego dochodziły jeszcze perturbacje logistyczne – do tej pory zawsze przemieszczałam się samochodem. Jednak tym razem mężczyzn nie mógł jechać ze mną, a ja sama 1200 km w jedną stronę się nie wybiorę. Pozostawała więc przejażdżka busem, o której co nieco Wam już pisałam. Pod tym względem wszystko musiało być dopięte na ostatni guzik, bo Dzień Jogi w niedzielę, a w środę… obrona dyplomu. I tutaj też, rzecz jasna, się martwiłam. A co będzie jak nie zdążę wrócić? Co jak bus popsuje się po drodze? Albo kierowca mnie wystawi?

Co najciekawsze – faktycznie tak się stało. Na kilka godzin przed odjazdem dostałam telefon, że kursu do Danii jednak nie będzie, bo jestem jedyną chętną. Dalszych smaczków Wam oszczędzę, bo wszystko na szczęście dobrze się skończyło :)

Krótko mówiąc – pomimo obaw i przeszkód, uważam, że podjęłam słuszną decyzję. Bardzo miło spędziłam czas, poznałam masę ciekawych ludzi, wykorzystałam dobrą pogodę (której tutaj teraz jak na lekarstwo), spróbowałam wielu naprawdę pysznych rzeczy i zrobiłam sobie swój własny worek jogowy w strefie Zalando. Wróciłam bogatsza o nowe doświadczenia, wraz z ogromem pozytywnej energii do dalszego działania.

Dlatego dziś piszę do Was to, co chciałabym, by ktoś powiedział mi, gdy wahałam się nad wyjazdem ;)

Zawsze warto jest próbować nowych rzeczy. Nie ważne czy będzie to nauka nowego języka, nowej umiejętności, wyjazd w nieznane, zagadanie do interesującej nas dziewczyny/chłopaka, czy nawet zapytanie o podwyżkę. Tak naprawdę wiele razy w życiu musimy wziąć sprawy w swoje ręce, bo samo niestety nic się nie zrobi. Szef nie wpadnie na pomysł, by z własnej woli nas wynagrodzić, a platoniczna miłość naszego życia może w tym czasie znaleźć sobie swój własny obiekt zainteresowań. Pamiętaj, że wątpliwości będą Ci towarzyszyły zawsze. Zawsze też istnieje mniejsze lub większe ryzyko porażki. Jednak szanse w życiu to coś, co zwykle odchodzi bezpowrotnie. 

Zwykle gdy stawiamy przed sobą cel, który teoretycznie jest zbyt ambitny jak na nasze obecne możliwości, czujemy się niekomfortowo. Po czasie jednak zwykle przyznajemy, że warto było, że dzięki temu zdobyliśmy nowe doświadczenie, nauczyliśmy się czegoś nowego, osiągnęliśmy spełnienie. Niestety czy stety najfajniejsze rzeczy w naszym życiu przeważnie leżą poza strefą naszego komfortu. I tylko od nas zależy, czy odważymy się wyciągnąć po nie rękę. 

Warto zauważyć, że strefa komfortu wbrew pozorom nie jest taka bezpieczna. Teoretycznie wszystkie podejmowane kroki i ich rezultaty są nam znane. Nic nas nie zaskakuje, nic nie atakuje. Na pierwszy rzut oka – szczyt marzeń. Jednak jest również druga strona medalu.

Tego rodzaju przyzwyczajenie potęguje nasz strach, przed choćby wyściubieniem czubeczka nosa poza naszą bańkę. Nie dostrzegamy i nie bierzemy pod uwagę żadnych nowych możliwości, tylko dlatego, że wiążą się one z pewnym ryzykiem.

Co w tym złego?

Niby nic, jednak im głębiej się z niej zakopiemy, tym ciężej będzie nam z niej wyjść i w pewnym momencie to ona przejmuje kontrolę nad nami a nie my nad nią. Zaczynamy negować WSZYSTKO to, co nowe i nieznane. Przestajemy marzyć i stawiać sobie cele. Zadowala nas monotonia. Przestajemy wykorzystywać nasz potencjał i rozwijać zainteresowania.

Dlatego właśnie warto od czasu wyjść ze swojej strefy komfortu. Chociaż na kroczek.

A co robić, gdy jakoś nie możesz się przekonać?

1. Zastanów się i pamiętaj dlaczego to robisz.

Zwykle postanawiasz opuścić swoją strefę komfortu z jakiegoś określonego powodu. A powody mogą być najróżniejsze – chęć osiągnięcia jakiegoś określonego celu, potrzeba zmian w życiu, ochota do dalszego samodoskonalenia.

Prawie zawsze masz jakiś bodziec. Mało kto wypływa ze znanej sobie przystani bez celu i dla zabawy.

W chwilach strachu i zwątpienia, przypominaj sobie, po co to robisz. Na pewno Twój cel jest większy niż strach który Ci towarzyszy! 

2. Strach nie jest Twoim wrogiem.

Strach potrafi nieźle w życiu namieszać, ale mimo wszystko nie można powiedzieć, że jest zjawiskiem zupełnie negatywnym. To on powstrzymuje Cie przed robieniem jakichś totalnych głupot, a także przyczynia się do tego wspaniałego poczucia satysfakcji w momencie kiedy uda Ci się go pokonać. Każda rzecz której się obawiasz, a którą mimo wszystko udaje Ci się zrobić, to wyzwanie dzięki któremu się rozwijasz.

Strach jest również swego rodzaju wskaźnikiem – pokazuje obszary, w których coś Cię blokuje. Sam/a możesz podjąć decyzję, czy chcesz nad nimi pracować, czy nie uważasz tego za konieczne.

3. Skup się na tym, co obecnie robisz.

Kiedy się boimy, poświęcamy swoją energię na to co nie trzeba. Skupiamy się na źródle swojego strachu i na domniemanych fatalnych skutkach swoich poczynań. Przełączamy się w stan walki, a nie od dziś wiadomo, że przemocą niewiele da się zdziałać.

Spróbuj być bardziej obecna/y w tym co robisz. Zatrzymaj się, weź głęboki oddech, skup się na sobie. Jeśli w pełni poświęcisz się swojemu zadaniu, zaabsorbuje Cie na tyle, że zapomnisz o strachu.

4. Wbrew pozorom, to właściwe miejsce dla Ciebie.

Decyzja o wyjściu ze strefy komfortu może brzmieć groźnie, w końcu będziesz robić coś innego niż zwykle. W rzeczywistości jednak nie jest aż tak strasznie, jak mogłoby się wydawać. Robimy coś dla siebie, więc chociażby w pewnym stopniu odpowiada to naszym zainteresowaniom, celom i umiejętnościom.

Zwykle jest tak, że wyjście ze strefy komfortu polega na pójściu o krok (albo nawet o dziesięć) dalej i głębiej w tym, co już potrafisz robić. Uwierz w siebie i nie pozwól na to, by zwątpienie przejęło kontrolę nad Twoim umysłem. Przecież to potrafisz, po prostu podnosisz sobie poprzeczkę, więc naturalnie robi się nieco trudniej.

Często życie pod sam nos podstawia nam ciekawe okazje do samorozwoju. A to czy z nich skorzystamy, to już nasza własna decyzja.

5. Potraktuj to jako naukę. Wcale nie musi się udać za pierwszym razem.

Na ten temat pisałam już chyba milion razy. Nie wszystko zawsze musi się udać. I dobrze! I niech się nie udaje! Każdy upadek to lekcja a nie porażka, pamiętaj.

Niedziela pierwszych razów.

Bo wiecie, ja tego dnia przełamałam się dwa razy. Najpierw z samym przyjazdem, a później z pierwszym podejściem do… acro yogi, czyli czegoś co to tej pory znałam tylko ze zdjęć i filmików.

Gdy ten przemiły pan zaproponował mi spróbowanie swoich sił, oczywiście odruchowo powiedziałam, że nie, nienienie, w żadnym wypadku. Dopiero po chwili sama sobie zadałam pytanie: właściwie to czemu nie? Druga taka okazja może się prędko nie przytrafić. Nawet jeśli wyrżnę się na oczach tłumu i stracę jedynki, to ten, trudno. Ale przynajmniej będę miała satysfakcję, że spróbowałam.

I dobrze zrobiłam, bo po tym jednym razie absolutnie się zakochałam. W sensie w acro yodze, nie w tym panu ;) Teraz pomału wypatruję sobie okazji jakiegokolwiek rozwoju w tej dziedzinie. Czysto hobbistycznie :)

Na zdjęcia trzeba kliknąć, żeby je sobie powiększyć ;) takie rzeczy się działy tuż obok strefy Zalando, do której tak serdecznie Was zapraszałam :)

Co zrobić gdy bardzo się boisz i nie możesz sobie z tym poradzić?

Kiedyś natknęłam się na fajne ćwiczenie, idealne do wykorzystania tutaj.

Jeśli bardzo boisz się podjęcia jakiegoś kroku, wypisz sobie 10 najgorszych rzeczy jakie mogą Ci się przytrafić, jeśli się na niego zdecydujesz.

Następnie do każdego takiego czarnego scenariusza, ułóż sobie plan ratunkowy. Co byś zrobił/a gdyby tego typu przeszkoda pojawiła się na Twojej drodze? Nagle okazuje się, że nie ma sytuacji bez wyjścia :)

Poza tym pamiętaj – jeśli nie spróbujesz, to na pewno się nie uda. Próbując, zawsze dajesz sobie i losowi szansę ;)

Ach i jeszcze jedno. Gdyby ktoś w ramach opuszczania strefy komfortu postanowił spróbować swoich sił w jodze i jakimś sposobem odkrył brak potrzebnego oprzyrządowania, to i na to jest rada :) Zalando ma teraz swój specjalny dział joga w którym znajdziecie wszystko w jednym miejscu – od klocków, przez maty, po leginsy, koszulki czy bieliznę. Fajna opcja, można załatwić wszystko za jednym razem bez niekończącego się buszowania po sklepach :)


Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

Close