„Perfekcję osiąga się nie wtedy, gdy nie można już nic więcej dodać, lecz wtedy, gdy nie ma czego odjąć” – Antoine de Saint-Exupery

Dostałam ostatnio kilka zapytań o to, po co ten minimalizm, dlaczego i dla kogo. Były też stwierdzenia, że bardzo chętnie bym to wprowadziła, ale nie wiem jak, lub też że szkoda mi rzeczy, które już posiadam i co mam z tym zrobić. Inna bajka to stwierdzenia w stylu zazdroszczę Ci tego czy tamtego, ale ja tak nie umiem.

W dzisiejszym wpisie, chciałabym więc wiele wytłumaczyć. Odpowiedzieć Ci na pytanie, czy cały ten minimalizm to coś dla Ciebie. I pokazać, że jeśli chcesz, to owszem umiesz.

Ten post jest pierwszym z serii postów jakie planuję, odnoszących się do minimalizmu. W wielu dziedzinach życia. Będzie kilka konkretnych porad i kroków jakie można poczynić, żeby zacząć żyć prościej i bardziej świadomie. Nie będą one pojawiały się jeden po drugim, żebyśmy mieli między tym wszystkim trochę oddechu. Ale będą, wszystko w swoim czasie :)

Jeśli jesteście zainteresowani, zapraszam do czytania i komentowania. I do odpowiedzenia sobie na zawarte w tekście pytania, chociażby tylko w głowie, to pozwoli nam stwierdzić, gdzie w danej chwili jesteśmy i dokąd chcielibyśmy się udać.

Czym jest minimalizm?

Podstawową zasadą minimalizmu jest: usunięcie wszystkiego co nie nadaje Twojemu życiu sensu i kolorów. Po to, aby zrobić miejsce na rzeczy ważne i wzbogacające nas.

Czy minimalizm jest dla mnie?

Proponuję przejrzeć sobie poniższe listy „Czego chcemy mieć mniej?” i „Czego chcemy w zamian?„. Jeśli zgadzasz się z nimi, przynajmniej w połowie, oznacza to, że owszem, minimalizm może być tym, czego szukasz. Albo przynajmniej tym, czego możesz spróbować.

Czego chcemy mieć mniej?

  • bałaganu,
  • negatywnych emocji,
  • zabiegania,
  • wielozadaniowości,
  • toksycznych relacji,
  • braku czasu,
  • stresu,
  • presji,
  • niezadowolenia,
  • braku celu,

Czego chcemy w zamian? 

  • czasu,
  • przestrzeni,
  • pozytywnej energii,
  • siły i pasji do robienia tego, co naprawdę nas cieszy,
  • udanego związku,
  • możliwości rozwijania swoich pasji,
  • podążania swoją własną drogą,
  • wspaniałych chwil z rodziną i bliskimi,
  • odpoczynku,
  • dobrych pomysłów,
  • kreatywności,
  • świadomego życia,
  • możliwości dokonywania wyborów,

Krótko mówiąc, minimalizm (czy też esencjalizm) polega na znalezieniu rzeczy, ludzi i zajęć które dają nam przyjemność, wzbogacają nas i sprawiają, że nasze życie nabiera sensu. Jak i tych które działają na nas zupełnie odwrotnie, przytłaczają nas, przyprawiają o wyrzuty sumienia i rozdrażnienie. Podstawową zasadą minimalizmu jest: usunięcie wszystkiego tego, co nie nadaje Twojemu życiu sensu i kolorów. Po to, aby zrobić miejsce na rzeczy ważne i wzbogacające nas.

Brzmi bardzo łatwo prawda?

W rzeczywistości jednak okazuje się, że wcale tak nie jest. Często jest tak, że jesteśmy zbyt zajęci sprawami dnia codziennego, nadmiarem obowiązków i przepracowaniem, że nie mamy nawet czasu odpowiedzieć sobie na pytanie:

Jaka jest różnica między życiem, jakie chcielibyśmy mieć, a tym o którym myślimy, że mieć powinniśmy, zmanipulowani opinią mediów, zachowaniem społeczeństwa, czy poradami naszych bliskich.

W rezultacie zapominamy o naszych największych wartościach, podczas gdy tak naprawdę zawsze i wszędzie powinniśmy stawiać je na pierwszym miejscu. Zamiast tego jednak postanawiamy zapełnić tę przestrzeń w najbardziej naturalny sposób jaki znamy – kupując więcej rzeczy, zajmując się większą ilością spraw, spotykając się z większą ilością ludzi. Zapełniamy nasz czas do granic możliwości, kupujemy wielokrotnie więcej niż tak naprawdę potrzebujemy, żyjemy bardziej na Facebooku i Instagramie niż naprawdę. Wszystko po to, by nie mieć czasu na zastanowienie się nad tym, czy idziemy w dobrym kierunku. Broń Zeusie, mogłoby się okazać, że coś jest nie tak i co wtedy?

Śledzimy wszelkie możliwe social media, lajkujemy wszystko jak leci. Wrzucamy zdjęcia pokazujące jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, karmiąc się później ilością lajków i domniemanymi zazdrosnymi spojrzeniami osób po drugiej stronie monitora.

Zapominamy jednak o tym , że większość polubień jest rozdawana tak samo bezmyślnie, jak my rozdajemy swoje. Tak naprawdę nie interesujemy się życiem innych, przynajmniej nie w tak pozytywny sposób. A na pewno nie możemy troszczyć się o aż tyle osób ile wskazuje Fejsbukowy licznik przyjaciół. Pytanie ilu z nich możemy poprosić o pomoc na wypadek kryzysu? Po raz kolejny – nie zawsze więcej, znaczy lepiej.

Skaczemy od wydarzenia, do wydarzenia, zawsze aktywni i wiecznie uśmiechnięci. I za nic w świecie nie potrafimy się przyznać, nawet sami przed sobą, że często zamiast kolejnej nocy w klubie, wolelibyśmy posiedzieć z książką na kanapie. Lub też spędzić miły wieczór bliską nam osobą. Gorzej gdy okazuje się, że takiej osoby przy na nie ma, bo zwyczajnie nie zostawiliśmy dla mniej w naszym życiu miejsca.

Minimalizm to sposób na zrobienie kilku kroków w tył. Na popatrzenie na nasze życie z trochę innej perspektywy. Chociażby po to, żeby, jak ktoś to już kiedyś powiedział: zobaczyć cały las a nie tylko jedno drzewo. Minimalizm to możliwość dokonania kilku świadomych wyborów, pozwalających na życie tak jak tego chcemy. I nie pozwalanie na to, by płynęło sobie jakkolwiek, byle jak. I przede wszystkim brak zgody by inni, lub co gorsza rzeczy, dyktowały nam co i jak mamy robić.

Standardowe pytanie: czy minimalizm polega po prostu na pozbywaniu się rzeczy?

Otóż nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Obraz minimalizmu został bardzo mocno spłaszczony a wręcz zniekształcony na przestrzeni czasu. Tu nie chodzi o wyrzucenie z szafy połowy rzeczy, albo ograniczenie wszystkiego co posiadamy do 100 sztuk, czy jednej walizki – tak jak to ostatnio jest modne.

Niby chcemy minimalizmu, chcemy zmian w swoim życiu, pragniemy żyć zgodnie z naszymi ideami, a jednocześnie sami na siebie nakładamy kolejne limity w postaci numerów czy wymiarów.

Jednocześnie jednak zaczęcie od generalnych porządków i odgruzowanie przestrzeni wokół siebie, może okazać się dobrym początkiem. I sprawdzianem, czy minimalizm będzie dobrym kierunkiem naszej dalszej podróży.

Pamiętajmy jednak o tym, że „rzeczy” to nie tylko przedmioty. One mówią o Tobie, Twojej historii, zapotrzebowaniu, zainteresowaniach, nawykach, inspiracjach i wartościach. To dlatego może być nam trudno rozstać się z naszą sukienką ze studniówki, w którą i tak już się nie mieścimy, czy walentynką od pierwszego „poważnego” chłopaka. Dla nas to nie tylko kawałek materiału czy pocztówka, to część nas, przedmiot reprezentujący nasze uczucia na danym etapie naszego życia, okraszony setką wspomnień i uczuć. Często jednak okazuje się, że pozbycie się tych rzeczy, staje się punktem startowym do czegoś nowego. Pozwala odciąć się od czegoś, co nam nie wyszło i utwierdzić się w przekonaniu, że najwyższa pora ruszyć dalej. Jednak jeśli nie chcesz tego robić – nic złego się nie stanie.

Już na samym początku pisałam o tym, że „Minimalizm to nie sztuka odmawiania sobie. To sztuka pięknego i świadomego życia w każdej chwili. To kwestia umiejętności dokonywania wyborów i trafnego oceniania tego co najważniejsze. Trzeba żyć pięknie, mieszkać pięknie i czuć się w każdej chwili w pełni świadomie i cudownie.” (reszta tutaj) i nadal nic się w tej kwestii nie zmieniło.

Badania psychologiczne pokazują, że przestrzeń wokół nas odzwierciedla to co dzieje się w naszym umyśle. I odwrotnie. Ponadto okazuje się, że bałagan, zarówno ten psychiczny jak i rzeczywisty, męczy nasze zmysły nadmiarem doznań, myśli i analiz, wzmagając tym samym uczucie stresu.

Potrzebujemy więc czystych, przestrzennych miejsc, po to by móc odpocząć, wyciszyć się i świeżo myśleć.

I prawdą jest, że zwykle, gdy raz już przejdziemy przez proces odgruzowywania, poczujemy wyraźną ulgę, nie tylko fizyczną, ale i psychiczną. I bardzo niechętnie wrócimy do stanu poprzedniego.

I ostatnie: jak mam się pozbyć moich rzeczy, skoro je uwielbiam? 

Po raz kolejny podkreślam – minimalizm to nie łamigłówki matematyczne. Tak naprawdę nie ma tu żadnych zasad co do tego ile i czego powinieneś posiadać, żeby czuć się dobrze. Nie chodzi tu też o to by mieć jak najmniej jak tylko się da i ograniczać wszystkie swoje aktywności do minimum. Sekret polega na skupieniu się na posiadaniu tego, czego naprawdę potrzebujemy i robieniu tego, co sprawia nam radość. Jeśli więc czujesz potrzebę posiadania 5 swetrów tym samym kolorze, bo wszystkie je uwielbiasz i nosisz – to super, wcale nikt nie każe Ci ich wyrzucać. Jednak jeśli po otwarciu Twojej szafy, rzeczy wypadają Ci na głowę – to znak, że coś należałoby zrobić.

Bycie minimalistą dla każdego znaczy coś innego. I to właśnie jest piękne! To co dla jednego jest krzykliwe i przeładowane, dla innego może okazać się oazą spokoju. I dobrze. Tu nie ma i nie powinno być numerów i reguł. Rób tak, jak podpowiada Ci Twój wewnętrzny głos.

Co ważne: minimalizm nie polega na pozbyciu się rzeczy i emocji i zapełnienia pustego miejsca czymś innym, też niekoniecznie potrzebnym, byleby tylko nie odczuć pustki. To umiejętność podejmowania decyzji o tym, z czego chcemy zrezygnować, a czym pragniemy wypełnić nasze życie.

Na początek możemy odpowiedzieć sobie na kilka kluczowych pytań, później już będzie łatwiej. 

Zadawanie pytań samemu sobie, pozwoli Ci wybrać odpowiedni dla Ciebie kierunek.

  • Jakie rzeczy są dla Ciebie najważniejsze? Bez czego nie wyobrażasz sobie życia?
  • Jak wygląda u Ciebie kwestia asertywności? Czy potrafisz bez problemu powiedzieć „nie”?
  • Jakie aktywności sprawiają, że czujesz się po nich pełen/pełna energii i radości?
  • Jak często robisz coś tylko dla zabawy i przyjemności? I co to jest?
  • Jaka jest Twoja ulubiona pora dnia? Dzień tygodnia? Dlaczego?
  • Jakie rzeczy i osoby sprawiają obecnie, że Twoje życie jest bardziej wartościowe?
  • Jakie działają zupełnie odwrotnie?
  • Na co chciałbyś/chciałabyś mieć więcej czasu?
  • Jak czujesz się we własnym domu czy mieszkaniu? Które miejsca w nim lubisz najbardziej?
  • Gdzie najlepiej Ci się wypoczywa?
  • Gdyby ten tydzień miał jeden dodatkowy dzień, w którym nic nie musisz, na co mógłbyś/mogłabyś go przeznaczyć?
  • Które z Twoich zobowiązań sprawiają Ci przyjemność? A które wręcz przeciwnie?
  • Ile godzin dziennie/tygodniowo spędzasz w biegu, w stresie czy zdenerwowaniu? Jaki jest tego powód?

Odpowiedzenie na te pytania na pewno zrodzi następne. To dobrze, kontynuuj, by dowiedzieć się o sobie jak najwięcej :)

I daj znać w komentarzu jakie kolejne pytania przyszły Ci do głowy :) I czy w ogóle taki wpis uważasz za potrzebny :)

 


Jeżeli spodobał Ci się wpis, to znajdź mnie proszę tutaj:

I dołącz do naszej Tajnej Grupy na Facebooku


Albo zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

Close