Porażka jest sukcesem, jeśli wyciągniemy z niej lekcję. – Malcolm Forbes

Miewasz czasem wrażenie, że lęk przed porażką paraliżuje Cię przed podjęciem jakiejś decyzji? Przed podjęciem pierwszego kroku? Przed zmianą tego, co Ci w życiu nie pasuje?

Ogrom ludzi, żyje poniżej swoich możliwości tylko i wyłącznie z obawy przed niepowodzeniem. Dlatego właśnie warto zastanowić się nad tym jak zmienić sposób myślenia o porażce. A nawet ją polubić.

Dziś kolejny krok Maratonu Minimalisty. Jeśli jesteś tu po raz pierwszy i nie wiesz o co chodzi – patrzymy tutaj :)

Porażka to nie koniec świata. To nawet nie koniec zadania, które przed sobą postawiliśmy. Tak naprawdę jest to jeden z zupełnie naturalnych stopni, po których musimy wspiąć się z drodze do celu.

Nie ma sukcesu bez porażki. Tymczasem zbyt często odbieramy mniejsze lub większe potknięcia jako oznakę naszej beznadziejności. Stwierdzamy, że absolutnie nie nadajemy się do tego, co robimy, poddajemy się i zaczynamy szukać czegoś nowego. Albo tez nie szukamy niczego i popadamy w stagnację.

Tymczasem niepowodzenie jest ważnym, jeśli nie najważniejszym elementem procesu uczenia się.

Tak, dokładnie – uczenia się.

Czego się boisz?

Warto zastanowić się nad tym, czego faktycznie się boimy. Okazuje się, że porażka bardzo rzadko wiąże się z bólem fizycznym czy faktyczną stratą. Najczęściej cierpi tylko i wyłącznie nasza duma. Boimy się zwłaszcza tego, jak postrzegać nas będą inne osoby, tego jak nas ocenią. Obawiamy się, że wzbudzimy ich niezadowolenie albo stracimy ich zainteresowanie. Co najgorsze, tego typu lęk dotyczy zwłaszcza osób z niską samooceną, ponieważ potrzebują one aprobaty ze strony środowiska, prawie tak samo mocno jak tlenu.

Skąd bierze się lęk?

Strach to zupełnie naturalny i całkowicie potrzebny składnik naszego życia. Jego zadaniem jest chronić nas przed podejmowaniem głupich decyzji i ich efektami. Jednak czasami jest go za dużo i zamiast pomagać – przeszkadza.

Obawa przed niepowodzeniem sprawia, że nie podejmujemy zadań, które mogłyby polepszyć nasze życie, ponieważ boimy się, że i tak nic z tego nie wyjdzie i zrobimy z siebie idiotów. Ludzie będą się śmiali, bliscy będą zawiedzeni, a my nie będziemy mogli spojrzeć na siebie w lustrze.

Przez to tkwimy cały czas w punkcie wyjścia, w miejscu, w którym wcale nam się nie podoba, rezygnujemy z marzeń, pomysłów i pragnień. 

Lęk przed porażką – jak sobie z nim radzić?

Najważniejsza jest zmiana podejścia i sposobu definiowania porażki.

1. Analizuj.

Zwróć uwagę na momenty, w których coś Ci się nie udało. Za każdym razem gdy przyjdzie Ci do głowy myśl, że poniosłeś/aś porażkę, ponieważ nie jesteś wystarczająco dobry/a w tym co robisz, uświadom sobie, że bardzo się mylisz.

2. Ucz się. 

Szukaj rzeczy, których możesz nauczyć się z porażki. Zamiast myśleć o niej jako o niepowodzeniu, traktuj ją jako informację. Jaka była przyczyna? Co mogę zmienić? Czy moge poprosić kogoś o pomoc? Czy mogę następnym razem lepiej się przygotować?

Każda porażka niesie ze sobą ogrom wiedzy. Tak naprawdę dzięki niej za każdym razem jesteś o krok bliżej do sukcesu. Wcale nie dalej! Pamiętaj, Thomas Edison stworzył miliony nieudanych prototypów żarówki, zanim udało mu się stworzyć to, co dziś mamy w każdym domu. A mógł się po prostu zniechęcić.

3. Myśl o konsekwencjach. 

Za każdym razem gdy paraliżuje cię strach, wyobraź sobie konsekwencje rezygnowania ze wszelkich wyzwań. Jak będzie przez to wyglądało Twoje życie za 5-10 lat? Pewnie nielewe się zmieni.

A potem pomyśl zupełnie odwrotnie – ile nowych drzwi otworzy przed Tobą chęć zmierzenia się z życiem?

Wybierz to życie, które bardziej Ci odpowiada.

4. Nie odbieraj niepowodzenia osobiście.

Jeśli coś się nie udało, to wcale nie znaczy, że to z Tobą jest coś nie tak! Jedynie Twoje działania były nie do końca udane. Wystarczy je zmienić, by odnieść sukces. A przynajmniej znaleźć się bliżej niego.

Porażka nie mówi absolutnie nic o Twoim charakterze. Wręcz przeciwnie, podniesienie się i spróbowanie raz jeszcze, świadczy o odwadze. 

„Kilkaset lat temu, Benjamin Franklin podzielił się ze światem sekretem swojego sukcesu. Nigdy nie zostawiaj na jutro, co masz zrobić dzisiaj, powiedział. To człowiek, który wynalazł elektryczność.

Wydawałoby się, że więcej ludzi posłucha jego rad. Nie wiem, dlaczego odkładamy rzeczy na później, ale gdybym miała zgadywać, to chyba powiedziałabym, że ma to wiele wspólnego ze strachem. Strachem przed porażką, strachem przed odrzuceniem, czasami po prostu ze strachem przed podejmowaniem decyzji, bo co jeśli się mylisz? Co jeśli popełniasz błąd, którego nie naprawisz? […]

Kto rano wstaje, temu pan Bóg daje? Działanie w odpowiednim czasie zaoszczędzi kłopotów na przyszłość. Kuj żelazo, póki gorące. Możemy udawać, że nam tego nie mówiono, ale wszyscy słyszeliśmy przysłowia, filozofów, dziadków, ostrzegających nas przed marnowaniem czasu, słyszeliśmy cholernych poetów nakazujących nam chwytać dzień. Jednak czasami musimy przekonać się na własnej skórze. Musimy popełniać własne błędy. Musimy sami się na nich uczyć. Musimy zmiatać dzisiejszą możliwość pod jutrzejszy dywan, dopóki już więcej tam nie zmieścimy. Dopóki wreszcie nie zrozumiemy, co Benjamin Franklin naprawdę miał na myśli. Że pewność jest lepsza od niepewności, że jawa jest lepsza niż sen, i że nawet największa porażka, nawet najgorsza, jest sto razy lepsza od zaniechania próby.” Chirurdzy, Meredith

Pamiętaj, to nie porażki musisz się wstydzić, a tego, że nigdy nie miałeś/aś odwagi spróbować!

Daj znać w komentarzach, jak to wygląda u Ciebie. Czy wizja niepowodzenia paraliżuje Cię, czy raczej perspektywa zdobycia nowych doświadczeń motywuje Cię do działania?


Wszystkie pozostałe kroki Maratonu Minimalisty znajdziesz tutaj :)


Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

  • W.

    Paraliżowały dwie wizje – porażki i co ludzie powiedzą. Ale nastąpiła zmiana myślenia, którą m.in. podsumowało i utwierdziło hasło ‚Bój się i rób’. Boję się, robię, wyciągam wnioski.

  • minimalfabet

    Ja też od jakiegoś czasu staram się wyłączać mojego wewnętrznego krytyka, wiecznie bojącego się porażki, i po prostu robić różne rzeczy. Zazwyczaj na początku pojawia się pewien dyskomfort, ale po jego przełamaniu zazwyczaj dzieje się coś, co zdecydowanie wynagradza podjęty wysiłek. Wyniki tych działań staram się oglądać jak bezstronny obserwator i brać z danego doświadczenia to, co najlepsze i uczyć się na tym, co się nie powiodło. Nie zawsze się to udaje, czasami powielam błędy, ale, tak jak piszesz, od czegoś trzeba zacząć.

  • Są takie momenty, że nie podejmuję pewnych działań ze względu na paraliżujący stres, strach przed porażką. Cały czas z tym walczę, więc każdy tego rodzaju tekst jest dla mnie na wagę złota. :) Dzięki!

  • Dwa lata temu postanowiłam nauczyć się jeździć na motocyklu. Pomysł był ogromnie krytykowany (bo przecież ja nic nie umiałam), a przed pierwszymi jazdami bałam się tak okropnie że ręce mi się trzęsły i opowiadałam jakieś straszne bzdety mojemu instruktorowi ;) Ale nauczyłam się jeździć i zdałam egzamin, może nie za pierwszym razem ale zdałam. A to ile razy motocykl mi poleciał i ile razy miałam obite nogi bo poleciał na mnie nawet nie wiem, i to są błędy których warto unikać. Wszystkie inne błędy nie bolą, czasami tylko boli portfel ;)

  • W mojej głowie nie ma nigdy wizji niepowodzenia przed zabraniem się do wyzwania. Zawsze jestem gotowa do boju i z myślą, że musi się udać i nie spocznę, dopóki nie dojdę do celu. Dopiero, gdy się nie udaje dopadają mnie wątpliwości :). Ale po chwili wraca zapał, szukam nowych dróg obejścia/rozwiązania przeszkód i działam dalej.

Close