„Martwiąc się o aprobatę innych ludzi, stajesz się ich więźniem.Lao Tzu

Gdy dzisiaj o tym myślę, mam wrażenie, że ten krok powinien ukazać się jako pierwszy, albo przynajmniej jeden z pierwszych w Maratonie. Szukając aprobaty i starając się uszczęśliwić wszystkich naokoło, tracisz z oczu cel, który sam sobie wybrałeś/aś. Tracisz równowagę i kontrolę nad swoim własnym życiem. 

Jeśli chcesz żyć w sposób, który sam/a uważasz za słuszny, a nie w taki, który sugerują Ci inni, musisz pozbyć się głupiego nawyku kontrolowania tego, co myślą o nas inni.

Wszystkich i tak nie zadowolisz a zawieść siebie możesz bardzo łatwo. 

 


Dziś kolejny krok Maratonu Minimalisty. Jeśli jesteś tu po raz pierwszy i nie wiesz o co chodzi – patrzymy tutaj :)


 

Nie masz wpływu na to, co inni myślą na Twój temat.

Stwierdzenie samo w sobie jest oczywiste, jednak często o tym zapominamy. Jest wiele rzeczy, które możemy kontrolować. Zaczynając od telewizora i zarządzania nim za pomocą pilota, przez monitoring wydatków, aż po planowanie lub nieplanowanie ciąży. Także owszem, możemy wiele, jednak na to, co dana osoba myśli sobie na dany temat, wpływu nie mamy.

Każdy z nas wychował się w innych warunkach, w odrębnej rzeczywistości, w różnym czasie. Na tej podstawie zbudowaliśmy swoje przekonania i wierzenia, dlatego marzą nam się różne rzeczy , wędrujemy w odmiennych kierunkach i mamy swoją własną wizję porządku tego świata. To co dla jednego jest dobre, dla drugiego staje się zupełnie nie na miejscu. I odwrotnie.

Podobają nam się różne rzeczy, mamy odmienne definicje piękna. Może się zdarzyć, że kupisz sobie swoją wymarzoną sukienkę, w której Twoim zdaniem wyglądasz jak milion dolarów, a Twoja mama, brat, chłopak, tata czy przyjaciółka stwierdzi, że prezentujesz się jakbyś co najwyżej szła wynieść śmieci. I nic z tym nie zrobisz.

Jako przykładny Homo sapiens, każdy z nas ma odrębną wizję tego, jak powinno wyglądać życie i co jest jego najważniejszym celem. Taką wizję masz i Ty, więc najzwyczajniej w świecie ją realizuj. Za to pod żadnym pozorem nie trać czasu na próbę kontrolowania ludzkich myśli na Twój temat. Równie dobrze możesz stać na podwórku i tupać nogą żądając deszczu – absurd dokładnie taki sam.

Niemniej szczęśliwy/a możesz być BEZ czyjejś aprobaty.

Pamiętaj, że nie jesteś ani odrobinę mniej lub bardziej wartościowym człowiekiem, tylko dlatego, że ktoś przyklasnął Ci z aprobatą, albo wręcz przeciwnie – kazał Ci iść po rozum do głowy.

Próbujemy karmić swoją próżność, chociażby facebookowym ekshibicjonizmem, wyścigiem po lajki i komentarze. Ale, zastanów się – czy tych kilka łapek w górę naprawdę może zmienić Twoje mniemanie o sobie?

Jeśli tak, to jesteś w naprawdę poważnym bagnie.

Albo odwrotnie – masz super pomysł, chcesz zrobić coś niesamowitego, spełnić swoje marzenie – czy porzucisz ten zamiar tylko dlatego, że ktoś stwierdzi, że to głupie?

To ja Ci powiem jedno – w ten sposób nic nigdy niczego nie osiągniesz, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że to co robisz nie ma sensu.

Szkoda czasu i energii.

Szukanie poklasku pożera lwią część naszej energii. Zamiast skupić się na działaniu, zastanawiamy się: a co na to mama? co powie mój chłopak? co pomyślą ludzie? czy mnie nie wyśmieją? Tracisz czas w obawie przed postawieniem pierwszego kroku, tylko dlatego, że boisz się zdania innych.

Pytanie tylko w imię czego?

Osoby, które Cię w ten sposób stopują, wcale nie zrobią tego za Ciebie. Wręcz przeciwnie, zawsze może się zdarzyć, że wyśmieją Twój pomysł tylko po to, by Cię zniechęcić, a potem samemu wprowadzić go w życie.

Każdy szuka w swoim życiu choć odrobiny „świętego spokoju”, a moment w którym przestaniesz myśleć o tym co INNYM mogłoby się spodobać, a zaczniesz skupiać się na tym co TOBIE przynosi radość, będzie najlepsza drogą do osiągnięcia go.

Nie każdy będzie cię lubił. Nie jesteś pizzą.

Nieważne jak bardzo będziesz się starać i jak nieziemsko miłą osobą będziesz w stosunku do innych. Czy Ci się to podoba czy nie, zawsze znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że Twój sposób myślenia, mówienia, ubierania, chodzenia czy nawet oddychania jest zły. Albo chociażby niefajny. Winston Churchill powiedział kiedyś, że:

Masz wrogów? To dobrze. To znaczy, że broniłeś czegoś w ciągu swojego życia.

I wiecie, wrzucając swój pierwszy filmik na YouTube też dowiedziałam się, że jest za długi, za krótki, fajny, niefajny, ciekawy, nudny, z klimatem i nijaki. Słuchając tych wszystkich porad, nie stworzyłabym absolutnie nic nigdy, bo zawsze znalazłby się ktoś, kto jest niezadowolony.

Pierwszy film powstał i gorąco zapraszam do oglądania :)

Wszelkie komentarze oczywiście przyjmuję na klatę. I wyciągam z nich wnioski. Albo i nie ;) Wiem, że przede mną droga jeszcze daleka, ale jak to się mówi done is better than perfect, pierwszy krok postawiony :)

 


Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

  • margot

    Filmik wcale nie jest za długi! Oglądałam z rozdziawioną buzią! Zawsze myślałam, ze joga jest super nudna, a ty zaintrygowałaś mnie tymi wszystkimi pozami, to wygląda ciekawie :)

  • Jak to mówią: „Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził.” Prawda jest taka, że cokolwiek byśmy nie zrobili, zawsze znajdzie się ktoś, komu nie będzie się to podobać. Zbyt mało wierzymy w siebie i szukamy aprobaty, żeby poczuć, że robimy coś dobrze. Jednak co, jeśli jedna osoba coś zaaprobuje, a druga skrytykuje? Opieranie się na czyichś opiniach nie prowadzi do niczego dobrego. Warto słuchać siebie i uwierzyć w to, że sami najlepiej wiemy, co jest dla nas dobre.
    PS. Twój filmik bardzo mi się podoba, a sceneria w połączeniu z muzyką daje hipnotyzujący efekt :)

  • Gratulacje pierwszego filmu :) Obejrzę go dopiero wieczorem i wtedy też postaram się zostawić Ci konstruktywny komentarz. Gdy robi się coś takiego jak filmy, to zawsze jest miejsce na progress i poprawę, uważam tak bo sama będąc na studiach prowadziłam kanał na YT. Wtedy największa krytyka spotykała mnie od osób z mojego otoczenia, a nie od cyber haterów jak by się można było spodziewać. Z perspektywy czasu uważam że było to świetne doświadczenie, mimo że nie każdemu się to podobało i zamiast kibicować woleli obśmiać. Dlatego jeszcze raz gratulacje i powodzenia przy następnych filmach, no i żeby nikt Ci w kadr nie wchodził ;P

  • To prawda co piszesz! Kiedyś byłam taką osobą właśnie, która chciałą dogodzić wszystkim i traciłam mnóswo mojej bezcennej energii na taką analizę…powiem szczerze, że biłam się ze sobą co pomyślą inni, gdy zakładałam bloga…Z perspektywy czasu stwierdzam, że choć mój blog to jedno z moich licznych hobby i raczej nie podporządkowuję swojego życia pod niego, to był i jest dla mnie lekcją tego, że tak naprawdę innych nie obchodzi to, co robię w swoim życiu:),a myślałam, że będą mnie oceniać. Często za bardzo skupiamy się na zdaniu innych, podczas gdy tak naprawdę… wcale ich nie obchodzimy!

  • Zgadzam się. Tylko nurtuje mnie jedno pytanie: gdzie jest granica? Skąd wiedzieć, kiedy się uprzeć i zrobić coś po swojemu? Przecież takie osoby, które wymieniłaś, jak mama, czy chłopak chcą dla nas dobrze i chyba z reguły chcą nam swoim wyrażeniem opinii pomóc. Nie chodzi mi o sukienkę, która może się nie podobać, ale czasem ktoś powie nam: ,,uważam, że nie powinnaś w to brnąć, bo to nie jest temat dla Ciebie”. Brnąć, czy zaufać osobie, która zna nas od urodzenia?

Close