“Have nothing in your houses that you do not know to be useful or believe to be beautiful.” – William Morris

Odnoszę wrażenie, że najbardziej rozpoznawalnym zachowaniem minimalistów jest pozbywanie się rzeczy. Często społeczeństwo odbiera takie osoby jako dziwaków czerpiących swego rodzaju niezdrową przyjemność z wyrzucania przedmiotów.

Jakkolwiek powierzchowny ten osąd by nie był, prawdą jest, że tego typu zachowanie wywołuje najwięcej emocji. Przyzwyczajeni jesteśmy do maniakalnego gromadzenia przedmiotów, posiadanie staje się celem samym w sobie. Ciężko wyobrazić sobie korzyści płynące z ograniczania dobytku.

Czasem jednak warto jest troszeczkę nagiąć swoje poglądy i delikatnie zmienić przyzwyczajenia, po to chociażby, żeby spróbować czegoś nowego. Przekonać się czy przypadkiem nie jest to dla nas lepsze, a nawet jeśli okaże się gorsze, podjąć decyzję o dalszym gromadzeniu całkowicie świadomie.

Jaką rolę odgrywają w naszym życiu przedmioty?

Chciałoby się powiedzieć, że ogromną oraz że nie da się bez nich żyć. Nie zdajemy sobie jednak sprawy w jak wielkim błędzie jesteśmy. Owszem, są rzeczy niezbędne, czyli takie które umożliwiają nam przygotowywanie posiłków, zachowanie higieny, te zapewniające podstawową wygodę i chroniące przed czynnikami zewnętrznymi.

Jednak wszystko to co wykracza ponad powyższą listę jest opcjonalne, możemy to mieć, jednak nasz świat nie zawali się z powodu ich braku. Nasze życie nie straci przez to na jakości, paradoksalnie, stanie się bogatsze. A „puste miejsca” po przedmiotach, okażą się warte wypełnienia czymś zupełnie innym.

Ilu rzeczy potrzebujesz na co dzień?

Mniej rzeczy to automatycznie mniej stresów, sprzątania i odkurzania. To krótszy czas poszukiwania tego co jest nam aktualnie potrzebne. Jednocześnie jest to najłatwiejszy sposób na wyeksponowanie przedmiotów, mebli i przestrzeni z których jesteśmy dumni. O nieliczne przedmioty łatwiej jest nam zadbać, lepiej je wykorzystujemy i przede wszystkim pozbywamy się wyrzutów sumienia, nękających nas, że za dużo posiadamy, oraz że nie wykorzystujemy „potencjału” naszego dobytku w pełni.

Najprostszym wyznacznikiem nadmiaru jest bałagan, problem z utrzymaniem czystości i znalezieniem konkretnych rzeczy. Doprowadzenie schowka, szafki, szafy lub pomieszczenia stanu sprawiającego że nie mamy nawet ochoty go otwierać, a szukanie w nim czegoś jest walką, powinno stanowić dla nas sygnał alarmowy. Jednak pomimo faktu, iż sprzątanie w nim, kojarzy się nam raczej z kopaniem się z koniem niż z poczuciem misji, powinniśmy podjąć stosowne kroki już dziś.

Gdzie kończy się przezorność a zaczyna marnotrawstwo?

Gromadzenie przedmiotów, których nie używamy, jest tak naprawdę marnotrawieniem surowców, przestrzeni jak i pieniędzy, a przede wszystkim zdrowia i czasu, które było nam potrzebne aby te pieniądze zdobyć.

Często przechowujemy rzeczy tylko dlatego, że szkoda nam się ich pozbyć. Skoro już za nie zapłaciliśmy, to w jakiś sposób nam się należą. Zwykle brak miejsca do przechowywania nie jest dla nas oznaką tego, że posiadamy za dużo. Jak na ironię, zaczynamy wtedy myśleć o zakupie nowej szafy, przeznaczeniu kolejnego pomieszczenia na schowek, czy rozbudowie domu.

Musimy zastanowić się nad kilkoma kwestiami.

Czy takie teoretyczne „bycie przygotowanym” na każdą okazję, świadczy o naszej przezorności?

Czy fakt, że jeśli już raz coś kupiliśmy, będziemy to przechowywać do końca świata, bo a nuż kiedyś się jeszcze przyda, czyni nas osobami oszczędnymi?

A może tak naprawdę chomikujemy pewne rzeczy bezmyślnie? I sami przed sobą boimy się przyznać, że są osoby, które zrobiłyby z nich lepszy użytek?

„Pozbyć się” nie znaczy wyrzucić!

Zdarza się, iż ludzie błędnie rozumieją sens „pozbywania się” rzeczy. Pozbycie się, znaczy dla nich tyle co wyrzucenie na śmietnik, zmarnowanie.

Zupełnie nie o to chodzi. Fakt że niektóre przedmioty nie mają już dla Ciebie takiej wartości jak kiedyś, wcale nie znaczy, że inni widzą je tak samo.

Może trzymasz w pudle na szafie pamiątki po byłym związku, na które w sumie nie masz ochoty patrzeć, ale nie wiesz co z nimi zrobić. Zdarza się że kiedyś cieszyły Cię robótki ręczne, zrobienie swetra na drutach dawało Ci nieopisaną satysfakcję. Teraz jakoś wyszłaś z wprawy, brak Ci cierpliwości, jednak druty i całe stosy wełny nadal zajmują całą półkę w szafie i czekają na przypływ weny. Podobnie z całymi pokładami ubrań, które jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności już na nas nie pasują. Zajmują cenne miejsce w szafie i mrugając do nas porozumiewawczo okiem, mówią: przecież kiedyś schudniesz.

Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że posiadanie tych wszystkich rzeczy, tak naprawdę wcale nie daje nam poczucia bezpieczeństwa, a zwyczajnie nas przytłacza. Na szczęście można oddać je komuś, kto je pokocha i zrobi z nich użytek, bądź sprzedać na portalach aukcyjnych czy wyprzedażach garażowych.

Zacznij od małych przedsięwzięć.

Nie wywracaj swojego życia do góry nogami, po co samemu czuć się obco we własnym życiu. Zacznij od małych zmian i oceń czy Ci to odpowiada. Może wcale nie jest Ci to niepotrzebne. Nie ma w tym niczego złego, najważniejsza jest świadomość podejmowania wyborów.

Wiem,  że szereg osób radzi by zająć się od razu całym domem, przejrzeć wszystko co mamy, wyrzucić jak najwięcej. Najlepiej zostać z setką najpotrzebniejszych rzeczy. Być może są osoby, którym naprawdę to odpowiada. Jednak możliwe że jest to dla nich swego rodzaju eksperyment, sprawdzenie jak bardzo można okroić liczbę rzeczy które posiadamy.

Wydaje mi się jednak, że większość ludzi, sama myśl o tym, że mają w ciągu tygodnia wysprzątać cały dom, przyprawia ich o zawroty głowy i mdłości. Nic dziwnego. Przedmioty gromadziliśmy przez wiele lat, więc po pierwsze wiemy jak wielka jest skala problemu, po drugie nie jesteśmy pewni czy chcemy się pozbyć tych rzeczy (przecież ciężko na nie pracowaliśmy), po trzecie, wcale nie wiemy jeszcze czy warto tak się forsować, skoro nie możemy być pewni rezultatów.

Ja jak zawsze radzę robić wszytko pomału, z rozsądkiem i pełną świadomością.

Co, jak i kiedy?

Odgruzowywanie całego domu może nam się wydać zbyt przytłaczające i nie ma w tym nic dziwnego. Nikogo jednak nie odstrasza posprzątanie jednej półki czy szafki. Dlaczego by więc nie zacząć od tego?

1. Zawsze wybieraj tylko jedną szafkę, półkę czy płaską powierzchnię do posprzątania. Przeznacz na to około 10 minut. Nie ma tak zapracowanej osoby, która nie mogłaby sobie pozwolić na wygospodarowanie tak małego skrawka czasu.

2. Zdejmij wszystkie rzeczy z czyszczonej powierzchni i umieść je na podłodze lub dywanie.

3. Zorganizuj sobie worki lub kartony, jeden na rzeczy które totalnie do niczego się nie nadają i należy je wyrzucić, drugi na to co możemy komuś podarować bądź sprzedać, trzeci na przedmioty co do losu których nie jesteśmy jeszcze pewni – czasem potrzeba nam trochę więcej czasu by zrozumieć co tak naprawdę „czujemy” do danego przedmiotu.

4. Teraz najważniejsze: podnosimy pojedynczo każdą rzecz i umieszczamy ją w jednym z pojemników, albo z powrotem na półce. Przy czym wystrzegamy się wkładania wszystkiego do pojemnika „muszę się zastanowić”. Każda z rzeczy musi się znaleźć w jednym z tych zbiorów, nic nie zostaje na podłodze. Jedynym wyjątkiem może być sytuacja w której przedmiot znalazł się na półce zupełnie przypadkowo, wtedy odnosimy go na właściwe mu miejsce.

5. Do dzisiejszej daty doliczamy 6 miesięcy i umieszczamy to na pudle z rzeczami do „przemyślenia”. To jest czas jaki mamy na rozwikłanie wszystkich spornych kwestii dotyczących dalszego przechowywania tych przedmiotów. Być może jeśli nie przydadzą nam się przez pół roku, możemy z czystym sumieniem je komuś oddać?

PS Oczywiście jeśli nie udało nam się skończyć w 10 minut, możemy ten czas delikatnie wydłużyć.

PS2 Jeśli czujemy że rozpiera nas energia i ponosi fantazja, bardzo mile widziane jest posprzątanie kolejnej szafki, kolejnego blatu itd. Jednak tylko wtedy gdy naprawdę czujemy że to dobry moment.

I co dalej?

Oceńmy wartość przestrzeni jaką uzyskaliśmy dzięki odgruzowywaniu. I przede wszystkim pod żadnym pozorem nie zapychajmy jej kolejnymi nabytkami przywleczonymi z wyprzedaży czy wygrzebanymi podczas porządków spod łóżka :)

Skupmy się na tym jak wiele pozytywnych uczuć wnosi w nasze życie tego typu przejrzysta i zorganizowana przestrzeń. Całkiem możliwe, że tak nam się to spodoba, iż nie będziemy mogli przestać ;)

 


Zapisz się do darmowego newslettera, aby otrzymywać dodatkowe materiały i treści.


 

  • Maria Nowińska

    Bardzo mądry wpis :) Ja taką zasadę mam od dawna wprowadzoną, nawet w kosmetykach-nie dość , ze miejsca więcej, to rzadko zdarza mi sie mieć jakieś „szpargały”, mam tylko to co potrzebne :) http://maria-n.blog.pl/

  • pozdrawiam, www.mikrouszkodzen

    Zabawne jest to, że z jednej strony jestem minimalistką, a z drugiej strony tak bardzo przywiązuje się do rzeczy, że później jest mi ciężko z czegoś zrezygnować :)

  • Absur dalna

    Ja niestety strasznie przywiązuję się do przedmiotów, to jest aż chore:)

  • pieceofsimplicity

    Jeśli się z tym dobrze czujesz, to nie ma potrzeby zmieniać czegokolwiek :) Nic co lubimy nie może być chore :)

  • pieceofsimplicity

    To świadczy tylko o tym, iż Twoje rzeczy są na tyle wartościowe, że żal Ci się z nimi rozstawać ;)

  • pieceofsimplicity

    wygodne, prawda? :)

  • Myślę, że większość z nas gromadzi niepotrzebne rzeczy. Ja mam zamiar na wiosnę pozbyć się większości ubrań których nie noszę. Zawsze odkładałam bo może się przyda, może założę i co? Nie nosiłam. Wiec będzie czystka :)

  • pieceofsimplicity

    Wiesz, może warto nienoszone rzeczy po prostu komuś oddać? To że my ich nie nosimy, wcale nie znaczy że nie sprawią radości komuś innemu :)

  • Borówka

    Jestem jedną z tych osób, które duża liczba rzeczy przytłacza i które nie mają zbytniego sentymentu do wszelakich pamiątek i totalnie zbędnych prezentów (żeby nie powiedzieć brutalnie, że nie mają dla mnie wartości, choć wielce doceniam uczucie/trud, jakie ktoś w nie włożył i że w ogóle o mnie pomyślał). Dążę do optymalnego (dla mnie) stanu posiadania już od dłuższego czasu i wciąż… dążę, bo jeszcze kawał drogi przede mną. Ale fakt, że nie odbywa się to w sposób nagły i gwałtowny, tylko jest dość powolnym procesem nauczył mnie kilku rzeczy również odnośnie innych dziedzin życia.

    Podoba mi się u Ciebie (trafiłam przez PodCytatem), będę śledzić na bieżąco :)

  • pieceofsimplicity

    Witam serdecznie, cieszy mnie to, że się podoba :) a kawał drogi jest zawsze i przed każdym :)

  • Tak tak, na pewno oddam w odpowiednie miejsce te które będą się nadawać :)

  • U mnie najbardziej sprawdza się takie sezonowe sprzątanie. Mam dziś czas, ochotę, natchnę się na zagraconą półkę – działam. Im więcej rzeczy się pozbywam, tym mi lżej i z większą łatwością pozbywam się kolejnych i kolejnych. Fakt jest jeszcze trochę przedmiotów, które leżakują, ale mam nadzieję, że niedługo dojrzeję i do tej decyzji by się ich pozbyć;p

  • Zbyt duża liczba rzeczy mnie przytłacza i sprawia, że po prostu czuję się fizycznie źle. Teraz wprowadziłam projekt, gdzie w każdym tygodniu „biorę na warsztat” określone pomieszczenie w mieszkaniu, aktualnie jest to kuchnia. Przeglądam wszystko dokładnie, wyciągam z szafek i szuflad i następnie robię z tym porządek. I też zajmuje mi to góra 30 minut dziennie. Takie odgruzowanie mieszkanie jest bardzo… przyjemne, od razu czuję się lżejsza.

  • pieceofsimplicity

    A już się bałam, że tylko mi to sprawia przyjemność ;)

  • Czasem to już jest taka chora satysfakcja, że coś wyrzuciłam ;p

  • Agnieszka Semrau

    Zgadzam się w całej rozciągłości! Mnie idea minimalizmu pochłonęła jeszcze zanim dowiedziałam się że coś takiego w ogóle ktoś nazwał. Czekałam wtedy na narodziny pierwszego dziecka i włos mi się jeżył na głowie na samą myśl o tym co wszechobecne reklamy każą mi kupować – przewijaki, wanienki, podgrzewacze, wyparzacze, termometry, swetry. O nie! Od tego się zaczęło :) Co wcale nie znaczy, że nie lubię kupować pięknych rzeczy! Pozdrawiam i dzięki za miły komentarz u mnie :)

  • pieceofsimplicity

    U mnie wszystko się zaczęło, gdy musiałam spakować się na pół roku do jednej walizki. Da się zrobić, choć to jednak przesada, brakuje wielu pięknych rzeczy ;)

  • Anna Tym

    Ja w sumie mam nadmiar przestrzeni. 200 m i niewiele gratow. dziewczyny moge na hulajnogach jezdzic. Nawet stol na4 osoby choc przyszly sie wiekszy jak przymujemy gosci ;)

  • Anna Tym

    Czasem mysle o naszym domu ze mieszkamy w magazynie

  • pieceofsimplicity

    jak byłam maleńka, to jeździłam po salonie na wrotkach, bo się bałam, że na chodniku poobdzieram kolana, polecam ;)

  • Pingback: Minimalistyczne wnętrze - raj dla ducha i ciała. - simplife.pl()